Ściany absurdu #6: Nie do uwierzenia (drabble)
Czasem na granicy widzenia, gdzieś w kąciku oka, coś się porusza. Przemyka cień, hacząc o twoją rzęsę, a może nawet o skroń? Jednak, kiedy odwracasz wzrok w jego stronę, niczego nie znajdujesz. Marszczysz brwi i lekko kręcisz głową. Myślisz, że ci się zdawało, ale pojawia się znów, kiedy nie patrzysz. Falujący, zmiennokształtny fragment ciemności… A może to tylko malutka, bezgłośna muszka? Wiesz, jedna z tych, co mieszka w koszu z bananami? Albo włos lub grudka taniego tuszu? Brzmi przekonująco, ale dobrze wiesz, że to żadna z tych rzeczy…
Przemijanie nie spojrzy ci w oczy, bo i tak byś nie uwierzył.
Komentarze (8)
pomyślałem o mroczkach, ale tu jest głębiej, metaforyczniej... Ciekawy tekst
Dziekuje :)
Ale widać je w lustrze... jedyne miejsce, w którym nie da się ukryć.
Tak, cos w tym jest. Dzieki za odwiedziny!
Chyba każdy tego kiedyś doświadczył... a wcale nie czyni to tego zjawiska mniej tajemniczym :)
Ostatnie zdanie zwłaszcza robi robotę.
Pozdrawiam :)
Dziekuje za mily komentarz i rowniez pozdrawiam!
Justyska↔Tak. Ostanie zdanie, dopełnia zamyślone drabble. Jak to u Ciebie zresztą.
Ostatnio siedziałem na ławce i takowe "podłużne, koślawe przezroczyste jakby strzępki,
czasu"→szybowały mi przed oczami. Gdy kierowałem wzrok gdzie indziej, to one też. Nie znikały lumpy jedne:)
Lecz masz racje. Trudno chcieć uwierzyć:)↔Pozdrawiam😆)
Dekaos Dondi jakoś nigdy nie znikają tak całkiem, ale czasem o nich zapominamy :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania