Diabelce część 6

Rozmowa babci z dwoma „amantami” zaczynała być coraz bardziej burzliwa. Początkowo tylko dwoje upierało się przy swojej racji i prawdopodobnie ich zacietrzewienie spowodowało, że zestresowany sytuacją brata mężczyzna zaczął być odporny na argumenty gości. Moja seniorka i pan Ewaryst okopali się na przeciwstawnych pozycjach i bronili swoich racji. Natomiast roztrzęsiony niczym galareta prezentował opcję kompromisową i ugodową w stosunku do tych dwojga.

Kocham babcię i jestem jej wdzięczny za to, co dla mnie zrobiła, lecz jej postawa polegająca na irracjonalnym negowaniu wszelkich niegodziwości wyrządzanych przez ubranych w habity i sutanny przeczyła wszystkiemu czego mnie nauczyła. Niezmiennie od maleńkości wpajała mi zasadę patrzenia na świat oczami i sercem w identycznych proporcjach. Jednak w tej rozmowie z mężczyznami zaszokowała mnie mówiąc.

- Oskarżając publicznie duchowieństwo i braci zakonnych chcecie zohydzić chrześcijaństwo i kościół tak nierozerwalnie związany z Polską i polskością. Wasze działanie ma na celu nie tylko osłabienie jego pozycji w społeczeństwie, ale także osłabienie ducha w narodzie.

Pan Ewaryst starał się wytłumaczyć mojej babci, że jemu jedynie zależy na poinformowaniu opinii publicznej o wyłudzeniu nieruchomości wartej blisko dziewięć milionów złotych przez zorganizowaną grupę przestępczą i wyrzucenie z domu niepełnosprawnych intelektualnie. Grzmiał jak nawiedzony.

- Zło nie można tolerować, mówić, że go nie ma, przemilczeć i usprawiedliwiać, ponieważ ten, co tak czyni staje się nikczemnikiem i sługą szatana.

Babcia nie była mu dłużna i walnęła z grubego kalibru.

- Usilnie dąży pan do kwestionowania autorytetu Kościoła, jakoby nie miał charakteru intelektualnego, lecz ideologiczny. Jednocześnie swoim zaangażowaniem powiadamiając społeczeństwo o drobnych nieprawidłowościach, próbuje wytoczyć proces na forum publicznym i dowieść, że w Kościele nie ma ludzi prawych, a wiara jest jedynie hipokryzją. Nieprzemyślanym działaniem dąży pan do zdyskredytowania Boga i obrzydzenia wiary chrześcijańskiej.

Bardzo zaskoczony byłem jej zapalczywością w powtarzaniu czyichś słów, ponieważ znałem ją i byłem pewny, że miotane niczym karabinowe kule argumenty nie są jej autorstwa. Mogłem jedynie przypuszczać i dociekać kto ją tego nauczył, skoro jeszcze niedawno była osobą ciepłą i dobrą.

- Nasi hierarchowie i kapłani podążają drogą wiary i są zaangażowani w promowaniu kultury czystości w narodzie….

Wypowiedź ta wyzwoliła u mnie chęć przerwania jej i nie dopuszczenie do pochwały sług kościoła za dobre spełnianie obowiązków i podążanie drogą wiary, na której doznają bezmiar krzywd ze strony licznych wrogów kościoła. A jedną z najgorszych jest neobolszewicka, liberalno-tęczowa zaraza dążąca do osłabienia ducha w narodzie. Oczywiście wspiera ją antyklerykalna Unia dążąca do przebudowy porządku świata, przez zaszczepienie nowej religii polegającej na zastąpieniu Boga miłości, bożkiem tolerancji.

- Babciu pamiętasz – przerwałem i nie czekając dalej mówiłem podniesionym głosem - jak oburzyła ciebie informacja o zatrzymaniu w Toruniu chorego na cukrzycę sześćdziesięciosiedmioletniego mężczyzny i oskarżenie go o kradzież cukierka za dwadzieścia groszy. Wtedy żeby tą absurdalną sytuację skomentować posłużyłaś się kwestią z filmu „Znachor” ( Życie człowieka jest największą wartością), a ten cukrzyk ratował sobie życie cukiereczkiem. Jeszcze wcześniej podobnie zareagowałaś, gdy we wrześniu dwa tysiące trzynastego roku do aresztu w Koszalinie trafił inny mężczyzna, za kradzież batonika o wartości dziewięćdziesięciu dziewięciu groszy. Ten czyn miał go kosztować sto złotych grzywny i gdy nie zapłacił kary, sąd zamienił mu ją na pięć dni odsiadki. Dyrektor aresztu zauważył, że skazany jest osobą chorą psychicznie i poprosił własną sekretarkę o przyszykowanie pieniędzy, a zastępcę o wpłacenie kary. Wynik był do przewidzenia. Za dobre serce dyrektor został ukarany zwolnieniem z pracy. Dzięki takim incydentom mamy idealny przykład działania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jeden za grosze idzie do paki i nie występuje nic, co by go usprawiedliwiało, a drugiego skradzione miliony awansują do grona elity społeczeństwa. Dlatego przemyśl swoje postępowanie i zastanów się jaki skutek spowoduje postawa jaką przyjęłaś w przyszłości.

Kiedyś w mojej babci ktoś dokonał psychicznej przemiany i pod jej wpływem stała się bezkrytyczną wykonawczynią czyjeś woli. Nawet nie zauważyłem początku zmiany jej poglądów, lecz sądząc po dzisiejszym zachowaniu osiągnęła apogeum i zacząłem się martwić czy przypadkiem jej to nie pozostanie.

Nagłe otwarcie drzwi kawiarenki przez kobietę ubraną na czarno spowodowało wtargniecie do wnętrza zimnego powietrza. Nowa klientka zamiast je zamknąć, stanęła w progu, odwróciła się w stronę chodnika i powiedziała.

- Nie wygłupiaj się. Nie stój na zimnie. Wejdź do środka.

Mężczyzna stający na chodniku, do którego się zwracała, coś do niej powiedział, lecz nie było to zrozumiałe dla przebywających we wnętrzu.

- Ze mną tobie nic nie grozi. Gwarantuję, że możesz wejść.

Facet był uparty i dalej obstawał na swoim.

- To stój i marznij – powiedziała ze złością kobieta i weszła do wnętrza. Czarny płaszcz powiesiła na wieszaku stojącym w rogu lokalu. Wybrała wolny stolik stojący przy witrynie i usiadła twarzą do ulicy.

Właścicielka kawiarenki z blatu baru wzięła menu i podeszła do nowo przybyłej. Powiedziała – dobry wieczór – i wręczyła klientce menu. Tamta nawet nie spojrzała na ofertę kawiarni tylko zapytała.

- Macie może w ofercie herbatę rozgrzewającą z korzeniem imbiru?

- Oczywiście – usłyszała w odpowiedz i zapytała – Czy problemem będzie jak zamówię dwie i jedną wyniosę mojemu marznącemu mężowi?

Spodziewałem się usłyszeć od właścicielki, słów zaproszenia, jednak ona ograniczyła się do swojej aprobaty. Zaledwie po kilku minutach wyniosła z zaplecza porcelanowy dzbanuszek stojący na filiżance i parujący kubek. Sprawnym ruchem przećwiczonym wielokrotnie postawiła herbatę przed kobietą i wyszła przed lokal z odsłoniętym dekoltem i ramionami i wręczyła rozgrzewający napój stojącemu na chodniku mężczyźnie. Szybko wróciła, lecz zaraz za drzwiami otrzęsła się i powiedziała.

- Ale dzisiaj zimno.

Moja babcia zwęszyła nową sensację, więc porzuciła towarzystwo mężczyzn i przysiadła się do nowoprzybyłej kobiety.

- Ciekawego ma pani męża – dla mnie oznaczało to najłagodniej mówiąc głupiego albo idiotę.

Nagabywana zamiast spodziewanego zaprzeczenia powiedziała.

- Kiedyś taki nie był, lecz się zmienił, gdy niedawno w stołecznym lokalu oszukali go na sto pięćdziesiąt tysięcy.

Taka sensacyjna wiadomość przyciąga jak magnes postronne osoby, gotowe wysłuchać niezwykłej historii i podobnie było tym razem. Babcia przejęła inicjatywę i zaczęła wypytywać o szczegóły. Zachęcana przez nią kobieta zaczęła mówić.

- Firma wysłała męża na delegację do Warszawy i podczas pierwszego weekendu zwiedzał miasto. Jego zagubienie musiała zaobserwować hostessa lokalu i zaprosiła go do wnętrza. Tam zaprowadziła go do wolnego stolika i postawiła powitalne piwo. Mąż wypił tylko trzy czwarte kufla i stracił świadomość. Z całonocnego przebywania w klubie go-go przypomina sobie niepasujące do siebie fragmenty tego gdzie się znajduje. Jednym z niewielu wspomnień jest widok wnętrza taksówki, a pełna świadomość wróciła mu dopiero w niedzielę wieczorem. W poniedziałkowy ranek rozpoczął pracę z trudnościami, ponieważ jeszcze w pełni nie odzyskał sił witalnych. Zaraz po południu dostaje, jedna po drugiej, trzy informacje o zaciągniętych kredytach na sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Kredyty zaciągnięto w ciągu trzech godzin nocnych wykorzystując do tego smartfon męża.

- Para banki? – przerwała babcia pytaniem.

- Nie. Wszystkie kredyty zaciągnięto w renomowanych bankach i każdy opiewał na pięćdziesiąt tysięcy – odpowiedziała kobieta.

- Powinien sprawę zgłosić policji albo do prokuratury – powiedział pan Ewaryst.

- Próbował, lecz tam powiedzieli mu, że nic nie załatwi. Funkcjonariusz nawet przytoczył kilka przykładów z blisko tysiąca zgłoszeń. Czas od chwili uświadomienia sobie, że zostali okradzieni wynosił w najkrótszym przypadku siedem godzin. Wszyscy zgłaszający mieli zbadaną krew na obecność substancji odurzających i w ani jednym przypadku badania nie wykryły nic, co wyłączało świadomość rzekomo oszukanego klienta, ponieważ najpopularniejszym sposobem jest dolewanie wody utlenionej do drinka albo piwa. A brak we krwi substancji chemicznych powodował umarzanie dochodzeń, bez wyjaśniania rozbieżności wynikających z paragonów kasy fiskalnej i obciążeń na kontach, za które klient płacił.

Słysząc to, wściekłem się na taką „sprawiedliwość”, chociaż moja złość nie wynikała z przygody w klubie go-go tylko innej. Gościu zarabiający prawdopodobnie tyle co ja, w ciągu dwóch godzin jednej nocy dostał trzy kredyty. Natomiast ja chcąc się usamodzielnić przez dwa miesiące łaziłem po bankach i próbowałem wziąć kredyt na zakup jednoizbowego mieszkania do remontu w starym budynku i nie dostałem żadnego. Słuchając niewiarygodnych przeżyć miałem szczęście, że jestem młody, inaczej tego prawdopodobnie jako zdrowy bym nie strawił. Musiałem odreagować i skupić się na czymś innym i do tego muzyczny utwór był najlepszy.

 

Vader - Apofenia*

 

Miasta umysłu są ogromne

Żadna mapa nie zachęca

Do znalezienia ogniwa tego wszystkiego

 

Linie się zbiegają, moje wizje oczyszczają się

Teraz sądzę, że nareszcie mogę zobaczyć

Świat takim, jaki zawsze był

 

Rwący potok sygnałów, burza terminów

Wzorcowe uznanie zatapia,

Ścianę hałasu

 

Objawienie drży na moich ustach

Bóstwo wymyka mi się cały czas

 

Wiadomości atakują zmysły

Rozszyfrowanie [ich] jest daremną próbą

Świat hieroglifów jest celem

 

Chciałbym jakiejś semiologii** szaleństwa

Bym mógł zastosować ją do mnie

Aż wynikną z tego nowe skutki

Moje życie w labiryncie...

 

Sieć powiększa się i napina

Świat zaczyna nabierać kształtu

Przerażająca jasność jest moja

Jestem apofenikiem

 

Linie się zbiegają, moje wizje oczyszczają się

Teraz sądzę, że nareszcie mogę zobaczyć

Świat takim, jaki zawsze był

 

*doświadczenie odnajdywania związków i ukrytych sensów w przypadkowych oraz nic nieznaczących zjawiskach, faktach, zdarzeniach.

** tradycja intelektualno-badawcza , w której głównym przedmiotem zainteresowań jest znak, jego własności i funkcje.

 

Utwór dobiegł końca w momencie wejścia do kawiarni trzech osób w różnym wieku niosących wieniec, które znały mężczyznę stojącego przed lokalem i jego żonę. Świadczyły o tym pozdrowienia.

cdn

Następne częściDiabelce część 7  Diabelce część 8  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 2 miesiące temu
    Samo życie. Babcia twardo stojąca za kościołem a z drugiej strony oponenci. Takie rozmowy jeśli chodzi o światopogląd zawsze bywają kontrowersyjne. Przypadek z tym mężczyzną jest znanym w dzisiejszych czasach i nie do wykrycia. Prawo nie chroni oszukanych i sprawy ulegają umorzeniu bądź przedawnieniu.
    Znowu ciekawy utwór nawiązujący do sytuacji.

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania