Romans w blasku przepychu (fragment)

- I jak ci się podoba? – spytał, przywołując na twarz uśmiech pełen dumy i niezachwianej pewności siebie.

 

Musiałam niechętnie przyznać, że wnętrze salonu zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Urządzono je z przepychem, lecz trudno było doszukać się tu choćby grama chaosu czy braku inwencji twórczej. Meble w wiktoriańskim stylu, wielobarwny perski dywan, kryształowy żyrandol z pozłacanymi elementami, kamienny kominek, wszelkiego rodzaju ozdoby i pamiątki z dalekich podróży… Całość tworzyła kunsztownie dobraną kompozycję.

 

Wiedziałam, że nie mogę dać po sobie niczego poznać, dlatego potrząsnęłam nieznacznie głową, błyskawicznie odzyskując rezon. W gruncie rzeczy bogactwo nie imponowało mi tak bardzo, jak to miało miejsce w przypadku większości moich rówieśniczek. U ludzi zwracałam uwagę na inne cechy, niż zasobność portfela.

 

- Twoi rodzice mają gust – rzuciłam obojętnym tonem, by podkreślić, że urok tego miejsca nie był bezpośrednio jego zasługą.

 

Alderic zmarszczył lekko brwi. Najwyraźniej nie spodobała mu się moja odpowiedź.

 

- Kiedy WSPÓLNIE urządzaliśmy ten salon, też miałem to i owo do powiedzenia – syknął przez zaciśnięte zęby.

 

- Och, to może w przyszłości zostaniesz dekoratorem wnętrz? – odparłam nieco sarkastycznie. - Ach, nie, czekaj! Przecież ty nigdy nie będziesz musiał pracować, skoro masz takich dzianych starych.

 

Chłopak zacisnął dłonie w pięści i wykonał kilka szybkich kroków w moim kierunku. Poczułam lekki ucisk w klatce piersiowej i nieprzyjemne mrowienie rozchodzące się po plecach. Mimo to postanowiłam zachować pozory, że w pełni panuję nad sytuacją.

 

Stanął tuż przede mną, patrząc na mnie z góry. Gdyby wzrok mógł zabijać, prawdopodobnie w ułamku sekundy padłabym przed nim trupem.

 

- A co ty możesz wiedzieć o moich planach na przyszłość? – spytał, nachylając się ku mnie. Miałam ochotę zdzielić go otwartą dłonią prosto w twarz za tak bezczelne skrócenie dystansu, lecz po chwili namysłu postanowiłam nie dać mu tej satysfakcji.

 

- Hmm, wiem o tobie tyle, że jesteś dzianym kumplem mojego brata i strasznie obnosisz się ze swoim bogactwem – odparłam, starając się nie tracić z nim kontaktu wzrokowego.

 

- Hah – parsknął mi prosto w twarz. – Czyli polegasz jedynie na plotkach, jakie od kilku lat krążą o mnie po szkole, choć rozpoczęłaś w niej naukę niespełna miesiąc temu.

 

- A co? Nie jest tak?

 

Widziałam, że cały aż kipi z wściekłości. Może prowokowanie go w ten sposób nie było najlepszym pomysłem? Teraz było już jednak za późno, aby zdradzić jakiekolwiek oznaki słabości.

 

Wykonał kolejny krok, a później następny, zmuszając mnie, bym zaczęła cofać się w kierunku ściany. W końcu przywarłam do niej plecami.

 

- Zawsze budujesz swoje opinie o innych ludziach w taki właśnie sposób? – spytał niemal z pogardą w głosie.

 

- Jeśli ktoś jest tego wart, mogę w ramach wyjątku bardziej się wysilić.

 

"Boże, co ja wyprawiam?" - przemknęło mi przez myśl. Po co w dalszym ciągu drażniłam jego ego? W jednym miał rację: nie znałam go zbyt dobrze, a co za tym idzie, nie wiedziałam, do czego może się posunąć, będąc w takim stanie, do jakiego sama go właśnie doprowadziłam.

 

Na własne, k...wa, życzenie.

 

C.d.n.

 

L. A. T./Raven Bunny

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • JagVetInte godzinę temu

    No dzień dobry, poszło w zakładkę. Czytanie później.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania