Sklep rzeczy utraconych - rozdział 5
Eveline nie poszła na ulicę Czterech Cechów od razu.
Przez większą część dnia znajdowała powody, żeby tego nie robić. Najpierw trzeba było odpowiedzieć na dwa listy. Potem sprawdzić wycenę srebrnej tabakiery.
Później zjawił się klient, który przez prawie pół godziny próbował przekonać Vaelena, że pęknięcie w porcelanowym talerzu było częścią oryginalnego wzoru.
— Oczywiście — powiedział Vaelen.
Mężczyzna spojrzał na niego z nadzieją.
— Naprawdę?
— Nie.
Eveline nie podniosła wzroku znad księgi.
Dopiero po południu, kiedy Vaelen wyszedł na spotkanie i zapowiedział, że nie wróci przed wieczorem, zamknęła księgę.
Ulica Czterech Cechów była piętnaście minut drogi od sklepu. Piekarnię znalazła bez trudu. Szyld wisiał nad wejściem, a przez otwarte drzwi pachniało świeżym chlebem i masłem.
Eveline zatrzymała się po drugiej stronie ulicy. Na piętrze, nad piekarnią, wszystkie okna były zamknięte.
Przez chwilę zastanawiała się, co właściwie zamierza powiedzieć. Nie miała żadnego oficjalnego powodu, aby tu być.
Po chwili uznała, że miała jeden.
Szkatułkę.
Przeszła przez ulicę.
Za ladą stała tęga kobieta z rękami oprószonymi mąką.
— Dzień dobry.
— Dzień dobry.
Eveline rozejrzała się po wnętrzu.
— Przyszłam w sprawie pani Maret — powiedziała.
Zapadła krótka cisza.
Kobieta spojrzała na nią podejrzliwie.
— Kim pani jest?
Eveline sięgnęła do torebki i wyjęła niewielki kartonik z nazwą sklepu i adresem.
— Pracuję u lorda Vaelena. Pani Maret zostawiła u nas kilka przedmiotów do wyceny.
Kobieta wzięła kartonik, rzuciła na niego okiem i oddała go Eveline.
— To pewnie rzeczy po jej mężu.
Eveline schowała wizytówkę.
— Znała go pani?
— Oczywiście. Mieszkali nad nami prawie trzydzieści lat.
Kobieta wytarła dłonie w fartuch.
— Dziwny człowiek.
— W jakim sensie?
— Cichy. Mało mówił. Ciągle gdzieś jeździł.
— Czy wie pani, czym się zajmował?
— Pracował przy przewozach.
— Dla kogo?
Kobieta zajęła się układaniem bochenków. Przez chwilę nie odpowiadała.
— Różnie bywało — powiedziała w końcu.
— Nie pamięta pani nazwy?
— Minęło tyle lat.
Eveline odczekała chwilę.
— Ale pamięta pani coś?
Piekarka odłożyła bochenek.
— Proszę posłuchać. Maret była dobrą kobietą i dobrą sąsiadką. Jej mąż też był porządnym człowiekiem. Tylko niewiele mówił o swojej pracy.
Eveline patrzyła na nią.
— Rozumiem.
— Wątpię — powiedziała kobieta. — Ale jak pani mówi, że rozumie, to niech pani tak mówi.
Wytarła blat ściereczką staranniej niż było potrzeba.
— Jeździł na północ — powiedziała w końcu, nie patrząc na Eveline. — Przez lata. A kiedy z tym skończył, już nigdy o tym nie wspominał.
— Przywoził stamtąd rzeczy?
— Monety. Kamienie. Jakieś stare pudełka. Raz nawet przytargał hełm, który przez pół roku stał u nas w przedpokoju.
— Maret je zatrzymywała?
— Większość wyrzuciła po jego śmierci.
Eveline poczuła ukłucie rozczarowania.
— Większość?
Kobieta wzruszyła ramionami.
— Trochę zostało. Nie potrafiła się ze wszystkim rozstać.
Przez chwilę żadna z nich nic nie mówiła.
— Dziękuję — powiedziała Eveline.
Kobieta spojrzała na nią ciekawie.
— Znalazła pani coś cennego?
Eveline zawahała się.
— Jeszcze nie wiem.
Tym razem była to prawda.
Wyszła z piekarni i zatrzymała się na chodniku. Spojrzała jeszcze raz na okna nad wejściem i zawahała się.
Za jednym z nich pojawiło się światło. Słabe. Jakby ktoś zapalił lampkę w głębi pokoju.
Eveline patrzyła przez chwilę.
Światło zniknęło.
Komentarze (1)
"— Oczywiście — powiedział Vaelen.
Mężczyzna spojrzał na niego z nadzieją.
— Naprawdę?
— Nie."
Ten fragment z wazą autentycznie mnie rozbawił. :D
Podoba mi się tego typu poczucie humoru. Vaelen tym prostym zagraniem sporo u mnie zyskał. Widać dzięki temu, że ma dużo bardziej bogatą osobowość niż mogłoby się wydawać.
Poza tym mam wrażenie, że tekst z rozdziału na rozdział coraz lepiej funkcjonuje. Sama rozmowa Eveline z piekarką wygląda o wiele lepiej niż dotychczasowe dialogi. Tym razem dialog nie jest już tylko wymianą kwestii, ale cały czas coś się między bohaterkami dzieje: są gesty, spojrzenia, pauzy, drobne reakcje. Dzięki temu scena wydaje mi się dużo bardziej naturalna i „żywa”.
Myślę, że zadajesz odpowiednie pytania, w odpowiednich miejscach a sama historia zmierza w dobrym kierunku.
Pozdrawiam. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania