Poprzednie częściZdzi*a cz. I Zdzi*a cz. II Zdzi*a cz. III

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zdzi*a cz. XIV

Do pracy pojechaliśmy razem, jednak wypuściłem Anielę dwie ulice wcześniej. Dość szybko zaparkowałem i wysiadłem, po czym bez ociągania popędziłem do wejścia. Od samych drzwi zauważyłem, że coś jest nie tak. Personel, o dziwo stojący już przy swoich stanowiskach, łypał przestraszonym wzrokiem w kierunku zaplecza, skąd dochodziły uniesione głosy. Po krótkim nadstawieniu uszu dotarły do mnie dwa podniesione barytony – szefa i krupiera Jacka. Dyskusja zdawała się być niezwykle zażarta:

 

– Jak śmiesz oskarżać mnie o coś takiego! Że niby miałbym cię okraść?! Masz tupet! Tyle lat u ciebie pracuję, a nadal traktujesz mnie jak psa!

 

– Chyba śnisz! Pies zasługuje na większy szacunek! Myślisz, że nie widzę, jak reagujesz na jakiekolwiek zmiany, które próbuję tu zaprowadzić? I jeszcze to! Jak śmiałeś ukraść mi zegarek?! Przecież wiesz, ile dla mnie znaczy! Przyznaj się łachudro, co z nim zrobiłeś?!

 

– Ile razy mam powtarzać, że niczego nie brałem! Po jaką cholerę miałbym się narażać? Masz przecież tych swoich chłopców na posyłki! Myślisz, że nie wiem, co dla ciebie robią?

 

– Mów w takim razie, co robiłeś w moim gabinecie? Strasznie dziwny zbieg okoliczności, że ginie mój zegarek i zastaję cię grzebiącego po szufladach. Jesteś do kurwy nędzy tylko pieprzonym krupierem, a panoszysz się po tym miejscu jakby należało do ciebie! To, że moja żona cię faworyzuje, nie oznacza, że masz tutaj jakiekolwiek względy! Nie próbuj się wymigiwać, tylko gadaj po coś tu przylazł, zanim wypieprzę cię na zbity pysk!

 

– Daruj sobie te pogróżki! Chuja mi możesz zrobić! Nie przesłuchuj mnie jak jakiegoś jebanego pachołka! Jeśli chociaż spróbujesz na mnie swoich sztuczek, dam znać Anastazji o wszystkim, co się tutaj wyprawia! Myślisz, że będzie szczęśliwa, gdy dowie się, że kasyno to tylko przykrywka dla twoich lewych interesów? Dla handlowania dragami i ruchania się na prawo i lewo? Wyjmij sobie w końcu korek z dupy i upuść trochę pary, to może w końcu dojrzejesz do prawdziwych emocji, ty zasrany hipokryto!

 

Po tych słowach drzwi od kanciapy szefa otworzyły się i huknęły z trzaskiem o ścianę. Chwilę później zobaczyłem rozwścieczonego Jacka idącego w kierunku kibla. Jego oczy na wszystkie strony miotały błyskawice. Pech chciał, że w tym samym momencie, gdy miał wchodzić do męskiego, do pracy wkroczyła blondi. Zatrzymał się w pół kroku i zaczął odbijać na niej swoją wściekłość:

 

– O jest nasza pieprzona księżniczka! Jak zwykle spóźniona, ale kto, by się przejmował?! Przecież wszyscy jesteśmy tu gówno warci, tylko ty się liczysz! Stoisz wyfiokowana i udajesz słodkiego kociaka, a tak naprawdę niczym skończona pijawka wysysasz od klientów każdy napiwek. A ten tam, dureń, jeszcze się z tego cieszy! Owinęłaś go sobie wokół palca! Ciekawe ile czasu musiałaś spędzić na kolanach, by mu tak twoją pizdą oczy zarosły?!

 

W tym momencie mnie zamurowało. Bardziej jednak wbiłem się w podłogę, gdy zobaczyłem, jak Aniela zasadza Jackowi prawy sierpowy, który szybko poprawia z drugiej strony swoją pięciokilową torebką. Wyraźnie wytrącił ją z równowagi i nawet nie zamierzała tego ukrywać. Wszyscy z obecnych wydali z siebie stłumiony jęk. Chwilę później do głównej sali wpadł szefuńcio i pomógł zebrać się krupierowi z podłogi. Z lękiem w oczach spojrzał na Anielę, która wyglądała teraz jak uosobienie furii. Rozjuszona niczym byk na widok czerwonej płachty wykrzyczała ile sił w gardle:

 

– Co tu się do cholery jasnej wyprawia!? – Stała tak, sapiąc, aż nozdrza zaczęły jej się niebezpiecznie powiększać. – Czy ktoś mi w końcu wytłumaczy, czemu ten imbecyl się nade mną wytrząsa?!

 

– To nie twoja sprawa, złotko. – Widocznie zmęczony szef starał się złagodzić atmosferę, ale jęczący u jego boku Jacek, wcale mu w tym nie pomagał. – To tylko taka nasza mała potyczka słowna. Przepraszam cię w imieniu tego idioty. Idź przygotować się do zmiany i zapomnijmy proszę o tym, co się tutaj wydarzyło.

 

– Jak to nie moja sprawa?! – Nie zamierzała odpuszczać. – On może mnie wyzywać przy wszystkich, a ty nawet nie zareagujesz? Jak mam się czuć, gdy ktoś obraża mnie przy współpracownikach? Może byś im tak łaskawie wytłumaczył, że wcale nie jestem ich wrogiem, a już tym bardziej, twoją sekretną kochanicą!

 

– Dobrze wiesz Anielo, że i tak, by mi nie uwierzyli. Mam tylko nadzieję, że nie odejdziesz z powodu tego typu pomówień.

 

W odpowiedzi Aniołeczek jedynie prychnął pod nosem. W mig zauważyłem, że włącza tryb „on” swojej gry aktorskiej. Sekundę później, już ze łzami w oczach wyparowała:

 

– Pięknie, po prostu pięknie! Gdyby nie to, że potrzebuję kasy, moja stopa więcej, by już tutaj nie postała! A do was wszystkich – odwróciła się w stronę zebranych i pogroziła palcem – powiem tylko, że skoro tak bardzo przeszkadza wam moje stanowisko, mogę jedynie postarać się zapraszać klientów do gier i częściej namawiać do picia alkoholu przyniesionego przez kelnerki do stolika. W dupie mam ich wszystkie napiwki, jakoś sobie bez nich poradzę. Nie potrzebuję niczyjej łaski…

 

Po tych słowach, zalewając się rzewnymi już łzami poleciała na zaplecze. W duszy biłem jej brawo za tak udany spektakl. Miała baba fantazję. Nie dość, że załatwiła Jacusia na cacy, to jeszcze kupiła sobie trochę sympatii u reszty. No i wzbudziła nieco litości. Oskar należy się jak nic! Bez dwóch zdań.

 

Reszta dnia minęła umiarkowanie spokojnie. Tylko Jacuś stał, taki jakiś dziwnie opuchnięty na ryju. Nie wiem, o co chodziło w tej całej aferze z zegarkiem, ani dlaczego wbił się do gabinetu szefuńcia i grzebał mu w szufladach, ale coś mi tutaj wyraźnie śmierdziało. Temat nie był jednak kontynuowany, a nawet gdyby ktoś próbował go odgrzewać, nie pozwalał mu na to strach. Wyjaśniło się, dlaczego krupier pomimo buntowniczego charakteru był przez szefa inaczej traktowany niż wszyscy. Cała sytuacja zaczęła nabierać ostrzejszych konturów.

 

Po głębszym zastanowieniu stwierdziłem, że pojawiło się wiele nowych niewiadomych. Poza tajemniczym zniknięciem niezwykle cennego zegarka, grzebaniem przez Jacka w cudzym pokoju, objawiła się też osoba władczej małżonki szefa, jej zażyłość z krupierem oraz niechęć załogi do Anielicy. Szef najwyraźniej chciał wprowadzić jakieś zmiany, ciekawe tylko czego miały dotyczyć. Korciło mnie zapytać pozostałych o to, co wydarzyło się przed moim przyjściem. Zawładnięty myślami o obecnej sytuacji zupełnie zapomniałem o nieobecności Jana.

 

Podszedłem więc do kelnerującej dzisiaj Asenii i szeptem zapytałem:

 

– Nie widziałaś dzisiaj Jana? Powinien być ze mną na zmianie.

 

Niepewnie rozejrzała się dookoła i biorąc na tacę polane wcześniej przez Anielę piwo, odpowiedziała:

 

– O to właśnie była dzisiaj ta cała awantura. Szef powiedział nam rano, że Jan się zwolnił telefonicznie i nie zamierza się tutaj już nigdy pojawić.

 

„Hmm… A to ciekawe…” – pomyślałem i szybko zadałem kolejne pytanie:

 

– I tak bez niczego, szef po prostu przyjął wypowiedzenie? Puścił go wolno? Bez żadnego pisma?

 

Wzruszyła ramionami i zerknęła na przyglądającą się nam blondi. Szybko posłała jej pocieszający uśmiech, tak jakby dziękując za szansę na częstsze kursowanie pomiędzy stolikami. Odchodząc tylko odparła:

 

– Na to wygląda. Może nie miał pisemnej umowy, albo zawarli jakiś inny układ. Nie wiem. Przecież połowa z nas robi tutaj na czarno. Tylko Jacek się mocno wkurzył, stwierdzając, że niedługo wszystkich nas stąd Aniela wygryzie. Potem wparował do biura szefa i próbował włamać się do akt, aby udowodnić, że boss nic na nią nie ma. Przecież wiesz, że poza „Ani” nikt z nas nie przyszedł tu dobrowolnie. To mu się właśnie wydało podejrzane. Ale dość tych pytań, nie chcę dostać bury za opierdzielanie się w pracy...

 

– Dzięki „Asi” – odparłem i polazłem na zewnątrz w kierunku śmietnika. Odpalając fajka rozmyślałem o tym, czego się właśnie dowiedziałem. Czyli szef na każdego z nas miał jakiegoś haka. Na Anielę, nie mógł mieć, bo przecież jej całe CV to jedna wielka lipa. Zresztą przynosiła mu zbyt duży dochód, by zadawał zbędne pytania. O co jednak chodzi z zatajeniem śmierci Jana? Może sędzina czymś zagroziła bossowi? Może dostał telefon od psiarskich i miał trzymać jęzor za zębami? Kurde. Ciekawa historia.

 

Powoli pykałem sobie obłoczki, chcąc wykorzystać całą przerwę na zewnątrz, gdy z kasyna przyleciała ucieszona czymś Aniela:

 

– Nie uwierzysz! Nie uwierzysz!

 

Uśmiechnąłem się pod nosem, na widok jej zaróżowionych policzków i błyszczących oczu. Zerknąłem w kierunku wejścia, ale nie zauważyłem nic podejrzanego, więc zapytałem:

 

– W co, skarbie?

 

Rozejrzała się i zniżyła głos do szeptu:

 

– Jacek zaprosił mnie po pracy do kina.

 

Popatrzyłem na nią jak na wariatkę. Faktycznie, ciężko było mi uwierzyć w jej słowa, zatem zapytałem:

 

– Niby po co?

 

Zerknęła na mnie karcącym wzrokiem i pokręciła głową:

 

– No, jak to po co, głuptasie? – Jakby powtórzyła manierę Michela z rana. – Po to, by mnie przeprosić.

 

Z wolna zaczął rozkwitać na mych ustach szaleńczy uśmieszek:

 

– Ale ty nie przejmujesz przeprosin – stwierdziłem i uścisnąłem ją delikatnie za policzek, uwydatniony przez szeroki uśmiech.

 

– No właśnie! – Rozbawiona parsknęła śmiechem. – Chyba poprzestawiałam mu kilka klepek! Poczekaj zatem z kolacją. Zamierzam to szybko załatwić. Będę wyjątkowo niegrzeczną dziewczynką i nie pozwolę obejrzeć mu nawet reklam – rzuciła i zniknęła wewnątrz budynku, równie szybko, jak się pojawiła.

 

Pokiwałem głową. Czy ta kobieta kiedykolwiek przestanie przyprawiać mnie o zawał serca? Wczoraj jeden, dzisiaj drugi... To leciało stanowczo zbyt szybko. Nie wytrzymam długo takiej jazdy bez trzymanki.

 

Prędko jednak wyparłem z siebie myśl, iż znowu będzie dzisiaj w niebezpieczeństwie. Słowo „kolacja” jak u Pomysłowego Dobromira zaczęło walić mi w czachę. „Taaak, przygotuję ci bejbe posiłek, lepszy od twojego własnego. Może i jesteś mistrzynią wypieków, ale to ja sprawię, że kuchenka rozpali się dzisiaj do czerwoności!” – z tą myślą, pogwizdując, ruszyłem do kasyna.

 

Zamierzałem przecież wykorzystać każdy dany nam dzień. „I zrobię to do cna, aniołeczku. Ot co!”.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    „które próbuje tu zaprowadzić?”
    Próbuję
    „Rozjuszona jak byk na”
    Niczym byk (bez powtórki jak)
    „załogi do anielicy”
    Konsekwentnie powinno być Anielicy – wielka litera
    „szansę do częstszego kursowania”
    Szansę na częstsze kursowanie

    Bardzo dobry odcinek. Trochę się wyjaśnia, trochę możemy zgadnąć i zapewne coś dalej pójdzie źle, bo łatwo już było. Czyli wszystko na swoim miejscu.
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Dziękuję:) zaraz poprawię błędziki. Już mówiłam, że poddajesz mi ciekawe pomysły? A ja bezczelnie je wykorzystuję :D Ha ha!
  • Shogun 4 miesiące temu
    Bardzo dobra część. Dużo informacji i zapowiedź tego, że będzie się działo :D Oj, no czekam czekam z niecierpliwością na kolejną ;)
  • Kocwiaczek 4 miesiące temu
    Kto czeka, się w końcu doczeka:) Dzięki Shu za obecność:D
  • Shogun 4 miesiące temu
    Kocwiaczek ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania