Czerń przetykana złotem, rozdział 5
Czerń przetykana złotem
Rozdział 5 Tatuaże
Dante jeszcze przez chwilę się jej przyglądał w mroku lampki nocnej. Spała spokojnie, w jego łóżku, w jego koszuli. Lilith wydawała mu się teraz tak drobna i delikatna. A on był już naprawdę zmęczony. Poprzednią noc spędził czuwając nad jej snem i teraz brak odpoczynku dawał mu się we znaki. Pewnie powinien iść spać do którejkolwiek innej sypialni w tym domu i dać jej przestrzeń, ale tak naprawdę wcale tego nie chciał. Zamiast wyjść, wziął po cichu szybki prysznic, przebrał się w szary T-shirt i położył spać na drugim końcu łóżka, wsuwając broń pod poduszkę. Tłumaczył sobie, że łóżko jest ogromne, a on po prostu czuwa nad jej bezpieczeństwem, ale wiedział, że okłamuje sam siebie. Miał potrzebę być blisko. Nie wiedział, skąd się wzięła ta potrzeba, ale chciał być obok.
Zasnął dość szybko, ale płytkim snem, więc kiedy kilka godzin później Lilith zaczęła się wiercić przez sen, a później gwałtownie usiadła, wciągając głośno powietrze, obudził się od razu, a jego dłoń instynktownie wsunęła się po broń pod poduszkę. Dziewczyna rozglądała się nerwowo po ciemnym pokoju. Oddychała ciężko, jej klatka piersiowa falowała w rytm urywanego oddechu, wyglądała na zdenerwowaną, zdezorientowaną i gotową do ucieczki.
Dante zareagował od razu. Nie wyciągnął broni, zdając sobie sprawę, że zagrożenie, które ją obudziło, było tylko w jej głowie. Usiadł ostrożnie koło niej.
- Hej, spokojnie, mała. Wszystko jest w porządku - wyciągnął dłoń w jej stronę, wzdrygnęła się, kiedy dotknął jej ramienia - jesteś bezpieczna, nic Ci tu nie grozi.
Przeniosła na niego wzrok, jej oczy były szeroko otwarte i ciągle łapczywie wciągała powietrze w płuca. Jego druga ręka ostrożnie zacisnęła się na jej drugim ramieniu.
- Popatrz na mnie Lilith, nic złego się nie dzieje.
Poczuł jak jej ciało lekko drży, wciągnęła jeszcze raz głośno powietrze w płuca.
- Knox.
- Tak, jestem tu.
Przymknęła lekko oczy, próbując zapanować nad oddechem. Nie wiedział czemu to zrobił, ale zanim zdążył pomyśleć, przyciagnął ją do siebie bliżej i objął swoim umięśnionym ramieniem.
- To tylko sen, spokojnie. Tylko sen - mówił do niej łagodnie, uspokajająco. Poczuł pod dłonią, że jej oddech zaczyna się uspokajać.
Delikatnie pociągnął ją za sobą z powrotem na poduszki. Lilith nie próbowała się odsuwać. Zamiast tego, przytuliła się do jego boku. Ten gest był głośniejszy niż słowa. Nie bała się go, zaufała mu, chociaż nie rozumiał, czemu to zrobiła.
- Śpij, mała, będę Cię pilnował.
Odwrócił lekko głowę poprawiając się na poduszce, jej włosy lekko łaskotały go w skórę na szyi. Czuł jej ciepły, uspokajający się oddech na swojej skórze, ciepło jej ciała przylegające do jego boku działało na niego kojąco. Jego ręka objęła ją odrobinę mocniej, a dłoń przesunęła po jej plecach. Nawet nie wiedział, kiedy zasnął z powrotem, tym razem głębokim i spokojnym snem.
Rano obudził go lekki ruch przy boku. Ciepło nie zniknęło. Za to poczuł opuszki jej palców na swoim przedramieniu. Otworzył powoli oczy i spokojnie przekręcił głowę w jej stronę. Starał się nie poruszać za bardzo, nie chcąc jej spłoszyć. Leżała obok, ciągle blisko jego boku, ale teraz uniosła się lekko do góry, wspierając głowę na łokciu. Drugą ręką delikatnie wodziła opuszkami palców po tatuażach na jego ramieniu, z ciekawością podwijając rękaw, żeby zobaczyć co się kryje pod spodem.
- Dzień dobry, mała - mruknął do niej po angielsku, tak jak wczoraj.
Jej fioletowe oczy powędrowały z jego tatuaży prosto na jego twarz. Nie cofnęła się, nie zabrała też dłoni z jego ramienia. Ich twarze dzieliło teraz raptem kilka centymetrów.
- Bolało, kiedy to sobie robiłeś? - odpowiedziała lekko łamanym włoskim - wygląda, jakby miało boleć.
- Nie aż tak bardzo. Z czasem zaczynasz się przyzwyczajać do bólu i przestaje być aż tak dotkliwy - zrobił krótką pauzę - Więc jednak rozumiesz i mówisz po włosku, wczoraj wydawało mi się, że nie rozumiesz ani słowa.
- Nauczyłam się. Z telewizora. Podoba mi się jak brzmią słowa po włosku, jak muzyka - powiedziała to w taki sposób, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Podniósł głowę do góry, zaskoczony tym, co powiedziała.
- Poczekaj, chcesz mi powiedzieć, że nauczyłaś się języka, w jedno popołudnie, tylko oglądając telewizję?
Przytaknęła.
- Długo Cię nie było. Nudziłam się.
Jego głowa opadła z powrotem na poduszki. Na chwilę przymknął oczy. Wczoraj w nocy były rysunki jego tatuaży, odtworzone z pamięci. Dziś twierdziła, że nauczyła się języka w jedno popołudnie. Chryste. Jeśli to prawda, to miała naprawdę niezwykły umysł. Otworzył oczy i znów spojrzał w jej oczy, które bacznie go obserwowały.
- Szybko się uczysz, Lilith?
- Raczej tak.
- Jak to działa?
- Normalnie - wzruszyła ramionami - jeśli coś zobaczę lub usłyszę, zapamiętuję to na zawsze. Ale lepiej mi idzie z obrazami.
- Pamięć ejdetyczna - mruknął bardziej do siebie niż do niej - to bardzo rzadka umiejętność, Lilith.
Jej palce wróciły do studiowania tatuaży na jego ramieniu. Uniósł trochę rękę do góry, żeby mogła zobaczyć, co jest z tyłu. Przekręciła głowę z zaciekawieniem, przyglądając się nowym rysunkom.
- Są piękne. Dlatego je sobie zrobiłeś?
Złapał się na tym, że coraz bardziej podobał mu się dotyk jej dłoni na swoim ciele.
- Nie zrobiłem ich sam. Mam od tego odpowiedniego człowieka, ma wyjątkowy talent. Ale nie kierowało mną piękno, przynajmniej nie w pierwszym momencie. To pewnego rodzaju mapa mojego życia, w ten sposób dokumentuję swoje zwycięstwa i porażki. Każdy z rysunków ma swoją historię.
- Chyba zaczyna Ci się kończyć miejsce na resztę historii. Gdzie będziesz dokumentował resztę, jak skończy Ci się miejsce?
- Nie martw się o to mała, jeszcze zostało trochę wolnego miejsca. Zachowałem je na naprawdę wyjątkowe wydarzenia.
Podniósł się na rękach i usiadł na łóżku. Ona też się wyprostowała. Skoro już go rozumiała i rozmawiała z nim, była pora na mniej przyjemne pytania. Nie chciał ją jednak spłoszyć zbyt agresywnym przesłuchaniem.
- Lilith, masz bardzo wyjątkowy kolor oczu. Zawsze takie miałaś?
Przytaknęła.
- Kiedy Cię zapytałem, skąd pochodzisz, powiedziałaś, że z domu pod górą. Co to znaczy?
Milczała przez chwilę, patrząc na niego, później podniosła się z łózka i podeszła do okna. Ciągle była ubrana w jego koszulę, która opadała jej do połowy uda.
- Mała. Musisz mi coś więcej o sobie powiedzieć? Skąd się wzięłaś? Jak trafiłaś na tą aukcję? Czy zawsze potrafiłaś robić takie rzeczy jak te rysunki, czy nauka języka?
Odwróciła się od okna i popatrzyła na niego. Jej palce nerwowo ściskały brzeg koszuli. Bała się mówić. Widział to w jej oczach. Miał nadzieję, że nie zaprzepaścił tej drobnej nici zaufania, którą udało mu się do tej pory z nią stworzyć. Otarcia od liny, którą była związana, ciągle były widoczne ja jej nadgarstkach, jasno pokazując przez co musiała przejść.
- Dobrze. Zróbmy inaczej - przesunął się na brzeg łóżka, spuszczając w dół nogi - Ja będę mówił. I będę z Tobą szczery. Nie wiem ile pamiętasz z aukcji. Ale interesowali się Tobą ludzie z branży medycznej. Konkretnie tacy, którzy zajmują się badaniami genetycznymi. Podejrzewam, że w Twoich genach, w Twoim DNA jest coś na tyle niezwykłego, że byli gotowi zapłacić za Ciebie wysoką cenę, tylko po to, żeby naukowcy mogli Cię badać, poddawać różnym testom. Ja nie jestem naukowcem. Nikt nie będzie przeprowadzał na Tobie żadnych testów - zrobił na chwilę pauzę - To są potężni ludzie, z daleko sięgającymi wpływami. Obawiam się, że nie odpuszczą tak łatwo. Sam fakt, że jesteś teraz moją własnością może ich nie powstrzymać.
Kiedy z jego ust padło słowo własność, dziewczyna się wzdrygnęła. Jemu to słowo też smakowało na języku jak popiół.
- Kupiłeś mnie i teraz jestem Twoją własnością - podsumowała to dobitnie, cichym głosem, spuszczając wzrok na podłogę. To w jaki sposób zaintonowała to zdanie sugerowało, że Dante nie jest jej pierwszym właścicielem.
- Lilith, popatrz na mnie. Jesteś moją własnością, zgadza się. Ale dla mnie to znaczy zupełnie coś innego niż dla ludzi, którzy Cię mieli do tej pory. Znaczy dla mnie, że jesteś moją odpowiedzialnością, że twoje bezpieczeństwo jest teraz moim zadaniem. To znaczy, że ściany tej rezydencji są tu nie po to, żeby Cię więzić, tylko, żeby Cię chronić. Ale żebym mógł Cię chronić, muszę wiedzieć kogo chronię i kto jeszcze może chcieć po Ciebie przyjść.
Po tych słowach podniosła na niego wzrok. Patrzyła już spokojniej. Puściła powoli koszulę i lekko się wyprostowała. Patrzyła, próbując zdecydować czy mu zaufać, czy nie. W końcu odezwała się cichym, niepewnym głosem.
- Jeśli chcesz mogę... Mogę Ci pokazać...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania