Poprzednie części: Bitwa literacka - Stasiek i kiszona kapusta
Bitwa Literacka 14 - Korposzczuriada - Uczeń Victora
Temat główny: Korposzczuriada
Temat dodatkowy: Dziesięć przykazań - pierwszy zabieg marketingowy w historii ludzkości
Łaził za mną jak cień. Objawiał się w przeróżnych momentach mojego życia, ale jego położenie, w stosunku do mnie, nie miało nic wspólnego z padaniem promieni słonecznych. Zwracałem się do niego Victor, brzmiało to dostojnie, poważnie i z gracją. On mówił do mnie Witek, Wituś jak moi rodzice i babcia.
Na całość zapraszam do Zeszytu szóstego mojej książki Opowiadania z zakładką :)
Komentarze (35)
Ellie, zdążyłam, do komentarzy po południu :)
jejku, jakie to dlugie
przeczytam jak bede miec czas,ale mysle ze jak zwykle bedzie 5
Dziękuję, detektyw :) Cieszę się, że ktoś we mnie wierzy, a do przeczytania zapraszam :)
Karola, mogłaś wstawić jutro :( To ja po prostu wcześniej wstawiłam. Teraz mam wyrzuty sumienia ;-;
Powinnaś, wszystkich ostatnio wkręcasz i wykręcasz jak elektryk żarówki :P
Ale ja nie robię tego specjalnie ;-;
Przepraszam :(
Karola, obiecuję, że przeczytam i skomentuję, a tymczasem życzę powodzenia ❤️
Ellie Victoriano przecież wiem. Nic się nie martw ;)
Ellie, nie gniewam się wręcz przeciwnie :) Zawsze przy wstawianiu mam dylemat czy to zrobić, czy nie, a tak mam już to za sobą :) Zaraz do Ciebie idę :)))
KarolaKorman, ja Cię skomentuję dopiero po odzyskaniu lapka, bo nie chcę robić tego byle jak na komórce :(
Ellie, spokojnie, uzbroję się w cierpliwość :)
No ładnie, zostawiam po sobie tylko znak i lecę dalej pisać, może do jutra faktycznie zdążę :) A potem wrócę poczytać.
,,Zostawiaj choć puste koperty...'' Tekst nie ucieknie, zdążysz przeczytać :) Teraz skup się na swoim, powodzenia :)
Nie bardzo wiem co napisać, cholercia... Bardzo fajny pomysł na fabułę, a wykonanie jest równie adekwatne do niego. Atmosfera korpo owionęła mnie w pełni, szczególnie "zawaniało" tzw. imprezami integrującymi. Najbardziej spodobała mi się piąta część twojego dekalogu. Ostatnia była przewidywalna, lecz nie ma w tym żadnej ujmy. Jest trochę literówek, ale i tak świetnie się czyta. Muszę zwrócić uwagę na pojęcie "motor", jest to kolokwializm, którego bardzo nie lubią motocykliści. Jazda motocyklem na takim dystansie non-stop, to szaleństwo. Oczywiście możliwe są zachowania ekstremalne, więc rozumiem, że tak właśnie było. Jadąc o świcie można faktycznie doznawać ciekawych wrażeń. Mówiąc lapidarnie - wiesz co piszesz. Pozdrawiam. :)
Pięknie dziękuję za wizytę i komentarz :) Wiele miłych słów w nim zawartych wlało jakieś ciepło w moje serce :)
Co do słowa ,,motor'', w moim gronie znajomych i jeżdżących, używa się go na porządku dziennym, ale słyszałam już taką opinię. Widzisz nie pomyślałam o tym wcześniej, pech :( Wschód słońca opisany w tekście, to moje przeżycia ze wspomnianego dnia :)
A ja sam nie wiem i nie znam.
Coś mnie porwało, potem powiedziało "tak już było", a jeszcze potem poszedłem na spacer.
Wróciłem, poczytałem i dalej nie wiem.
Lubię takie patrzenia. Czegoś mi jednak zabrakło.
Ale tak jak napisał - nie wie, bo się nie zna.
I kiedyś tam było o wiele lepiej.
Kropa i uśmiech.
Lepszy uśmiech niż jakbyś się miał popłakać, nawet gdybyś miał się śmiać ze mnie i całości tekstu :) Dziękuję, że mnie odwiedziłeś :)
Nie mam takiego zamiaru , Karola. Wcaliście.
Już to przerabiałem i ustaliłem, że chłopom płakanie szkodzi. Bez zdań trzech.
Po prostemu coś mi nie chciało wejść w ślepia owe literkowanie. I tylość.
Napisałem, że było lepiej kiedyś. BYŁO!!!
Masz prąd w paluchach. Teraz po prostu nie dociągnęli mi przewodów. Draniochy. Chyba.
Szczerość jest ważna i doceniam, może na kolejną kabelki dociągną i odbiór będzie lepszy :)
Co do płaczu, mój tata mówił mi ,,płacz, będziesz mniej sikać'' - takie wspomnienie :)
Nie bukaj, Zdublowana na K. I tak czytam Ciebie z przyjemnością. Zapamiętaj.
Co do płaczu - tatko miał rację, prawił to jednak Karoli swojej. U mnie tak to nie działa.
Niezystety lub zystety.
,,Zdublowana na K.'' - ha, ha :) B.B. i M.M. już były, teraz jestem ja :)))
Nawet mi tak nie piknęło, ale... Coś w tym jest.
Towarzystwo przednie, nic tylko paluszki zlizywać, nie łamać.
Musi chyba takoś.
Takoś :)))
Spodziewałem się, że tekst będzie bardziej dramatyczny ale to pewnie dlatego, iż korporcje to dla mnie jedno, wielkie spiętrzenie dramatu, bezduszności, bezwzględności. W Twoim tekście tego nie widać a nawet jeśli widać to jest to pokazane bardzo lekko. Oczami wyobraźni zobaczyłem polski, romantyczny film o tym, jak znaleźć miłość w korporacji. Nie jest to zarzut, bynajmniej. Mimo długości, czyta się lekko, bez znużenia. Fajnie "narysowałaś" postacie, to dzięki nim tekst nie jest ciężki. Bardzo drobiazgowo opisałeś też samą pracę, jest to ciekawe, potrafisz zaciekawić. Rozpisałem się więc w skrócie: dla mnie świat korporacyjny jest całkowicie czarny, Ty pokazałaś kolory, których nie widziałem. Mógłbym pisać jeszcze ale dość przynudzania:) Bardzo dobre jako całość :)
Pięknie dziękuję :) Cieszę się, że ujrzałeś coś takiego, to jest wielki komplement dla mnie :)
Karolo, limit znaków wynosił 50 tysięcy :o
Jared, OOooo!!! Nie dopatrzyłam :( Ja pierniczę, moja wina (biję się w pierś). Trudno, za bycie gapą się płaci :)
Oczywiście ten 65 przekroczyłam o 6 i cięłam, co się da, ale teraz przeżyłam szok :)))
Spokojnie, może będą wyrozumiali :P
Jestem spokojna, śmieję się sama z siebie, ale jak to mówią ,,ślepy nie powinien grać w karty'' :)))
Przeczytałam wczoraj i musiałam to przetrawić. Przeczytałam dzisiaj jeszcze raz i mam wrażenie, że za bardzo skupiłaś się na temacie dodatkowym, przez co wysunął się on na prowadzenie. Początek zaciekawia, wzbudza chęć poznania dalszych losów bohatera i jego zmagań ze samym sobą, no i z pracą jaką wybrał. Im dalej zagłębiałam się w tekst, tym bardziej umykał mi główny temat, a kłuł w oczy dodatkowy. Miejscami Twoja sugestia, czy raczej dostosowanie historii do odpowiedniego przykazania - jakoś mi nie leżało. Zastanawiam się, ile tego tekstu ciachnęłaś i czy to mogło mieć wpływ na moje odczucia. Końcówka, jak wspomniał Freya, była przewidywalna. Cieszę się jednak, że tak się to skończyło. Życie w ciągłym stresie i pogoń za pieniądzem zazwyczaj nie kończy się dobrze. W Twoim tekście ukazałaś pracę w korporacji jako etap przejściowy, jako okres prowadzący do sedna życia bohatera i to mi się bardzo podobało.
Opowiadanie samo w sobie jest ciekawe i porusza istotne aspekty w życiu każdego człowieka. Jednak temat główny wydaje mi się potraktowany troszkę po macoszemu. Wiem, że pisanie pod presją czasu i narzucone ramki nie jest łatwe. Sama miałam trzy pomysły na bitwę, ale ani jeden nie wydawał mi się dość dobry. Gratuluję pomysłu. :) 5
Każdy temat można podejść z różnej strony. Ja wybrałam taką opcję. Chciałam stworzyć bohatera, który na korporację patrzy z perspektywy czasu, po latach. To jemu ta cała machina, teraz, kiedy dawno ma to już za sobą, tak kojarzyła się praca w nowo otwartym dziale, gdzie wszyscy byli na tym samym poziomie zaawansowania. To on, bacząc na przeżycia z dzieciństwa, ułożył swoją opowieść w ten sposób. Może faktycznie wydawać się, że temat dodatkowy przez to wyszedł na pierwszy plan, ale ten zabieg ma na celu pokazanie, że ludzie w pogoni za pieniądzem łamią wszelkie zasady. Jak to mówią ,,po trupach do celu''. On sam, po latach, dostrzega wspinanie się po szczeblach większej gotówki zachowania jednostek, które wkręcają się w stereotypy ludzi ,,nowobogackich''. Takie ,,zastaw się, a pokaż się'' - stąd ta wspomniana pętla. Nie dostrzegają tego, że wciąż są od kogoś uzależnieni. On sam nie chciał tak żyć.
To tak w skucie o moim zamyśle.
Dziękuje za przeczytanie i przemyślenia.
Jeszcze dodam dziś tyle, że temat dodatkowy jest wspomniany tylko w dwóch miejscach: na początku, kiedy Sebastian czyta regulamin i punkty reklamujące produkt sprzedaży, a Wiktor patrząc na nie widzi je, jak wyryte w kamieniu i pod koniec, kiedy mówi, że sam potrzebuje reklamy dla swojej twórczości.
Karolu nie chciałam Cię swymi odczuciami odnośnie tekstu zdenerwować. Wiesz, każdy przeczytany tekst ''przymierzam'' do swoich myśli i tego co we mnie wywołuje - zresztą z różnym skutkiem. Długo zastanawiałam się nad tym, co napisałam w komentarzu. Tu nie chodzi konkretnie o dosłowne wspomnienie o dekalogu w tekście, tylko - nie wiem jak to ująć - o myśli związane z przykazaniami, które mimowolnie krążą dookoła tematu. Może to narzuca podzielenie tekstu na poszczególne części, wątki poświęcone właśnie tym zagadnieniom? Sama do końca nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć. Nie musisz przejmować się przecież moimi słowami... W końcu nie jestem odpowiednią osobą - po odpowiednich studiach - by komentować. To tylko moje osobiste odczucie, takie pierwsze uderzające w twarz wrażenie, po przeczytaniu Twojego opowiadania. Jak już wspomniałam wyżej, tekst mi się podobał, a z tego co widzę po komentarzach innym też.
ausek, ja absolutnie się nie denerwuję :) Uznałam to za odpowiedni moment do napisania o moich wizjach co do tekstu i zasugerowaniu tego, co chciałam w nim przekazać. Rzadko piszę cokolwiek w złości czy nerwach, mam dystans do czytelników i ich poglądów. Tym razem też się z Tobą zgodziłam, że można taki podział odebrać właśnie tak, jak wspominałyśmy. Ja sama często odbieram czyjś tekst opacznie. Nie dalej jak wczoraj opacznie odebrałam tekst Diamentowej Róży na literkową.
ausek, pisz mi zawsze, co myślisz zgodnie z odczuciami, bo właśnie taka opinia jest najcenniejsza :) Serdecznie Cię pozdrawiam :)
Tekst musiałam wziąć na dwie raty ze względu na jego długość i niestety ograniczony czas, ale nie żałuję, że przeczytałam. Opowiadanie bardzo mi się podoba i cieszy mnie fakt, że główny bohater nie okazał się gonić ślepo za pieniędzmi i sukcesem. Bez zastanowienia mogę zostawić tu 5 :D.
Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania