Córka mroku 4
Lodowe Milczenie
Zima w końcu zamilkła, ale była to cisza bardziej przerażająca niż wycie wichru. Niebo, wolne od opadów, przypominało sklepienie grobowca wykonane z brudnego szkła. Światło dnia było blade, pozbawione ciepła, jakby słońce nad krainą Soplów stało się tylko wspomnieniem.
Wnętrze jaskini lśniło od wiecznego lodu. Konie, stłoczone w głębi, dymiły potem, a ich ciężkie oddechy tworzyły pod niskim stropem gęstą mgłę.
– Dzięki Czterolicemu za odnalezienie tej jaskini – odezwała się Eldiole, dorzucając zmarznięte polano do nikłego ogniska. Płomień syknął, walcząc z wilgocią.
Eion, skulony przy saniach, zaledwie uniósł wzrok znad magicznej księgi Bunholda. Jego twarz była szara z wycieńczenia, a pod oczami widniały ciemne sińce. Litery na pergaminie zdawały się wić i uciekać przed jego wzrokiem. Kiedy mistrz żył, wszystko wydawało się jasne, ale teraz, bez jego wskazówek, formuły były tylko martwym tuszem. Chłopak spojrzał na nią bez słowa i natychmiast wrócił do studiowania znaków.
– I za ten opał, który nam zostawił, bo podróbka czarownika nie może nic zaradzić – dodała złośliwie Eldiole, licząc na jakąkolwiek reakcję.
Eion ponownie na nią spojrzał, tym razem z cieniem bólu w oczach, ale duma nie pozwoliła mu się odezwać. Ponownie zanurzył się w lekturze.
– Jak nie zamarzniemy, to pomrzemy z głodu – kontynuowała królewna, wyciągając z worka trzy mrożone ryby, ich ostatni skarb. – Dałam koniom resztki obroku. Dobrze, że Vilkund jest nieprzytomny, bo ryb starczy tylko dla nas.
Spojrzała na Gjordа, który leżał bezwładnie na futrach, a potem na czworonoga Vilkunda. Wielki ogar siedział przy swoim panu niczym kamienny posąg, a jego ślepia śledziły każdy ruch Eldiole.
– A ty co, bestio? – skierowała czubek sztyletu w stronę psa. – Wiem, że gdy będziesz miał szansę, wgryziesz mi się do gardła. A ten sztylet... nie działa. Nawet nie drgnie.
Zwierzak, jakby rozumiejąc każde jej słowo, uniósł górną wargę, obnażając żółte kły. Gardłowy warkot wypełnił jaskinię, odbijając się echem od lodowych ścian.
– Chociaż podróbka maga ciągle twierdzi, że skoro ostrze nie świeci, toś przyjaciel... ale ja bym ciebie chętnie... – Eldiole zrobiła prowokacyjny krok w stronę Gjorda.
Warczenie natychmiast wzrosło na sile, przechodząc w niski, morderczy pomruk, od którego zadrżały płomienie ogniska.
– Dobra, dobra! – skwitowała Eldiole, cofając się na swoje miejsce. – Śmierdzisz i jesteś brzydki jak bulkaryjski wilk, ale przynajmniej się odzywasz. Nie to, co nasz „wielki mistrz” od siedmiu boleści.
Zniecierpliwiona brakiem reakcji Eiona, podniosła z ziemi grudkę zmarzniętej gliny i cisnęła nią prosto w księgę chłopaka.
– No, magu wyczesany z włosia padliny achyra! – krzyknęła, a jej głos przeszedł w piskliwy ton. – Powiesz w końcu, gdzie jesteśmy?! Eionie, odpowiedz swojej pani!
Chłopak powoli zamknął księgę. Odgłos uderzającego o siebie pergaminu brzmiał w ciszy jaskini jak wystrzał. Eion uniósł głowę i Eldiole po raz pierwszy zobaczyła w jego oczach coś, co ją uciszyło. Nie był to strach, ale głęboka, starcza rezygnacja.
– Nie ma pojęcia pani – powiedział cicho, a jego głos był chrapliwy. – I nie ma ani krzty mojej magii. Bunhold nie zostawił mi instrukcji, jak odnaleźć drogę w pustce, którą Biały Pan wymazał z mapy. Błądzimy. Jeśli zaraz nie ruszymy, jaskinia stanie się naszym grobem, a te ryby... zjedzą po nas szczury.
Wstał, chwiejąc się na nogach, i wskazał na wylot jaskini.
– Sztylet nie świeci przy psie, bo on ma duszę. Ale spójrz na horyzont. Tam, gdzie niebo spotyka się z czernią boru.
Eldiole wyjrzała na zewnątrz. Na tle szarej bieli dostrzegła coś, co wyglądało jak dym, ale poruszało się zbyt szybko i zbyt nisko.
– Vilkundzi? – szepnęła, a jej dłoń automatycznie zacisnęła się na rękojeści broni.
– Gorzej – odparł Eion, chowając księgę pod pazuchę. – To wampiry. Czuję ich głód nawet stąd. Zakon Mroku wysłał ogary. Tylko nie wiem, czy po to, by nas ratować, czy by dokończyć dzieła Ragnara.
Komentarze (4)
"Eion, skulony przy sańach" - saniach
Nowi bohaterowie, nowa perspektywa, czyli świat się poszerza. No, tyle ode mnie - jeszcze za mało materiału, by coś więcej wyrokować.
Dzięki za bycie i tutaj, za wyłapanie „ń” też.
🙂
😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania