Poprzednie częściARCHEOLOGIA ŚWIATŁA

Archeologia światła - barokowa witryna

Archeologia światła

Barokowa witryna

 

Piotr Sobański / ChatGPT

 

Nota

 

Tekst powstał na podstawie autorskiego pomysłu Piotra Sobańskiego, będącego częścią rozwijanego cyklu literackiego „Archeologia światła”, poświęconego pamięci przestrzeni, percepcji światła oraz ukrytemu życiu materii i przedmiotów.

 

Inspiracją do opowiadania stało się rzeczywiste doświadczenie obserwacji starej barokowej witryny znajdującej się w sklepie ze starymi przedmiotami — miejsca, w którym dawne obiekty codziennie znikają, zmieniają właścicieli i tracą swoje historie.

 

Literackie rozwinięcie, kompozycja narracyjna oraz ostateczna forma tekstu zostały stworzone we współpracy z ChatGPT w formie dialogu twórczego.

 

Barokowa witryna

 

Nikt już nie pamiętał, kiedy dokładnie została tu przywieziona.

 

Stała w narożniku sklepu — zbyt duża, zbyt ciężka, zbyt prawdziwa dla tego miejsca.

 

Sklep z antykami mieścił się w dawnym magazynie:

żelbetowych słupów,

prefabrykowanych stropów,

niskiego sufitu,

i światła jarzeniówek odbijającego się od szarej posadzki.

 

Kiedyś przechowywano tu produkty przemysłowe.

 

Farby.

Rury.

Elementy instalacji.

 

Teraz między betonowymi filarami ustawiono stare przedmioty.

 

Obrazy olejne przedstawiające góry i parki.

Portrety ludzi, których nazwisk już nikt nie znał.

Modele statków.

Zdobione skrzynie.

Lampy.

Lustra.

Krzesła z różnych epok.

 

I pośród nich ona.

 

Barokowa witryna z jasnego dębu.

 

Wysoka.

Masywna.

Rzeźbiona z cierpliwością świata, który nie znał pośpiechu.

 

Jej drewno nigdy nie zostało całkowicie przykryte lakierem.

 

Światło wnikało w nie miękko,

jak w starą skórę dłoni.

 

Na zwieńczeniu falowały rzeźbione liście akantu,

a w narożnikach trwały ciche ornamenty,

których nikt już nie oglądał z bliska.

 

Cena wisiała od lat na cienkim sznurku:

 

pierwotnie 5000 zł,

obecnie 8000 zł.

 

Ludzie podchodzili.

 

Dotykali drewna.

Otwierali ciężkie drzwi.

Patrzyli przez chwilę.

 

I odchodzili.

 

Za droga.

Za duża.

Za stara.

 

Witryna pozostawała.

 

Z czasem zaczęła żyć bardziej tym, co odchodziło,

niż własnym oczekiwaniem.

 

Skupieniem materii,

która przechowuje czas.

 

Wynoszono stare skrzynie

do nowych mieszkań młodych małżeństw.

 

Kupowano modele statków,

aby zatrzymać w domu cień dawnej przygody.

 

Zabierano obrazy parków i gór,

wybierane bardziej dla koloru ściany

niż dla pamięci pejzażu.

 

Sprzedawano kolejne drobne rzeczy.

 

Zniknęła malowana skrzynia.

 

Później niewielki portret kobiety w ciemnej sukni.

 

Nawet stare lustro,

którego srebrzenie dawno już popękało,

znalazło nowego właściciela.

 

Tylko witryna trwała dalej,

 

jakby jej czas płynął inaczej

niż czas wszystkich pozostałych przedmiotów.

 

Można było odnieść wrażenie,

że nie została stworzona do sprzedaży.

 

Że jest tutaj po to,

aby pamiętać za inne rzeczy.

 

Bo każdy przedmiot, odchodząc,

zabierał swoją historię

z powrotem do świata ludzi.

 

A ona zostawała.

 

Pośród żelbetowych słupów,

kurzu

i szarego światła dawnego magazynu.

 

Pewnego zimowego popołudnia wszedł starszy mężczyzna.

 

Nie oglądał obrazów.

 

Nie pytał o ceny.

 

Podszedł od razu do witryny.

 

Bardzo długo przesuwał dłonią po drewnie,

jakby próbował rozpoznać znajomy rytm słojów.

 

Potem otworzył ciężkie drzwi.

 

Zapach starego drewna

i chłodnego wnętrza

uniósł się powoli w powietrzu.

 

Mężczyzna nie mówił nic.

 

Po raz pierwszy od wielu lat

ktoś patrzył na witrynę

nie jak na przedmiot,

lecz jak na obecność.

 

Jakby rozumiał,

że drewno także pamięta światło.

 

I że istnieją rzeczy,

które trwają tak długo,

aż przestają należeć do czasu sprzedaży,

a zaczynają należeć do ciszy.

Średnia ocena: 2.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania