Czerń przetykana złotem, rozdział 4

Czerń przetykana złotem

Rozdział 4

Lilith zjadła wszystko co Maria przygotowała i zostawiła pod drzwiami sypialni Dantego. Miał wrażenie, że celebrowała każdy kęs, rogalika z czekoladą oglądała jak artefakt z innego świata. Kiedy skończyła, pomyślał tylko, że musi powiedzieć Marii, żeby w lodówce zawsze były truskawki.

- Lilith, musisz mi coś więcej powiedzieć o sobie - spróbował jeszcze raz - skąd pochodzisz, mała?

Dziewczyna upiła jeszcze trochę wody ze szklanki. Teraz już przyglądała mu się z zaciekawieniem. Przez chwilę się zastanawiała nad odpowiedzią.

- Góry.

- Góry, rozumiem. Mieszkałaś w górach w domu? Z rodziną? W jakim kraju były te góry?

Pokręciła głową przecząco.

- Budynek pod górą.

Dante czuł jakby walił głową w mur. Miał wrażenie, że ona nie rozumie pytań. Albo może to on nie rozumiał odpowiedzi. Budynek pod górą? Co to mogło być? Kopalnia? Schron?

- A język? W jakim języku mówiłaś?

Znowu dłuższa pauza. W końcu dziewczyna powiedziała płynnie dłuższe zdanie w języku, który brzmiał jak rosyjski, albo może ukraiński. Dante nie znał żadnego z nich

- Nie rozumiem, co mówisz, ale to już coś - odezwał się do niej po angielsku. Mógł sprowadzić tłumacza na jutro, nie powinien mieć problemów, ze znalezieniem kogoś mówiącego zarówno po rosyjsku jak i ukraińsku.

Ostatecznie zostawił Lilith samą w sypialni, zbliżała się pora spotkania z Massimo. Pokazał jej łazienkę, powiedział, że jeśli chce może zwiedzić dom. Przekazał instrukcje swoim ludziom, mieli jej nie zaczepiać na korytarzach, ale nie mogli pozwolić jej wyjść. Przed wyjściem poszedł też porozmawiać ze swoją gospodynią.

Maria była starszą już kobietą, przed sześćdziesiątką i tylko dzięki niej rezydencja w ogóle funkcjonowała jak dom. Zarządzała kuchnią, dwoma pokojówkami, karmiła jego i jego ludzi. Marią pracowała dla rodziny od bardzo dawną, znała Dantego i Rio od kiedy byli jeszcze dziećmi. Prowadziła jego dom żelazną ręką i wszyscy jego ludzie, włącznie z nim, czuli przed nią respekt.

- Maria, zaopiekuj się moim gościem podczas mojej nieobecności. Ma na imię Lilith. Nie narzucaj się jej, ale przypilnuj, żeby miała cały czas dostęp do jedzenia i picia. I zaglądaj do niej co jakiś czas. Może chodzić po domu, ale nie można jej pozwolić wyjść. I trzeba jej zorganizować jakieś wygodniejsze ubrania, ma tylko jedną sukienkę.

- Dobrze, zajmę się nią. Wyślę Elenę, żeby kupiła jej ubrania. Zjadła coś z tego co przygotowałam?

- Zjadła wszystko, nie zostawiła nawet okruszka - Dante uśmiechną się lekko, a Maria aż zaklaskała ze szczęścia.

- Więc przygotuję jej coś specjalnego na następny posiłek. Jak dobrze, że w tym dom u pojawiła się jakaś kobieta. Zdecydowanie za dużo tu testosteronu.

Pół godziny później jechali już z Rio na spotkanie z Massimo. Dante przekazał tych kilka informacji, jakie udało mu się zdobyć od dziewczyny.

- Rosyjski, tak? Może mała jest szpiegiem KGB - zaśmiał się przez chwilę Rio.

- Może. Bardziej mnie interesuje to, dlaczego na aukcji interesowała się nią firma farmaceutyczna. Prowadzą różnego rodzaju badania nad ludzkim genomem. Santoro wspominał, że kolor jej oczu może wynikać z jakiejś rzadkiej mutacji genetycznej.

- Myślisz, że o to chodzi? O kolor jej oczu?

- Nie wiem, ale wydaje mi się, że kolor oczu to za mało, żeby ludzie których stać na grupę operacyjną Valentiego, mogli być nią zainteresowani. Zobaczymy czy Massimo będzie w stanie coś dla nas wygrzebać.

- Zaczynam się poważnie zastanawiać czy chcę wiedzieć, kim ta dziewczyna jest - Rio odchylił się w fotelu - może jednak nie wszystkie tajemnice powinny zostać odkryte.

***

Godzinę później siedzieli w mieszkaniu Massimo. Apartament, chociaż był duży i znajdował się w prestiżowym budynku, sam w sobie był zagracony. Wszędzie walały się jego ubrania, fragmenty rozkręcanej elektroniki i pudełka po jedzeniu na wynos. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, starego jedzenia i kawy, którą Massimo spożywał w przesadnych ilościach. Sam chłopak wyglądał jakby kawa była jego jedynym paliwem. Massimo miał koło dwudziestu pięciu lat, był wysoki ale chorobliwie chudy, z podkrążonymi oczami i nerwowymi ruchami. Rio często się śmiał, że młody musi być wampirem, bo wygląda jakby właśnie wstał z grobu i nigdy go nie widział w świetle dziennym.

- Wiesz, że sprzątanie i wietrzenie mieszkania by Cię nie zabiło - warknął na niego Dante, przesuwając jego ciuchy, że zrobić sobie trochę miejsca na kanapie.

- Kto by się przejmował tak przyziemnymi rzeczami - mruknął Massimo, nerwowo przeszukując stertę niezidentyfikowanych rzeczy na biurku.

- Płacę Ci za informacje wystarczająco dużo, żebyś sobie mógł kogoś do tego wynająć.

- Ostatnia sprzątaczka uciekła z krzykiem

- No kurwa, nie wiem czemu - zaśmiał się Rio, trącając czubkiem buta pudełko po chińszczyźnie. Rozejrzał się wokół i ostatecznie postanowił stać.

Massimo w końcu triumfalnie uniósł do góry laptopa i siadł z nim przy biurku.

- Udało Ci się zdobyć informacje na wczorajszej aukcji?

- Tak, były dostępne, tak jak mówiłeś. Ale nie z tym przychodzę.

- A z czym? - zapytał Massimo, grzebiąc w laptopie.

- Zrobiłem wczoraj jeszcze jeden, nie spodziewany zakup. Co wiesz o projekcie 44?

Massimo uniósł wzrok znad laptopa prosto na Dantego.

- Projekt 44? - spuścił wzrok znowu na laptopa, nerwowo naciskając klawisze - nie wiem zbyt wiele, nie interesowałem się, to nie nasza działka. Ale ten przedmiot miał być wielką tajemnicą, branża medyczna. Podobno Aurevex razem z zaproszeniem na aukcje dostało małą fiolkę krwi. To legalny biznes, ale sporo ich przedstawiciel pojawił się na czarnorynkowej aukcji, najwyraźniej krew musiała zawierać coś niezwykle interesującego - Massimo podniósł na niego rozbiegany wzrok - kupiłeś to? co to było, Dante. Czym to jest ten projekt 44?

- Nie czym, młody, tylko kim. Kobieta.

Widział jak oczy jego speca od informacji rozszerzają się z zaskoczenia.

- Dokładnie, dlatego potrzebuję, żebyś znalazł wszystko co tylko się da na temat tego projektu. Dziewczyna mówi po rosyjsku, nie rozumie włoskiego, ledwie rozumie angielski. Mój lekarz mówi, że może mieć około dwadzieścia trzy może dwadzieścia pięć lat. Dowiedz się dla kogo pracuje Nero Valenti i kto wystawił ją na aukcję.

- To nie będzie łatwe - palce Massimo zatańczyły w powietrzu nad klawiaturą - ale poszukam. Będę musiał uruchomić kilka kontaktów, ale znam jednego gościa z Rosji. Gramy razem on line - zastanowił się chwilę - ale co do Valentiego, może uda mi się to sprawdzić szybciej.

Massimo nie ruszył się od laptopa, nic nie mówił, tylko wściekle stukał palcami w klawiaturę. Wykonał też kilka telefonów. Trochę ponad godzinę później miał dla nich pierwsze informacje.

- Wiem dla kogo mógł pracować Valenti. Victor Vassarii.

- Ten filantrop? - Dante słyszał to nazwisko. Włoski miliarder, który zajmował się międzynarodowym handlem luksusowymi dobrami. Przejął firmę po ojcu i dobrze ją prowadził, bo rozwinęła się do niebotycznych rozmiarów. Victor miał jakieś sześćdziesiąt lat i nie miał żadnego powiązania ze światem rodziny Romano - po co mu oddział najemników i po co mu Lilith?

- Vassarii od lat finansuj Istituto Genetico Genesi, renomowany, prywatny instytut badawczy, współpracujący z włoskimi uniwersytetami i szpitalami. Stosunkowo niewielki w porównaniu z międzynarodowymi koncernami, ale zatrudnia wyjątkowo utalentowanych naukowców, zgarniając ich prosto z uczelni, którym oferują granty rozwojowe. Podobno Victor ma świra na temat badań genetycznych, szuka sposobu na poprawę ludzkiego genomu, w jakimś wywiadzie trafiłem na jego wypowiedź, o tym, że modyfikacje ludzkiego genomu, mogłyby pomóc w stworzeniu nowej generacji ludzi, szybszych, wytrwalszych - Massimo machnął niedbale ręką - ale to tylko mrzonki faceta, któremu upływ czasu i własnego życia zaczyna ciążyć nad datą urodzenia. Chociaż samo IGG podobno też nie do końca jest krystalicznie czystą organizacją. Znalazłem w dark webie informacje, że podobno mają gdzieś nielegalny ośrodek badawczy, w którym przeprowadza się mało legalne eksperymenty.

Jasna cholera, przemknęło Dantemu przez myśl. Kolejne laboratorium badań genetycznych? Czy to właśnie było kluczem do dziewczyny? Czy miała jakieś wyjątkowe mutacje genetyczne, które interesowały wszystkich związanych z tym tematem?

Te myśli nie opuszczały go cała drogę powrotną do rezydencji. Victor Vassari. Bogaty i wpływowy. To nie był łatwy przeciwnik. Co nie znaczyło, że Dante Romano miał zamiar się wycofać, albo grać czysto.

Wrócili do domu przed północą. Rio, nie wrócił na noc do siebie, został w rezydencji. Maria czekała jeszcze na nich z kolacją.

- Jak dziewczyna, co robiła? - Dante zapytał Marię, siadając przy małym stole w kuchni.

- Nie wyszła z pokoju. Wzięła prysznic, ale zanim zdążyłam jej przynieść coś do ubrania, założyła na siebie Twoją koszulę i bokserki. Nie chciała się już później przebrać, nie nalegałam. Zjadła wszystko, co tylko jej podstawiłam pod nos, oprócz owsianki, na którą popatrzyła z obrzydzeniem.

- To mnie akurat nie dziwi, kto by lubił owsiankę - mruknął Rio.

- Zjadła wszystko - Maria powtórzyła z naciskiem - a przygotowałam jej więcej jedzenia niż którykolwiek z Was normalnie zjada. Jest mała i drobna, a je tyle co dorosły mężczyzna.

- Ma apetyt, to chyba dobrze? Wygląda, jakby nie jadła porządnie od roku - Rio opróżniał swój talerz makaronu.

- Robiła coś jeszcze?

- Oglądała telewizję przez kilka godzin, skacząc po kanałach. I rysowała.

- Rysowała? - Dante uniósł brew z zainteresowaniem

- Tak, znalazła kartki i ołówki w Twoim biurku i rysowała, oglądając telewizor. Nie widziałam co rysuje, ale wyglądała na pochłoniętą, tym co robi. Od godziny w pokoju jest cisza, myślę, że śpi.

Dante cicho wślizgnął się do środka, w pokoju paliła się tylko jedna lampka nocna przy łóżku, rzucając na pokój długie ciebie. Lilith spała w jego łóżku, ciągle ubrana w jego białą koszulę. Ten widok wywołał dziwny skurcz w jego żołądku. Podszedł powoli i naciągnął na nią kołdrę. Zobaczył na stoliku kartki. Podniósł je do góry, ciekawy, co dziewczyna rysowała.

I zamarł, a kartki w jego dłoniach lekko zadrżały. Spodziewał się bezsensownych bazgrołów, chaotycznych kresek, może kwiatów, albo napisów. Zamiast tego na kilku kartkach zobaczył wzory z jego własnych tatuaży, które miał na dłoniach i przedramionach. To nie były szkice amatora dla zabicia czasu. To było idealne odwzorowanie, co do najdrobniejszego szczegółu. Każda linia, każde cieniowanie, nawet niedoskonałości zrobione przez tatuażystę. Wszystko to zostało z nieludzką precyzją przelane na papier za pomocą zaledwie ołówka.

- Chryste... - przeniósł wzrok z rysunków na śpiącą obok dziewczynę.

To się wymykało wszelkiej logice. Widziała te wzory tylko prze chwilę, podwinął rękawy koszuli kiedy jedli razem śniadanie na podłodze. Widziała je, kiedy podsuwał jej tacę z jedzenie, kiedy sam sięgał po swoją porcję. W tak krótkim czasie jej umysł był w stanie zarejestrować każdy milimetr jego skóry, a później przelać to wszystko z pamięci na papier.

Nie mógł oderwać od niej wzroku. Miał wrażenie, że każdy centymetr jego skóry, który odtworzyła wibrował mu teraz dziwnym rytmem. Czuł się, jakby przejrzała go na wylot, jakby wdarła się tymi rysunkami prosto pod jego skórę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania