Romans w blasku przepychu - rozdział I (początek)
Grzebałam w szafie od dobrych kilku minut, bezskutecznie poszukując jedynej rzeczy, na której tego dnia naprawdę mi zależało. Wczoraj mama zrobiła pranie, wyprasowała ciuchy i pochowała je na chybił trafił w moim pokoju. W taki oto sposób zapewniła mi rano zajęcie, które coraz bardziej opóźniało moje wyjście z domu. Nie wypadało wpaść do klasy kilka minut po dzwonku, tym bardziej że był to mój pierwszy dzień w nowej szkole.
– Gdzie to, k...wa, jest? – mruknęłam wściekle pod nosem.
Moja irytacja powoli sięgała zenitu. Wyprowadzenie mnie z równowagi zawsze przychodziło ludziom z niezwykłą łatwością. Mama powinna o tym wiedzieć – w końcu znała mnie od blisko szesnastu lat. Nikt nie rozumiał mnie lepiej niż ona, a już na pewno nie mój starszy braciszek, z którym dawniej dzieliłam pokój.
Najgorsze było to, że nie mogłam jej teraz poprosić o pomoc. Wyszła do pracy, nim się obudziłam, przez co byłam zdana wyłącznie na siebie. No i na Cedrica, ale akurat on przeszkadzałby mi tylko w poszukiwaniach.
- Tego szukasz? - usłyszałam za plecami znajomy głos.
"Oho, o wilku mowa" - pomyślałam z goryczą.
W drzwiach stał nie kto inny jak mój brat. Nietrudno było zorientować się, że jesteśmy rodzeństwem. Ten sam kolor włosów i oczu, podobne rysy twarzy. Największa różnica sprowadzała się do tego, że był ode mnie wyższy o głowę i niemal całą długość szyi.
Uśmiechał się szeroko, a w prawym ręku trzymał dokładnie to, czego szukałam.
Moją szczęśliwą apaszkę.
Mama kupiła mi ją w pierwszej klasie podstawówki. Mimo upływu lat nie utraciła swej pięknej, błękitnej barwy. Wiązałam ją wokół szyi w szczególnie ważnych i trudnych dla mnie momentach. W tym przypadku rzecz rozbijała się o to drugie. Nie należałam do osób czujących się swobodnie w większym gronie nowo poznanych ludzi. Wolałam chadzać własnymi ścieżkami, ograniczając swoje relacje towarzyskie do zaledwie kilku bliskich koleżanek i kolegów.
– Gdzie była? – spytałam, wyrywając bratu apaszkę z ręki.
– We wnęce między pralką a szafką.
– Kiedy ją znalazłeś? – drążyłam.
– Jakieś pół godziny temu.
– Oż, ty... – sprzedałam mu mocnego kuksańca. – Nie mogłeś od razu mi jej oddać?
– Też musiałem się wyszykować – odparł, łapiąc się za obolałe żebro.
– Przez ciebie niepotrzebnie grzebałam w szafie – mruknęłam z wyrzutem.
– Cóż, przynajmniej zapewniłem ci poranny rozruch – parsknął prześmiewczo. – Zbieraj się, siostra. Za kwadrans wyjeżdżamy – rzucił przez ramię, wychodząc z mojego pokoju.
Kochałam Cedrica, choć czasem doprowadzał mnie do szału. Oczywiście nie pozostawałam mu dłużna. Niemal za każdym razem, kiedy mnie zaczepiał, odwdzięczałam mu się pięknym za nadobne. Inaczej życie z nim pod jednym dachem stałoby się dla mnie nie do zniesienia.
Najważniejsze, że odzyskałam swoją szczęśliwą apaszkę. Teraz byłam gotowa stanąć oko w oko z tym, co nieuniknione.
C.d.n.
L. A. T./Raven Bunny
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania