Random #28, czyli Porąbane książki z dzieciństwa
Nie oceniam, czy dobre czy złe. Po prostu… porąbane.
„Zielony prosiaczek z guziczkiem w nosku” - Gieorgij Judin
Znaleziona w klasowej biblioteczce, gdy miałam dziesięć lat. Kto to tam położył???
Plastelinowy placuszek, guziczek, cztely zapałki i dlucik! – tak, nasz główny bohater podaje swój skład. Tak, nasz główny bohater nie wymawia „r”. Co poza tym zapamiętałam z tej książki? Przede wszystkim pokręcony, mroczny świat przedstawiony. Zaryzykowałabym, że chory. To, co tam jest opisane, to dosłownie reżim totalitarny. Dowód na to, że z plasteliny niekoniecznie wychodzi „Plastusiowy pamiętnik”.
I nie, to się nie kończy dobrze.
Kocham czytać, ale rzadko przy książkach płaczę.
I nie, nie zamierzam czytać tego drugi raz. Może nie było tak źle? A może jest dokładnie tak, jak to pamiętam albo nawet gorzej?
*
„Poradnik hodowcy aniołów” – Grzegorz Kasdepke.
…tak, naprawę zawiera praktyczne wskazówki odnośnie ich hodowli.
Z biblioteki szkolnej.
Ilustracje też były niezłe.
Jeśli myślicie, że anioły oznaczają że będzie miło i uroczo, to dorzućcie szarą rzeczywistość i niepokojącą starszą panią z czarnymi paznokciami do tego miksu.
W sumie nie mam wiele do powiedzenia, bo czytałam to wieki temu i w pamięci została mi głównie garść ilustracji, zarys fabuły i losowych fragmentów (na przykład bohaterka pytająca hodowcę, czy jest Panem Bogiem). Ale to też mocny towar był.
*
Macie w pamięci takie książki? Podzielcie się.
Komentarze (19)
Larwa.
Sprawdziłam tytuł, brzmi interesująco
Za to wolałabym, by Twój komentarz miał więcej wspólnego z tekstem, zamiast stanowić punkt wyjścia do utyskiwania na wszystko wokół. Moje teksty to nie pretekst do tego, co tu robisz.
Pozwólmy dzieciom przeżywać dzieciństwo, zwłaszcza że istnieje dużo dobrej literatury i ogólnie twórczości dziecięcej/familijnej. Istnieją też baśnie i legendy różnych narodów, myślę że to dobry kompromis :)
Od klasy czwartej do ósmej niewiele przeczytałem lektur bo traktowałem je jak zło konieczne. Sytuację ratował dziadek pewnego kolegi który jakimś cudem znał te dziadostwa na wylot więc pod jego egidą pisaliśmy wszelkie wypracowania. Czasami czytałem streszczenia czy oglądałem filmy lecz te były kiepskim substytutem. Poza tym dziecku ciężko zrozumieć kim jest bohater zbiorowy. Z tego tytuły wchodziłem w konflikty z polonistkami które podświadomie domyślały się co było grane.
W liceum zmieniłem swoje podejście do literatury bo tamten kurs był nastawiony na historię, a ja historię lubiłem. Pierwszy raz miałem też zajęcia z nauczycielem języka który serio traktował swoją robotę. Trudno było mi się z nim nie raz zgodzić bo miał srogie wymagania niemniej z tego coś z tego wyciągnąłem dla siebie. Zauważyłem to wiele lat maturze.
Konia z rzędem temu co wyjaśni mi z jakiej paki program nauczania oparty jest głęboką analizę literatury z czasów które nikt nie trawi i nie ogarnia bo trudno odtworzyć sytuację, realia, obyczaje, kulturę, sytuację społeczną bez odpowiedniego podłoża historycznego.
Dla mnie czasy wieszczów to rozdział zamknięty który powinien być omawiany na zasadzie było, minęło i nie ma się co nad tym rozwodzić. Para powinna pójść w współczesną i nowoczesną literaturę aby wykształcić nowe pokolenie czytelników chcących rozwijać swoje zainteresowania.
Polerowanie prymatu męczenników, pompowanie martyrologii, faszerowanie kolejnych generacji ludzi mitami o mesjaszach narodu, matkach polkach, cudzie nad wisłą, (...) uważam za wysoce szkodliwe i zwyczajnie nie na miarę czasów.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania