Poprzednie częściZdzi*a cz. I Zdzi*a cz. II Zdzi*a cz. III

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zdzi*a cz. XVII

Poranek przywitał mnie przeciągłym jękiem. Niestety bólu, a nie rozkoszy. Aniela zwijała się w cierpieniu. Jej twarz miała się już nieco lepiej, chociaż siniaki zaczęły przybierać niebezpiecznie purpurowy kolor. W świetle dziennym było doskonale widać, jak mocno oberwała. Na samą myśl o tym, co się wydarzyło miałem ochotę wykopać wypierdka z gleby i poskakać mu po zakutym łbie. Tylko kto wtedy zająłby się Anielicą? No właśnie…

 

Zaaplikowałem niuni pokaźną porcję środka przeciwbólowego i pomimo protestów zaniosłem pod prysznic. Syczała, gdy woda zaczęła obmywać jej ciało. Patrząc na poturbowany brzuch, ręce, nogi i twarz, sam miałem ochotę wyć z rozpaczy. Jak do kurwy nędzy uda się nam doprowadzić ją do stanu używalności w ciągu dwóch dni? To było czyste massakrito – za chuja niewykonalne.

 

Dopiero, gdy woda przestała barwić się na czerwono-brązowo uznałem, że można użyć mydła. Wiedziałem, że będzie szczypało, ale trzeba było odkazić rany. Później znajdziemy odpowiedni moment na wodę utlenioną. Przez cały prysznic podtrzymywałem blondi za plecy, ona zaś stała z zamkniętymi oczami, zaciskając zęby. Umyłem aniołeczka od stóp do głów, solidnie spieniając mydło. Zaczęła nieco prychać, gdy uniosłem słuchawkę do góry, by spłukać mydliny. W odpowiedzi, ucałowałem delikatnie czubek jej nosa – chyba jedyne miejsce na twarzy, które nie wyglądało jak po spotkaniu z ciężarówką. Podniosła na mnie zmęczony wzrok i niebieskie tafle wypełniła wdzięczność. Doskonale wiedziała, że nie musiała nic mówić. Uśmiechnąłem się tylko i sięgnąłem po ręcznik.

 

– Chodź tu kurczaczku, tatuś cię zaraz wysuszy – powiedziałem i nieoczekiwanie uśmiech zamarł na moich ustach. W oczach blondi zalśnił strach, a po chwili dwie słusznych rozmiarów krople zaczęły cieknąć po napuchniętym licu. „Fuck, fuck, fuck!” – plułem sobie w brodę. Znowu przypomniałem jej o ojcu. Może cymbalistów było wielu, ale największym cymbałem byłem ja sam.

 

Szybko owinąłem blondi ręcznikiem niczym kokonem i zaniosłem do salonu. Usiadłem na kanapie i usadziłem sobie na kolanach. Kołysałem w przód i w tył, dopóki się nie uspokoiła. Zanim jednak zdążyłem się odezwać, zabrała głos:

 

– Przepraszam…

 

Kompletnie zbiła mnie z tropu. To chyba ja powinienem kajać się za swój nietakt.

 

– Nie rozumiem – odpowiedziałem szczerze. – Nie masz mnie za co przepraszać.

 

– Nieprawda – rzuciła natychmiast. – Trzeba było wczoraj wrócić od razu po filmie. Powinnam przewidzieć, że będzie próbował mnie do czegoś zmusić. Znowu poczułam się zbyt pewnie i mnie to zgubiło. Chciał, bym zrobiła mu loda w tej zasyfionej alejce. Nie sądziłam, że będzie próbował strzelać mi fotki. Znikąd pojawił się w jego dłoni aparat. Nie rozumiem, co niby chciał tym osiągnąć. Mieć odbitki, żeby się przy nich potem brandzlować? Nie wiem, ale całkowicie wypadłam z roli. Zaczęłam się z nim szarpać i w efekcie dostałam aparatem po głowie. Potem wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie do końca umiem odtworzyć bieg wydarzeń. Pamiętam, że próbował mnie dusić. Szamotanina trwała kilka dobrych minut, ale jakimś cudem udało mi się go powalić. Szczęście w nieszczęściu, że miał ten aparat. W dwójnasób oddałam mu uderzenie. Gdy z nim skończyłam, chciałam tylko jak najszybciej stamtąd uciec. Zostawiłam jednak zbyt dużo dowodów. Dobrze, że było ciemno. Naprawdę nie wiem skąd znalazłam siłę, by poczłapać do budki telefonicznej. Zadzwoniłam do Michela. Przepraszam, że nie do ciebie, ale nie chciałam cię w to bardziej wplątywać. Zanim przyjechał dowlekłam się z powrotem. Powiem szczerze, że jeśli by się nie pojawił, byłoby już po mnie. Na upartego, można by było uznać to za napaść, ale nie chciałabym zwracać na siebie uwagi glin. Mam tylko nadzieję, że dobrze go z Dolcią ukryli. Właściwie, to jak przez mgłę kojarzę ich przyjazd. Coś mi dali na ból i niedługo po tym odpłynęłam.

 

„To by się zgadzało z wersją Michela.” – Pomyślałem. – „ Tylko po co zbokowi był aparat?”

 

– Może chciał cię szantażować – powiedziałem na głos. – Wyraźnie nie pasowała mu twoja pozycja w kasynie. Takie zdjęcia mogłyby mieć dla niego sporą wartość. Myślał pewnie, że będzie cię wodził za nos i zrobi z ciebie swoją dziewczynkę na posyłki, albo, co gorsze – dziwkę. Nie przewidział jednak, że miałaś co do niego inne plany.

 

– Taa – bąknęła. – Szkoda tylko, że zdążył mi pogruchotać kości.

 

– Oj nie przesadzaj. – Przesunąłem opuszkiem palca po jej wargach. W odpowiedzi, lekko mnie ugryzła, by sekundę później polizać to samo miejsce. Nie będę kłamał – towarzysz w spodenkach zapulsował niespokojnie. Musiała to wyczuć, bo cicho zachichotała. Szybko więc dodałem:

 

– Widzisz, nadal potrafisz pokazać pazurki.

 

Odpowiedziała mi burczeniem w brzuchu. Potem zaczęła chichotać już na całego. Zawtórowałem jej i przez kilka sekund rechotałem niewymuszonym śmiechem. Niestety moja bogini nadal odczuwała skutki wczorajszej eskapady i ból zmusił ją do szybkiego zaprzestania pracy przeponą. Otarłem kobiece łzy radości i nadal w tym samym kokoniku zaniosłem lejdi do kuchni. Posadziłem Anielę na jednym z krzeseł i podsunąłem pod nogi pufę, którą przyniosłem z salonu. Gdy już siedziała wygodnie zabrałem się za odgrzewanie wczorajszej zapiekanki i smażenie steków. Zapiekankę przełożyłem na patelnię i nakryłem przykrywką, aby podgrzewała się na małym gazie. Steki zaś, na całe szczęście tylko delikatnie wczoraj obsmażyłem, więc bez uszczerbku dokończyłem dzieło na drugiej, mniejszej patelence. Do tego zgarnąłem z lodówki ugotowaną wczoraj fasolkę szparagową i po zdjęciu mięsa, szybko przesmażyłem z masłem i bułką tartą. Po kilku minutach danie było gotowe. Nie była to romantyczna kolacja tylko późne śniadanie, jednak Aniela pochłonęła swoją porcję w zabójczym tempie. Pękałem z dumy: moje starania nie poszły zatem całkowicie na marne.

 

Wahałem się czy podać wino, ale po namyśle sięgnąłem po korkociąg i otworzyłem butelkę. Spojrzała na mnie nieco zdziwiona, przyjmując kieliszek. Śmiesznie to wyglądało, gdy z powrotem schowała się do ręcznika i wystawały jej tylko dłonie, szyja i głowa. Taka mini larweczka. Niestety nie moja, ale przynajmniej na razie mogłem się mamić, że jest inaczej.

 

– Achhh – przeciągnęła słowo w ekstazie, popijając długi łyk. Odstawiła alkohol na stół i przymknęła powieki. Przyglądałem się jej jak szczeniak kości. Najchętniej rzuciłbym się na czyste ciałko i zaciągnął aniołeczka do łóżka, ale wiedziałem, że w takim stanie mógłbym zrobić jej tylko krzywdę. Ani się obejrzałem blond główka opadła nieco na bok i Aniela zaczęła głośno oddychać. Zasnęła w tej niewygodnej pozie i lekko rozchyliła usta, cicho świszcząc powietrzem. Pokręciłem nieznacznie czerepem, po czym w myślach zapytałem: „Kobieto, co ty ze mną robisz?”. Ponownie wziąłem kokietkę na ręce i zaniosłem do sypialni, nadal rozmyślając: „Jak mam wierzyć, że podołasz swojej misji, skoro widzę cię teraz tak bezbronną i kruchą?”

 

Było około trzynastej, więc postanowiłem położyć się koło Anielicy i chwilkę podrzemać. W końcu dobre jedzenie, ciepło kobiecego ciała i zapach mojego mydła na delikatnej skórze, potrafiły ululać mnie lepiej niż karafka szkockiej. Wystarczyło zamknąć ślepia i policzyć kilka owiec. Dotarłem do siódmej i kolejnej już nie pamiętałem.

 

***

 

Przebudziłem się zdezorientowany. Aniela zniknęła. Leżałem przykryty kocem z salonu, którego na pewno ze sobą nie przyniosłem. Czy to już? Czy tak po prostu odeszła, bez słowa wyjaśnienia? Bez pożegnania?

 

– Nie, nie, nie! – krzyknąłem i jak z karabinu wystrzeliłem z łóżka. Nie zdążyłem się dobrze rozpędzić, a już stanąłem jak wryty. Blondi siedziała w salonie, telewizor był włączony, a ona spokojnie gryzła razowe tosty z jajkiem sadzonym. Płynne żółtko spływało jej po drobnych paluszkach. Włosy miała spięte wysoko na górze jakąś dziwaczną kokardą. Do tego przywdziała jedną z moich koszulek. Nogi były gołe, nie licząc bamboszy na stopach, które opierała o stolik.

 

Spojrzała na mnie zdziwiona, a następnie szybko zaczęła zlizywać żółtko z dłoni. Widziałem, jak pożądliwie zerka na każdą z kropel. Twarz miała umorusaną żółtymi plamkami. Najwyraźniej nie wszystko udało jej się zlizać. Ponownie podniosła na mnie wzrok i roześmiana powiedziała:

 

– Ale się ubabrałam. Cała się lepię – dodała, po czym uniosła nieco talerz w moją stronę. – Chcesz trochę, tatuśku?

 

To był najsłodszy widok, jaki dane mi było kiedykolwiek oglądać. Słowo. Nigdy przedtem i nigdy potem, nie zobaczyłem niczego, co by mnie bardziej rozczuliło. Mogłem być skończoną chujozą na posyłkach jakiegoś gangusa, który bez wahania wybijał wrogom szefuńcia zęby, ale w tamtym momencie stałem się jedną wielką ciepłą kluchą. Podszedłem więc do niej z szaleńczo bijącym sercem, odłożyłem talerz na stół i złapałem kruchą dłoń. Zacząłem ssać i przesuwać językiem wzdłuż każdego umorusanego jajkiem paluszka. Delikatnie przygryzałem drobne opuszki. Za oknem zaczynało się już ściemniać, jednak nawet w półmroku, rozświetlonym jedynie poświatą telewizora, dostrzegłem, iż blondynka wstrzymała oddech.

 

– Mogłaś mi powiedzieć, że jesteś głodna – rzekłem niskim tonem, pomiędzy jednym, a drugim ruchem języka. – Chętnie bym ci coś przygotował.

 

– Ty już dzisiaj mnie nakarmiłeś – rzekła nieco drżącym głosem. – Poza tym to ja miałam być odpowiedzialna za gotowanie. Zrobiłam więcej, na wypadek gdybyś okazał się głodny.

 

– Łaknę – odparłem wprost i ruchem głowy wskazałem na talerz – ale nie tego.

 

Skoro dłoń była już czysta, nachyliłem się i zacząłem delikatnie zlizywać pozostałości tosta z okolic jej ust. Westchnęła przeciągle i niemalże zamruczała. Zachęcająco rozchyliła wargi, więc szybko wślizgnąłem język do środka. Całowałem ją namiętnie, cały czas mając z tyłu głowy, że nadal jest obolała. Próbowała mnie do siebie przyciągnąć, ale na to nie pozwoliłem. Delikatnie popchnąłem boginię na poduszki. Kątem oka zauważyłem, że nie ma na sobie majtek. Wówczas wpadłem na nieco szalony pomysł, któremu po namyśle postanowiłem dać szansę.

 

Sięgnąłem po talerz i poprosiłem aniołeczka, by zamoczyła palec w żółtku. Następnie poprowadziłem jej rękę w najwrażliwsze miejsce. Oblizawszy opuszek, ucałowałem drobną dłoń i szepcząc krótkie: „teraz będzie dwa w jednym – przyjemne z pożytecznym”, począłem spożywać kolację.

 

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to będzie nasza ostatnia wieczerza. Judasz tym razem wykazał się znacznie większym sprytem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    „kolejnej już nie pamiętam.”
    Pamiętałem – konsekwentnie czas przeszły
    Lont już podpalony, bombka wybuchnie pewnie w następnym odcinku. Chociaż moim zdaniem ostatnie zdanie można usunąć, lub zagmatwać. Tak to a bardzo zdradza, że nie wszystko pójdzie dobrze. Niby się tego domyślamy, ale pozostawienie domysłu byłoby lepsze od dopowiedzenia.
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Dziękuję za poprawkę:) poprawione i końcówkę też nieco podrasowałam. Postaram się zaskoczyć, aby wcale nie było to takie oczywiste. Mówisz o kolejnym odcinku, ale mam wrażenie, że w jednym się wszystko nie zmieści :) Jak zawsze ogromnie dziękuję za odwiedziny.
  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    Kocwiaczek - dobrze, trzymam za słowo jeśli chodzi o zaskoczenie ;)
  • Shogun 4 miesiące temu
    No no no, poziom, jak zawsze utrzymany. Kurcze, już nie mogę się doczekać co się dalej wydarzy, a na pewno wydarzy się sporo. No i pozostaje pytanie, które nurtuję mnie i wierci dziurę w umyśle od samego początku, a mianowicie, czy poznamy w końcu imię "głównego bohatera"? "Narratora"? Nie wiem, jak go nazwać. Bo szczerze, przez całą serię, która, nie jest krótka, nie było o tym w ogóle mowy.
    No nic, rozpisałem się, czekam na dalsze rozwinięcie akcji, a w ostateczności na jej rozwiązanie i być może wyjaśnienia jednej z palących drobnego szarego czytelnika kwestii :D
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Spokojnie jak na wojnie, Lisku:) nic nie obiecuję ale też postaram się nie rozczarować:)
  • Shogun 4 miesiące temu
    Kocwiaczek ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania