Poprzednie częściZdzi*a cz. I Zdzi*a cz. II Zdzi*a cz. III

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zdzi*a cz. XXII (ostatnia)

Była nienasycona. Ledwo zdążyłem na miękkich nogach opuścić samochód, a już przyssała się do moich ust. Zupełnie nie wiem, co w nią wstąpiło. Zachowywała się tak, jakby wciąż miała za mało. Tuliła przez całą drogę na górę i nie odklejała od mego boku niczym guma hokejowa od lodowiska. Rzecz jasna, nie oponowałem. Uśmiech nie schodził z ust, a poczucie euforii wypełniało każdą najmniejszą komórkę. Nareszcie należała do mnie. Już nie musiałem się nią z nikim dzielić.

 

W mieszkaniu panował zaduch. Unoszący się lekko aromat alkoholu z otwartej butelki wina, potęgował doznanie. Zapomniałem zakorkować i schować trunek do lodówki, jednak nie miałem nic przeciwko, by nieco pooddychał. Lubiłem nie tylko gorące kobiety, ale i ciepłe wino. Zwłaszcza, gdy mogłem smakować je z kostką lodu w towarzystwie blond bogini.

 

Siedzieliśmy przy stole w kuchni. Nasze zaróżowione od intensywnych spojrzeń twarze, oświetlały nikłe płomienie świec. Po wejściu dopadła mnie w przedpokoju i nie odpuściła dopóki jej wrzaski nie dotarły aż do posad budynku. Chociaż byliśmy spełnieni, a powietrze wręcz parowało od naszych rozgrzanych ciał, nadal czuliśmy się głodni. Głodni pocałunków, pieszczot i słów. Zwłaszcza ja. Nie powiedziała mi bowiem, że odwzajemnia moje uczucia, ale nie chciałem naciskać. Musiałem czekać. „Metoda małych kroków” – tak, tego potrzebowałem.

 

Byliśmy nadzy. Jej drobne paluszki śmiało błądziły po moim torsie. Wplątywała je we włoski i delikatnie nimi tarmosiła. Niby niezamierzenie drapała paznokciami o barki i raz po raz pochylała, by pocałować jabłko Adama. Ja zaś powoli sączyłem wino i naumyślnie trochę rozlewałem na kobiece piersi, aby prędko zlizać kropelki cieknące po uroczych półkulach. Aniela nie chciała pić, bojąc się, jak organizm zareaguje po pecynie leków, które jej zaaplikowano, ale z chęcią odbierała mi lód, gdy tylko z ostatnim łykiem zawitał do moich ust. Całowała leniwie, dopóki kostka całkiem się nie roztopiła. Potem brałem kolejną i piłem, a ona kontynuowała naszą zabawę.

 

W końcu osuszyłem butelkę i ponownie nakręcony wziąłem Joannę na ręce, by zanieść do sypialni. Wówczas wyrwała się i zaczęła uciekać. Chichocząc jak mała dziewczynka, biegała od pokoju do pokoju i piszczała, za każdym razem, gdy już miałem ją złapać. Po kilku minutach udało mi się zapędzić Anielicę w kozi róg pomiędzy sofą, a fotelem. Położyłem ręce po obydwu jej stronach, dysząc z podniecenia, zmęczenia i radości:

 

– Mam cię, kurczaczku – powiedziałem i cmoknąłem zadarty nosek. Myślałem, że dalej będzie się droczyć, ale zamiast tego, uniosła ręce i mocno mnie przytuliła, mówiąc:

 

– Brakowało mi ciebie. W moim życiu spotkałam wielu mężczyzn, ale teraz wiem, że to właśnie ciebie było mi brak. Nikt mnie nie wypełnił. Nikt nie zostawił śladu w mojej głowie i nie pojawiał się przed oczami, gdy przychodził sen. Nie wiem, co to oznacza, ale jeśli tak objawia się miłość, to chyba jestem w stanie zaryzykować…

 

Moje serce drgnęło. Ociekała seksapilem dominy i niewinnością dziewicy. Nie wiedząc, jak należycie zareagować, powiedziałem tylko: „chodź do mnie” i ująłem ciepłą dłoń, prowadząc dziecinkę pod prysznic.

 

Chwilę potrwało zanim woda się nagrzała. Wypełniłem czas, błądząc palcami po każdym zakamarku jej ciała. Potem namydliłem aniołka, by z bólem w sercu i głosie zauważyć:

 

– Nadal masz wszędzie siniaki. Już bledną, ale trochę potrwa zanim się ich pozbędziesz.

 

Wzruszyła ramionami. Ból był nierozłączną częścią życia tej walecznej kobiety, więc wcale mnie to nie zdziwiło.

 

– Całe szczęście, że to już koniec. Nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić.

 

W odpowiedzi przybliżyła moją głowę do swojej i powiedziała:

 

– Już nigdy nie będziesz musiał.

 

To zabrzmiało jak obietnica. Pocałowała mnie żarłocznie i pozwoliła znowu posiąść. Strumienie wody obmywały mi plecy, a ona, stojąc w rozkroku, opierała się o zimne kafelki i łapała szybkie oddechy. Z każdym kolejnym pchnięciem czułem się coraz bardziej senny, ale nie zwalniałem rytmu. Zadbałem, by sięgnęła szczytu na chwilę przede mną. Wszakże seks miał być taką samą przyjemnością dla obydwojga partnerów. Nigdy bym nie pozwolił, by poczuła się wykorzystana. Nie po tym, co przeżyła.

 

Senność nie dawała mi jednak spokoju. Po wszystkim szybko umyliśmy zęby i wskoczyliśmy pod kołdrę. Tuliłem Anielę zmęczony i raz po raz powtarzałem, jak bardzo mocno ją kocham. Ona zaś ucałowała moje powieki i pozwoliła zasnąć na swoich piersiach. Nie dusiła. Po prostu głaskała po głowie i kołysała do snu. Takiemu zaproszeniu nie sposób było się oprzeć…

 

***

 

Poranek przywitał mnie ciszą. Puste łóżko tym razem wcale nie zaskoczyło. Strasznie bolała mnie głowa i suszyło w gardle. „Oby znała przepis na jakiegoś anty-kacowego drinka”. – Modliłem się w duchu, wstając z łóżka i wychodząc na korytarz. Podreptałem do łazienki i od drzwi buchnął na mnie smród amoniaku. W koszu na śmieci zauważyłem kartonik po farbie do włosów. Ładna szatynka uśmiechała się zalotnie w moim kierunku. Niewiele rozumiejąc, zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu: jedna szczoteczka do zębów, zero damskich specyfików, brak czerwonej szczotki do włosów i żadnych flakoników z perfumami. Szybko otworzyłem dolną szufladę i moje oczy zarejestrowały jedną wielką pustkę.

 

– Nie, to się nie może dziać! – wykrzyknąłem i pobiegłem do salonu. Na kanapie leżał stary paskudny koc w kratę, a żarówkę okalał ten sam pasujący do niego abażur. Moje oczy zaszły łzami, gdy uświadomiłem sobie, co to naprawdę oznacza. Opadłem na kolana i po raz pierwszy od dawien dawna gorzko zapłakałem…

 

Nie wiem ile to trwało. W końcu jednak wstałem i pociągając nosem skierowałem kroki do kuchni. Chciałem się napić… tfu, wróć… chciałem się upić. Ubzdryngolić jak żul i zapomnieć o własnej głupocie. Jak mogłem być tak strasznie naiwny, wierząc, że uda mi się zamknąć dzikiego ptaka w klatce? Byłem kompletnym idiotą…

 

Gdy wszedłem do środka zostałem uderzony ciepłym powietrzem. Jednak największa fala gorąca zalała mnie, dostrzegając na stole złożoną na dwie kartkę. Przez chwilę wahałem się, czy chcę poznać jej treść. Sekundę później głośno westchnąłem i siadając na krześle sięgnąłem po papier. Spuściłem wzrok i zacząłem czytać:

 

"Drogi Andrzeju,

 

Przepraszam, że nie byłam w stanie powiedzieć tego osobiście. Nienawidzę pożegnań. Nie chciałam też byś mnie zatrzymywał. Wiem, że czytając te słowa czujesz się oszukany i zraniony. Za to również przepraszam. Niestety nie mogłam inaczej. Już i tak zbyt wiele przeze mnie wycierpiałeś. Pragnę podziękować ci za każdy dzień, który dane mi było z tobą spędzić. Za każdy gest i słowo, które podtrzymywało mnie na duchu. Nawet za te chwile, kiedy doprowadzałeś mnie do szału i roniłam łzy. Nigdy nie byłam dobrym materiałem na ukochaną. Nigdy też nie sądziłam, że się nią dla kogoś stanę. Dziękuję ci za to, że dałeś mi szansę poczuć coś więcej. Czułam to, chociaż nie umiałam nazwać. Nie mam prawa niczego od ciebie żądać, jednak jeśli kiedyś się jeszcze spotkamy, chciałabym byś nie udawał, że mnie nie znasz. Nie musimy spędzić razem starości. Wystarczy mi świadomość, że pozostanę dobrym wspomnieniem. Zawsze będziesz moim bodyguardem. W końcu nadal łączy nas umowa, prawda? Nie wiem, co jeszcze powinnam napisać. Mogę tylko łudzić się, że mi wybaczysz, iż nigdy nie wypowiedziałam pewnych słów. Ale zawsze pozostaje… a z resztą… sprawdź w końcu, co ci upiekłam…".

 

Nieco zdumiony przerwanym zapisem, otarłem zebrane łzy i otworzyłem drzwiczki od piekarnika. Natychmiast wyleciało ze środka gorące powietrze, a moim oczom ukazały się rzędy maleńkich bułeczek, takich samych jak te jedzone przez nas po raz pierwszy na śniadanie. Uśmiechnąłem się smutno, biorąc ścierkę i wyjmując blaszkę na kratkę kuchenki. Obok niej stała taca, którą Aniela pozostawiła najwyraźniej w celu wyjęcia wypieków. Zdjąłem wystygnięte bułeczki i dostrzegłem papier do pieczenia na dnie blachy. Na nim zaś tym samym charakterem pisma napisano jedno słowo: „NADZIEJA”.

 

Pozostawiła mi ją, odchodząc. Tylko tyle i aż tyle. Pogryzając jedną z bułeczek spojrzałem przez okno na wschodzące słońce. Oświetliło pustą szyjkę butelki, a na niej ślady rozpuszczonego proszku. Najpewniej nasennego. Pokiwałem głową i wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem. Mój „nieideał” musiał mieć swoje cholerne ostatnie słowo. A mi pozostawała jedynie nadzieja. Jak głupi i naiwny szczeniak wiedziałem, że bez względu na wszystko będę na nią czekał…

 

***

 

Szczupła szatynka kroczyła powoli po peronie. Wiatr rozwiewał mysie włosy na wszystkie strony i przyklejał do pomalowanych bezbarwną pomadką ust. Patrzyła prosto w słońce. Było niewiele rzeczy, których się bała. Mogła na chwilę oślepnąć, ale nigdy nie straciła czujności. Dźwigała torbę podróżną i spoglądała na swój przegub. Tarcza wskazywała siódmą dwanaście. Musiała ścisnąć bransoletkę gumką recepturką, aby nie spadła. Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i włożyła dłoń do kieszeni niebieskich jeansów. Nieco za duża czarna kurtka i biały podkoszulek nadal pachniały męską wodą kolońską. Zapach wyraźnie dodawał kobiecie otuchy.

 

Szybko uwinęła się z wejściem do pociągu. Nie wykupiła miejsca w przedziale. Lubiła stać na pomoście i spoglądać na oddalające się drzewa. Przysięgła sobie, że kiedyś tutaj powróci.

 

Teraz jednak udawała się tam, gdzie spotkała ją krzywda. Wracała z pewnym zamiarem. Zamiarem zabijania. Wszakże pragnienie krwi nie było dla niej czymś nowym. Tym razem jednak chodziło o coś więcej. Miała pozbawiać życia, ale i ratować. Oddawać to, co zniszczyła oraz odbierać coś, co utraciła. Czy wystarczy jej sił? Czy nie zabraknie czasu? Ponownie spojrzała na męski zegarek i tak samo jak poprzednio schowała dłoń do kieszeni spodni.

 

Znowu poczuła znajomy dreszcz. Wiedziała, co należało zrobić. Pewnie uniosła głowę i nie bacząc na pozostałych podróżnych wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.

 

Nikt nie mógł się domyślać, że ta piękna istota właśnie jechała się zemścić…

 

//

 

Przeżyli:

 

*JoANna I ELżbietA Jatkowska

 

*AndrzeJ Jankowski

 

*MICHał ELter

 

*DOrota LORESińska

 

*Szefu ps. "Józio"

 

I... kilku innych osesków, którzy... byli zbyt wielkimi ciapami, aby zaistnieć w tekście.

 

Nie zapominajmy też o Asenii. Bez względu na tożsamość, pomogła nadać tekstowi wiarygodności. Jej imię pozostanie jednak tajemnicą. No bo przecież... z wszystkiego się tłumaczyć nie muszę;). Po Anielowemu – całej dupy nie ma sensu odsłaniać :D.

 

//

 

Na zakończenie pragnę podziękować wszystkim czytelnikom za wsparcie i nieustannie motywujące mnie komentarze. To niezwykle cenne, że podobała się wam moja opowieść i nie ocenialiście książki po okładce. Wiem, że wątek erotyczny ma tutaj ogromną rolę, jednak podkreślanie przez was, iż jest to całkiem niezły kryminał, umocniło mnie w przekonaniu, że mogę wychodzić poza pewne schematy, w których dotąd się obracałam. Przyznam szczerze, że Zdzi*ra miała być tylko serią, krótkich, luźno powiązanych ze sobą tekstów, zwykłą odskocznią od rzeczywistości i niejako powrotem do zaniechanego przeze mnie pisania. W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że się tak rozrośnie i stanie czymś w rodzaju powieści. Z tego miejsca pragnę również podziękować osobom, które cierpliwie wytykały mi niektóre błędy. Tak, tak, one wiedzą, o kogo chodzi:). Cały czas się uczę i zapewne było to widać w początkowych rozdziałach. Cieszy mnie jednak postęp, który zrobiłam i mam nadzieję, że chociaż minimalnie zauważyliście poprawę jakości tekstu. Ale już się zanadto rozpisałam:). Raz jeszcze dziękuję wam za obecność oraz dobre słowo. A teraz pragnę przekazać, że niebawem pojawi się:

 

KOLEJNY TOM!!!

 

...czy jak to tam nazwać:). [Tylko pozwólcie mi się najpierw trochę pourlopować]. Pozdrowienia!

 

~KOCWIACZEK.

 

P.S. Na prośbę moich czytelników zamierzam również napisać rozdział bonusowy. Zostańcie przy mnie, bowiem... będzie się działo;).

 

Całusy, pozdrowienia, "itepe":D.

Następne częściZdzi*a cz. bonusowa

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bajkopisarz miesiąc temu
    „Jej imie pozostanie jednak tajemnicą.”
    Imię

    To nadal jest happy end, bo główna bohaterka żywa odchodzi w stronę wschodzącego słońca, wzmocniona ostatnimi wydarzeniami. Ze świadomością, ze istnieje ktoś, komu na niej zależy i w sumie spełniona w swym nieco wampirzym pociągu do krwi i ofiar. Czy znów przygotuje równie misterny plan, by bezkarnie wyjść z kolejnej jatki to się okaże. Może jednak uświadomi sobie, że bez mocnego wsparcia innych osób nie jest w stanie przekroczyć pewnych granic, no ale umiejętność zawierania krótkotrwałych sojuszy ma opanowaną. Fortuna kołem się toczy, dobra passa nie trwa wiecznie.
    Żarcik, jaki sprawiła Andrzejowi na sam koniec też niezły, choć nieco okrutny. Można jednak mieć nadzieję, że facet jest łebski i potraktuje go należycie, nie rozczulając się zbytnio nad sobą i nie prąc do rewanżu. Jeden kawał tego typu może być zabawny, drugi podobny skończy się źle.

    W każdym razie bardzo dobre opowiadanie wyszło, czytało się dobrze, bez znaczących błędów i z rosnącym zainteresowaniem. Zwroty akcji i ujawnianie prawdziwych tożsamości i zamiarów poszczególnych bohaterów bardzo dobrze pomyślane.
    Jedyne, co bym sugerował, gdybyś chciała tę opowieść jeszcze podszlifować, to dodanie gdzieniegdzie opisów otoczenia. To może przydać całemu utworowi dużo charakteru i pewnej nostalgii, jako że akcja dzieje się w 1989 roku. Pewne obiekty istniały wtedy, teraz już nie, więc mogłaby to być dodatkowo przyjemna podróż w czasie.
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Poprawiłam literówkę. Jestem ci ogromnie wdzięczna, za wszystkie poprawki oraz to, że dotrwałeś do końca:). Można powiedzieć, że dzięki tobie przebyłam mile świetlne w szlifowaniu zapisu, pozbywaniu się nadmiernych słów oraz usuwaniu powtórzeń czy zaimków. Bardzo, ale to bardzo ci dziękuję. Jeśli chodzi o otoczenie, to masz świetny pomysł. Nie pomyślałam o tym wcześniej, bo skupilam się na akcji, ale myślę, że spokojnie da radę wcisnąć gdzieniegdzie pewne smaczki i ubarwienia. W sumie to świat mojego dzieciństwa więc, parę rzeczy przychodzi mi do głowy:D. Niezmiernie mi miło, że ci się podobało i tak jak napisałam powyżej nie oceniałeś książki po okładce. Niektórzy widząc tytuł, wulgaryzmy i wątek erotyczny od razu odrzucają tekst na bok. Mam nadzieję, że udało mi się wycisnąć z tego coś więcej. Człowiek zawsze potrzebuje wsparcia. Choćby skały srały to sam sobie nie poradzi, a zwłaszcza, gdy ma w planie poodrywać paru kukiełkom durne łebki;) Dzięki raz jeszcze! Pozdrawiam serdecznie:)
  • Zapraszamy do wzięcia udziału w zabawie. Do 02 września można napisać opowiadanie prozą, prozą poetycka i wrzucić na główną. ( w razie czego przedlużymy termin)
    Odpowiednio zatytułować i dodać link na Forum do wątku:
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-linki-do-w934/
    I wygrać.
    Tematy to:
    Temat pierwszy - „Restart”
    Temat drugi - „Zawierzenie”
    Można. na jeden, można na drugi, można połączyć.
    Czekamy i liczymy na ciebie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania