Poprzednie częściARCHEOLOGIA ŚWIATŁA

Archeologia światła - Witryna

Archeologia światła

Witryna

 

Piotr Sobański / ChatGPT

 

Nota

 

Tekst powstał na podstawie autorskiego pomysłu Piotra Sobańskiego, będącego częścią rozwijanego cyklu literackiego „Archeologia światła”, poświęconego pamięci przestrzeni, percepcji światła oraz ukrytemu życiu materii i przedmiotów.

 

Inspiracją do opowiadania stało się rzeczywiste doświadczenie obserwacji starej barokowej witryny znajdującej się w sklepie ze starymi przedmiotami — miejsca, w którym dawne obiekty codziennie znikają, zmieniają właścicieli i tracą swoje historie.

 

Literackie rozwinięcie, kompozycja narracyjna oraz ostateczna forma tekstu zostały stworzone we współpracy z ChatGPT w formie dialogu twórczego.

 

Witryna

 

Nikt już nie pamiętał, kiedy dokładnie została tu przywieziona.

 

Stała w narożniku sklepu od pięciu lat — zbyt duża, zbyt ciężka, zbyt prawdziwa dla tego miejsca.

 

Magazyn powstał jeszcze w latach sześćdziesiątych:

żelbetowe słupy,

prefabrykowane stropy,

niski sufit,

światło jarzeniówek odbijające się od szarej posadzki.

 

Kiedyś przechowywano tu produkty przemysłowe.

Farby.

Rury.

Elementy instalacji.

 

Teraz między betonowymi filarami ustawiono stare przedmioty.

 

Obrazy olejne przedstawiające góry i parki.

Portrety ludzi, których nazwisk już nikt nie znał.

Modele statków.

Zdobione skrzynie.

Lampy.

Lustra.

Krzesła z różnych epok.

 

I pośród nich ona.

 

Barokowa witryna z jasnego dębu.

 

Wysoka.

Masywna.

Rzeźbiona z cierpliwością świata, który nie znał pośpiechu.

 

Jej drewno nie zostało nigdy całkowicie przykryte lakierem.

Światło wnikało w nie miękko,

jak w starą skórę dłoni.

 

Na zwieńczeniu falowały rzeźbione liście akantu,

a w narożnikach trwały ciche ornamenty,

których nikt już nie oglądał z bliska.

 

Cena wisiała od lat na cienkim sznurku:

 

8000 zł.

 

Ludzie podchodzili.

Dotykali drewna.

Otwierali ciężkie drzwi.

Patrzyli chwilę.

 

I odchodzili.

 

Za droga.

Za duża.

Za stara.

 

Witryna pozostawała.

 

Z czasem zaczęła żyć bardziej tym, co odchodziło,

niż własnym oczekiwaniem.

 

Patrzyła.

 

Nie oczami —

raczej skupieniem materii,

która przechowuje czas.

 

Widziała stare skrzynie,

wynoszone przez młode małżeństwa do nowych mieszkań.

Modele statków kupowane przez mężczyzn,

którzy chcieli zatrzymać w domu cień dawnej przygody.

Obrazy parków i gór,

które wybierano bardziej dla koloru ściany niż pamięci pejzażu.

 

Najdłużej zatrzymał się kiedyś model statku Kolumba.

 

Stał naprzeciw niej przez kilka miesięcy.

 

Wieczorami,

kiedy sklep pustoszał,

a jarzeniowe światło gasło jedna po drugiej,

witryna wyobrażała sobie jego podróż.

 

Ciemne drewno mokre od słonej wody.

Liny skrzypiące nocą.

Nieznany horyzont.

 

Myślała o rękach,

które kiedyś zbudowały ten model z niemal religijną cierpliwością.

 

O człowieku,

który musiał wierzyć,

że odtwarzanie statku jest sposobem ocalania pamięci.

 

Statek został sprzedany w listopadzie.

 

Od tamtej chwili narożnik magazynu wydawał się bardziej pusty.

 

Potem zniknęła malowana skrzynia.

Później niewielki portret kobiety w ciemnej sukni.

Nawet stare lustro,

którego srebrzenie dawno już popękało,

znalazło nowego właściciela.

 

Tylko witryna trwała dalej,

jakby jej czas płynął inaczej niż czas wszystkich pozostałych przedmiotów.

 

Czasami miała wrażenie,

że nie została stworzona do sprzedaży.

 

Że jest tu po to,

aby pamiętać za inne rzeczy.

 

Bo każdy przedmiot odchodząc,

zabierał swoją historię z powrotem do świata ludzi.

 

A ona zostawała sama

pośród żelbetowych słupów,

kurzu,

i szarego światła magazynu.

 

Pewnego zimowego popołudnia wszedł starszy mężczyzna.

 

Nie oglądał obrazów.

Nie pytał o ceny.

 

Podszedł od razu do witryny.

 

Bardzo długo przesuwał dłonią po drewnie,

jakby próbował rozpoznać znajomy rytm słojów.

 

Potem otworzył ciężkie drzwi.

 

Zapach starego drewna i chłodnego wnętrza uniósł się powoli w powietrzu.

 

Mężczyzna nie mówił nic.

 

Ale witryna po raz pierwszy od wielu lat poczuła,

że ktoś patrzy na nią nie jak na przedmiot,

lecz jak na obecność.

 

Jakby rozumiał,

że drewno także pamięta światło.

 

I że istnieją rzeczy,

które trwają tak długo,

aż przestają należeć do czasu sprzedaży,

a zaczynają należeć do ciszy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania