Ściany absurdu #7: Po sąsiedzku (drabble)
W mojej sypialni wybrzuszyła się ściana. Początkowo minimalnie, więc myślałam, że to wzór tapety robi takie złudzenie. Ale w przeciągu kolejnych tygodni zmiana stała się wręcz przerażająca. Musiałam odsunąć łóżko. Czułam jej ruch, jakby rosła z każdym oddechem. Choć biło od niej miłe ciepło, naszła mnie obawa, że w końcu pęknie jak balon. Nie było wyjścia, zapukałam do sąsiada. Musiał zauważyć wgłębienie.
Wydał się zakłopotany. Długo nie odpowiadał i nie chciał mnie wpuścić. Spoglądał w dół i wciąż poprawiał pasek spodni przytrzymujący obfity brzuch.
– Musimy coś z tym zrobić. Grozi zawaleniem.
– Tak przeważnie bywa, kiedy próbuję się do kogoś zbliżyć.
Komentarze (10)
Ha! Świetne :D. I to jest drabble idealne. Bardzo mi się podobało. Widzę, że to cykl, muszę zanurkować:).
Witaj Tjeri, dzięki za miły komentarz. Jakoś nie potrafię się rozstać z drabblami, cieszę się, że przypadło do gustu.
Pozdrawiam!
Dowcipne, lekko dwuznaczne. Potwierdza tezę ze niewiele słów potrzeba by powiedzieć coś ciekawego.
Dziękuję, tak miało byc dwuznaczne.
Justysko↔No cała Ty!↔Bardzo na tak. Fajny pomysł. Szczególnie, że przeważnie u Ciebie, w różne kierunki, interpretacje snuć można↔Pozdrawiam😆:)
O te kierunki mi zawsze chodzi. Dzięki DD:)
fajne
To cieszę! Dzięki!
Uśmiechnęło mnie :))
Pozdrawiam ~
Bardzo mi miło, dziękiuję!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania