Przestrzeń której nie potrafię nazwać, niespodziewane spotkanie cd 3

dalszy ciąg 3

 

Idąc w stronę schroniska, wyszliśmy na najwyższe wzniesienie. Schodząc ku polanie, kamienista droga zmieniła się w wąską ścieżkę, wysypaną wypłukanymi, śliskimi głazami. Trudność ich pokonywania rozproszyła dotychczasowe myśli i pozwoliła na chwilę odpocząć od kolejnych pytań.

Wykorzystałem ten czas, próbując rozpoznać jej charakter.

Obserwowałem, jak niezależnie wybierała drogę, spontanicznie wchodząc w głąb młodnika. Najważniejsze było dla niej pokonanie trudności, a wybór drogi wydawał się zawsze przemyślany, niezależnie od konieczności przedzierania się przez niskie gałęzie, czasem w zabawnych pozach. Trzymanie się wyznaczonego szlaku uznawała za rzecz drugorzędną. Nie miała też potrzeby schodzenia „ładnie” ani zgodnie z przyjętymi regułami.

Była niecierpliwa wobec ludzi poruszających się wolniej. Nie uważała za konieczne dokładne śledzenie informacji umieszczanych na tabliczkach przy szlaku. Miała własne rozpoznanie sytuacji.

Pomyślałem wtedy, że to, co dla niej jest oczywiste, dla innych może już takie nie być. Jej silna autonomia była niewątpliwie zaletą, ale w sytuacjach wymagających kompromisu mogła również stawać się źródłem konfliktu.

Doszedłem do przekonania, że w jej postępowaniu najważniejsza jest treść i cel działania. Forma ma znaczenie drugorzędne, dopóki spełnia swoją funkcję. Raz może działać bardziej emocjonalnie, innym razem rzeczowo. Ta zmienność nie była jednak przypadkowa. Wydawała się wynikać z umiejętności dostosowania sposobu działania do sytuacji.

Po chwili zauważyła moje zamyślenie i skrywaną emocję.

— Jakie są wnioski z twojej obserwacji? — zapytała stanowczo.

Nawiązując do przerwanej wcześniej rozmowy, odpowiedziałem, że kamienista droga wyzwala zdolność kojarzenia faktów i przechodzenia od jednej myśli do następnej, ale jednocześnie wymusza okresowe zatrzymanie się przy konkretnym elemencie — choćby przy śliskim głazie, z którego łatwo można spaść.

Zaczęła spontanicznie się śmiać.

Wiedziała, że ukrywam prawdziwe myśli.

— Nie potrzebuję, żeby mój sposób działania wyglądał tak samo jak sposób działania innych ludzi — powiedziała. — Nie próbuję stworzyć ładnego obrazu siebie. Mam własny sposób robienia rzeczy i niekoniecznie muszę dostosowywać go do oczekiwań otoczenia.

Zastanowiło mnie połączenie tych czysto ludzkich cech z głębią jej filozoficznego myślenia.

Nie przypominała anioła.

A jednak po chwili zrozumiałem, że niektóre sytuacje potrafią zanurzyć człowieka w czymś, co można nazwać anielską sferą, nie opuszczając przy tym ziemi.

Szliśmy dalej po twardym podłożu, pośród drobnych kamieni. Wyraźnie czuliśmy pod stopami ciężar ziemi i materii.

W pewnym momencie zauważyliśmy przed sobą drewniany, prosty most.

Jego forma miała jednak szczególną harmonię. Poszczególne elementy tworzyły konstrukcję, która odbierała materiałowi poczucie ciężkości. Stonowany brąz mostu nie odcinał go od otoczenia. Wydawał się jego naturalną częścią.

Kiedy weszliśmy na deski, kroki stały się lżejsze.

I wtedy ukazała się woda.

Płytki górski strumień płynął pod nami, przykrywając krystaliczną warstwą wody kolorowe kamienie, których barwy przypominały jesienne liście. Delikatny ruch nurtu odbijał światło na powierzchni, a pod nią otwierała się głębia małego, tajemniczego świata.

Słońce docierało aż do jego dna.

W ciszy tego miejsca świadomość zaczynała unosić się ponad strumieniem. Ciężar kamieni, twardość ziemi i wysiłek drogi pozostawały za nami.

Przechodziliśmy przez most.

Nie prowadził jednak tylko z jednego brzegu na drugi.

Miałem wrażenie, że przeprowadza nas z jednego sposobu odczuwania świata w drugi — z rzeczywistości ciężkiej i zamkniętej w materii ku przestrzeni, w której materia zaczyna przepuszczać światło.

Szliśmy dalej, ale przez chwilę nie musieliśmy już niczego wyjaśniać.

Woda płynęła pod nami.

Światło poruszało się po jej powierzchni.

A my, zanurzeni w ciszy, pozostawaliśmy pośród tego wszystkiego — jakby granica między tym, co widzialne, i tym, czego nie można nazwać, na moment przestała istnieć.

Piotr Sobański

redakcja AI

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania