Poprzednie częściPrzystanek autobusowy

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Przystanek autobusowy cz.5

Marek siedział na ziemi, z trzy, cztery metry od Pauliny, zwrócony bokiem do niej, tak że miał komfort bycia odizolowanym, ale kątem oka cały czas ją widział. Na ziemi przed nim leżał nóż, marek się w niego wpatrywał. Na jego twarzy nie było emocji. Wzrok pusty, jednak myśli zaprzątały mu głowę.

Paulina masowała sobie na przemian nadgarstki, widoczne było na nich zaczerwienienie, momentami skóra była lekko zdarta. Lina która wcześniej splatała jej ręce teraz znajdowała się w pasie. Obok niej leżała butelka z wodą. Mimo, iż jej sytuacja nie uległa znacznej poprawie, fakt, że mogła teraz używać rąk, sprawiał, że czuła się bardziej komfortowo - o ile można w takiej sytuacji mówić o komforcie.

- Wiesz, miałem dużo czasu na przygotowania - powiedział wpatrując się w ziemię i bawiąc się nożem - Nie chciałem, żebyś to była Ty. Znaczy, żeby to był ktoś niewinny.

Paulina tylko spojrzała się na Marka, ale się nie odezwała.

- Na początku chciałem, żeby to był ktoś kto na to zasłużył.

- Zasłużył? Więc chciałeś bawić się w Boga? Albo sędziego? Myślisz, że byłbyś w stanie słusznie ocenić kto zasłużył na odebranie mu życia?

- Może tak, może nie. Ale nie o to chodzi. Jakbym miał to zrobić, no to chyba lepiej żeby to była osoba, która zasłużyła niż ktoś nie winny, nie?

- Najlepiej żebyś tego nie zrobił w ogóle.

Marek westchnął dając znać, że nie o to mu chodzi. Pokiwał głową, chyba doszedł do wniosku, że dziewczyna nie rozumie.

- Wiem o co Ci chodzi. Jak ktoś zabił człowieka to zasługuje sam na śmierć?

- No to też zależy.

- Od czego? - drążyła

- No czy zrobił to umyślnie, czy to był wypadek..

- A jak zrobił umyślnie, ale miał dobry powód?

- Na przykład jaki? To też...

- A jak to był wypadek? Ale jednak była w tym jego wina? Powiedzmy pijany kierowca po raz kolejny wsiadł za kółko i tym razem kogoś zabił?

- No to też zależy! Przecież nie mówię...

- A jak ktoś zabił kogoś i zabije się tego człowieka to zasługuje się wtedy na śmierć czy nie? A jak Ty byś zabił kogoś kto zabił kogoś dlatego, że ten ktoś kogoś zabił to byś zasługiwał na śmierć? Czy w ten sposób można powstrzymać łańcuch zabójstw czy należy wszystkich zabić?

- Boże! Uspokój się. Nie mówię, że należy kogoś zabić. Nikt nie powinien zabijać, tylko ja nie mogę… o to chodzi żeby nie był to ktoś niewinny tylko...winny.

Paulina milczała.

- Namierzyłem kilka takich osób, które... nie były dobrymi ludźmi - Marek spojrzał na Paulinę szukając zrozumienia. Nie znalazł go.

- Z resztą nie o to w tym wszystkim chodzi. Chodzi o to, że nie zdecydowałem się zabić kogoś kto na to ‘zasługuje’ - tutaj mocno zaakcentował - tylko osobę, która będzie...z którą będę miał największe szanse nie zostać złapanym. Więc jak widzisz nie ma we mnie dobra.

- Chcesz przekonać mnie czy siebie? - zapytała - A wziąłeś pod uwagę, że może na siłę szukasz w sobie zła?

- Heh, ja nie muszę go szukać, ono cały czas o sobie przypomina. Cały czas tam jest, gdzieś w środku i nie daje mi spokoju. Nie potrafię z nim żyć, a jest tylko jeden sposób aby na chwilę zniknęło.

Zapanowała cisza, po czym rozległ się delikatny dźwięk łamanej gałązki, po czym świst liści. Oboje szybko zareagowali na niespodziewany dźwięk i równie szybko go zignorowali.

- Wiesz, jest takie powiedzenie, że jak długo będziesz się patrzeć w otchłań to otchłań zacznie spoglądać na Ciebie. Może już nie potrafisz żyć bez udręczania się, bez poczucia, że jesteś zły, najgorszy. Może tylko to Cię napędza. Może myślisz, że tylko to jest Ci wstanie przynieść szczęście, bo nigdy wcześniej szczęścia nie zaznałeś. Byłeś kiedyś szczęśliwy?

-Oczywiście, że byłem. Chyba każdy był, no lub prawie każdy. Za dzieciaka, pamiętam, jak małe rzeczy sprawiały mi szczęście, dostanie prezentu, zabawa z innymi dziećmi, oglądanie telewizji. Dużo rzeczy, chyba większości dzieci takie rzeczy sprawiają przyjemność.

- No tak, ale tak jak mówisz to było jak byłeś dzieckiem. Dzieci są inne, nie zepsute jeszcze tym światem więc potrafią się cieszyć na przykład z oglądania bajki, totalnie się w niej zatracić i co najpiękniejsze, zapominają wtedy na amen, że zaraz będą musiały iść umyć zęby czy zjeść znienawidzone warzywa. Zapominają bo mogą i właśnie dzięki tej niepamięci kosztują z całą uwagą chwilę w której są, nic nie odwraca ich uwagi. Dopiero później uczymy się odpowiedzialności. Ludzie obowiązki, sytuacja zmuszają nas do pamiętania o zobowiązaniach i rzeczach ważnych, które sprawiają, że nie potrafimy już się szczerze cieszyć. No bo przecież musimy być odpowiedzialni i dorośli.

Marek nic nie mówił, zatracił się we własnych myślach. Przypomniał sobie jak był dzieckiem i życie było inne, jakieś takie weselsze i bardziej kolorowe.

- Pamiętasz kiedy przestałeś być szczęśliwy? - Zapytała

- Nie pamiętam dokładnego momentu. Znaczy było takie jedno wydarzenie, ale nie wiem czy to był początek w którym przestałem być szczęśliwy.

- Jednak to pierwsze przyszło Ci do głowy. To może coś znaczy.

- Ale to było w gimnazjum - Marek niechętnie wrócił do tamtych lat szkolnych. - To było jakbym nagle zdał sobie sprawę, że świat wymaga ode mnie żebym inaczej się zachowywał. Nie mogłem z nikim złapać wspólnego języka. Pamiętam jak z kolegami poszliśmy do opuszczonego domu i tam był jakiś kot, byliśmy młodzi i głupi. Ganialiśmy go, rzucaliśmy w niego różnymi rzeczami, on uciekał po czym podchodził czając się do nas z powrotem. To było głupie, znęcaliśmy się nad tym kotem. W pewnym momencie kolejny raz rzuciliśmy się za nim, okrążając go. Udało mi się go złapać, pamiętam byłem wtedy dumny i szczęśliwy, że to właśnie ja go złapałem. Strasznie się wił, trudno było mi go utrzymać...Po chwili złapałem go za ten mały łepek i z całej siły skręciłem mu głowę. Pamiętam...pamiętam tą ciszę, wydawało mi się, że w tej zabawie o to chodziło, przecież robiliśmy temu kotu krzywdę. Przecież jakiś czas wcześniej w tym samym gronie deptaliśmy na chodniku ślimaki czy łapaliśmy żaby i znęcaliśmy się nad nimi. Jednak w tamtej chwili, w chwili kiedy zabiłem tamtego kota - co sprawiło mi dużą przyjemność - okazało się, że nie o to chodziło. Po czasie zrozumiałem, że przekroczyłem linię zabawy, może głupiej może okrutnej ale zabawy i w oczach kolegów stałem się świrem. Po szkole szybko się rozeszło co zrobiłem i wszyscy na mnie inaczej patrzyli. Czułem, że to koniec znajomych, a nawet spokoju w szkole i nie myliłem się. Powiedziałem o tym rodzicom, matka chciała, mnie wysłać na jakąś terapie, ale ojciec mówił, że szkoda pieniędzy i jakoś się rozeszło. Ja się cieszyłem bo nie chciałem iść na żadną terapię. Od tamtego czasu pamiętam, że chodzenie do szkoły było dla mnie udręką i codziennie czekałem tylko, żeby wrócić do domu i siedzieć samemu w pokoju.

- Nie rozmawiałeś o tym z rodzicami, nie wspierali Cię?

- Bez pośrednio o tym nie rozmawialiśmy, drążyli tylko cały czas naokoło pytając czy wszystko w porządku. Ja odpowiadałem, że tak bo miałem dosyć wszystkiego i wszystkich a i tak wiedziałem, że jestem inny.

Paulina odczuła współczucie, nie wiedziała dlaczego, ale zrobiło jej się żal Marka. Pomyślała, że tak jak ona nie zasłużyła na śmierć, tak samo on nie zasłużył na to żeby urodzić się z tymi żądzami, żądzami które ukształtują całe życie tego jeszcze wtedy młodego dziecka.

- Zrobiło Ci się mnie żal, prawda? - powiedział dziwnym tonem, którego nie rozumiała - Ale to bez sensu. Ok, można sądzić, że to niesprawiedliwe i to nie moja wina, że urodziłem się taki. Ale czy to coś pomoże? Mi też czasami siebie żal. Chociaż nie wiem czy to nie jest już bardziej gniew. Gniew i bezradność, która przez tak długi czas zmienia się w coś...co Cię przerasta. Od tamtego czasu minęło sporo czasu i uwierz mi targały mną już chyba wszystkie możliwe emocje. Jedyne do czego doszedłem to że muszę temu dać ujście. Albo to albo..

Marek zamilkł i już nie kontynuował. Nie musiał, Paulina doskonale wiedziała jakie jest drugie wyjście.

- Sorry, że to powiem - Paulina powiedziała cicho i spokojnie, starając się nie wzbudzić u Marka negatywnej reakcji - ale może są jakieś leki, które będą Ci w stanie pomóc. Nie wiem wyciszyć, może odciąć pewne emocje. W końcu nawet schizofrenicy, którzy słyszą głosy są w stanie zaznać spokoju po jakichś lekach. To na pewno nie jest witamina C, ale może warto spróbować. Na pewno jak nie spróbujesz to się nie dowiesz.

Marek tylko pokręcił oczami. Paulina też już nie miała ochoty rozmawiać.

#

Przez jakiś czas siedzieli w ciszy. Paulina jednak nie chciała dać za wygraną, odezwała się pierwsza.

- Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze? - Zapytała Paulina rozpamiętując jednocześnie moment kiedy sama sobie zadawała takie pytanie, uznała wtedy, że bardzo ciekawym jest zadawanie go innym.

- Nie wiem, miłość? Bliskość? Poczucie sensu życia? Bliskość z innymi?

- A dla Ciebie? Czuję jakbyś starał się znaleźć odpowiedź, która będzie poprawna, a ja pytam Ciebie, co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze.

- To chyba zależy od momentu w życiu, w którym się akurat znajdujemy. Jeżeli ktoś nam bliski będzie chory to pewnie większość osób odpowie, że najważniejsze jest zdrowie.

- Zgoda, to na pewno zależy od tego przez co przechodzimy i jakie mamy doświadczenia, ale co jest dla Ciebie najważniejsze.

- No to znowu nie będzie w stu procentach obiektywne, znaczy obiektywne z perspektywy całej mojej osoby. Teraz myślę, że najważniejsze dla mnie jest znalezienie spokoju, czyli mogę powiedzieć, że spokój lub ukojenie . Ale jakiś czas temu mógłbym powiedzieć akceptacja, wracając do momentu kiedy to wszystko się zaczęło, a ja czułem, że nie mam nikogo.

Paulina pokiwała głową. Zastanawiała się nad odpowiedzią Marka, przyznawała mu po części racje, ale uważała, że pewne myśli, wierzenia i wartości są mocniej zakorzenione i mimo próby czasu i zmiany priorytetów mogą pozostać bez zmian. Jej potok myśli przerwało nagłe pytanie.

- A dla Ciebie?

- Hmm..chyba mi się ostatnio zmieniło

- To znaczy?

- Teraz jest dla mnie ważne co innego niż jakiś czas temu, chociaż sama nie wiem czy jestem w stanie powiedzieć co jest najważniejsze. Heh..jak ktoś zada to pytanie to nagle robi się trudniejsze.

- No więc? Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze? - Powiedział starając się sparodiować ją co wyszło mu dosyć nieudolnie.

- Aktorem to Ty nie zostaniesz - skwitowała - Kiedyś myślałam; w zasadzie do dosyć niedawna że szczęście, ale doszłam do wniosku, że to jest wypadowa zbyt wielu czynników, więc to bez sensu.

- Jak to? Chyba każdy chce być w życiu szczęśliwy? Z takiego albo innego powodu.

- No tak, ale właśnie ważne z jakiego.

- Bez sensu. Jak jesteś szczęśliwa, to po prostu jesteś. Możesz nawet nie wiedzieć dlaczego, obudzić się w dobrym humorze i tyle, ale chyba najważniejsze, że po prostu odczuwasz szczęście, nie?

- No właśnie nie do końca. Oczywiście, że możesz odczuwać szczęście i nie wiedzieć dlaczego. Obudzić się w jakimś takim lepszym humorze i nie wiedzieć z jakiego powodu tak przejść przez cały dzień i na koniec dnia może sobie zdasz sprawę z tego co to sprawiło a może nie. Jednak to uczucie nie będzie trwać wiecznie. W końcu przyjdzie coś co Ci to chwilowe szczęście zabierze i zniknie ono bezpowrotnie. Gdyby za pomocą magicznej różdżki ktoś Ci ofiarował szczęście na całe życie, z uśmiechem na twarzy dogorywał byś przez resztę swoich dni.

Wyraz twarzy Marka mieszał teraz niedowierzanie z niezrozumieniem.

- Człowiek nie może być tak po prostu szczęśliwy - kontynuowała bez zawahania, czuła potrzebę by Marek to zrozumiał - jeżeli twierdzi, że tak jest to po prostu nie rozumie dlaczego czuje się tak a nie inaczej. Ludzie silnie odczuwają potrzebę..nie wiem jak to nazwać...zadaniowości? Chcą coś osiągać, rozwijać się lub wspinać w różnych aspektach swojego życia. Myślę, że stąd też wzięło się pytanie „jaki jest sens życia”.

- No właśnie jaki? - wtrącił Marek. Po jego nagłej reakcji można było zauważyć, że on również nie raz sobie zadawał to pytanie.

- No to zależy kogo zapytasz. Jednak moim zdaniem, jeżeli ktoś da Ci kiedykolwiek na to pytanie prostą i zwięzłą odpowiedź to jest ona niewiele warta.

- Chyba właśnie takiej odpowiedzi każdy oczekuje.

- Tak, dokładnie. Bo problemem jest pytanie i oczekiwania tego co pyta.

- Nie rozumiem.

- Miałeś kiedyś tak, że nudziłeś się, ale nie miałeś na nic ochoty?

- No chyba każdy tak kiedyś miał.

- Więc wiesz jakie to uczucie. Pomogło by Ci gdyby ktoś Ci wtedy powiedział, że musisz teraz zrobić coś co Cię interesuje? Nawet jakbyś znalazł taką rzecz to w tym momencie, mimo że jest w obszarze Twoich zainteresowań nie masz ochoty się nią zajmować, bo nie masz ochoty się niczym zajmować, ALE jednocześnie nie chcesz się niczym nie zajmować bo jesteś okropnie znudzony.

- Co? Co to w ogóle ma wspólnego?

- Jaki jest sens życia dla kogoś kto nie wie co ze sobą zrobić? Ktoś Ci powie, że ciężka praca, bo życie polega na ciężkiej pracy, kto inny, że wiara, bo Bóg to wszystko. Kto inny, że sztuka, jeszcze ktoś, że rodzina albo przyjaciele. Możesz uwierzyć i dziesiątki lat poświęcić temu „czemuś”, po czym stwierdzić, że nie o to w życiu chodzi i zmarnowałeś życie lub nic nie ma sensu.

- Brzmi jak przepis na idealne załamanie.

- Tak, ale rozumiesz, że nikt nie jest w stanie Ci dać na to odpowiedzi? Ba, osoba, która była święcie przekonana, że sens życia leży w ciężkiej pracy, może od miesiąca podróżować po świecie, bo doszła do wniosku, że zmarnowała swoje kurczące się życie.

Marek spojrzał na Paulinę, w jego oczach scalała się w całość myśl, która lada moment miała wybrzmieć, Paulina cierpliwie czekała.

- No to siłą rzeczy nasuwa się w tym momencie pytanie czy życie ma sens.

- Tak, nasuwa się. Są i tacy „myśliciele”. Twierdzący, że został nam dany na tym świecie czas, z którym możemy zrobić co chcemy, nie ma to swoistego sensu ani celu. Po prostu mamy określony czas życia i możemy go wykorzystać w jaki sposób chcemy, a to co będzie dalej nie ma znaczenia, po nas przyjdą następni, którzy swój czas wykorzystają w swój sposób i część z nich również będzie się zastanawiać nad tym jaki jest sens życia i zapewne większość z nich nie uzyska nigdy satysfakcjonującej odpowiedzi.

- Jest to dosyć...pusta wizja, to chyba wolałbym zapełnić ten „sens” czymś. Nawet jeżeli miałby się okazać nietrafiony.

- Myślę, że część osób tak robi, tylko podświadomie.

Wymienili krótkie spojrzenia po czym oboje zamilkli. Paulina myślała nad tym czy przekazała wszystko co chciała czy pogubiła się we własnych myślach. Marek z kolei zastanawiał się czy oszukany sens jest lepszy od braku sensu

Wnętrze umysłu

Mijały kolejne chwile. Marek nożem w ziemi rysował kształt. Jego umysł był gdzieś indziej, rękę prowadziło coś nieznanego.

Zaczął się zastanawiać czemu odczuwa strach. To, że znajduje się w tym miejscu było wynikiem pewności jaką czuł względem podjętych przez siebie decyzji. Był ich pewien. Wiedział, że jest gotowy, że jest zdeterminowany do odebrania życia. Nie mogło mu się to tylko wydawać, pamięta przyjemne, niemal euforyczne uczucie które mu towarzyszyło przy wyobrażaniu sobie jak dziewczyna, która teraz znajduje się parę metrów od niego będzie zdana na jego łaskę, a jej życie będzie w jego rękach. Teraz ta dziewczyna, ubezwłasnowolniona, bezbronna, pod jego kontrolą wywoływała w nim poczucie lęku. Był tym zmęczony do tego stopnia, że mimo braku pewności był gotowy to zrobić, byle już nie musieć borykać się z niepewnością, a mimo to gdy już miał wstać, sięgnąć po nóż i poderżnąć dziewczynie gardło, coś go zatrzymywało, paraliżowało i wchodziło do głowy. Ta cholerna niepewność. Gdyby tylko wiedział, czego ona dotyczy.

Miał wrażenie jakby jego umysł wędrował po nieznanych dotąd terenach, tak skrytych i ciemnych , że podświadomie wykluczał ich istnienie. Normalnie nie dopuszczał do siebie tego typu myśli, bo przypomniały mu o wszystkich tych latach poczucia wykluczenia i odosobnienia. Wolał o nich zapomnieć i swoją uwagę skoncentrować na tym co da mu ulgę, na realnych planach.

Jednak przed planami, które postanowił realnie urzeczywistnić był etap snów. To był czas w jego życiu, kiedy ukojenie znajdował jedynie w nocy, kiedy jego umysł wędrował w zakamarki ciemności gdzie przez chwilę mógł być sam. Mógł być w nich sprawcą, niemalże Bogiem. Wyobrażał sobie wtedy swoistego rodzaju zemstę na wszystkich, którzy go zranili, na tych którzy zrobili to umyślnie bądź nie umyślnie. Czasami zastanawiał się kto zasługuje na jego zemstę, a czasem stwierdzał, że w swoich fantazjach postanawia ukarać wszystkich. Znał swoje zapędy i miał świadomość tego, że jego pragnienia i rządzę są prawdopodobnie dużo mroczniejsze od tych jakie mają inni ludzie. A mimo to czasami przerażały go jego własne fantazje. Sterty zwłok, ludzi którzy ośmielili się z niego szydzić, stał z pogardą obok zwłok czując wyższość i patrzył na truchła jakby miał rzecz „no i kto się teraz śmieje”. Innym razem w swoich fantazjach nie był tak litościwy i godzinami torturował swoje ofiary doprowadzając je na skraj śmierci tylko po to aby za chwilę przynieść im ulgę i odratować ich życie. Powtarzając ten proces wielokrotnie wyobrażał sobie, że jego ofiary przy kolejnym razie błagają o śmierć wiedząc, że kolejne uczucie ulgi rozpoczyna tylko następny krąg niekończącego się cyklu cierpienia i ulgi.

Zazwyczaj po jednej z tych nocy czuł się wypoczęty, jakby odzyskał w ten sposób energię. Jednak zaraz pojawiały się obawy. Był wychowany w chrześcijańskiej rodzinie i gdzieś z tyłu głowy zawsze towarzyszyła mu myśl, że nawet gdy nikt nie patrzy to Bóg zawsze patrzy. Bał się tego, że przez pryzmat swoich fantazji, które przecież nikomu krzywdy nie robią i tak zostanie oceniony. Przerażała go perspektywa, że został niejako skazany i oceniony za życia i to samo czeka go po drugiej stronie. W tym właśnie czasie zaczął szukać w internecie jak i w książkach jakiegoś rodzaju wytłumaczenia swoich pociągów, a może po prostu szukał osób podobnych do siebie, aby poczuć, że nie jest sam.

#

- Tak na prawdę to miało się to stać wczoraj - odezwał się Marek.

Paulina spojrzała na niego ze zdziwieniem i zaczęła sobie przypominać co robiła wczoraj. Przecież była w domu cały dzień, nawet nigdzie nie wychodziła. Poczuła strach z myślą o tym, że Marek mógł być w pobliżu. W domu oprócz niej byli jeszcze rodzice, a co jak i im by się coś stało?

- Byłeś u mnie w domu?

- Co?

- No byłeś u mnie w domu? Jak wczoraj? Wczoraj nigdzie nie wychodziłam.

- Heh - uśmiechnął się na moment pod nosem Marek - A no tak, skąd byś miała wiedzieć, przecież zabrałem Ci telefon. Byłaś nie przytomna 1 dzień.

-Aha, fajnie wiedzieć - była wkurzona, że dopiero teraz się dowiaduje - Mmm, w zasadzie, co za różnica.

Marek nie odpowiedział, znowu gapił się na nóż.

- Tak czysto teoretycznie, jakie są szanse, że się rozmyślisz? - Zapytała

- Nie wiem - Powiedział nie odrywając wzroku od noża.

- A gdybyś… znów, czysto teoretycznie… puścił mnie wolno… to zabijesz kogoś innego?

- Tak. Nie potrafię inaczej żyć. To mnie wykończy, a sam...sam siebie nie zabije, zbytnio się boje umrzeć.

- Rozumiem. Też się boje... To chyba normalne, chyba każdy się boi.

- Chyba tak.

- Ciekawe jakie to uczucie.

- Zabić czy umrzeć?

- W sumie oba - odpowiedziała po zastanowieniu, ale chodziło jej o zabicie.

- Nie wiem jak człowieka, ale ogólnie to...to tak jakby w końcu móc złapać głęboki oddech, który próbowało się złapać przez bardzo długi czas, ale nie było w stanie. To nie jest tyle co przyjemność, a ulga.

- A nie mógłbyś zostać przy… mniejszych rzeczach? — zapytała spokojnie, niemal obojętnie. — Nie wiem… w inny sposób się pozbywać tego ciężaru? Nie żeby to było dobre. Ale może… mniej złe.

- Nie, mówiłem Ci, to już nie wystarczy. To jest jak narkotyk, z czasem potrzebujesz coraz więcej.

- No właśnie! Ale przecież są narkomani czy alkoholicy, czy nie wiem, chociaż palacze, którzy wychodzą z nałogu. Na pewno to nie jest łatwe, ale jest do zrobienia.

- Ale czy narkoman albo alkoholik czuł potrzebę zażycia, od dziecka, jeszcze zanim tego spróbował, czy to siedziało w nim od zawsze? Co Ty porównujesz w ogóle?

- Przecież Ty też musiałem spróbować i poczuć to po raz pierwszy? Nie wiedziałeś jak to jest za nim nie spróbowałeś.

Marek nie odpowiedział. Nastała cisza. Paulina pomyślała, że krąży w kółko, jej szanse na przeżycie nie zwiększają się. Jedyne co było dobre, to że Marek ani na chwilę nie oderwał wzroku od noża, nie ruszył się o milimetr, a to znaczyło, że intensywnie myślał, a to z kolei oznaczało, że wciąż miał wątpliwości. Nie chciała jednak zdawać się na przeznaczenie, że jakaś myśl, iskierka, nagły przypływ przechyli szalę na jedną lub drugą stronę.

- Wierzysz w Boga? - zapytała

- Proszę Cię... - jego ton mówił jasno, nie próbuj tej sztuczki.

- Poważnie pytam, to nie jest takie głupie pytanie jak Ci się wydaje. Odpowiedzi jest więcej niż tak lub nie.

- Nie.

- A ja myślę, że masz duszę.

- Jaki Bóg by stworzył kogoś takiego jak ja?

- Jeszcze nikogo nie zabiłeś i... - „jakoś nie przychodzi Ci to łatwo” pomyślała Paulina - może to jest dowód na to, że nie jesteś potworem, za którego się uważasz.

- Heh, ciekawe, że mówisz to w takiej chwili, kiedy możesz za chwilę umrzeć. Musisz być bardzo wierząca. Pewnie Twoi rodzice są wierzący i zostałaś tak wychowana. Wierzysz w Boga i całą tą otoczkę i nawet nie wiesz dlaczego.

Nastała cisza. Paulina sięgnęła po butelkę wody i napiła się. W panującej dookoła ciszy słychać było wyraźnie każde przełknięcie wody. Trzymała wodę w ustach nie śpieszyła się z jej przełknięciem, starała się zwrócić uwagę na jej smak, tak jak zwróciła uwagę na to co powiedział Marek. Myśl o niechybnie zbliżającej się możliwości zakończenia jej życia powróciła.

- No tak, co ja mogę wiedzieć. Wszystko co wiem zostało mi umieszczone w głowie, wszystkie moje wierzenia to są wierzenia innych a ja za nimi ślepo podążam. Nie mam własnych wniosków tylko podążam za tym co mi powiedziano.

- Masz 17 lat do cholery. Jakie Ty możesz mieć przemyślenia?

- A no mam jedno - Wytrącona z równowagi zachowała jednak spokój i poczekała na pytanie.

- Tak? No ciekawe jakie.

- Że jesteś debilem.

Marek energicznie odwrócił głowę w jej kierunku i już był gotów zmienić swoje emocje na oburzenie z agresją, ale w tym momencie dotarło do niego jak jest wycieńczony psychicznie. Był naprawdę zmęczony, pomyślał o położeniu się na ziemi, gdy tylko przez jego głowę przeszła myśl o pójściu spać, poczuł jeszcze większe wyczerpanie. Wziął jednak głęboki oddech i pokiwał głową na boki w celu obudzenia się, wiedział, że nie może teraz pozwolić sobie na takie myśli. Po chwili docenił nawet ripostę dziewczyny. Nie uważał ją za głupią, jednak nie wiedział czy nie popełnia błędu wciągając się w rozmowę jednak z nastolatką. Pamiętał jedynie, że sam w tym wieku nie był zbyt błyskotliwy. Na twarzy Pauliny natomiast pojawił się przez chwilę bardzo delikatny, ledwie zauważalny grymas uśmiechu.

- Sorry - powiedziała z niechęcią - ale szczerze.

- To dlaczego wierzysz?

- Co?

- Dlaczego wierzysz w Boga?

- A kto powiedział, że wierzę?

Marek zbity z tropu poczuł irytację. Fakt, że czas leci a on jeszcze nie sfinalizował tej nocy sprawiał, że czuł pośpiech i niezadowolenie z samego siebie.

- No... zapytałaś mnie czy wierzę. Powiedziałaś, że mam duszę.

- Duszę w innym rozumieniu.

- Jezu..dobra nie wiem, nie mam na to siły. W jakim rozumieniu? To wierzysz czy nie?

- No mówiąc duszę miałam na myśli...

- Wierzysz czy nie?! - chciał konkretnej odpowiedzi na konkretne pytanie.

- Nie da się na to odpowiedzieć tak lub nie.

- Ja pierdole. Da się, tylko nie chcesz. Chcesz na siłę moralizować.

- Dasz mi powiedzieć czy nie?

- No mów - odparł po chwili zawahania.

- Miałam na myśli, to że nie jesteś zły... - Marek wziął głęboki oddech i już miał coś powiedzieć Poczekaj..Nie jesteś zły, nie tak zero jedynko-wo. Jest w Tobie jakiś mrok, coś złego, co jest złe też dla Ciebie, bo zjada Cię od środka i przez to coś nie potrafisz żyć. Jednak coś Cię hamuje, masz wątpliwości, to oznacza, że jest w Tobie też dobro, coś co z tym walczy.

- A może te wątpliwości to jest tylko strach przed byciem złapanym, przed tym, że spędzę resztę...

- Nie wierzę w to - przerwała Paulina - To nie to Cie gryzie. Masz realne wątpliwości przed zrobieniem tego co zaplanowałeś.

- Nawet jeżeli to prawda. To nie wiesz jak to się skończy. Więc czy te moje wątpliwości będą miały jakiekolwiek znaczenie jeżeli przegrają? Koniec końców, nie będzie się liczyło czy miałem wątpliwości tylko co się stało.

- Nie uważam tak. To będzie miało znaczenie, bo to oznacza jaki jesteś. Poza tym to już ma znaczenie, w tej chwili.

- Nie rozumiem. Dobra nie ważne.

Marek wstał, odwrócił się w jej kierunku. Paulina spojrzała tylko gdzie znajduje się nóż. Leżał na ziemi, a on nie miał na razie zamiaru go podnieść. Paulinie ulżyło.

- To i tak nie ma znaczenia - kontynuował po chwili - To wszystko, Bóg, dusza, moje wątpliwości czy ich brak. Mówiłem żebyś nie zaczynała. Nic to nie wniosło. Nie przekonałaś mnie.

- Nie mówiłam tego żeby Cię przekonać.

- Jasne, a niby po co? Oczywiście, że po to żeby mnie przekonać. Wszystko co mówisz, mówisz tylko po to żebym Cie nie zabił. Ewentualnie chcesz kupić trochę czasu, żeby móc coś wymyślić, spróbować uciec.

Paulina zastanowiła się chwilę.

- Na pewno jest w tym trochę prawdy, chyba każdy na moim miejscu próbował by wszystkiego co możliwe.

- A więc jednak?

- Tak, po części...ale to co mówiłam, mówiłam szczerze. Myślisz, że zależałoby mi na kłamstwie, każde moje słowa mogą być ostatnimi. Więc mogę być tak szczera jak nigdy.

Marek przyjął do odpowiedź do świadomości, ale nie uwierzył w bezgraniczną szczerość.

- Na przykład mogę Ci szczerze powiedzieć - kontynuowała swoją bezgraniczną szczerość - że patrząc teraz z perspektywy tego..tej nocy, to jak dziwnie by to nie zabrzmiało biorąc pod uwagę wszystko co się wcześniej stało jesteś zaskoczona, że jeszcze żyje. Z drugiej strony to oczekiwanie i niepewność napawa mnie strachem i nie mogę się uspokoić.

- A wyglądasz na dosyć spokojną, w przeciwieństwie do tego jak zachowywałaś się wcześniej to aż dziwnie spokojną, biorąc pod uwagę okoliczności.

- W środku, jest we mnie tyle emocji. Chyba jestem już wykończona tym wszystkim, tym oczekiwaniem. Chyba najzwyczajniej nie mam już nawet siły się bać.

- Też jestem zmęczony, bardzo zmęczony.

- To co? Rozwiązujesz mnie i się rozchodzimy?

- Pff - Markowi nieznacznie podszedł do góry kącik ust, szybciej wypuścił powietrze nosem - To by było dobre. Tylko widzimy się tu jutro o tej samej porze i przywiązuje Cię ponownie.

- Haha - Paulina zaśmiała się znacznie wyraźniej niż on.

#

Emocje na chwilę odpadły, tylko po to aby moment później nastąpił szybki i smutny powrót do rzeczywistości. Oboje to odczuli. Namiastkę uśmiechu, moment zapomnienia i ulgi, lecz równie szybko jak się pojawiła, znikła, a na jej miejscu pojawiło się rozgoryczenie i powrót wycieńczenia.

Marek podszedł do noża, podniósł go i odłożył parę centymetrów dalej, bliżej drzewa, które było najbardziej na przeciwko Pauliny. Oparł się o nie plecami, skierowany był twarzą do niej, a nóż leżał parę centymetrów przed jego stopami.

Ich oczy były już od dawna przyzwyczajone do ciemności, mimo panującej nocy widzieli swoje twarze w miarę wyraźnie, byli w stanie dostrzec na nich emocje. Pomagał w tym rzucający teraz wyraźniejsze światło księżyc. Przesunął się na niebie na tyle, że korony drzew nie stanowiły dla niego teraz większej przeszkody. Jego światło mącone wydawać by się mogło, że niemal pojedynczymi liśćmi tworzyło teraz delikatne smugi promieni. Nadawały one majestatyczności scenerii potencjalnego mordu.

Paulina dostrzegła „księżycowe smugi”, zaczęła je podziwiać, doszła do wniosku, że są piękne. Spojrzała na Marka, chcąc mu o nich powiedzieć, ale dostrzegła, że on tez je podziwia. Wydawał się nimi wręcz zachwycony. Współzachwyt drugiej osoby utwierdził ją w przekonaniu, że ich piękno jest rzeczywiste. Zaczęła wodzić wzrokiem bo oświetlonym blaskiem księżyca terenie, momentalnie dostrzegła nóż, który odbijał delikatnie niebieskawe światło. Metalowe ostrze noża wydawało jej się wyjątkowo piękne w tym krajobrazie. Gdy zachwycała się wyjątkowym pięknem ostrza, zobaczyła że smugi, które tworzyło odbite światło księżyca zaczęły się teraz poruszać, jakby tańczyły. Jej głowa stała się ciężka, ogarnęło ją uczucie senności, pojawiło się nagle. Czuła się jak gdyby oglądała piękną animację, którą ktoś przygotował specjalnie na tą okazję. Światło nabierało coraz to innych kształtów, jaśniało i ściemniało się, a smugi się powiększały i malały. Nie mogła wyjść z podziwu.

- To jest takie piękne, księżyc daje znać, że to już - powiedziała, po czym straciła przytomność.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aeliora

    Z tego wszystkiego -najpiękniejszy został tylko księżyc ..:(🌚🌑

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania