Romans w blasku przepychu (fragment - cz. 2)
- A ty już zdążyłaś zrobić krótki research i doszłaś do wniosku, że nie jestem godzien dostąpić tego zaszczytu? - drążył niemal złowieszczym szeptem.
- Cóż, ja...
Nie dał mi dokończyć zdania. Zamiast tego znienacka uderzył otwartymi dłońmi w ścianę na wysokości moich uszu. Podskoczyłam jak oparzona, a z ust wyrwało mi się stłumione "och". Nad tą reakcją organizmu nie potrafiłam zapanować.
Pozostał w tej pozycji, sprawiając, że znalazłam się w potrzasku. Mogłabym oczywiście podjąć próbę zwinnego wyślizgnięcia się z zastawionej przez niego pułapki. Nie byłam jednak w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Gapiłam się tylko na niego, obserwując, jak jego oczy płoną żywym ogniem.
Staliśmy tak wpatrzeni w siebie dobre kilkanaście sekund, nim w końcu odzyskałam zdolność mówienia.
- Zabieraj te łapy! - warknęłam na niego, choć nie wypowiedziałam tych słów tak pewnym tonem, jakim to zwykle czyniłam.
Alderic zmarszczył brwi jeszcze bardziej i zacisnął szczęki, jakby rozważał swój następny krok. Po chwili oderwał dłonie od ściany, lecz zamiast się wycofać, pokręcił nieznacznie głową.
- Cedric powinien ci wytłumaczyć, że tak się nie traktuje ludzi - westchnął.
- On nie jest moim ojcem, tylko bratem! - odgryzłam się natychmiast. Nienawidziłam, kiedy ktoś traktował mnie protekcjonalnie.
- Brat, ojciec... wszystko jedno. Byleby wpoił ci tę zasadę skutecznie.
Dopiero po tych słowach odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia z salonu.
- Dokąd idziesz? - spytałam nieco skonsternowana.
- Muszę się odświeżyć przed przyjazdem pozostałych. A ty... rób co chcesz. Czym chata bogata - rzucił niedbale i udał się do łazienki, pozostawiając mnie samą w kipiącym przepychem salonie.
"Co za bezczelny gnojek!" - zawyrokowałam w myślach. Jak mógł mnie tak nastraszyć? Byłam ciekawa, jak Cedric zareagowałby na jego zachowanie. Czy byłby zaskoczony? Pewnie by się wściekł. Nie zamierzałam jednak mówić bratu o tym, co przed chwilą zaszło. Jeszcze wyszłabym na skarżypytę, a nie należałam do osób, które nie potrafią poradzić sobie same w trudnej sytuacji.
Przez chwilę stałam przy ścianie, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W końcu podeszłam do kanapy i usiadłam na niej, modląc się w duchu, by Cedric i pozostali przybyli jak najszybciej. Nie miałam ochoty tłuc się w nieskończoność z natrętnymi myślami, kiedy ten dupek odświeżał się w łazience.
C.d.n.
L. A. T./Raven Bunny
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania