Poprzednie części:  Wiśniowa Driada — Rozdział 01

Wiśniowa Driada — Rozdział 08

━━ Co ty gadasz! Do niczego takiego nie doszło! ━━ warknęła po chwili Madeleine, nie mając zamiaru przyznać Vivienne racji.

 

━━ To w takim razie, czemu byłaś goła z Dustinem w łóżku tamtego dnia? ━━ spytała dalej ironicznie Vivienne, zadając kolejne rany tamtej dwójce.

 

Była tak naprawdę bardzo ciekawa, co teraz tamta dwójka miała do powiedzenia. A po ich wyrazach twarzy i jak się na siebie w tym momencie spojrzeli, wiedziała, że niewiedzą, co mają na to pytanie odpowiedzieć. Co było jej na rękę, bo tego właśnie oczekiwała.

 

━━ Ty... O czym ty gadasz?! Do niczego takiego nie doszło! ━━ ryknął po chwili Dustin, próbując naginać rzeczywistość.

 

Vivienne tylko westchnęła na dźwięk wypowiedzianych przez niego słów. Stąd też ściągnęła plecak, aby wyciągnąć z niego swój telefon komórkowy. Na całe szczęście, z wrażenia wcisnęła nagrywanie w telefonie, więc teraz mogła mieć co do tego dowód.

 

━━ C-co ty p-planujesz? ━━ wydukała po chwili Madeleine, nie rozumiejąc, po co, ściągała tamta plecak.

 

Vivienne tylko podniosła jedną brew do góry i spojrzała się na nią wymownie, nim powróciła do tego, co aktualnie robiła. Nie miała ochoty odpowiadać w tej chwili na pytanie zadane przez tamtą. W końcu po paru chwilach udało jej się odkopać swój telefon i założyła z powrotem plecak na plecy. Zaraz też bez kompletnego słowa, odblokowała telefon i poszukała odpowiedniego nagrania.

 

━━ Zaraz się przekonacie, po co mi był telefon! ━━ oznajmiła po chwili Vivienne, zaraz też, puszczając na cały regulator owo nagranie.

 

Teraz tylko pozostało jej przyglądać się ich późniejszej reakcji, która musiałaby bezcenna. Pewnie nie spodziewali się tego, że ona to nagra, bo inaczej dalej, by jej nie nękali. W tym samym momencie wiatr również zupełnie ucichł i nawet żadnego ptaka nie było słychać. Tak jakby cała natura ucichła, aby posłuchać tego właśnie nagrania.

 

Co poniekąd według samej Vivienne było dość dziwne, ale machnęła na to ręką i skupiła się na tym, co miała właśnie zrobić. Nagranie nie było dość długie, ale doskonale było słychać, co tamtego ranka się wydarzyło. Z każdą chwilą było widać, że powoli miny zaczynały im rzednąć, co znaczyło, że miała rację.

 

━━ Ty...‽ ━━ ryknął po chwili Dustin, zarazem kierując się z zawrotną prędkością w stronę Vivienne, aby wyrwać jej telefon.

 

Vivienne w tym momencie cofnęła się nieco do tyłu, bo nie spodziewała się takiej reakcji z jego strony. Teraz tylko marzyła o tym, aby pojawił się Kasumi, bo sama nie dałaby im rady. Jednakże, nim zdołał dotrzeć do niej, został zatrzymany przez coś, czego za nic, by się nie spodziewał.

 

━━ Nie radzę! ━━ usłyszała po chwili Vivienne, który należał nie, do kogo innego jak do samego Kasumi'ego.

 

Dopiero wówczas mogła odetchnąć z ulgą, że nie była już sama, co było jej na rękę. Nim, jednak zdołała, cokolwiek powiedzieć, usłyszała pisk Madeleine. A czego po niej mogła tak naprawdę się spodziewać, bo ona uwielbiała piszczeć z niewiadomego powodu.

 

━━ Ty Wiedźmo! Puść go! ━━ wrzeszczała histerycznie Madeleine, bo nie mogła się do Vivienne zbliżyć, a Vivienne tylko przekrzywiła głowę, nie bardzo rozumiejąc o, co tamtej chodzi.

 

━━ O co ci chodzi? To nie ja! ━━ odparła beznamiętnie Vivienne, pokazując, że to nie ona za tym stała.

 

Bo taka aktualnie była prawda, ale, jak widać, tamtą jej słowa pod tym względem nie przekonywały. A to dlatego, że blond włosa nic tak naprawdę nie robiła, ale nie było mowy, aby ona jej uwierzyła. A co dalej się wyprawiało, przekraczało najśmielsze oczekiwania, tego była w stu procentach pewna!

 

Z powodu, że Vivienne stała tyłem do drzewa, a przodem do tamtej dwójki nie widziała tego wszystkiego w całości. A tylko to, że nagle ominęły ją konary drzewa, które wystrzeliły niczym jak z procy i pochwyciły Dustina, nim on jej dosięgnął. Stąd też aktualnie Dustin dyndał głową w dół, szamocząc się i klnąc zarazem niczym jak szewc.

 

Madeleine tak bardzo była skupiona na Dustinie, że zupełnie zapomniała o istnieniu Vivienne. I tu już było wiadome, że Vivienne miała rację, zrywając z nimi kontakt, bo byli siebie warci. Co nie znaczy, że nie zaczęła się martwić o Kasumi'ego, czy przez to, co teraz robił, nie będzie mu groziło niebezpieczeństwo.

 

Nic więc dziwnego, że odwróciła się i skierowała się w stronę, skąd dochodził jego głos. Wówczas ujrzała, że wiśnia, która jeszcze chwilę temu nie miała żadnych kwiatów, była ich pełna. Gdyby nie to, że w każdej chwili Kasumi mógł dokonać morderstwa, to, by zaparł jej dech piersi ten widok.

 

━━ Kasumi wystarczy! Oni nie są tego warci! ━━ krzyczała z całych sił Vivienne, aby on przestał to robić.

 

Bo taka aktualnie była prawda i nie było sensu, aby Vivienne pod tym względem kłamała. Tym bardziej że nie robiła tego dla tamtych osób, tylko dla samego Kasumi'ego. Co nie było takie proste, jak się jej na samym początku wydawało, tego była w stu procentach pewna!

 

A to dlatego, że za żadne skarby nie była w stanie zlokalizować, gdzie znajdował się Kasumi. A musiał gdzieś blisko być, bo inaczej nie byłby w stanie odprawiać tego, co właśnie wyprawiał. Prawdę mówiąc, Vivienne nie musiała odwracać się, aby słyszeć komentarze ze strony Dustina i Madeleine.

 

Tak mocno głosowali, że była tylko kwestia czasu, nim ktoś do nich tutaj dołączy. A tego, jak wiadomo, różowo włosa nie chciała, bo nie byłaby w stanie wyjaśnić tego, co się w tym momencie wyprawiało. Nawet jeśli, by chciała, to i tak nikt, by jej za żadną cholerę nie uwierzył i ona doskonale zdawała sobie o tym sprawę.

 

━━ Błagam, przestań! Wystarczy! ━━ krzyczała z całych sił w płucach Vivienne, aby przekrzyczeć ten durny wiatr, który im w tym czasie towarzyszył.

 

Co nie było takie proste, jak się jej wydawało, bo wiatr z każdą chwilą coraz bardziej się nasilał. Powoli zaczynała tracić nadzieję, że uda się jej powstrzymać Kasumi'ego, nim wiatr postanowił nagle z niewiadomego powodu ucichnął. Tak jakby w końcu słowa wypowiedziane przez Vivienne dotarły do ich adresata.

 

A tuż po tym, jak wiatr ucichnął, usłyszała różowo włosa łomot i krzyki dwóch przez nią znienawidzonych osób. Co znaczyło, że Kasumi musiał w końcu usłyszeć wypowiedziane przez Vivienne, bo innego wytłumaczenia na to nie widział. Bo gdyby było inaczej, to nawet nie chciała wiedzieć, co by dalej się stało.

 

Na samą myśl, aż się Vivienne słabo zrobiło i jeszcze chwila i upadnie na podłogę, a tego, jak wiadomo, by nie chciała. Kiedy już osuwała się na ziemię, nie zważając na komentarze, ze strony Madeleine i Dustina, poczuła, że ktoś ją złapał. Stąd miała aktualnie zamknięte oczy i nie widziała, kim była owa osoba.

 

━━ Mało brakowało... Trochę za bardzo mnie poniosło, przepraszam! ━━ usłyszała po chwili Vivienne blisko siebie znajomy głos.

 

Głos, który należał nie, do kogo innego jak do samego Kasumi'ego! Nic więc dziwnego, że kiedy tylko usłyszała jego głos, ponownie otworzyła Vivienne oczy. A jej wzrok powoli padł na twarz jej wybawcy, na której znajdował się nikły uśmiech. Co znaczyło, że musiał walczyć, że słyszała, między złością a szczęściem.

 

━━ Co ty nie powiesz‽ Całe szczęście, że w porę udało mi się do ciebie słownie dotrzeć! Zarazem dziękuję za ratunek! ━━ odparła po chwili Vivienne, z nieco poruszonym tonem głosu, by po chwili uwolnić się z jego objęć.

 

Tym bardziej że gdyby w porę nie zaczęła do niego mówić, to byłoby pewne, że tamta dwójka straciłaby życie. A wówczas, nie byłoby ani jej, ani tym bardziej jemu do śmiechu! Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że tamta dwójka nadal nie opuściła tego miejsca.

 

Co według niej było dość dziwne, bo każdy normalny uciekłby, gdyby tylko nadarzyła się okazja. W tym czasie Kasumi jedynie przekręcił nieco głowę niczym te pieski preriowe nie bardzo rozumiejąc o, co jej chodziło. A tym bardziej, czemu się obecnie na niego złościła, bo przecież nie zrobił nic złego.

 

Gdyby tego nie zrobił, tamci mogli jej nawet i krzywdę zrobić, bo na to aktualnie się zanosiło. Jednak po chwili dał sobie z tym spokój, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie było to odpowiednie miejsce na dalszą rozmowę. Tym bardziej że musiał pozbyć się tamtej dwójki, aby już nigdy więcej zawracali jej głowy.

 

Wystarczyło, że tylko się na nich Kasumi spojrzał, mógł wywnioskować, że oni do takich osób, które dadzą spokój, nie należą. Stąd musiał ich potraktować tak, a nie inaczej, bo Vivienne była zbyt łagodna, aby postawić ostro na swoim. Dlatego też to on musiał zrobić to za nią, tego był w stu procentach, pewny.

 

━━ Masz co do tego zupełną rację, gdyby nie ty to pewnie byłoby po nich ━━ skwitował po chwili Kasumi, zarazem przyznając rację Vivienne i nie mając nic przeciwko, że wyrwała mu się z objęć, a Vivienne tylko ciężko westchnęła, na dźwięk wypowiedzianych przez niego słów, aby po chwili skupić się na Madeleine i Dustinie.

 

━━ I ty dopiero teraz na to wpadłeś? ━━ spytała po chwili Vivienne, zarazem podnosząc jedną brew do góry, kiedy wypowiadała owo pytanie.

 

━━ Dobrze, że teraz, a nie, kiedy byłoby za późno ━━ zauważył po chwili Kasumi.

 

━━ Masz co do tego zupełną rację... W takim razie co z tamtą przerażoną dwójką zrobimy? ━━ zmieniając po drodze temat Vivienne, bo nie było mowy, aby pozwolić im na wygadywanie tego, że jest ona czarownicą i tak dalej, lecz ledwo Vivienne wypowiedziała ostatnie słowa, tamta dwójka w końcu odzyskała nie tylko władzę w kończynach, ale też i w ustach.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania