Czerń przetykana złotem, rozdział 7

Czerń przetykana złotem

Rozdział 7 Zwiększony potencjał

 

Lilith ciągle nie chciała opuszczać jego sypialni. Kiedy zaproponował, żeby zjedli śniadanie na dole, w jadalni, tylko podkuliła nogi pod siebie, więc nie naciskał. Skoro tu czuła się bezpiecznie, to tu własnie będzie mogła spędzać tyle czasu ile będzie chciała.

Maria znowu przygotowała im śniadanie na tacy. Tym razem wniosła wszystko do środka sypialni. Przyniosła chyba wszystko co tylko miała w lodówce w kuchni, żeby tylko zaspokoić apetyt dziewczyny. Kiedy postawiła im tacę na biurku, uśmiechnęła się ciepło do Lilith, a ona odpowiedziała jej małym, nieśmiałym uśmiechem.

- Oh, kochanie musisz w końcu zejść na dół, do kuchni, może jutro pomożesz mi w przygotowaniach? Mam zamiar robić dżem brzoskwiniowy i będę potrzebować pomocy - zapytała ją, a Lilith tylko potarła ręką ramię, ale w końcu przytaknęła.

Zanim Maria wyszła z pokoju, rzuciła jeszcze Knoxowi spojrzenie w stylu, mam Cię na oku. Zaśmiał się lekko, kiedy zamknęły się za nią drzwi. Przed tą kobietą drżała połowa jego najbliższych ludzi, mało którego lubiła, chociaż karmiła codziennie prawie tuzin. Rio kiedyś dostał po łapach drewnianą łyżką, próbując wyjadać coś prosto z garnka. A tu wystarczyło jedno spojrzenie fioletowych oczu i budziły się w niej matczyne instynkt.

Przyglądał się przez jakiś czas dziewczynie. Wyglądała na lekko zmęczoną, pod oczami pojawiły się jej wyraźne cienie. Zaczął się zastanawiać nad tym, czy to nie czasem jej organizm ponosił koszt wyjątkowych umiejętności jej umysłu.

- Lilith, opowiedz mi o tym, co mi pokazałaś - powiedział, kiedy z apetytem zaczęła jeść - to miejsce w górach, które widziałem na początku? Kiedy tam trafiłaś?

- Zawsze tam mieszkałam - wzruszyła ramionami, sięgając po tosta z marmoladą - od kiedy pamiętam.

- Nie pamiętasz nic wcześniej, przed tym ośrodkiem? Rodziny? Bliskich?

- Nie. Nie mam rodziny. Podobno tam się urodziłam. Profesor Orlova mówiła, że oni są moją rodziną.

- Profesor Orlova? Czy to ta starsza kobieta, która podawała Ci testy do rozwiązywania?

Lilith przytaknęła, zlizując z zadowoleniem marmoladę z tosta.

- A ta druga kobieta, która podała Ci czekoladę w Twojej wizji, kim ona była?

- Moją opiekunką. To ona nazywała mnie Lilith. Była miła. Opowiadała mi o świecie na zewnątrz, chociaż profesor Orlova się przez to złościła. Czasem pozwalała mi oglądać telewizję. - spuściła wzrok na dół - zabili ją. Wszystkich zabili.

- Wiem, mała. Widziałem. Przykro mi - zwiesił na chwilę głos. W tym ośrodku, czymkolwiek był, trzymano ją całe jej życie. I mimo tego, że była tam królikiem doświadczalnym, poddawana najróżniejszym, nieludzkim testom, to był to jedyny świat jaki znała tak naprawdę. I ten świat spłonął na jej oczach - czy wiesz, kim byli Ci ludzie, którzy Cię zabrali? Umiesz mi coś więcej o nich powiedzieć?

- Wydaje mi się, że mówili po niemiecku. Nic więcej nie wiem. Nawet nie wiem ile czasu mnie trzymali w tej piwnicy. Byłam cały czas skołowana, nie umiałam zebrać myśli.

- Tak, czułem to. Domyślam się, że podawali Ci jakieś narkotyki, albo leki uspokajające, tak jak na aukcji. Wydaje mi się, że się Ciebie bali, mała. Bali się, że możesz im zrobić, to co temu mężczyźnie w mojej wizji.

Spuściła wzrok.

- Nie chciałam nikomu zrobić krzywdy. Bałam się, że chcą mnie zabić.

Sięgnął ręką i odgarnął jej za ucho jeden z opadających jej na twarz kosmyków włosów.

- Nie zrobiłaś nic złego. Broniłaś się.

Podniosła na niego wzrok.

- A jednak ludzie zginęli z mojego powodu.

- Lilith, oni nie zginęli z Twojego powodu. Nie zginęli, przez Twoje decyzje, albo przez to co Ty zrobiłaś. Zginęli przez własne błędy, przez to, że trzymali Cię zamkniętą, że robili na Tobie eksperymenty. Nie możesz się o to obwiniać.

- Nie chcę, żeby więcej ludzi przeze mnie zginęło.

Potarł tylko delikatnie jej policzek kciukiem. Nie odpowiedział. Bo co miałby powiedzieć. Nie mógł jej obiecać, że nikt więcej nie zginie, nie miał tej pewności.

***

- Czy nasza śpiąca królewna ma zamiar opuścić kiedyś Twoją sypialnię? - Zapytał Rio. Siedział w gabinecie, na przeciwko Dantego, wygodnie rozparty, z nogami bezczelnie wywalonymi na sąsiednim fotelu. Wrzucił sobie kilka orzeszków do ust.

- Pracuję nad tym - mruknął Dante w odpowiedzi. Jego wzrok był cały czas skupiony na wiadomości na jego laptopie. Przyszła zaraz po południu, dostarczona nieoficjalnymi kanałami. Propozycja negocjacji od Aurevex. Oferowali trzy miliony euro za projekt 44.

Zmarszczył tylko zirytowany brwi. Po moim trupie, pomyślał. Zastanawiał się, jak dyplomatycznie odpowiedzieć tą wiadomość. Pierdolcie się, było pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy, ale uznał ostatecznie, że jako głowa rodziny Romano, powinien utrzymać stosowny poziom kultury osobistej, nawet w takiej sytuacji.

- Co masz na myśli, mówiąc, że nad tym pracujesz? Co Ty właściwie tam z nią robisz przez pół dnia.

Dante gwałtownie zatrzasnął laptopa i posłał przyjacielowi mordercze spojrzenie. Rio w odpowiedzi krzywo się uśmiechnął, unosząc ręce w obronnym geście.

- Nie to miałem na myśli - jego uśmiech stał się tylko szerszy - ale głodnemu chleb na myśli, nie uważasz?

- Nie.

- Czego mi nie mówisz? Bo oboje wiemy, że coś o niej ukrywasz.

Dante potarł czoło ręką, zastanawiając się, ile mu powiedzieć. W końcu obiecał przyjacielowi szczerość

- Ma pewne, niezwykłe umiejętności.

- Co masz przez to na myśli?

- Pamięć ejdetyczną.

- Co to znaczy? Mów prościej, nie wszyscy są aż tak oczytani jak Ty.

- Pamięć fotograficzna, wystarczy, że coś zobaczy przez chwilę i jest to później w stanie odtworzyć z pamięci - wyciągnął rękę i podał mu jeden z rysunków Lilith - narysowała to z pamięci wczoraj, kiedy byliśmy u Massimo.

Rio przez chwilę przyglądał się rysunkowi. Analizował detale, zastanawiając się na co patrzy. To był naprawdę piękny, szczegółowy i dopracowany rysunek. Dopiero po chwili jego wzrok z kartki przeniósł się na przedramię Knoxa i zobaczył tam dokładnie te same linie, co na kartce.

- No dobrze, to jest imponujące, ale autystyczne dzieciaki też tak potrafią i nikt nie próbuje ich kupować za trzy miliony euro.

- Nauczyła się też w tym czasie włoskiego, oglądając telewizję,

- Co? Mówiłeś, że nie rozumie ani słowa.

- Teraz już rozumie. I mówi, trochę kaleczy, ma kiepski akcent, ale rozmawia.

- Rysunek, Knox, to jedno. W to mogę uwierzyć. Ale opanowanie języka w jedno popołudnie, to jest niewykonalne. Jesteś pewny, że nic wcześniej nie rozumiała? Może tylko chce, żebyś tak myślał?

- Jestem pewny.

- A przyszło Ci może do głowy, że ona może Tobą manipulować?

Dante pochylił się w stronę biurka, opierając o nie dłonie.

- Wyobraź sobie, że przyszło mi to do głowy.

- I do jakich wniosków doszedłeś?

- Że nie ma powodu, żeby to robić.

- Nie wiesz, jakie może mieć ukryte motywy.

- A jeśli nie ma żadnych?

Rio westchnął teatralnie.

- Możemy się tak przepychać w nieskończoność. Mam tylko nadzieję, że jej... - uśmiechnął się dwuznacznie - oczy, nie przyćmiły Ci rozsądku.

- Rio, uważaj.

- Dobra, dobra. Co jeszcze powiedziała?

Dante postanowił na razie wizję, jakie mu zafundowała, zachować na razie dla siebie.

- W skrócie, całe życie trzymali ją w jakimś ośrodku badawczym gdzieś w górach, zapewne w Rosji. Padło nazwisko profesor Orlovej. Robili na niej różne eksperymenty, nie umiała powiedzieć w jakim celu. A później przyszła jakaś grupa uderzeniowa, zabili naukowców, spalili ośrodek, a ją zabrali i trzymali w jakieś piwnicy do czasu aukcji.

Rio już nie komentował, poprawił się tylko na fotelu.

- Co masz zamiar dalej z nią zrobić? Trzy miliony, to dobra oferta.

- Nawet o tym nie myśl.

- Ja tylko stwierdzam fakt. To by był interes życia, milion euro zysku w dwa dni, brzmi atrakcyjnie.

- Nie będziemy nią handlować.

- Ciekawe, czy zaproponują wyższą cenę.

- Czy ja się kurwa nie wyraziłem wystarczająco jasno - warknął Dante.

- Wyraziłeś, jestem po prostu ciekawy. Tak jak Ty. Massimo się już odezwał?

- Nie, zadzwonię do niego później. Przyda się kilku ludzi więcej, kręcących się przy rezydencji.

- Ogarnę to - powiedział Rio, podnosząc się z fotela.

W gabinecie zapadła na chwilę ciężka cisza. Rio jeszcze się przeciągnął, poprawiając mankiet bluzy.

- Ufam, Ci stary, jak bratu. Wiesz o tym. I naprawdę mam nadzieję, że wiesz co robisz. Że ona jest warta ryzyka, które podejmujesz - rzucił jeszcze, wychodząc z gabinetu.

Wieczorem Dante rozmawiał jeszcze z Massimo przez telefon.

- Mam wstępne informacje - Massimo mówił szybko, praktycznie wypluwając z siebie informacje - mój znajomy z Moskwy pogrzebał trochę w naukowych bazach danych. Znalazł dawno zapomniane dane na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym. Jakieś dwadzieścia pięć lat temu, w uniwersyteckim laboratorium genetyki molekularnej na wydziale biologii prowadzono badania nad zmianami w ludzkim genomie. Projekt rozpoczęła niejaka profesor Tatiana Orlova. Badania prowadzono pod kątem zmian w ludzkim DNA i modyfikacjach genetycznych na poziomie rozwoju komórkowego ludzkiego zarodka. Orlova próbowała udowodnić, że odpowiednia manipulacja przy genach jest w stanie zwiększyć potencjał ludzkiego mózgu. Twierdziła, że odpowiednie zmiany mogą kilkukrotnie zwiększyć wydajność umysłową jednostki. Projekt jednak po roku utajniono. Ostatecznie został w oficjalnych dokumentach zamknięty, a sama Orlova przestała pracować na uniwersytecie, wycofując się ze swoich badań. To wszystko co na tą chwilę wiem. Nie udało mi się jednak ustalić jeszcze nic na temat ludzi, którzy wystawili Twój projekt na aukcję.

- Dobra robota, młody, zasłużyłeś na premię, tylko nie prze ćpaj wszystkiego.

Informacje, które przekazał mu Massimo uzupełniały idealnie to co dziewczyna mu pokazała. Modyfikacje genetyczne. Wszystko wskazywało na to, Lilith była udaną próbą profesor Orlovej, projekt utajniono, bo modyfikacje ludzkiego genomu były nieetyczne, Uniwersytet moskiewski zapewne ratował się przed skandalem. Ale projektu, jak widać, wcale nie zamknięto, lecz przeniesiono do tajnego ośrodka badawczego, gdzieś w górach, gdzie nikt nie zadawał pytań o moralność.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania