Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Pomiędzy Piętrami — Rozdział 07
A to dlatego, że gdyby nie utknęli w tej głupiej windzie, pewnie dalej, by się unikali jak ognia. Do czasu, gdy ich członkowie zespołów zaczęliby,, by coś podejrzewać, że coś było na rzeczy, że tak ostro się unikali. A wtedy do śmiechu, by im nie było, tego byli w stu procentach pewni, a znając Manę, pewnie jeszcze, by to wszystko rozdmuchał i wówczas już na serio tego by się nie dało ogarnąć.
── W takim razie, podsumowując to, co do tej pory było powiedziane. Obaj się w sobie zakochaliśmy, ale nie mieliśmy odwagi, aby owe uczucia sobie wyjawić i stąd tak okropnie się unikaliśmy, bo baliśmy się odrzucenia? ── zauważył na samym końcu Kamijo, zdając sobie sprawę z tego jak bardzo retoryczne to pytanie było.
Jednak musiał je wypowiedzieć, bo bez niego nie mogliby przejść do sedna sprawy i dalej tkwiliby w tym samym miejscu. Co nie było takie proste jak mu się na samym początku wydawało.
── Na to wygląda, że tak! Teraz tylko pozostaje wymyślić, to jak reszcie powiemy o nas, bo bez tego się nie obędzie, nieprawdaż? ── odparł po chwili Asagi, zarazem na końcu, zadając pytanie, tuż po tym, gdy zdał sobie sprawę z tego, że będą zmuszeni reszcie powiedzieć o tym, że są razem.
Kamijo na chwilę odebrało mowę, bo zupełnie o tym fakcie zapomniał! Nie było mowy, aby udało im się ukryć ich związek przed resztą zespołów, tego był w stu procentach, pewny! Jednak to w porównaniu z tym jak się unikali jak ognia, to był zaledwie pikuś! Dopiero teraz tak naprawdę poczuł ulgę na sercu, poczuł jak kamień z niego spada, a na jego miejsce wchodzi wszechogarniającą radość.
── O tym, to się zastanowimy jak opuścimy tę blaszaną kiszce, w której dalej się znajdujemy! Mam tylko cichą nadzieję, że jednak nas, stąd uwolnią, bo trochę już czasu, odkąd wcisnąłeś ten przycisk, minęło... ── stwierdził po chwili Kamijo, zaraz też, ściągając Asagi'ego z chmur na ziemię i przypominając o tym, że dalej znajdowali się w tej upiornej kiszce zwanej widną.
Ledwo owe słowa Kamijo wypowiedział, winda, jakby zaczęła drzeć i zaczęli słyszeć, jak ktoś z drugiej strony próbuje się do nich dobić.
── I o wilku mowa! ── skwitował ze śmiechem Asagi, śmiejąc się z tego, jak prorocze Kamijo słowa były, które przed chwilą powiedział.
Teraz dopiero mogli poniekąd odetchnąć z ulgą, że jednak przycisk zadziałał i pomoc w końcu dla nich nadeszła. Teraz tylko pozostało im siedzieć cicho i czekać na instrukcję tych, którzy próbowali ich z tej windy wyciągnąć. W kompletnej ciszy słyszeli, jak się ostro próbowali otworzyć drzwi, aby ich z niej wyciągnąć.
Widać było, jak na dłoni, że nie było to takie proste, jak im się na samym początku wydawało. Z powodu tych wszystkich zabezpieczeń, nie mogli, tak, jak u innych wind, je otworzyć, co powodowało u nich frustrację. A przecież to nie była ich wina, że tak długo szło im się do nich dobranie, bo musieli wzywać kolejnych speców, aby móc, cokolwiek zrobić.
Kamijo i Asagi w ciszy przyglądali się temu, co przed nimi się obecnie wyprawiało. Dźwięki urządzeń i narzędzi zwykłych śmiertelników przyprawiłyby o ból głowy. Na szczęście obaj byli wampirami, więc takie dzięki na nich wrażenia nie robiły. Nie wspominając o tym, że nie chcieli im przeszkadzać w tym, co robili, bo tylko to wydłużyłoby im opuszczenie tej durnej windy.
W końcu powoli drzwi zaczynały się z piskiem i skrzypieniem otwierać, ale na tę chwilę tylko troszeczkę udało się je otworzyć. Dzięki temu do środka przez tę szparę zaczęło wlatywać świeże powietrze, którego tak bardzo im jakiś czas temu brakowało. Wraz z owym powietrzem, mogli dojrzeć przez ową szparę ludzi w ubraniach roboczych, którzy pewnie byli tymi, którzy próbowali ich wyciągnąć z tego potrzasku.
── Jesteście tam? Zaraz was z niej uwolnimy! ── usłyszeli po chwili słowa wypowiadane przez speców, którzy starali się ich uwolnić.
Kamijo i Asagi spojrzeli się na siebie i zaczęli wzrokiem obstawiać, kto miał się do nich odezwać. W końcu, jednak po krótkiej batalii, która nie trwała długo, Asagi postanowił się odezwać.
── Tak, wszystko jest w porządku! Jesteśmy i mamy się dobrze! Prawda? ── odrzekł po chwili Asagi na ich słowa, aby zaraz spojrzeć się na Kamijo i się do niego zwrócić.
── Tak, potwierdzam słowa mojego przedmówcy! ── dodał po chwili Kamijo, potwierdzając słowa Asagi'ego, który dawał mu znaki dymne, aby się odezwał.
── To całe szczęście, bo parszywie się ona zacięła. Pierwszy raz, coś takiego do tej pory zobaczyliśmy, ale damy radę! ── oznajmili spece od napraw, nie mając zamiaru dać za wygraną.
── No mamy nadzieję, bo jeszcze nie jedliśmy śniadania i chcielibyśmy w końcu go zjeść! ── odrzekł po chwili Asagi, dając im do zrozumienia, że byli nieco głodni.
── To zrozumiałe, jak się panowie zacieki w trakcie docierania do restauracji. Jeszcze trochę i będą panowie wolni! ── rzekł jeden ze speców, aby po chwili poganiać resztę.
Oczywiście, zdawali sobie sprawę z tego, z kim mieli do czynienia, więc nie musieli tego ogłaszać wszem wobec. Na samą myśl, że mogli stracić życie z łap głodnych Wampirów, nie napawała ich zbytnio optymizmem. Kamijo i Asagi zdawali sobie sprawę z tego, że oni doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że byli wampirami, więc próbowali, jak najszybciej ich z tej windy uwolnić.
W końcu po dłuższej walce wreszcie udało im się otworzyć na tyle drzwi, aby jeden po drugim mogli się wspiąć i opuścić windę. Na tę chwilę Kamijo i Asagi zupełnie zrzucili fakt, że wyjawili sobie uczucia na dalszy plan, bo teraz dla nich najważniejsze było, wydostanie się z tego koszmaru.
Z pomocą speców, udało im się, po kolei opuścić windę i dopiero wtedy zauważyli, że tuż za tymi, co ich wyciągali, stali pozostali członkowie ich zespołów. Wyglądało na to, że jednak wiadomości musiały do nich dotrzeć, co było im na rękę. Nieopodal zauważyli również Manę i jego zespół, który również musiał się o nich martwić, kiedy tak długo się nie zjawiali.
── No i co teraz? ── szepnął Kamijo do ucha Asagi'ego, zastanawiając się, kiedy mieliby zamiar wyjawić to, co ustalili w windzie.
── Może po tym, jak już zjemy co? Nie mam siły, aby użerać się z nimi na pusty brzuch! ── odparł po chwili Asagi na słowa wypowiedziane przez Kamijo, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że długo będą się tłumaczyli, a na głodnego to nie był dobry pomysł.
── W sumie, masz co do tego zupełną rację, na głodnego nic nie wskóramy i nie damy im rady! ── zaśmiał się po chwili Kamijo, przyznając mu pod tym względem rację.
Ledwo do nich podeszli, a już zaczęli być bombardowani dużą ilością pytań, do tego stopnia, że nie byli w stanie odgadnąć, kto, które pytania zadał. Kamijo zaczęła boleć od tego harmideru głowa i miał ochotę ich wszystkich udusić, aby się zamknęli. Asagi ten fakt zauważył i powstrzymał go od użycia wampirzej magii na środku holu w hotelu.
── Wiem, że macie dużo pytań, ale dajcie nam najpierw coś zjeść, nim zaczniecie nas wypytywać, co się stało, dobrze? ── zwrócił się do nich Asagi, dając im do zrozumienia, że byli głodni i w każdej chwili mogli się na nich rzucić.
Kamijo był mu bardzo pod tym względem wdzięczny, bo nie miał siły, aby się z nimi użerać. Tym bardziej że całą resztę siły wykorzystał na wyjawienie tego, co do Asagi'ego czuł. Reszta nie bardzo była pod tym względem przekonana, ale przyznali mu rację, że jeszcze niczego nie wrzucili na ruszt, w porównaniu do nich.
── W sumie Asagi ma rację, dajmy im coś zjeść, nim będzie dalej zasypywać ich pytaniami! ── oznajmił po chwili Hizaki, zarazem przyznając Asagi'emu rację.
── Ale... ── nie dokończył swojej wypowiedzi Ruiza, bo został uciszony przez Tsunehito.
Asagi tylko ciężko westchnął, bo spodziewał się tego, że od tak tego nie zostawią, co było poniekąd zrozumiałe. Kamijo tylko przewrócił oczami i postanowił dorzucić od siebie do ognia.
── Jak dacie nam coś zjeść, to o czymś ważnym się później dowiecie, co wy na to? ── dodał od siebie Kamijo, puszczając zarazem oczko do Asagi'ego.
Asagi tylko westchnął, ale w środku przyznał rację, że to był dobry ruch z jego strony. Pozostali tylko spojrzeli się na siebie, zarazem robiąc wielkie, jak talerze obiadowe oczy. Od jakiegoś czasu podejrzewali, że coś między nimi iskrzyło, ale woleli nic pod tym względem mówić, bo mogli się, tak naprawdę mylić. A teraz wychodziło na to, że ich podejrzenia pod tym względem się sprawdzały.
── Niech wam będzie, w takim razie chodźmy! ── skwitował Hizaki wraz z Ruizą, w tandemie, nie zdając sobie o tym sprawy.
Niedługo po tym, Asagi i Kamijo, wraz zresztą zespołów zaczęli kierować się w stronę restauracji, w której na spokojnie mieli im wyjawić o tym, co wyjawili sobie w windzie. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że reszta poniekąd zdawała sobie sprawę z tego, że coś do siebie czuli, bo z każdym dniem stawało się to coraz bardziej oczywiste.
O tym, jednak mieli się dopiero dowiedzieć, a na tę chwilę byli tego kompletnie nieświadomi. Co było, prawdę mówiąc, zrozumiałe, bo za bardzo byli skupieni na sobie, aby zauważać to, co się wokół nich działo. Teraz tylko pozostało im jedynie mieć nadzieję, że jakoś ten fakt przetrawią, co było mało prawdopodobne.
Jednak tak naprawdę nie byli tego w stu procentach, pewni, bo dopiero mieli im o tym tak naprawdę powiedzieć. Z czego nie byli zbytnio zadowoleni, ale innego wyboru pod tym względem nie mieli. Nic więc dziwnego, że nie byli zbytnio przekonani, jak oni na tę rewelację zareagują i w tym właśnie tkwił największy problem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania