Nowa miłość cz. 6

*****

 

Fenomenalnie wyglądała w tej dopasowanej, czerwonej sukience, która subtelnie opinała jej szczupłe ciało. Specjalnie przepuszczałem ją w drzwiach i chciałem, żeby szła przede mną, bym mógł popatrzeć sobie na jej kołyszące się biodra oraz zgrabne nogi.

„Co ta dziewczyna za mną robi?”, myślałem nie mogąc oderwać od niej oczu. Nie wiem, co pociągało mnie w niej bardziej: ciało, uśmiech, czy charakterek. Żadna inna dziewczyna nie kręciła mnie aż tak bardzo. Może to dziwne, ale kiedy po kilku kieliszkach, podczas tańca wtulała się w moje ramiona, czułem, że trzymam w objęciach kogoś znacznie ważniejszego niż sam mógłbym przypuszczać. A gdy widziałem, jak kuzyni na nas patrzyli, wiedziałem, że nie oddałbym jej żadnemu z nich. Ona była tylko moja, przynajmniej na te kilka dni. „W sumie...Czemu nie mogłaby być moją na zawsze? Wow, Piotrek, jeszcze kilka dni temu mijałeś się z nią na ulicy, nie czując nic. A teraz chcesz ją przy sobie zatrzymać? Nie za szybko?”. Sam bałem się tego, co chodziło mi po głowie. Jestem wolnym duchem, który nie potrzebuje stałej partnerki. Chyba...

Podobnie, jak na studniówce, obydwoje dobrze się bawiliśmy. Z jedną różnicą. Tym razem tylko ja byłem dobrze podpity. Asia, chyba ze względu, że była w obcym środowisku, uważała na ilość promili we krwi. To dobrze. Kolejny plus dla niej. Na szczęście z domu weselnego do domu ciotki było tylko kilkaset metrów. Idąc na piechotę i obejmując moją partnerkę w pasie, trochę otrzeźwiałem.

W pokoju Joanna poprosiła mnie o rozsunięcie sukienki. Gdy zsunąłem zamek nie mogłem powstrzymać się od głupiego tekstu:

– To też mogę rozpiąć, jeśli chcesz – uśmiechnąłem się, wsuwając dwa palce pod zapięcie czerwonego stanika.

– Nie trzeba, poradzę sobie – odsunęła się i wyszła z pokoju.

 

******

 

„Co by nie? Jeszcze czego? Już by mi chciał stanik odpinać.” Stałam w piżamie przed lustrem, zmywając makijaż. Mam nadzieję, że w ostateczności domysły rodziców się nie spełnią. Byłoby szkoda, gdyby okazało się, że zależy mu tylko na jednym, bo coraz bardziej mi się podobał. Miał w sobie coś wyjątkowego. Jego oczy kryły w sobie magię, którą chciałam poznać. Imponował mi swoją zaradnością i pasją, którą wkładał w prowadzenie interesów. Do wszystkiego doszedł sam, co sprawiało, że dodatkowo zyskiwał w moim mniemaniu. Weszłam do pokoju. Widok, który w nim zastałam naprawdę mnie rozbawił. Piotrek spał na łóżku w bokserkach, zapiętej po szyję koszuli i muszce. „Co alkohol robi z człowiekiem?”, uśmiechnęłam się do siebie. Odpięłam mu tę nieszczęsną muchę i guzik na szyi, żeby mu się lepiej oddychało. Już na weselu twierdził, że go uciska. Przykryłam go kołdrą, a sama położyłam się obok.

Obudziła mnie dopiero ciotka Halinka zapraszająca nas na obiad. Dla mnie nie było to problemem, jednak Piotrek odbierał to trochę inaczej.

 

******

 

– Piotrek – usłyszałem szept – Piotrek, pobudka.

Otworzyłem oczy. Joanna uśmiechnęła się szeroko. Tylko ten uśmiech powstrzymał mnie przed wyrażeniem w kilki pięknych, polskich słowach, jak bardzo bolała mnie głowa.

– Mogłabyś zasunąć trochę rolety? – poprosiłem, nie mogąc znieść jasnego blasku słońca, który wpadał przez okno.

– Pewnie – szybko wykonała moją prośbę. – Twoja ciocia wołała nas na obiad.

– Idź, jak chcesz. Ja na razie muszę się pozbierać – wydusiłem ochryple przez gardło, przy którym Sahara to kraina wodą płynąca.

Zostałem sam. Nawet nie zdążyłem odwrócić się na drugi bok, jak Asia wróciła z całą butelką wody i tabletkami na kaca.

– Trzymaj – powiedziała ściszonym głosem.

– Jesteś aniołem – stwierdziłem po wypiciu znacznej ilości wody. – Fajną dziewczynę sobie znalazłem – puściłem do niej oczko.

– Jesteśmy razem trzy miesiące i dopiero teraz to odkryłeś – zaczęła się śmiać.

– Odkryłem to już dawno, teraz tylko stwierdziłem ten fakt.

Joanna chyba doskonale zdawała sobie sprawę, że kac nie jest niczym przyjemnym i całe popołudnie sama zajęła się sobą. Do pokoju prawie nie wchodziła, a jak już, to siedziała cicho, jak mysz pod miotłą. Pozwoliła mi spokojnie dojść do siebie. Musiałem szybko zebrać się w sobie, bo już wieczorem czekały nas poprawiny. Na szczęście tabletki szybko zaczęły działać i byłem gotowy na kolejną nieprzespaną noc. Tym razem „wybranka mojego serca” wyglądała nieco inaczej: zwiewna sukienka w kwiaty, delikatny makijaż i rozpuszczone, lekko pofalowane włosy dodawały jej jeszcze więcej uroku.

Tym razem wziąłem przykład z Joasi i nie wypiłem dużo. Było mi nawet trochę głupio, że cały dzień spędziłem na leczeniu kaca, zamiast jakoś zająć się swoją partnerką.

Gdy tańczyliśmy „wolnego”, cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Jakby cały świat przestał istnieć. Mógłbym się w nie wgapiać całymi godzinami.

– Tak się zapatrzyłem, że zapomniałem cię obrócić – stwierdziłem po zakończeniu piosenki.

– Ale mi to nie przeszkadza – uśmiechnęła się, patrząc na mnie rozmarzonymi oczami.

Nad ranem wracaliśmy do domu. Asię bardzo bolały nogi. Potraktowałem to jako komplement moich tanecznych umiejętności. Nie chciałem patrzeć, jak się męczy w tych szpilkach.

– Złap mnie za szyję – zaproponowałem.

– Po co? – zapytała zaskoczona.

– Ulżę ci w cierpieniu – wziąłem ją na ręce.

Złapała mnie za szyję i delikatnie się w nią wtuliła.

– Nie wiedziałam, że jesteś taki silny – szepnęła.

– Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.

Zaniosłem ją do samego łóżka. Dzisiaj to Asia pierwsza przytuliła się do poduszki.

Słońce już dawno wstało i zaglądało w nasze okno. Obudziłem się przed „moją dziewczyną”. Patrzyłem, jak beztrosko śpi. Była taka bezbronna, spokojna i słodka. Pamiętam, kiedy jako mała dziewczynka patrzyła, jak razem z kolegami i jej bratem graliśmy w piłkę, czy w karty. Cokolwiek byśmy nie robili, ona praktycznie zawsze nam towarzyszyła. Miała długie, jasne włosy, często związane w kucyka, ozdobione kolorowymi wstążkami. Uśmiech praktycznie nie schodził z jej małej, okrągłej twarzyczki, a energia to ją wprost rozsadzała od środka. Już wtedy coś w sobie miała. Wydawało mi się, jakby to było jeszcze wczoraj. I pomyśleć, że kilkanaście lat później, będę dalej zafascynowany i… zauroczony jej sposobem bycia. Teraz leżałem obok pięknej, młodej kobiety, która z każdą chwilą wydawała mi się coraz bliższa. Pomimo że miałem już różne dziewczyny, żadna nie wydawała mi się tak wyjątkowa. Może dlatego, że pamiętam ją jako małą dziewczynkę i byłem pośrednim świadkiem jej dorastania…

Ostrożnie założyłem jej za ucho pasemko włosów, które spadło jej na oczy. Ruszyła się tylko, wtulając się jeszcze bardziej w poduszkę. „Kiedyś będzie tak wtulać się we mnie”, postanowiłem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bogumił 6 dni temu
    Stawiam piątkę, a przeczytam sobie do poduszki na smarcie.
  • Nysia 6 dni temu
    To miłych snów Ci życzę :)
  • Bogumił 5 dni temu
    Przeczytałem. Super.
  • Nysia 5 dni temu
    Dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania