Diabelce część 1

Połączenie dwóch firm zaowocowało zburzeniem dotychczasowych hierarchii i sporym przetasowaniem na wszystkich stanowiskach. Widocznie nowe szefostwo za wszelką cenę chciało pozbyć się starych układów i koligacji. Najmniej podnieceni wszelkimi zmianami byli szeregowi pracownicy, którzy obojętnie pod czyim sztandarem, swoją robotę musieli wykonać. Starszy personel życie nauczyło, żeby w takich okolicznościach przebywać jak najdalej od miejsc, gdzie tarcia były największe. Młodsi tej zasady nie przestrzegali i trzymali czyjąś stronę, a samo podejrzenie za to groziło oberwaniem po łbie, ewentualnie wdepnięciem w coś śmierdzącego. Jednak nie wszyscy zachowywali milczenie i w rozwożącym po pracy autokarze komentowali głośno, co o tej fuzji sądzą. Podczas kolejnej takiej rozmowy usłyszałem kobiecy głos za moimi plecami.

- Mam dwa bilety, czy pójdziesz ze mną na sobotni koncert?

Usłyszałem te słowa z wyjątkiem nazwy zespołu, lecz na nie zareagowałem, ponieważ byłem przekonany, że są adresowane do kogoś innego. Dopiero szturchniecie starszego kolegi, który zajmował fotel obok wyrwało mnie z ponurych myśli.

- Ogłuchłeś, panienka pyta się ciebie o coś.

Nastąpił moment totalnej dekoncentracji, podczas której nie wiedziałem, o co właściwie chodzi. Dopiero po chwili zacząłem zdawać sobie sprawę z własnego zachowania i oderwania od rzeczywistości.

- A o co chodzi? – zapytałem odwracając się z niemałym trudem na wąskim siedzeniu do tyłu.

- Mam dwa bilety na sobotni występ zespołu Vader, pójdziesz ze mną?

Zbyt szybko skuszony jej urodą powiedziałem – chętnie – dopiero po czasie zdałem sobie sprawę, że błyskawiczne deklaracje często nie są dla ludzi najlepsze.

Nigdy wcześniej o tej kapeli nie słyszałem, więc z zasady przyjąłem, że musiała niedawno powstać. Z czystej ciekawości wrzuciłem za pośrednictwem smartfona hasło do Internetu i po chwili czytałem z niemałym zaskoczeniem, że grupa powstała w Olsztynie w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym trzecim roku, czyli trzydzieści sześć lat temu. Nawet gdy podczas zakładania zespołu byli nastolatkami, to teraz mają najmniej pięć dych na karku i bliżej im do balkonika dla niepełnosprawnych, albo do pampersa dla seniorów niż do grania metalu. Jakoś po tej informacji specjalnej chęci nie miałem do słuchania starych kawałków, niczym nie różniących się od podgrzewanego wielokrotnie kotleta. Chciałem zaproponować inne miejsce spotkania, lecz dziewczyna nazwana przez kogoś z działu Kordula była zbyt ładna i tylko z tego powodu nie mogłem, a właściwie nie chciałem popsuć jej humoru. Dlatego umówiłem się z nią, tłumiąc uczucie rozczarowania czekającą mnie muzyką i uszczęśliwiony jej propozycją wysiadłem na swoim przystanku. Dobry humor prysł za sprawą babci, gdy zamykałem drzwi wejściowe naszego niewielkiego, lecz wielopokoleniowego mieszkania.

- Benuś dzisiaj jest na chodnikach strasznie ślisko, czy zaprowadzisz mnie wieczorem do kościoła?

Najchętniej odmówiłbym, lecz ze względu na układy w rodzinie i babciną niepełnosprawnść, niestety nie mogłem tego uczynić, więc odpowiedziałem – dobrze – i poszedłem do swojego pokoju wypocząć po pracy. Wieczorem trochę ociągałem się z wyjściem na babciny spacerek. Gdy byliśmy już na zewnątrz, prowadziłem ją chodnikami lepiej odśnieżonymi i tłumiłem jej sprzeciw na takie kluczenie w drodze do kościółka. Tak jak było do przewidzenia bramę świątyni przekroczyliśmy mocno spóźnieni. Przemawiał w tym momencie biskup, który mówił bardzo nieprzychylnie o zespole Vader. Jego negatywna wypowiedz była znacznie zajadlejsza, od tej krytykującej nieznane wcześniej dzieło artystyczne wątpliwej jakości jakim były zdjęcia twarzy kobiety z bananem. Dopiero po awanturze artyzm i jego głębia została szerszej publiczności zaprezentowana. Nikogo nie powinno dziwić, że telewidzowie o tym wybitnym dziele artystycznym nie słyszeli, a tu nagle podziwiało go tysiące osób płacących albo i nie abonament radiowo-telewizyjny oraz internauci w sieci i na wyścigi wszyscy doszukiwali się tam czegoś gorszącego.

Kiedy indziej przesiedziałbym marudzenie nie reagując, na jednej z wielu opustoszałych ławek, lecz słysząc słowa. „ W trosce o duchowe bezpieczeństwo miasta i jego mieszkańców zachęcam i zapraszam do wspólnej modlitwy. W sobotę, 28 lutego, w dniu koncertu, o godz. 19.00 w Kościele pw. św. Krzyża przy ulicy Westerplatte rozpoczniemy czuwanie modlitewne. Adorując Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, będziemy poprzez modlitwę różańcową prosić Maryję, Pogromczynię mocy piekielnych o pomoc i obronę, odmówimy także wspólnie litanię do św. Michała Archanioła, Wodza zastępów anielskich. O godz. 20.00 rozpocznie się Msza św. Nasze czuwanie zakończymy Apelem Jasnogórskim, modląc się za…”. Kapłan zdobywa dla swoich słów aplauz i tworzy się spontanicznie grupa wiekowych osób potępiająca występ. Nagle w odpowiedzi na silne emocje wiernych, budzi się moja potrzeba poznawania świata oraz najbliższej okolicy i gdyby wypowiedź dotyczyła pań z koła gospodyń wiejskich lepiących pierogi z pewnością poznałbym sekrety tej wspaniałej potrawy. Babcia nie chce brać w tym przedstawieniu udziału i nakłania mnie do wyjścia z kościoła. Jej zachowanie jest zaskakujące, ponieważ od zawsze miałem ją za osobę głęboko wierzącą. Uszliśmy zaledwie kawałek, jak nie wytrzymałem i prawie siłą zaciągnąłem babcię do niewielkiej starej kawiarni na rogu ulicy. Zajmujemy stolik przy oknie od ulicy i pospiesznie składam zamówienie na dwa ciastka, kawę oraz herbatę. Ręką sięgam po smartfona i grzebię w sieci w poszukiwaniu mocno skrytykowanego zespołu, nie zwracając uwagi na pozostałych gości. Kapela brzmi głośno niczym piła tartaczna, a wokalista wydziera się po angielsku. Gdybym zapytał aktywistów nowopowstałej krucjaty o coś w tym języku z pewnością spotkałbym się z pełnym niezrozumieniem.

- Benuś, dziecko drogie na litość boską wyłącz tą wściekłą muzykę.

- Babciu to jest ten zespół, co go w kościele wzięli za antychrystów.

- Muszą tymi wrzaskami strasznie bluźnić na Pana Boga – stwierdza babcia.

Kilka słów z utworu demo nie wystarcza mi na potwierdzenie babcinych słów. Zupełnie losowo wyszukuję, zakładam słuchawki i puszczam odtwarzanie. Wykorzystując pauzę tłumaczę babci tekst piosenki Vader – The final massacre

Wojownicy z nienawiścią zadają zniszczenie

Staje się prawdą straszna przepowiednia

Wciąż żywe zwłoki leżą na ulicy

Plują krwią do Boga

Umiera w płomieniach zgromadzony tłum

Krzycząc z bólu: "To nie może się dziać, o Boże"

Może zrozumieją, że nigdy go nie było

Ale będzie za późno, więc umrą na zawsze

 

Krążące na niebie demony teraz schodzą

By wznieść swą rzeź ludzkości do jej końca

Ostateczna masakra ludzi na Ziemi

Ból rozbija ich umysły, wszędzie jest śmierć

 

Fałszywi bogowie w swych świątyniach drżą ze strachu

Wiedzą, że śmierć jest teraz tak blisko

Nieziemski Armagedon pali płomieniami zagłady

Zatrute ziarno rzucone w łono dziewicy

 

Krążące na niebie demony teraz schodzą

By wznieść swą rzeź ludzkości do jej końca

Ostateczna masakra ludzi na Ziemi

Ból rozbija ich umysły, wszędzie jest śmierć

 

Bezlitosne anioły latają nad głowami

Nie ma czasu na twe błagalne prośby

Popełnij samobójstwo z przerażeniem w oczach

Krwawiący, z bliznami, dumny świat teraz umiera

 

Wojownicy z nienawiścią zadają zniszczenie

Staje się prawdą straszna przepowiednia

Wciąż żywe zwłoki leżą na ulicy

Plują krwią do Boga

Umiera w płomieniach zgromadzony tłum

Krzycząc z bólu: "To nie może się dziać, o Boże"

Może zrozumieją, że nigdy go nie było

Ale będzie za późno, więc umrą na zawsze

 

Inny Armagedon spełnił się na naszych oczach

Pył opada gdy przyszedł czas na wschód słońca

Ostateczna masakra, wiatry niszczą Ziemię

Nabite na pal głowy oznajmiają, że zwycięzcą jest śmierć

- Straszne i pełne bólu są te słowa, ktoś kto je napisał musiał wiele wycierpieć – mówi babcia.

- Piosenką nikt nikogo nie zranił, ani nie zabił, lecz czynem owszem. Gdybym kiedykolwiek napisał, co w dzieciństwie przeżyłem i widziałem musiałbym użyć znacznie ostrzejszych określeń, żeby chociaż część tego zła czytającemu uzmysłowić – powiedział wiekowy pan siedzący samotnie przy drugim stoliku.

cdn

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 2 miesiące temu
    Zapowiada się interesująco. Ojcze bardzo intrygująca nazwa zespołu. Dzięki zaproszeniu bohater nie przywiązuje zbytnio uwagi i nawet chce zaproponować pójście gdzieś indziej. Jednak po tym co słyszy w kościele analizuje pewne zagadnienia i odtwarza utwór w którym nie widzi nic złego i jeszcze głos babci utwierdza go w tym przekonaniu. A jeszcze końcowe zdanie wiekowego pana przypieczętowuje jego wątpliwości.

    Pozdrawiam
  • Zaciekawiony 2 miesiące temu
    "samo podejrzenie za to" - o to (podejrzenie o trzymanie strony, a nie podejrzenie za trzymanie)

    "fotel obok[,] wyrwało mnie"

    "- Ogłuchłeś[?!] [P]anienka pyta się ciebie o coś."

    "moment totalnej dekoncentracji, podczas której nie wiedziałem" - podczas którego. Bo chodzi o czas, moment dekoncentracji, sama dekoncentracja nie ma konkretnego czasu trwania, a jeśli akurat nadal trwa, wówczas się jest "w niej" a nie podczas.

    "Jakoś po tej informacji specjalnej chęci nie miałem do" - proponowałbym przestawić słowa do "Jakoś po tej informacji nie miałem specjalnej chęci do"

    "lecz dziewczyna[,] nazwana przez kogoś z działu Kordula[,] była zbyt ładna"

    "Tak jak było do przewidzenia[,] bramę"

    "artyzm i jego głębia została szerszej publiczności zaprezentowana." - zaprezentowane (ten artyzm i ta głębia, czyli dwie cechy dzieła - czasownik powinien mieć formę pasującą do logicznego rzeczownika a nie do ostatniego). Poza tym proponowałbym przestawić słowa: "artyzm i jego głębia zostały zaprezentowane szerszej publiczności.

    Sytuacja wygląda obecnie dosyć sztucznie i pretekstowo.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania