Poprzednie częściSklep rzeczy utraconych

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 4

Archiwum miejskie zamykało się o siódmej wieczorem.

Eveline była tam kwadrans po szóstej.

Nie spodziewała się znaleźć kronik samego Archen. Miasto leżało poza granicami królestwa i przestało istnieć sto trzydzieści lat temu. Ale Archen handlowało z południem przez dziesięciolecia, a handel zostawiał po sobie dokumenty.

Przy okienku przyjęć siedział starszy mężczyzna w okrągłych okularach, z wyrazem twarzy kogoś, kto widział już wszystko i niewiele mogło go jeszcze zaskoczyć.

— Czym mogę służyć?

— Szukam dokumentów dotyczących Archen — powiedziała Eveline. — Rejestrów handlowych, umów, korespondencji. Wszystkiego, w czym pojawia się Archen.

Mężczyzna spojrzał na nią.

— Archen.

Nie zabrzmiało to jak pytanie. Raczej jak upewnienie się, że dobrze usłyszał.

— Tak.

— Proszę chwilę poczekać.

Zniknął za drzwiami. Eveline słyszała, jak jego kroki oddalają się korytarzem, a potem cichną.

Wrócił po kilku minutach z trzema księgami i cienkim plikiem dokumentów.

— Proszę.

Eveline zabrała je do jednego ze stołów.

Pierwsza księga była rejestrem handlowym. Zaczęła od najstarszych wpisów — tkaniny, szkło, barwniki, przyprawy, złoto.

Przewróciła stronę. Znowu złoto. Na kolejnej również.

Eveline zwolniła. Większość wpisów zawierała wagę, wartość oraz miejsce pochodzenia towaru.

Przesunęła palcem po jednej z kolumn. Trzysta dwadzieścia funtów. Następna dostawa trzy miesiące później: dwieście osiemdziesiąt. Kolejna: ponad czterysta.

Były to ilości większe niż te, które widywała w dokumentach dotyczących całych państw.

Sięgnęła po kolejną księgę.

To samo.

Archen eksportowało złoto przez dziesięciolecia. Nie monety ani ozdoby, tylko sztaby. Ilości, których nie dało się wytłumaczyć zwykłym handlem.

Eveline wróciła do kolumny pochodzenia w obu księgach. Przy tkaninach podawano warsztat i miasto. Przy szkle — hutę. Przy barwnikach — porty.

Przy złocie: Archen. Za każdym razem. Nie kopalnia, nie okręg, nie dolina. Miasto.

Odchyliła się na krześle. Przypomniała sobie mapy północnych prowincji. Nie pamiętała żadnych większych kopalń w okolicach Archen.

Otworzyła plik korespondencji.

Pierwsze listy dotyczyły umów, cen, terminów dostaw. Kilka sporów o wagę towaru.

Potem znalazła list sprzed niemal stu siedemdziesięciu lat. Przeczytała go dwa razy.

Kupiec skarżył się, że cena złota z Archen ponownie spadła. Nie dlatego, że popyt był mniejszy, lecz dlatego, że na rynek trafiło go zbyt dużo.

W kolejnym dokumencie znalazła podobną uwagę. A potem jeszcze jedną.

Archen miało problem nie z brakiem złota. Miało go za dużo.

Eveline przygryzła wnętrze policzka i sięgnęła po ostatnią księgę. Rejestr obejmował ostatnie dwadzieścia lat przed upadkiem miasta.

Przewracała strony wolniej.

Daty zbliżały się do roku, który znała z katalogu. Sto trzydzieści dwa lata temu. Sto trzydzieści jeden. Sto trzydzieści.

Na kolejnej stronie znajdował się zapis dużego transportu bez wyszczególnionej zawartości.

Tutaj widniało tylko: Ładunek prywatny.

Pod spodem znajdowała się pieczęć.

Eveline sięgnęła do kieszeni i wyjęła monetę. Obróciła ją lekko w świetle, porównując linie symbolu z pieczęcią.

— Ten sam.

Schowała monetę z powrotem i przewróciła stronę. Dwieście siedemnaście. Następna miała numer dwieście trzydzieści trzy.

Zatrzymała rękę i cofnęła się. Brakowało piętnastu stron.

Przyjrzała się oprawie. Nie wyglądało to tak, jakby ktoś wyrwał kartki niedawno. Grzbiet był równy, zszycia gładkie.

Księgę musiano oprawić ponownie już po ich usunięciu. Starannie. Na tyle starannie, że przy pobieżnym przeglądaniu mogłaby tego nie zauważyć.

Eveline zamknęła księgę i podeszła z nią do okienka.

— Czy to wszystko, co macie, dotyczące handlu z Archen?

Mężczyzna spojrzał na nią znad okularów.

— To wszystko, co mamy dostępne.

Eveline zatrzymała na nim wzrok.

— Dostępne.

— Tak.

— Czyli są też inne dokumenty?

Mężczyzna złożył dłonie na blacie.

— Część zbiorów jest wyłączona z udostępniania. Na wniosek uprawnionych stron.

— Jakich?

— Tego nie mogę ujawnić.

Położyła księgę na blacie i otworzyła ją w miejscu, w którym brakowało stron.

— Brakuje tu piętnastu stron. Wycięto je, a księgę oprawiono ponownie. Chcę tylko wiedzieć, czy trafiły do części wyłączonej z udostępniania, czy nie ma ich już w archiwum.

Mężczyzna spojrzał na otwartą księgę.

— Nie mogę pani tego powiedzieć.

— Nie może pan czy nie wie?

Spojrzał na nią uważniej.

— Zamykamy o siódmej.

— Oczywiscie. Dziękuję.

Wróciła do stołu i wyjęła notes. Zapisała sygnaturę księgi, datę transportu, numer strony i dwa słowa: Ładunek prywatny.

Niżej dopisała: Piętnaście brakujących stron.

Zamknęła notes i schowała go do kieszeni.

***

Kiedy następnego dnia przyszła do sklepu, Vaelen już tam był. Na zapleczu paliła się lampa.

Eveline zdjęła płaszcz i odwiesiła go na haczyk. Dopiero wtedy zauważyła otwartą księgę na jego biurku.

Księgę przyjęć.

Vaelen siedział za nią z dłonią opartą na dolnym brzegu strony. Eveline rozpoznała wpis od razu. Pisała go sama.

Drewniana szkatułka z zawartością. Do wyceny.

Vaelen podniósł wzrok.

— Dzień dobry, panno Vale.

— Dzień dobry.

Podeszła do pulpitu.

— Wyszła pani wczoraj wcześniej.

— Miałam kilka spraw.

Eveline otworzyła księgę zamówień.

— Co było w tej szkatułce?

Zatrzymała rękę nad kałamarzem.

— Kilka drobiazgów.

— Jakich?

Pytanie padło swobodnie.

— Monety. Guziki. Kawałek starego papieru.

Vaelen przesunął palcem po brzegu strony.

— Coś wartego uwagi?

Mogła powiedzieć mu o znaku. Nie powiedziała.

— Jeszcze nie wiem.

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.

— Miała dziś wrócić? — zapytał.

— Tak.

— O której?

— Nie umawiałyśmy konkretnej godziny.

Vaelen zamknął księgę.

— Kiedy się pojawi, proszę mi powiedzieć.

— Dlaczego?

— Chciałbym z nią porozmawiać.

— O szkatułce?

— Między innymi.

Wstał od biurka i odszedł w stronę półek.

Minęła godzina. Potem druga. Starsza kobieta nie przyszła.

Pod wieczór Eveline spojrzała na zegar. Kilka minut przed zamknięciem otworzyła księgę przyjęć. Nazwisko kobiety nadal widniało przy wpisie ze szkatułką.

Miała odebrać ją tego dnia.

— Nie przyszła — powiedziała.

Vaelen nie oderwał wzroku od dokumentów.

— Nie.

***

Następnego ranka Eveline przechodziła przez targowisko, kiedy usłyszała za plecami rozmowę dwóch kobiet stojących przy straganie z warzywami.

— ...ta stara Maret, ta znad piekarni. Znalazła ją sąsiadka wczoraj rano.

Eveline zwolniła.

— Serce?

— Lekarz tak powiedział. Podobno zmarła w nocy.

Maret.

Eveline zatrzymała się przy stoisku z ziołami i przez chwilę patrzyła na pęczki lawendy, nie widząc ich właściwie.

— Ile? — zapytała.

Sprzedawczyni podała cenę. Eveline wzięła pierwszy pęczek, zostawiła monety i ruszyła dalej.

Przez całą drogę do sklepu próbowała przekonać samą siebie, że Maret nie było szczególnie rzadkim nazwiskiem. Mogła to być inna kobieta.

Kiedy weszła do sklepu, Vaelen stał przy oknie z filiżanką kawy.

— Dzień dobry, panno Vale.

— Dzień dobry.

Jego wzrok przesunął się na pęczek w jej dłoni.

— Lawenda?

Eveline położyła ją na ladzie.

— Muszę coś sprawdzić.

Zdjęła rękawiczki i szybko podeszła do biurka. Otworzyła księgę przyjęć i odnalazła wpis dotyczący szkatułki.

Maret.

Przesunęła wzrok niżej, do adresu. Ulica Czterech Cechów. Na parterze mieściła się piekarnia

— To była ona.

— Kto?

— Kobieta od szkatułki.

— Przyjdzie dzisiaj? — zapytał Vaelen.

— Nie przyjdzie. Nie żyje.

Vaelen patrzył na nią przez sekundę, po czym spokojnie upił łyk kawy.

Eveline obserwowała go jeszcze przez chwilę. Nie zapytał, co się stało. A przecież dzień wcześniej chciał rozmawiać z panią Maret .

Medalion. Moneta. Archen. Brakujące strony w archiwum. I teraz Maret.

Nie wiedziała jeszcze, czy naprawdę były ze sobą związane.

Ale wiedziała jedno.

Vaelen jej tego nie powie.

Jeszcze raz spojrzała na adres i zamknęła księgę.

Na razie nie potrzebowała odpowiedzi na wszystkie pytania. Wystarczyło jedno.

Skąd mąż pani Maret miał monetę z Archen?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • P. J. Otter 2 dni temu

    Zdecydowanie najlepszy z dotychczasowych rozdziałów. Mam wrażenie, że tutaj tekst zaczyna w końcu naprawdę dobrze działać zarówno fabularnie, jak i narracyjnie. Wszystkie wcześniejsze elementy zaczynają się coraz lepiej zazębiać: medalion, znak Archen, kolejny przedmiot z tym samym symbolem, brakujące strony w archiwum, a do tego śmierć Maret. I co najważniejsze, kolejne informacje nie dają odpowiedzi, tylko dokładają następne pytania. I to jest bardzo dobry zabieg.

    Dużo lepiej odbieram też sam zapis tekstu. Jest znacznie bardziej przejrzysty niż wcześniej i nie przeszkadza mi już tak bardzo w czytaniu.

    Innymi słowy: chce się to czytać dalej. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania