Córka mroku 7
Ciemność i Lód
Gjord spróbował się poruszyć, ale syknął z bólu, gdy jego dłoń natrafiła na zimną, ostrą krawędź sań. Jego ruchy były niepewne, rwane, jak u człowieka, który nagle został wrzucony do głębokiej studni. Bulfir natychmiast znalazł się przy nim, wpychając pysk pod bezwładną dłoń pana, by dać mu punkt oparcia.
Eldiole patrzyła na nich z bezpiecznej odległości. Widok wojownika, który jeszcze niedawno był symbolem brutalnej siły, a teraz macał ręką powietrze, budził w niej dreszcz niepokoju.
– Co ze ślepym? – rzuciła w stronę Eiona, nie odrywając wzroku od Vilkunda.
– Nie widzi – odpowiedział Eion beznamiętnie, nie podnosząc głowy znad rany, którą próbował opatrzyć własnym, brudnym rękawem.
– Naprawdę?! – Eldiole straciła panowanie. Gwałtownie odwróciła się do chłopaka. – Pytam, czy dasz radę go uzdrowić?! Mędrcze! Czy twoja potężna magia potrafi coś więcej niż tylko zawalanie nam sufitu na głowy?
Eion westchnął ciężko. Podniósł pochodnię i podszedł do Gjorda. Vilkund drgnął, czując żar ognia, ale jego twarz pozostała nieruchoma. Mag przyjrzał się jego oczom – były jak dwa zmętniałe kawałki lodu, martwe i pozbawione głębi.
– Aaaa... – mruknął niedouczony uczeń, cofając światło. – Nic i nigdy nie wróci blasku w te oczy. Mróz wypalił je do cna. Ale to nieważne, skoro mamy tu zostać na zawsze. Skup się raczej na tym, jak spędzić ostatnie godziny życia w ciemności.
Gjord, słysząc defetyzm w głosie chłopaka, zacisnął palce na sierści ogara tak mocno, że pies pisnął cicho.
– Przestańcie... – wycharczał Vilkund. Jego głos był słaby, przerywany krótkimi oddechami. – Przestańcie ujadać jak stare baby. Ja wiem, jak stąd wyjść.
Eldiole zamarła z otwartymi ustami. Spojrzała na zasypane wejście, potem na ślepego wroga.
– Ty? Niby jak? Widzisz przez skały?
– Przez skały nie – Gjord spróbował splunąć, ale krew i lód zaschły mu w gardle. – Ale czuję przeciąg. Pradziad mówił o źródełku na tyłach. Tam, gdzie woda wyrzeźbiła drogę. Jest tam lód, nie kamień. Jeśli twój... „czarodziej”... potrafi uderzyć w lód, a nie w nas, to wyjdziemy.
Eion podniósł się z kolan, patrząc z niedowierzaniem w mroczną głębię jaskini.
– Jeśli lód jest gruby, nie dam rady go przebić – przyznał cicho.
– Dasz radę, albo padniesz tu razem z nami – mruknęła Eldiole, popychając go w stronę wskazaną przez Gjorda. – Ruszaj się, „mistrzu”. Zanim siana z poduszek zabraknie dla koni i ciebie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania