Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kraina zniewolonych, dom przestraszonych - Tom I - Prolog (POPRAWIONA cz.3)

(Cześć! Oto poprawiona wersja trzeciej części prologu tego opowiadania. Chciałem w tym miejscu serdecznie podziękować Kapelusznikowi i Ozarowi, którzy uświadomili mi, że jednak trochę za bardzo popłynąłem z wydarzeniami przedstawionymi w tym odcinku i wytknęli mi, w którym miejscu fabuła nie miałaby sensu nawet jak na historię alternatywną. Dlatego więc pozmieniałem w tej części to i owo według ich uwag i mam nadzieję, że ta ulepszona wersja również się spodoba czytelnikom. Miłej lektury! :) )

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rok 1946, poranek, dzień po podpisaniu kapitulacji Stanów Zjednoczonych…

Mówią, że Nowy Jork jest „Miastem, Które Nigdy Nie Śpi”. Nic w tym dziwnego, spostrzeżenie jest jak najbardziej trafne. Metropolia ta zawsze tętniła życiem, jej ulice były zajmowane przez rozmaite samochody, a wielkie drapacze chmur pokroju Empire State Building zapierały turystom dech w piersiach. Ale dzisiaj… Nowy Jork wyglądał jak Warszawa, Paryż, Londyn, Moskwa lub Stalingrad i inne niegdyś wspaniałe miasta po tym jak spadł na nie gniew hitlerowców i ich sojuszników: większość budynków została zamieniona w wywołującą depresję ruinę, na ulicach leżały martwe ciała Amerykanów przykryte stertami gruzu lub wrakami samochodów, a ciężko uzbrojone w broń od palnej po pancerną patrole piechoty zmechanizowane Wehrmachtu i SS krążyły po całym mieście zbierając „łupy wojenne”, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia i przede wszystkim szukając niedobitków Gwardii Narodowej lub uzbrojonych cywilów na tyle odważnych i mściwych, żeby nadal stawiać opór najeźdźcy. Choć wojna była oficjalnie skończona, w prawie całym kraju wciąż trwały potyczki, ponieważ nie wszyscy generałowie postąpili według słów już byłego prezydenta Deweya. Mimo, że Wschodnie Wybrzeże było niemalże wolne od buntowników, niektórzy wykonali plan MacArthura i wciąż prowadzili swoich żołnierzy i cywilnych lojalistów do walki z okupantem na Zachodnim Wybrzeżu, z nadzieją, że odbiją stan po stanie. Było to jednak zadanie trudne, gdyż siły niemieckie zdążyły się już porządnie okopać na terenie niemalże całego kraju.

Niestety, wśród amerykańskich generałów, znajdowali się również tacy, którzy nie zostali zabici a poddali się hitlerowcom i nie stawiali już im oporu. Byli to ludzie, którzy chcieli uniknąć dalszego rozlewu krwi i całkowitej destrukcji miast. Trzech z nich obecnie znajdowało się w pokoju jednego z mniejszych i niezniszczonych w poważniejszym stopniu nowojorskich hoteli, który Niemcy zamienili na tymczasowy obóz jeniecki dla pojmanych żołnierzy i właśnie dowódców wojsk amerykańskich. Byli pochłonięci rozmową.

— Ciekawe kiedy przyjdzie ten pierdolony szkop… – zastanawiał się prawdopodobnie najmłodszy z zebranych generałów. Miał agresję wymalowaną na twarzy.

— Uspokój się, Collins, nerwy w niczym tu nie pomogą! – upomniał go nieco starszy mężczyzna z wąsem. — Chociaż mnie zastanawia czego on może od nas chcieć, skoro osobiście odwiedza naszą… celę. Co sądzisz, Archibald? – spytał siedzącego obok dowódcę, który ze skupieniem oglądał swoją laskę inwalidzką.

— Sam nie wiem, Hodges. – odpowiedział mu. — Ale to na pewno nie będzie nic dobrego. Założę się, że to kolejny z tych sukinsynów, którzy chcą się z nas ponabijać albo udzielić nam lekcji o tym jak to „nic nie zatrzyma niemieckiej machiny wojennej”! — Jedno jednak wiem na sto procent: gorzej już być nie może, chociaż nie żałuję decyzji o złożeniu broni. Przynajmniej żołnierze naszych armii uniknęli śmierci, nie wspominając już o reszcie obywateli! Choć nie ukrywam, że za Filadelfię i Boston chętnie zrzuciłbym IM taką bombę na ten ich Berlin… nie, wróć… Germanię(1). Piękną sobie stolicę wybudowali z tymi rzymskimi budynkami, siecią dróg i tą wielką świątynią(2) w jej centrum… – dodał, na co pozostali dwaj kiwnęli głową na znak, że się zgadzają z jego opiniami. — Mnie zaś zastanawia kogo szkopy wybiorą na urząd marionetkowego prezydenta, skoro William Dudley Pelley(3) nie…

Odpowiedź przerwało mu otworzenie się drzwi do ich „celi”. Weszło dwóch komandosów SS uzbrojonych w karabiny StG 44. Patrzyli na Amerykanów z obrzydliwymi uśmiechami i satysfakcją w niebieskich oczach. Nie ukrywali tego, że cieszą się z wyniku tej wojny i w pewnym stopniu gardzą pokonanymi. Najagresywniejszy z generałów ledwo powstrzymał w sobie chęć rzucenia się na nich z pięściami.

— Szykować się, jankesi! Ktoś chce z wami porozmawiać! – oznajmił jeden z nich akcentowanym angielskim i zanim zdążyli cokolwiek odpowiedzieć, SS mani ustawili się w stronę drzwi, które nagle otworzyły się i do „celi” wszedł pewien niemiecki generał. Był w miarę niski i wyglądał na dosyć młodego człowieka, co sugerowała niepomarszczona twarz. Amerykanie kojarzyli go aż za dobrze: był to nie tylko człowiek, który rozbił Aliantów w Afryce, ale także jeden z trzech dowódców hitlerowskich sił inwazyjnych, które rzuciły ich kraj na kolana. Na jego facjacie malował się tajemniczy uśmiech. Nie było w nim pogardy, chęci zadrwienia z pokonanych ani złośliwości. Ciężko było go odczytać. I to do pewnego stopnia przerażało trzech generałów.

— Generałowi Archibald Roosevelt, Joseph Collins i Courtney Hodges jak mniemam? – spytał nagle, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Jego angielski był imponujący, pomimo ostrego niemieckiego akcentu.

— Zgadza się, to my. – odpowiedział Archibald.

— A pan to…? – zaczął pytać Courtney.

— Generalfeldmarschall Erwin Rommel. – odpowiedział Niemiec.

— Co Ty tu robisz, jebany szkopie?! Chcesz się z nas pośmiać? Jeszcze Ci mało?! – warknął Joseph.

— Nein, nic z tych rzeczy, panie Collins! Chcę tylko porozmawiać… na osobności. – odparł Erwin i zwrócił się do pilnujących żołnierzy. — Panowie, możecie nas zostawić. Poradzę sobie.

— JAWOHL! – odpowiedzieli głośno obaj i udali się za drzwi.

— Czego od nas chcesz, Rommel? – spytał Roosevelt. — Chcesz zrobić nam wykład o tym dlaczego z wami przegraliśmy? Czy może chciałeś zobaczyć jak wygląda pobity Amerykanin?

— Jeśli już pan skończył, generale Roosevelt, będę kontynuował. Jak powiedziałem wcześniej, chcę tylko porozmawiać. Widzicie, jesteście jednymi z nielicznych, którzy zrozumieli bezsens dalszego opóźniania nieuniknionego, jakim jest podbój waszego kraju. Gdyby tylko inni generałowie waszych wojsk byli tacy inteligentni i dalekowzroczni… nieważne. Muszę jednak przyznać, że mimo kapitulacji, wasze armie walczyły dzielnie i sam Heinrich Himmler był pod wrażeniem czytając raporty z frontu. Dlatego mam dla was pewną propozycję… – wyjaśnił nazista. — Rozumiecie, pierwotnie naszym oficjalnym rozkazem od Fuhrera było zabicie każdego złapanego generała amerykańskiego i niektórzy z naszych żołnierzy wykonują ten rozkaz sumiennie. Z czasem jednak, głównie dzięki wstawiennictwu Himmlera, Reinharda Heydricha i mojemu, nasz wielki i czcigodny wódz doszedł do wniosku, że to swego rodzaju marnotrawstwo dobrych zasobów bojowych, nie mówiąc już o fakcie, że współpracujący Amerykanie to prawdziwy skarb, chociaż znaleźliśmy już takich, którzy mimo iż nie są wojskowymi, są nam bardzo przydatni…

 

„Kolaboranci? Cholera, wiedziałem, że do tego dojdzie. To było nieuniknione…”

 

— Oferujesz nam wstąpienie do was… Chcesz, żebyśmy walczyli po waszej stronie, mam rację? – spytał ostrożnie Roosevelt i nie spuszczał wzroku z Rommla. Nie chciał, aby pomyślał sobie, że któryś z uwięzionych Amerykanów boi się go.

— No proszę, nie jesteście tacy głupi jak pozostali generałowie! – zaśmiał się hitlerowiec. — Ja, oferuję wam możliwość kolaboracji z Tysiącletnią Rzeszą Niemiecką. Przydaliby się nam amerykańscy sojusznicy do uspokojenia populacji, podtrzymywania porządku i stłumienia tych idiotycznych partyzantów w pozostałej części kraju…

— Partyzantów? W pozostałej części kraju? O czym pan mówi, panie Rommel? – spytał zdezorientowany Hodges.

— Ach, racja, muszę wyjaśnić… Pomimo oficjalnej kapitulacji Ameryki, mamy potwierdzenie, że na zachodzie wciąż znajdują się uparci i zbuntowani generałowie, którzy kontynuują tą bezsensowną walkę z naszymi dzielnymi żołnierzami. Podobną sytuację mieliśmy w tym śmiechu wartym powstaniu w Warschau und mamy obecnie na Froncie Wschodnim, gdzie resztki tych podłych bolszewików wciąż prowadzą walkę partyzancką, wysyłanych siłą przez tego stalinowskiego psa Ławrientija Berię… Dlatego potrzebowaliśmy pomocy od Amerykanów, którzy rozumieją naszą ideologię. Ich pomoc byłaby nieoceniona nie tylko na froncie, ale też w utrzymywaniu porządku. Widzicie, nawet na względnie spokojnym Wschodnim Wybrzeżu, gdzie działają już pierwsi kolaboranci, wciąż znajdują się wasi „inni” i uparci rodacy, którzy po prostu nie rozumieją albo nie chcą przyjąć do wiadomości, że kapitulacja jest największą szansą na nowe, lepsze życie. Dlatego więc potrzebujemy ludzi, którzy mogliby… przekonać wasze społeczeństwo do naszej racji, rozbroili potencjalnych rewolucjonistów i zdusili wszelkie rebelie. Myślę, że obywatele nie posłuchają Niemca lecz Amerykanina, który również wytłumaczyłby, że podążanie drogą generała Eisenhowera sprowadzi na nich zagładę o niewyobrażalnych rozmiarach. A tego nawet nasz wspaniały Fuhrer nie chce, choć prawdopodobnie trudno wam w to uwierzyć.

— Czekaj, czekaj… – przerwał mu Roosevelt. — Wspomniałeś o Eisenhowerze… jaką rolę on odgrywa w tym wszystkim? – spytał generał. Archibald zareagował w ten sposób, ponieważ nie tylko nie otrzymał wiadomości o planie MacArthura przez swoje zniewolenie, ale także nie wyobrażał sobie stanąć do pojedynku z Ike’iem. W końcu walczył z nim ramię w ramię podczas kontrofensywy w Saint Louis, gdzie Gwardia Narodowa desperacko chciała odzyskać inicjatywę w wojnie. Bitwa była zażarta, ale Niemcy dzięki wsparciu swoich samolotów z silnikami odrzutowymi i potężnych czołgów Maus, E-75 oraz E-100 zdołali ostatecznie zwyciężyć, chociaż straty po obu stronach były prawie równie ogromne.

— Eisenhower? Ja, razem z Douglasem MacArthurem i paroma innymi wysoko postawionymi dowódcami zorganizowali małą, żałosną rebelię w zachodnich landach… nein, stanach. Przepraszam, siła nawyku. – wytłumaczył mu Erwin.

— MacArthur?! On też?! Słowo daję, ten człowiek nie wie kiedy przestać! Ale jedną sekundę… skąd macie takie informacje? Macie jakieś swoje źródło? – zapytał się Collins.

— Ja, naturlich! Nasze własne agencje wywiadowcze und współpraca z waszymi! Dyrektor waszego… hmm, ten głupi skrót… FBI to bardzo inteligentny człowiek! Rozumie naszą sprawę, tak jak my gardzi komunistami i sympatykami tego bestialskiego ustroju oraz w zamian za zachowanie stanowiska dyrektora swojej agencji zgodził się na ścisłą współpracę z Tysiącletnią Rzeszą oraz naszą Abwehrą(4) i SD(5)! – wyjaśnił mu niemiecki feldmarszałek.

— HOOVER?! TEN John Edgar Hoover pracuje dla was?! – spytał z niedowierzaniem agresywny generał.

— Ja. On i wielu innych mądrych Amerykanów. Jestem przekonany, że już wkrótce poznacie pozostałych, w końcu dwóch z nich prawdopodobnie za chwilę zostanie waszym nowym prezydentem i wiceprezydentem, a przynajmniej myślę, że mogą być wam znani… Ale nie o tym tu mowa. Chcę poznać waszą decyzję odnośnie mojej propozycji. Czy zgodzicie się na współpracę, zachowując przy tym wszystkie wojskowe przywileje, zatrzymacie ten dalszy niepotrzebny rozlew krwi oraz pomożecie budować nową, lepszą, bo ukształtowaną po naszemu Amerykę? Czy odmówicie i zostaniecie rozstrzelani jak generałowie Clark, Brooks i Rose(6)? – spytał hitlerowiec i popatrzył na swoich więźniów. Żaden z nich początkowo się nie odezwał. Erwin podał solidny argument w sprawie dalszego mordu ich rodaków. Nagle Archibald odchrząknął.

— Generalfeldmarschall Erwin Rommel… – zaczął. — Jest to decyzja, której nie możemy podjąć od razu. Daj nam trochę czasu na przedyskutowanie naszej obecnej sytuacji. Wróć za jakieś… pięć minut, wtedy będziemy już gotowi.

— To zrozumiałe. Gut, dostaniecie swoje funf minuten… – oznajmił i wyszedł śmiejąc się cicho. Roosevelt nie marnował czasu.

— I co myślicie, panowie? Czy naprawdę powinniśmy pomagać naszym oprawcom? – spytał Hodgesa i Collinsa.

— A mamy jakiś wybór?! – zagrzmiał Collins. — Przecież nie możemy odmówić i podjąć się dalszej walki! Wisi nad nami Miecz Damoklesa! To cholernie złe i Ojcowie Założyciele rozpłakaliby się jakby nas usłyszeli i zobaczyli co się stało z tym krajem, ale musimy zgodzić się na propozycję tego szkopa. Tylko w ten sposób zapewnimy sobie i reszcie Ameryki spokój od szkopskiej tyranii.

— Ale wiesz, że w oczach MacArthura, Eisenhowera, pozostałych przy życiu generałów oraz ogólnie opinii amerykańskiej na zachodzie będziemy uznani jako zdrajcy? – odparł mu Hodges. — Pomyśl co się z nami stanie, jeśli zwyciężą…

— Więc dopilnujemy, żeby nie zwyciężyli! Będziemy z nimi walczyć, jeśli będzie trzeba! – warknął Collins. — Jeden z nas zostanie tutaj i ustawi cywilów do pionu, a dwaj pojadą na zachód rozprawić się z tymi upartymi sukinsynami! Nasi żołnierze na pewno się z nami zgodzą! Widziałeś, żeby któryś z nich przeciwstawił się naszym rozkazom o kapitulacji? Ja nie! Na pewno będą lojalni wobec nas nawet teraz i zrozumieją naszą decyzję!

— Oboje macie rację… ale myślę, że na obecną chwilę współpraca z hitlerowcami faktycznie leży w najlepszym interesie Ameryki. – wtrącił się Roosevelt i skierował swoje spojrzenie głównie na Hodgesa. — Prawda jest taka, że żaden z nas nie chciał brać udziału w tej jebanej wojnie. Ale cóż, stało się. Czasu nie cofniemy, niestety. Teraz możemy tylko wyciągnąć lekcję z tej porażki i spróbować zrobić wszystko aby Bogu ducha winni Amerykanie nie cierpieli przez nie do końca przemyślaną decyzję Huey’a Longa, żeby włączyć się do tej już od początku zwycięskiej dla hitlerowców wojny. Moim zdaniem powinniśmy współpracować. A jak wy myślicie? Hodges, Ty zająłbyś się zaprowadzeniem ładu na Wschodnim Wybrzeżu. Pacyfikacja i rozbrojenie cywilów powinny być prosta, skoro większość społeczeństwa na wschodzie zgodziła się zbratać ze szkopami. Ja i Collins jesteśmy specami od ofensywy, więc zajęlibyśmy się resztą kraju. Przegonilibyśmy drani aż do Kalifornii, gdzie ostatecznie dobilibyśmy ich. Potem już tylko pilnować porządku i dalej współpracować z tymi draniami. Kto wie, może taka Ameryka faktycznie będzie lepsza… Co wy na to?

Pozostali dwaj generałowie tylko kiwnęli głowami na znak zgody. A więc stało się. Już za chwilę mieli oznajmić, że chcą się zbratać z narodem, który napadł i podbił ich kraj i tym samym zgodzić się na stąpanie drogą, z której nie mogli już zejść. Ale jaki inny wybór mieli? Minęło dokładnie pięć minut, po czym Rommel wrócił do pokoju, którym znajdowali się Amerykanie.

— I jak, panowie? Decyzja została podjęta? – spytał z uśmiechem.

— Zgadzamy się na współpracę. Zaprowadzimy porządek w okupowanych terenach oraz wspomożemy Wehrmacht w walce z partyzantami Dwighta i Douglasa. – odpowiedział Archibald poważnym głosem.

— Wunderbar! – ucieszył się Niemiec. — Fuhrer również na pewno będzie zadowolony. Jeszcze dziś w godzinach popołudniowych zostaniecie wypuszczeni z celi, wprowadzeni w szczegóły przez moich podkomendnych i dostaniecie swoje dobrze wyposażone armie, którymi będziecie dowodzić podczas tych małych porządków w Ameryce! A w międzyczasie… zapoznajcie się z nowym prezydentem… – dodał, po czym włączył telewizor znajdujący się w pokoju. Obraz pokazywał dziennikarza CBS stojącego przed Kapitolem Stanów Zjednoczonych , z którego powiewały sztandary ze swastykami III Rzeszy i przerobione na faszystowskie flagi amerykańskie. Jedno z ujęć pokazało latające nad Kapitolem odrzutowce niemieckie Horten Ho 229. Spiker odchrząknął na znak rozpoczęcia relacji.

— Mamy potwierdzenie z ostatniej chwili, że nowym prezydentem podległych III Rzeszy Stanów Zjednoczonych zostanie Charles Lindbergh! Legendarny lotnik, który przeleciał nad Atlantykiem w 1927 roku oraz jeden z głównych i najpopularniejszych obok zmarłego Pelley’a sympatyków ideologii hitlerowskiej w Ameryce zostanie za chwilę zaprzysiężony na głowę naszego państwa w obecności dwóch ministrów Tysiącletniej Rzeszy Niemieckiej, którzy przybyli do Waszyngtonu dzisiaj rano: ministra propagandy i oświecenia Josepha Goebbelsa i ministra do spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa. Wiceprezydentem zaś zostanie George Van Horn Moseley! Przypominamy, że jest to emerytowany od 1938 roku generał Armii Amerykańskiej, który wywołał spore kontrowersje wokół własnej osoby z powodu swoich wysoce nagłośnionych anty-imigracyjnych oraz antysemickich opinii. Bez względu na wszystko, miejmy nadzieję na szczęśliwą przyszłość naszego kraju…

— Także widzicie, panowie… Wygląda na to, że w końcu wasza Ameryka będzie miała kompetentnego przywódcę! – zaśmiał się nazista i wyłączył telewizor. — Żałuję tylko, że pan Pelley został zamordowany przez tego sadystycznego strażnika w więzieniu, w którym go umieściliście… Na pewno byłby dumny z tego, w jakim kierunku zmierza ten kraj! Tak czy inaczej, muszę teraz stawić się u Himmlera, żeby zdać mu dzienny raport. Na pewno nie omieszkam się mu wspomnieć o waszej chęci współpracy, z której na pewno ja, on jak i sam Fuhrer będą zadowoleni. No to auf wieder…! – próbował powiedzieć na pożegnanie i już zaczął wychodzić, kiedy nagle…

— Chwileczkę! Dlaczego mam wrażenie, że nie jesteśmy pierwszymi, którym składasz tą propozycję? – spytał Hodges.

— Bo to prawda, ja! Taką samą rozmowę odbyłem z angielskim generałem Montgomerym po osobistym odebraniu przeze mnie jego kapitulacji, a co za tym idzie naszym wielkim zwycięstwie na froncie afrykańskim! Biedny głupiec jednak nie zgodził się i obecnie jego ciało spoczywa gdzieś na dnie Morza Śródziemnego… Oprócz tego, pomagałem także później Himmlerowi w tworzeniu zagranicznych dywizji SS w Belgii, Holandii, Francji i pozostałych podbitych państwach europejskich! Jedna z nich brała nawet udział w walkach w tym kraju. Chyba z Anglii, o ile dobrze pamiętam… To jest naprawdę proste, kiedy się o tym pomyśli… wystarczy znaleźć ukrytych zwolenników naszej ideologii oraz ludzi pragnących lepszego życia i na tyle zdesperowanych, żeby do nas dołączyć, zapakować ich w mundur, dać im broń i gotowe! Także powtórzę: auf wiedersehen! – pożegnał się z nieprzyjemnym dla oka uśmiechem i wyszedł. Strażnicy ich „celi” weszli jeszcze na chwilę dać im specjalne naszywki na mundury, żeby reszta hitlerowców mogła się domyślić, że akurat ci Amerykanie współpracują z nimi. Wśród nich była właśnie ta przerobiona flaga USA z białą swastyką na niebieskim kantonie i otoczona przez trzynaście białych gwiazdek, które prawdopodobnie symbolizowały pierwsze trzynaście stanów USA, które złożyły broń.

— Panowie… – powiedział ponuro generał Roosevelt. — … to jest to. Właśnie spaliliśmy za sobą wszystkie mosty i wstąpiliśmy na drogę, z której nie ma powrotu. Obyśmy tego nie żałowali bardziej niż przystąpienia do tej feralnej wojny…

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

1) Germania – chodzi o Berlin przebudowany w ramach Planu Germania

2) Archie mówi tutaj o Volkshalle – wielkim monumentalnym budynku pochodzącym z Planu Germania, który miał być ikoną stolicy III Rzeszy

3) William Dudley Pelley – przywódca Srebrnego Legionu Ameryki – największej partii faszystowskiej działającej na terenie przedwojennego USA. Aresztowany niedługo po ataku na Pearl Harbor, a jego partia rozwiązana

4) Abwehra – niemiecki wywiad wojskowy podlegający Wehrmachtowi

5) SD – niemiecki wywiad wojskowy podlegający SS

6) Chodzi tu o generałów Marka Clarka, Edwarda Brooksa i Maurice’a Rose’a

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Kamiś pół roku temu
    Kurczę. Tekst dodany dopiero niedawno, a już najniższa ocena. U mnie było to samo. Ewidentnie jakiś hejter za tym stoi. Łap ode mnie 5 na poprawę statystyki :)
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Mam gdzieś tą jedynkę. Dla mnie takie oceny bez uzasadnienia nie istnieją ;) Dzięki za piątkę. Mam nadzieję, że tekst NAPRAWDĘ Ci się spodobał i nie dajesz mi piątki tylko dla poprawy humoru... ;)
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    *takie jedynki
  • Kamiś pół roku temu
    Pewnie, że mi się spodobał :) Ale ktoś tu ewidentnie robi na złość użytkownikom.
  • Beatka pół roku temu
    Fajne, dużo informacji, ciekawe postacie. Podziwiam ludzi, którzy piszą opowiadania i powieści historyczne, przecież jaka ogromna wiedza jest potrzebna! Mnie się bardzo podoba ;)
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Oj, tak... Długo pracowałem nad światem w tym opowiadaniu, żeby sklejał się w miarę logiczną całość. No i pomaga fakt, że interesuję się historią! :D Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało i zachęcam do przeczytania poprzednich części (chyba, że już to zrobiłaś i piszesz tu takie jakby podsumowanie całości jak dotąd XD) oraz pozostałych opowiadań! :)

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Beatka pół roku temu
    TheRebelliousOne Jeszcze nie czytałam, ale zajrzę :)
    Nawzajem
  • Kapelusznik pół roku temu
    Lepiej, ale nadal jestem sceptyczny
    Rommla trochę dziwnie przedstawiłeś - ale ok.
    Zostawiam 4
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Dzięki za szczerą ocenę i wizytę ;) Jeszcze tylko jakbyś zdefiniował "trochę dziwnie", byłbym bardzo wdzięczny. No i pomogłoby mi to w pisaniu kolejnych rozdziałów! :D
  • Ozar pół roku temu
    Dziękuje za wzięcie do serca naszych uwag. Takie zachowanie pokazuje, że jesteś otwarty na porady a dobrze o tobie świadczy.
    No generalnie jest lepiej, bo jakoś nie mogłem tego Patona przeżyć hahahahaha, podobnie jak Kapelusznik. trochę jeszcze mnie dziwi tak szybka zdrada tych jak by nie patrzeć amerykańskich generałów czyli niby elity. No ale cóż zdrajcy którzy wyżej sobie cenią koryto i władzę od honoru są w każdym państwie. Nawet nie chodzi mi o to, że się zgodzili, ale o formę tej zgody.
    Piszesz "Przegonilibyśmy drani aż do Kalifornii, gdzie ostatecznie dobilibyśmy ich. Potem już tylko pilnować porządku i dalej współpracować z tymi draniami. Kto wie, może taka Ameryka faktycznie będzie lepsza…" To już nawet nie jest zdrada to pokaz nienawiści do własnego narodu i tu chyba lekko przegiąłeś. Co do Rommla to tylko jedna uwaga. Marszałek nie był fanatykiem nazizmu. jak być chciał fanatyka to daj Waltera von Reichenau. To był chyba największy sympatyk Hitlera w Wehrmachcie.
    Reasmując poszedłeś szeroko bo i temat trudny. Czekam na dalszą część no i oczywiście na pojawienie się Patona. dam 5 głownie za to, że przyjąłeś nasze z kapelusznikiem uwagi.
  • TheRebelliousOne pół roku temu
    Oczywiście, że jestem otwarty na porady! Nie jestem jakimś zadufanym w sobie egocentrycznym dupkiem, który na wszystkim zna się najlepiej! Nie, dla mnie każde słowo krytyki czy też rada jest na wagę złota, bo dzięki temu staję się lepszy w tym, co robię :)

    No akurat jak patrzyłem właśnie na TYCH generałów to widziałem najlepiej właśnie w nich potencjalnych zdrajców. Stąd ta decyzja.

    Nie nazwałbym tego "nienawiścią do własnego narodu"... Bardziej "desperacką walką o przetrwanie i wyjście obronną ręką kosztem honoru".

    Faktycznie, Rommel nie był FANATYKIEM, ale faktem jest, że od aktywnie wspierał hitlerowską propagandę aż do porażki w Afryce. Porażki, która w tym opowiadaniu nie występuję, więc chyba rozumiesz do czego piję... ;)

    Następne części powinny pojawić się już wkrótce. Jeszcze raz dzięki za Wasze uwagi :)

    Pozdrawiam ciepło!
  • Ozar pół roku temu
    Jeszcze jedna uwaga, ale tak tylko dla sprostowania historycznego. Napisałeś:
    4) Abwehra – niemiecki wywiad wojskowy podlegający Wehrmachtowi
    5) SD – niemiecki wywiad wojskowy podlegający SS
    Jakby się uprzeć czysto regulaminowo, to Abwehra czyli wywiad i kontrwywiad wojskowy w zasadzie podlegał sztabowi generalnemu Wehrmachtu. Jednak tak naprawdę w latach 1935-1944 kiedy jego szefem został admirał Canaris (w momencie objęcia A miał stopień kontradmirała), jego pozycja szczególnie w latach 1938-1943 była tak potężna że w zasadzie podlegał bezpośrednio pod Hitlera, podobnie jak marszałek Goering dowódca Luftwaffe. Później kiedy został można powiedzieć zaszczuty przez Himmlera i SS i został odsunięty od szefowania, a później aresztowany, skazany i wysłany do obozu KL Flonsseburg, Abwegra w zasadzie została przejęta przez SS (wywiad i kontrwywiad SS - brigadefuhrera Walter Schellenberga).

    Co do SD to temat jest trudniejszy, więc postaram się bardzo skrótowo. SD zostało stworzone do oczyszczania NSDAP z elementów wrogich nazizmowi i przeciwdziałanie ich dalszej penetracji wśród nazistów. Następnie SD zajęła się również inwigilacją organizacji społecznych i partii politycznych działających na terenie całego kraju. Jego twórca Reinhard Heydrich zrobił z SD taką wewnętrzną policję w SS. Coś jakby wydział specjalny czy wewnętrzny w policji. Oczywiście SD zajmowało się wywiadem i kontrwywiadem, ale także zwalczaniem ruchu oporu, śledzeniem morale narodu, a także jego członkowie byli wykorzystywani do usuwania wrogów Hitlera i samego nazizmu. Funkcjonariusze SD byli także zaangażowani w operacjach masowej eksterminacji ludności żydowskiej, polskiej, rosyjskiej i innych podbitych krajów. Oficerowie SD , dowodząc oddziałami Einsatzgruppen mieli na sumieniu około 2 mln. ofiar czy to w Polsce czy w Rosji.
    Reasumując SD to była taka „elitarna” grupa nazistów, mająca ogromne uprawnienia co powodowało, że w zasadzie bali się jej wszyscy Niemcy. Kiedy ktoś z SD wydał wyrok śmierci to nie było od tego żadnego odwołania, podobnie z wszelkimi innymi zbrodniami, także masowymi.
  • Pontàrú pół roku temu
    Ja oceniam nie pod kątem historycznym a fabularnym i jak dla mnie jest spoko. Mam świadomość tego, że przez moją nieznajomość historii na pewno dużo tracę z tego opowiadania ale na to już nic nie poradzę. Fabułę czyta się fajnie, a i błędów (oczywiście stylistycznych) jakoś nie za bardzo widzę. Za ten odcinek 5 :)
  • Ozar 5 miesięcy temu
    Czekam na dalszy ciąg bo historia ciekawa !
  • TheRebelliousOne 5 miesięcy temu
    Hehe, spokojnie, nikt nie powiedział, że nie pracuję nad kolejnym rozdziałem! :D Po prostu moje życie prywatne trochę odbiera mi czas na pisanie i tyle. Ale spokojnie, wkrótce pojawią się nowe części WSZYSTKICH moich opowiadań, w tym również tego.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Ozar 5 miesięcy temu
    TheRebelliousOne Znam ten ból hahahahah
  • Clariosis 4 miesiące temu
    W bardzo ciekawą stronę to pchasz. W sumie się nie dziwię, że przystali na propozycję, skoro mieli pistolet przyłożony do skroni w sensie metaforycznym... Albo i dosłownym. ;)
    Świetne opisy. Pełne, wprowadzające odpowiednią atmosferę, bardzo dobrze poprowadzone dialogi. Mówiłeś, że się martwisz, że historia Ci nie wyjdzie, bo jestem amatorem, ale widzę, że jest tu dwójka ludzi obeznana w historii która służy Ci dobrą radą, przez co jesteś w stanie tylko to ulepszać. Prolog bardzo dobry, więc teraz czas na rozdział 1. :)
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz :) Tak, trochę mnie to martwi, ale jest jeszcze jeden czynnik, z którym muszę sobie poradzić. Widzisz, świat w tym opowiadaniu tworzyłem już kilku lat (!!!) i chciałem zrobić wszystko, aby ta wizja zwycięstwa państw Osi w II wojnie światowej była tak realna jak to tylko możliwe. Musiałem czytać o wszystkich najważniejszych "graczach" tego konfliktu, uzbrojeniu, poszczególnych bitwach, tworzyć alternatywy i ich następstwa... Chcę przez to powiedzieć, że czasami obawiam się, że świat, który mam w głowie jest trochę zbyt... "ambitny" do przedstawienia go w tym opowiadaniu przez takiego żółtodzioba jak ja... Ale nie poddam się, bo jak powiedziałem kiedyś, za długo siedziałem cicho i nie wierzyłem w siebie!

    Jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    TheRebelliousOne No to jak poświęciłeś lata, to teraz musisz to już przelać na papier! Jak na razie idzie bardzo dobrze, ja nie oceniam strony historycznej jak już mówiłam, cieszę się fabułą, a daty i postaci są dla mnie pewnego rodzaju "aktorami" którzy przedstawiają alternatywną rzeczywistość, w której historia potoczyła się inaczej. Wierzę w Ciebie, że podołasz temu zadaniu, bo naprawdę wszystko na to wskazuje. Będzie śledzić historię, a jak kiedyś ją skończysz to nawet i recenzję Ci dłuższą napiszę. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania