Poprzednie części:  Pomiędzy Piętrami — Rozdział 01

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pomiędzy Piętrami — Rozdział 03

Ledwo owe słowa Kamijo wypowiedział, gdzieś z głębi korytarza z obu stron zaczęły dochodzić rozmowy. A co za tym idzie, to była odpowiednia chwila, aby opuścić to piętro, nim napatoczą się inni ludzie. Chociaż mało było prawdopodobne, że to byli ich fani, woleli być przezornie ubezpieczeni, bo nie wiedzieli, czy ich rozpoznają, czy też, czy nie.

 

Gdyby serce Kamijo biło, zapewne teraz, by mu wyskoczyło z piersi, kiedy przez przypadek otarł się ramieniem o ramię Asagi'ego, kiedy wchodził tuż zanim do środka. Nie zdając sobie sprawy z tego, jak ten nieprzewidziany ruch wpłynął na samego Asagi'ego, który na chwilę zapomniał, gdzie się aktualnie znajdował.

 

── Może byś tak wcisnął ten cholery guzik, piętra, na którym znajduje się ta durna restauracja co? ── zwrócił się do niego Kamijo, tuż po tym, jak zauważył zbliżające się osoby, które w każdej chwili mogły wpasować się im do windy i jechać z nimi.

 

── C-co?! Ach, tak, już się robi! ── odparł po chwili nieco skołowany Asagi, nie bardzo wiedząc, co jest grane, ale szybko wcisnął odpowiedni przycisk i kolejny, aby drzwi się w końcu zamknęły.

 

Podczas kiedy zamykały się drzwi od windy, Asagi i Kamijo, mogli słyszeć poirytowane głosy mężczyzn i kobiet, jak i dzieci, że nie poczekali na nich. W tym dorośli rzucali obraźliwe słowa pod ich adresem, zapominając, że między nimi były dzieci. Dopiero kiedy w pełni zamknęły się drzwi od windy i ona w końcu ruszyła, mogli poniekąd odetchnąć z ulgą.

 

Wcale nie przejmowali się tym, co tamci ludzie o nich mówili. Dla nich teraz liczyło się tylko to, aby dotrzeć na odpowiednie piętro i wcale nie umknęło uwadze Kamijo, to jak przed chwilą zareagował Asagi. Chociaż doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nie powinni zbytnio zwracać na siebie uwagę.

 

── Nic ci nie jest? Przez twoje dziwne zachowanie, mało nie mieliśmy problemów! ── zauważył po chwili Kamijo, powoli, zaczynając się martwić o swojego rozmówcę.

 

Tak bardzo się tym przejął, że kompletnie zapomniał o tym, że to właśnie przez niego przechodził kryzys pod względem uczuć i tym, że możliwe się w nim zakochał. Asagi w tym czasie, coraz bardziej zaczynał się czuć niekomfortowo w towarzystwie Kamijo. Raz po raz miał ochotę się na niego rzucić i dokonać czegoś, czego potem zapewne, by żałował.

 

Dlatego tak trudno było mu się skupić na tym, aby podtrzymywać z nim rozmowę, o czym Kamijo, jak wiadomo, zbytnio nie zdawał sobie sprawy. Powoli zaczynał pluć sobie w brodę, że tak długo zwlekał z opuszczeniem swojego pokoju hotelowego, bo gdyby od razu to zrobił, to pewnie teraz, by nie przechodził tych okropnych katuszy.

 

Jednak nic na to już poradzić nie mógł i pozostało mu jakoś tę piekielną przejażdżkę przetrwać. Tym bardziej że zaczynał mieć dziwne wrażenie, że coś za chwilę niedobrego się wydarzy. Z tego też powodu, jakoś nie był zbytnio przekonanym, aby na serio jechać właśnie tą windą, co właśnie mieli jechać.

 

── Tak, wszystko jest w porządku, ale dziękuję za troskę! ── odparł po dłuższej przerwie Asagi, prawie, cedząc każde słowo, jakby obawiał się, że powie coś, czego potem cofnąć, by nie mógł.

 

A to dlatego, że Asagi nie tylko miał problem z kontynuowaniem tej durnej rozmowy, ale też spoglądanie na samego Kamijo, który w jego oczach, coraz bardziej wydawał się uroczy. Gdyby nie opresyjna aura, jaka emanowała od Asagi'ego, Kamijo już dawno, by się na niego rzucił, a tak to miał ochotę wziąć nogi za pas i uciec.

 

Jednak tęgi zrobić i tak nie mógł, bo przecież znajdował się w głupiej windzie z zabezpieczeniami anty wampirzymi, co jeszcze bardziej potęgowało jego frustrację. W tym czasie czarnowłosy miał już tej przejażdżki tą durną windą serdecznie dość i chciał się z niej ulotnić.

 

Co było poniekąd zrozumiałe, zważywszy na, to jak jego towarzysz zaczął się zachowywać, jakby jakiś niewidzialny problem w nim narastał. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przyczyną owego dziwnego zachowania było to, że miał mieszane uczucia, co aktualnie powinien zrobić.

 

W końcu, jednak postanowił Asagi się odezwać, bo za długo panowała w windzie cisza, która powoli doprowadzała go do szewskiej pasji. Co było trochę pod tym względem zrozumiałe, jeśli spojrzeć z jego strony. Nic więc dziwnego, że musiał w końcu przerwać tę ciszę, bo inaczej zapewne, by zwariował.

 

── Ile jeszcze będziemy tak jechać? ── spytał po dłuższej przerwie Asagi, zarazem przerywając tę upiorną ciszę, jaka się między nimi wytworzyła.

 

Chciał jakoś poprawić atmosferę, która obecnie była tak napiętą, że tylko wystarczyła iskra, aby się zapaliło. Od jakichś kilku chwil, miał on wrażenie, że coś było nie tak z tą przeklętą windą, ale nie wiedział, w czym tkwił problem. Kamijo zajęło parę chwil, nim dotarło do niego, że Asagi coś do niego powiedział.

 

A, z tego powodu że był za bardzo pochłonięty swoimi myślami i tym, co ma teraz zrobić. W końcu, jednak stwierdził, że jeśli nie wyjawi teraz tego, co do niego czuje, to kolejnej okazji, jak ta, może szybko nienadejść, tego był w stu procentach, pewny. Bo co innego w takiej sytuacji miałby zrobić, jak ich nie wyjawić?

 

── C-co?! ── wydukał po chwili Kamijo, tuż po tym, jak dotarło do niego, że Asagi coś do niego powiedział.

 

Asagi tylko ciężko westchnął, na dźwięk, wypowiedzianych przez Kamijo słów, których, jak wiadomo, mocno się spodziewał. Dlatego po tym, jak skupił swój wzrok na nim, ponowił swoje słowa.

 

── Pytałem się, ile jeszcze będziemy tak, jechali tą durną windą? ── ponowił swoje słowa Asagi, powoli, tracąc już poniekąd cierpliwość.

 

A to dlatego, że z każdą chwilą coraz bardziej go korciło, aby wyjawić mu, co do niego czuje, aby móc w końcu przestać się z tego powodu denerwować, w jego obecności. Kamijo przez chwilę miał za to problem ze spojrzeniem się w jego kierunku, kiedy poczuł jego wzrok na sobie. W końcu, jednak postanowił, że wcześniej, czy później i tak musiałby mu spojrzeć w oczy, więc i to teraz zrobił.

 

── To dobre, już dawno powinniśmy być na miejscu... ── Kamijo nie dokończył wypowiadać swoich słowa, bo nagle usłyszeli dziwny dźwięk i winda, jakby się raptownie zatrzymała.

 

Stało się to tak szybko i raptownie, że Kamijo z rozpędu wpadł na Asagi'ego, co nie było jego winą. Nawet nie zdążył zareagować, aby utrzymać równowagę, co było bardzo zrozumiałe. Zaś Asagi w ostatniej chwili udało mu się złapać Kamijo, nim ten sobie coś złego zrobił i nie byłoby potem mowy, aby się wytłumaczył, czemu Kamijo opuścił windę totalnie zakrwawiony.

 

Światło w windzie zmieniło się na kolor czerwony, co było spowodowane migającym światłem, które zmieniło swoją barwę na czerwony. Na chwilę zapanowała obopólna cisza, którą można było kroić nożem, a Asagi ani tym bardziej Kamijo, nie mieli zamiaru się ruszyć, jakby każdy ich ruch, przybliżał ich do niechybnej zguby.

 

Dopiero kiedy upewnili się, że są bezpieczni, Kamijo zdał sobie sprawę z tego, że dalej znajdował się w objęciach Asagi'ego, o czym nie zdawał sobie, jak wiadomo, sprawy. A to dlatego, że tak był skupiony na tym, aby nie uderzyć się w głowę, że nawet nie zauważył, jak wpadł w ramiona, ciemnowłosego.

 

Nic więc dziwnego, że go totalnie spetryfikowało i nie był w stanie zrobić, jakiegokolwiek ruchu. Gdyby serce mu waliło, jak normalnemu śmiertelnikowi, to teraz zapewne dostałby zawału. Na szczęście był on wampirem, więc o ten fakt nie musiał się zbytnio pod tym względem martwić.

 

Jedynie mógłby się martwić, jeśli ktoś, by mu w serce wbił osikowy kołek, co nie było takie proste, jak się im wydawało. Tak czy inaczej, przez umysł Kamijo zaczęło przemykać myśli w stylu „I co teraz? Nie mówcie mu, że utknąłem z nim w tej cholernej windzie? Za jakie grzechy!".

 

── C-co się stało?! Dziękuję za ratunek! ── wydukał po chwili Kamijo, tuż po tym, jak doszedł do siebie, po tym, co się chwilę temu wydarzyło.

 

── Dobre pytanie! Wydaje mi się, że utknęliśmy między piętrami! Całe szczęście, że nic ci się nie stało! ── odparł po chwili Asagi, podczas tego, jak już wypuszczał ze swoich objęć Kamijo, zarazem oddychając z ulgą, że nic mu się jednak nie stało.

 

Kiedy Kamijo usłyszał odpowiedź ze strony Asagi'ego, przez dobrą chwilę miał wrażenie, że się przesłyszał. A to dlatego, że nie było mowy, aby zostali oni uwięzieni w głupiej windzie, prawda?

 

── Ty, chyba żartujesz, prawda? ── spytał zszokowany Kamijo, nie mogąc uwierzyć własnym uszom, temu, co właśnie od swojego rozmówcy usłyszał.

 

Nic więc dziwnego, że spojrzał się na niego z oczami wielkości talerzyków od filiżanek do herbaty. A cisza, jaka się między nimi wytworzyła, można było kroić nożem. Wszystkie obawy, jakie do tej pory miał Kamijo, w tym momencie nie miały zupełnie sensu. A co za tym idzie, w każdej chwili mogło się stać, coś o wiele gorszego, czego, jak wiadomo, za bardzo nie chciał.

 

── Wcale pod tym względem nie żartuję! Na serio utknęliśmy między piętrami, sam zobacz! ── odparł po chwili Asagi, zarazem wskazując na to, że cyfry zatrzymały się w połowę na wyświetlaczu.

 

Asagi poniekąd rozumiał skołowaną reakcję u Kamijo, bo sam przez chwilę nie bardzo wiedział, co jest grane. Dopiero po chwili zrozumiał, że ten dziwny tremor i nagłe zatrzymanie się windy, nie oznaczało, że dotarli na miejsce. Tym bardziej że owo światło, które do tej pory nie było włączone, teraz ostro świeciło na kolor czerwony.

 

A tak się działo, jeśli była jakaś awaria i dawało ono znać, żeby wezwać pomoc. A co za tym idzie, pozostało jedynie wcisnąć jeden przycisk, który wzywał pomoc,by później czekać, aż ktoś się zjawi i ich wyciągnie z tego koszmaru. Chociaż wątpił, czy to szybko nastąpi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania