Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Pomiędzy Piętrami — Rozdział 02
Jednak doskonale zdawał sobie Kamijo sprawę, że jeśli sam tego nie zrobi, to ktoś ze stafu lub z jego zespołu pojawi się i go z tego pokoju wyciągnie. A na samą myśl o tym, aż mu się niedobrze z tego powodu robiło, bo przecież nie mógł, ot, tak opuścić próby tuż przed samym koncertem.
Wówczas sam tym ruchem pokazałby, że coś było na rzeczy, a tego przecież nie chciał! Jednak myśl, że musiał mieć styczność z Asagi'm, nie napawało go zbytnio optymizmem. Wiedział doskonale, że musiał coś z tym zrobić, bo inaczej kolejne koncerty stały pod znakiem zapytania.
Dlatego też postanowił ogarnąć to, co do niego czuł, inaczej nie będzie mu pod tym względem do śmiechu. Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mógł zostać przez niego odrzucony, co byłoby mu na rękę. Z drugiej strony, musiał to zrobić tak, aby reszta zespołu o tym się nie dowiedziała, bo nie dałaby mu przez długi czas spokoju. Pokręcił tylko głową i wziął głęboki oddech, tuż po tym, jak upewnił się, że wszystko, co potrzebował, zabrał.
── Dasz radę, jeśli tego nie zrobisz, to nie da ci to spokoju i będziesz go unikał nie wiadomo kiedy! ── mruknął pod nosem Kamijo, podczas tego, kiedy po raz kolejny zbliżał się w stronę drzwi od swojego pokoju.
A kiedy się do niej zbliżał, zaraz zawracał i tak z kilkanaście razy ten ruch powtarzał. Czuł się jak ostatni idiota albo jak małe dziecko, kiedy tego dokonywał. Na całe szczęście, nikt poza nim tego nie widział, co było mu na rękę, bo inaczej musiałby wykopać sobie dziurę i się w niej schować.
W końcu, jednak udało mu się dotrzeć po raz ostatni do tych parszywych drzwi, które wyglądały, jakby zaraz miały go zjeść. Co, jak wiadomo, było niedorzeczne, ale tak się on obecnie czuł i nic na to poradzić już nie mógł. Sam nie miał bladego pojęcia, czemu tak mocno się przejmował tym, co czuł do Asagi'ego.
Tak, jakby miał mu się zawalić cały świat, jeśli, by mu nie wyjawił tego, co do niego czuje. Po raz kolejny westchnął tylko cicho i w końcu odblokował zablokowane drzwi, aby móc opuścić pomieszczenie, w którym aktualnie się znajdował. Dopiero wtedy mógł nacisnąć klamkę i opuścić pokój hotelowy, powoli, przekraczając jego próg i znajdując się na korytarzu.
Teraz już odwrotu nie było i pozostało mu jedynie zamknąć za sobą drzwi i je zablokować. Tylko tak mógł przecież ruszyć dalej, bo bez tego nic dalej, by dokonać, nie mógł. Na całe szczęście nikogo znajomego na korytarzu nie widział, co było mu pod tym względem na rękę. Po dłuższym zastanowieniu, w końcu ruszył przed siebie, bo tylko tak mógł udać się do tej upiornej restauracji.
── A może tak odpuścić dzisiejszą próbę? ── mruknął pod nosem Kamijo podczas tego, jak kierował się korytarzem w kierunku najbliższej windy, aby móc nią zjechać na dół.
Tak bardzo był pogrążony w swoich myślach, że nawet nie zauważył, kiedy w końcu zbliżał się w stronę tych upiornych wind. Tym bardziej że dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że miał się spotkać zresztą zespołu w restauracji. Na samą myśl, aż się wzdrygnął, bo był w stu procentach, pewny, że tam znajdzie również Asagi'ego.
Jednak w momencie nie będzie z nim sam na sam, więc było mało prawdopodobne, aby coś dziwnego się wydarzy. Dopiero po kilku chwilach zaczęło docierać do niego, że ktoś przy windach znajomy się znajdował. Kiedy do niego ten fakt dotarł, miał ochotę wziąć nogi za pas i wrócić do swojego pokoju.
── Po cholerę krakałeś?! ── mruknął pod nosem Kamijo, tuż po tym, jak dotarło do niego, że właśnie zauważył Asagi'ego.
Gdyby nie to, że musiał coś zjeść i pogadać zresztą zespołu, pewnie zrobiłby tył zwrot, aby, tylko nie mieć z nim nic wspólnego. Z drugiej strony, wcześniej czy później i tak musiałby się z nim spotkać, czy tego chciał, czy też, czy nie. Co nie napawało go zbytnio optymizmem, tego był w stu procentach, pewny.
Jednak już nic na to poradzić nie mógł, co było w tym wszystkim najgorsze. Teraz tylko pozostało Kamijo udawać, że wszystko jest w porządku, co nie było takie proste jak mu się od samego początku wydawało i z każdą chwilą coraz bardziej żałował tego, że opuścił swój pokój hotelowy.
── Gdybym tylko umówił się nieco później zresztą zespołu w restauracji, pewnie teraz nie miałbym styczności pierwszego stopnia z Asagi'm! ── mruknął pod nosem Kamijo, plując sobie w brodę, że nie ustalił spotkania nieco później, niż jak obecnie ustalił.
Gdyby ustalił nieco późniejszą godzinę, pewnie wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Tym bardziej że od samego ranka miał dziwne wrażenie, że coś paskudnego się wydarzy. A im bardziej zbliżał się w kierunku wind, tym większe było jego przekonanie, że to złe przeczucie miało właśnie z nimi związek.
Gdyby nie zabezpieczenia przeciw wampirom, pewnie od razu teleportowałby się do samej restauracji. Jednak one istniały, przez co musiał jak każdy inny śmiertelnik użyć tej przeklętej metalowej puszki, aby dostać się na wybrane przez niego piętro w hotelu. Tak bardzo tego nienawidził jak niczego innego do tej pory, ale nic na to poradzić już zbytnio nie mógł i pozostało mu to jakoś przeboleć.
── Co będzie, to będzie i tyle... ── mruknął pod nosem Asagi, tuż po tym jak wcisnął w końcu ten przeklęty przycisk i pozostało mu tylko czekać, aż winda się zjawi.
Zarazem widząc kątem oka osobę, która się do niego zbliżała, a był nią nie, kto inny jak sam Kamijo. Asagi na jego widok, miał ochotę wziąć nogi za pas i uciec, ale aby wrócić do swojego pokoju, musiałby minąć samego Kamijo. A tego, w tym momencie za bardzo nie chciał, ale innego wyboru pod tym względem nie miał.
Gdyby serce mu biło, pewnie teraz wyskoczyłoby mu z tego powodu z piersi. A jak wiadomo, wcale mu nie biło, bo był wampirem, a nie śmiertelnikiem. Kamijo na widok znajomej osoby, która znajdowała się tuż przy windach, lekko się uśmiechnął. Chociaż z drugiej strony, nie był zbytnio tym faktem, zadowolony, bo jego najgorsze wyobrażenia właśnie w postaci Asagi'ego stojącego przy windach się ziszczały.
Jednak Kamijo nie mógł już zrobić w tył zwrot i powrócić do swojego pokoju, bo został przez Asagi'ego zauważony! Z czego, jak wiadomo, nie był zbytnio zadowolony, ale innego wyboru już pod tym względem nie miał. Asagi, prawdę mówiąc, nie spodziewał się za bardzo, że jednak natrafi na Kamijo w takim miejscu, jak przy głupich windach.
Chociaż coś w środku podpowiadało mu, że tak mogło się stać i tak właśnie się stało. Sam nie miał tak naprawdę możliwości ucieczki przed nim, co go mocno pod tym względem dobijało. Jednak po wyrazie twarzy Kamijo mógł wywnioskować, że i on sam, nie był z tego nagłego spotkania zbytnio zadowolony!
Prawdę mówiąc, ani Kamijo, ani tym bardziej sam Asagi, nie zdawali sobie sprawy z tego, co za niebawem się wydarzy. A, tym bardziej że przez jakiś czas będą uwięzieni w głupiej windzie, i to między piętrami! O tym, dopiero za niebawem mieli się przekonać, a na tę chwilę byli pogrążeni w tym, jak mieli do siebie zagadać.
W tym czasie Kamijo zdążył już dotrzeć do tych wrednych wind i stanąć nieopodal Asagi'ego. Obaj okropnie zaczęli się czuć niekomfortowo w swoim towarzystwie, z powodu tego, co do siebie czuli. Nie zdając jeszcze sobie sprawy z tego, że jazdy tak samo do drugiego czuł i wystarczyło, aby owe słowa do siebie wypowiedzieli.
Cisza, jaka zapanowała po tym, jak Kamijo dotarł do wind, powoli doprowadzała Asagi'ego do szewskiej pasji! Jednak nie miał zamiaru on odezwać się jako pierwszy, aby tę durną ciszę przerwać. Kamijo również, nie wiedzieć, czemu, nie bardzo miał odwagę, aby się odezwać, by przerwać tę głupią ciszę, jaka się między nimi wytworzyła.
Zamiast tego, skupił swój wzrok na szybko zmieniające się cyfry, które oznaczały, na którym piętrze aktualnie się ona w tym momencie znajdowała. Jakoś za szybko się te numery zmieniały, co znaczyło, że nikt nie wsiadał po drodze do nich. Co było im tak naprawdę na rękę, bo nie mieli ochoty użerania się w tej chwili ze śmiertelnikami.
Jednak doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że wcześniej, czy później i tak będą zmuszeni się do siebie odezwać, czy tego, by chcieli, czy też, czy nie. W końcu, jednak winda dotarła na ich piętro i się na nim zatrzymała i była tylko kwestia paru chwil, nim drzwi od niej się otworzą i dadzą znać, że można wsiadać, aby zjechać niżej.
Niedługo potem drzwi w końcu się otworzyły i teraz obaj stanęli przed okropnym dylematem, kto pierwszy ma do niej wsiąść i kto ma nią pojechać, a kto powinien pojechać następną. Z drugiej strony, jednak woleli nie spóźnić się na śniadanie, bo wówczas biednym śmiertelnikom, nie byłoby do śmiechu.
── W takim razie, nie mamy na co czekać, prawda? Resztą zespołów na nas czeka, nieprawdaż? ── przerywając w końcu ciszę Asagi, spoglądając w kierunku Kamijo, kiedy wypowiadał owe pytania.
Sam tak naprawdę nie miał bladego pojęcia, czemu jako pierwszy się odezwał, ale teraz odwrotu już nie było. Teraz pozostało mu jedynie czekać, na to, co odpowie Kamijo na jego słowa. Kamijo przez sekundę zastanawiał się, czy to do niego owe słowa były skierowane, ale patrząc, że nikogo poza nimi na korytarzu nie było, więc wychodziło na to, że to do niego owe słowa były kierowane.
── Też prawda, chodźmy, nim nam ona w końcu ucieknie! ── odparł po chwili Kamijo, zarazem oddychając z ulgą, że mu, jednak odpowiedział.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania