Poprzednie części:  Romans w blasku przepychu (fragment)

Romans w blasku przepychu (fragment - cz. 5)

Brat najwyraźniej dostrzegł zdziwienie malujące się na mojej twarzy.

 

- Spokojnie, on już tak ma – wyjaśnił z uśmiechem. – Lepiej mu się gada przez telefon, kiedy jest sam w pokoju. Zawsze tak robi.

 

- Mhm – mruknęłam pod nosem. W gruncie rzeczy wcale nie powinno mnie to interesować. I tak nie zamierzałam utrzymywać kontaktu z tym dupkiem po zakończeniu imprezy.

 

Alderic wrócił do salonu po niespełna dwóch minutach.

 

- Złapali gumę. Kończą wymieniać oponę. Niedługo będą – poinformował.

 

- Ech, no tak. Jak pech, to pech – westchnął Cedric.

 

- A może twoja siostra chciałaby przejść do sali kinowej, aby obejrzeć jakiś film?

 

- Hmm, w sumie…

 

- Nie! – zaprotestowałam zdecydowanie ostrzej niż zamierzałam. – Dzięki za propozycję, ale zostanę tutaj – dodałam już nieco ciszej. Średnio uśmiechało mi się siedzenie z obcymi ludźmi przez cały wieczór, lecz z drugiej strony nie chciałam pozwolić, by ten zadufany w sobie gnojek rozstawiał mnie po kątach według własnego widzimisię.

 

Alderic po raz pierwszy od dłuższego czasu obdarzył mnie spojrzeniem. Przez chwilę toczyliśmy ze sobą milczący pojedynek. Żadne z nas nie chciało odpuścić.

 

W końcu kąciki jego ust drgnęły nieznacznie ku górze.

 

- Okej, nie ma problemu – stwierdził jak gdyby nigdy nic.

 

Rozgryzienie tego chłopaka przychodziło mi z coraz większym trudem. Czy on czytał mi w myślach? Wciągał mnie w jakąś grę? A może po raz kolejny próbował wyprowadzić mnie z równowagi? Najgorsze było to, że nie miałam nawet pewności, czy wyszłam z tej małej batalii zwycięsko.

 

Kolejne minuty oczekiwania upłynęły nam na rozmowie o mało znaczących sprawach. Cedric jak zwykle był w swoim żywiole, a Madeleine musiała go od czasu do czasu stopować. Alderic odzywał się rzadko, a jego wypowiedzi nie były zbyt rozbudowane.

 

- A co ty dzisiaj taki milczący? – zaczepił go w końcu mój brat.

 

- Powiedzmy, że… miałem ciężki dzień – odparł enigmatycznie chłopak.

 

- Cokolwiek cię trapi, spróbuj o tym na chwilę zapomnieć – wtrąciła się Madeleine. – Nie po to urządzałeś tę imprezę, żeby teraz snuć się z kąta w kąt. Ciesz się tym wieczorem.

 

- Mhm.

 

W końcu rozległ się dzwonek do drzwi. Tym razem otworzył Alderic. Po chwili zrobiło się nieznośnie gwarno. Postanowiłam usadowić się jak najbliżej bratowej, aby dać całemu towarzystwu do zrozumienia, że nie zamierzam szukać z nikim innym kontaktu.

 

Po kilku godzinach okazało się, że mój brat… mówił prawdę. Wraz z Aldericiem wolno sączył whisky, delektując się jej smakiem. Co innego Pierre i reszta ekipy. Tylko jedna z dziewczyn o imieniu Jeanne pozostawała przez cały czas zupełnie trzeźwa. Tego dnia – podobnie jak Madeleine – robiła za kierowcę rozwrzeszczanej grupy.

 

Niektórzy próbowali wdać się ze mną w zwyczajowy small talk. Nikt jednak nie wytrzymał dłużej niż kilka minut. Odpowiadałam krótko, zwięźle i w nieco oschły sposób. Cedric nie był zachwycony moim zachowaniem, ale miałam to gdzieś. Nie prosiłam się o to, by trafić na tę imprezę.

 

Tuż po północy brat stwierdził, że pora się zbierać. Wraz z Madeleine zostałby dłużej u Alderica, ale mama kazała mu wrócić wcześniej do domu ze względu na mnie. Oczywiście powiedział to z nutką złośliwości, lecz tym razem postanowiłam puścić jego uwagę mimo uszu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się we własnym łóżku.

 

Pożegnaliśmy się ze wszystkimi, a następnie Alderic odprowadził nas do drzwi. Uścisnęłam mu krótko dłoń, bo tak wypadało, niemniej liczyłam na to, że więcej nie będę musiała

 

przekraczać progu tego domu.

 

C.d.n.

 

L. A. T./Raven Bunny

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania