Czerń przetykana złotem, rozdział 1

Rozdział 1 Aukcja

Dante Romano siedział wygodnie rozparty w ogromnym, obitym czerwona skórą, fotelu na czarnorynkowej aukcji w Mediolanie. W jego reku znajdowała się szklanka drogiej whiskey, którą sączył w leniwym tempie. Pomieszczenie było przepełnione gęstym dymem z cygar i zapachem drogiego alkoholu. Wokół niego siedzieli najpotężniejsi ludzie z kryminalnego półświatka, szare eminencje sterujące światem za czerwonej kurtyny. Część z nich była tu po konkretne zakupy, część tylko po to, żeby udowodnić, że żadna, nawet absurdalnie wysoka cena, to nie jest dla nich za dużo. Gra pozorów, teatr cieni, prężenie muskułów.

Przyleciał tu z Rzymu, po informacje na temat konkurencji. Zdążył już wylicytować dysk z danymi, które bo interesowały, za kilkaset tysięcy euro i teraz obserwował już tylko licytację z cichą i drapieżną ciekawością. Nawet informacje o tym, kto i co dziś kupuje mogły się mu się przydać, ale powoli zaczynał się czuć znudzonym całym tym przedstawieniem.

Wiedza i informacje po które tu dziś przyjechał były przydatne, ale nie przepadał za takimi wydarzeniami. Przez czarnorynkowe aukcje przewijały się najróżniejsze przedmioty, dzieła sztuki, zaginione artefakty, broń, albo po prostu informacje i czasem usługi. Żeby w ogóle mieć wstęp na taką aukcje, trzeba było dostać specjalne zaproszenie. Poziom władzy i pieniędzy jakie posiadał Dante gwarantowały mu stałe zaproszenia w takie miejsca. Kilka lat temu odziedziczył po tragicznie zmarłym ojcu miejsce w strukturach włoskiej mafii, a później, dzięki połączeniu inteligencji i brutalnej bezwzględności wyrąbał sobie drogę na sam szczyt mafijnej hierarchii. W Rzymie nikt nawet nie próbował kwestionować już jego bezwarunkowej władzy nad regionem. Rodzina Romano przejęła dla siebie całe terytorium, utrzymując się u władzy już od lat.

Odwrócił się, zerkając na chwilę w stronę drzwi, gdzie cierpliwie czekał na niego Rio, jego prawa ręka i przyjaciel jeszcze z czasów dzieciństwa. Praktycznie się razem wychowywali. Rio był lojalny aż do bólu, chociaż jego gwałtowna i nieprzewidywalna natura czasem sprawiała, że najpierw działał, później myślał. Ale wskoczył by za nim w ogień. Był wysoki, cały wytatuowany, prawie jak Dante, chociaż miał smuklejsza muskulaturę. Rio sprawiał wrażenie niebezpiecznie szybkiego, porywczego i chwilami nieobliczalnego. Kiedy się na niego patrzyło, człowiek spodziewał się brutalnej przemocy już na wstępie, chociaż nie zawsze tak właśnie się kończyło. Tylko, kiedy sytuacja wymagała właśnie takich środków.

Jego uwaga zwróciła się w stronę licytatora, kiedy przedstawił kolejny przedmiot na aukcji, "projekt 44". Nic więcej. Spodziewał się genialnego wynalazku albo skradzionego patentu. Zamiast tego w snop światła została wprowadzona drobna skulona dziewczyna. Miała związane z przodu ręce, głowę spuszczoną w dół, a czarne długie włosy prawie całkowicie zasłaniały jej twarz. Kiedy była wprowadzana, potykała się o własne nogi.

Dante poprawił się w fotelu, jego uwaga się wyostrzyła wraz z pojawieniem się dziewczyny. To nie była aukcja na której handlowało się żywym towarem. Nie uczęszczał na tego typu wydarzenia, może i zajmował się w większości nielegalnymi interesami, ale ani on, ani jego mafijna rodzina nie tykali handlu ludźmi. A jednak dziewczyna tam stała i nawet z końca sali widział jak jej drobne ciało drżało, najpewniej ze strachu.

Kiedy tylko dziewczyna stanęła przez zgromadzonymi potencjalnymi kupcami, przez sale przetoczyły się ciche szepty, ale jak tylko padła cena wywoławcza, sala zamilkła. Sto tysięcy euro. Wysoko, jak na małą, chuderlawą kobietę, pomyślał tylko Dante. Wbrew jego oczekiwaniom, licytacja szybko nabrała tępa. Licytowało dwóch mężczyzn, jeden z pierwszego rzędu, drugi ukryty lekko w cieniu. Kiedy cena osiągnęła milion euro, Dante uniósł zaskoczony jedna brew. Co, do cholery było takiego w tej drobnej, trzęsącej się dziewczynie, która wyglądała jakby miała zaraz zemdleć, że była warta tak zaciekłej walki? Licytacja spowolniła, ale padło milion sto tysięcy. Obie strony wyglądały, jakby już i tak srogo przekroczyły swój budżet, ale żaden z nich nie odpuszczał. Dopiero przy kwocie miliona pięciuset tysięcy, łysy przysadzisty mężczyzna z pierwszego rzędu odpuścił głowę z pokonaną miną. Drugi, usatysfakcjonowany, czekał już tylko na zakończenie aukcji. Facet zdecydowanie nie podobał się Dantemu. Wyglądał na aroganckiego dupka z przerostem ambicji.

Dante uparcie wpatrywał się w dziewczynę. Nie wiedział do końca co nim kieruje. Na pewno nie była to litość. Ciekawość? Być może. Potrzeba kontroli, zdecydowanie. A może po prostu znudzenie, interesy ostatnio szły dobrze, na jego terenie panował względny spokój. Może potrzebował jakiejś rozrywki. A może chciał zetrzeć ten arogancki uśmiech z twarzy tego dupka. Zanim aukcjoner zakończył aukcje, Dante podniósł swoją paletkę.

- Dwa miliony euro - powiedział tylko swoim niskim, wibrującym basem, z krzywym uśmiechem na twarzy.

- Sprzedane - wykrzyknął aukcjoner.

Dante tylko się drapieżnie uśmiechnął. Nie musiał patrzyć w stronę faceta, którego właśnie przelicytował, żeby widzieć, że jest wściekły. Kątem oka widział jak się zrywa na równe nogi, a później szybko wychodzi. Dante już węszył kłopoty i ta myśl lekko perwersyjnie go ucieszyła. Gdyby się odwrócił do tyłu, zobaczyłby skonsternowana minę Rio, który od razu się wyprostował i czujnym wzrokiem odprowadził przegranego do wyjścia.

Ale Dante patrzył tylko na swój zakup. Patrzył jak praktycznie zostaje zniesiona z podwyższenia przez ochroniarza i znika za ciężką czerwoną kotarą. Reszta aukcji przestała mieć już znaczenie. Z resztą zostało już nie wiele przedmiotów.

- Co to kurwa miało być, Knox? - Rio nachylił się nad jego ramieniem, sycząc mu koło ucha - nie po to przyjechaliśmy. Myślałem, że nie brudzimy sobie rąk takimi rzeczami.

Knox to było przezwisko nadane mu jeszcze przez jego ojca, kiedy był małym dzieckiem, nawet nie pamiętał dlaczego. Mówili tak do niego tylko najbliżsi. Nikt inny by się nie odważył. Dante uśmiechnął się krzywo pod nosem, nie odwracając głowy.

- Zrobiłem się ciekawy. Chcę zobaczyć o co tyle szumu, Ty nie?

- Nie aż tak, żeby wydać dwa miliony, ale to Twoje pieniądze - Rio się wyprostował i wrócił na swoje miejsce pod ścianę, blisko drzwi, zdecydowanie czujniej obserwując otoczenie Dantego, jego instynkt już węszył kłopoty.

Niecałą godzinę później, w prywatnym pokoju na zapleczu Dante uregulował płatności za swoje dzisiejsze zakupy. Jak zawsze czujny Rio stał przy drzwiach pilnując wejścia. Kiedy skończyli już załatwiać formalności, mały dysk z danymi, po które Dante tu przyjechał wylądował w jego dłoni. Chwilę później ochroniarz wprowadził chwiejącą się na nogach dziewczynę. Potykała się o własne nogi, głowę ciągle miała spuszczoną w dół tak samo jak na licytacji. Teraz z bliska Dante zobaczył jak drobna naprawdę była, sięgała mu raptem do ramienia. Sukienka wisiała na niej, jakby była za duża o kilka rozmiarów, a sama dziewczyna była niesamowicie chuda, jakby od dawna nie jadła porządnego posiłku.

Coś na ten widok nieprzyjemnie się w nim ścisnęło. Zapłacił za nią właśnie dwa miliony i dostawał ją w opłakanym stanie. Co było tak niezwykłego w tej małej istocie. Podszedł do niej powoli, mierząc wzrokiem ochroniarza, który instynktownie cofnął się o krok, puszczając jej ramię.

Podszedł do niej powoli, stając na przeciwko. Miała związane ręce i sznurek już zdążył stworzyć brzydkie obtarcia na jej nadgarstkach. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął mały nóż i szybkim ruchem rozciął sznurek, uwalniając jej ręce, które zawisły luźno po obu stronach jej ciała. Później stanowczo chwycił ją za podbródek, odchylając jej głowę do tyłu, tak, że jej twarz w końcu wyłoniła się zza kurtyny ciemnych włosów. Była piękna w najdelikatniejszy i najsubtelniejszy z możliwych sposobów, miała jasną, gładką skóre, wydatne usta, prawie idealnie symetryczne rysy twarzy. Wyglądała jak żywa, porcelanowa lalka, która mogłaby się stłuc i rozpaść na kawałki przy zbyt mocnym dotyku. Dziewczyna ciągle miała zamknięte oczy, jakby próbowała sama siebie ochronić przed tym światem. Dante przez chwilę się jej przyglądał, przechylając na bok głowę z zaciekawieniem.

- Otwórz oczy, mała. Spójrz na mnie. - w jego niskim głosie wibrował rozkaz, nie prośba.

Mocniej zacisnął dłoń na jej podbródku. Czuł jak całe jej ciało dygota. Dziewczyna przez chwilę walczyła z impulsem, mocniej zaciskając powieki. Ale w końcu otworzyła oczy i spojrzała prosto na niego. Dante na chwilę zamarł. Jej oczy były fioletowe. Nie jakieś refleksy czy gra światła. Jej tęczówki były mozaiką intensywnych odcieni fioletu tak nierealną, że nie mógł oderwać od nich wzroku. Oczy nadawały jej ślicznej i delikatnej twarzy eterycznego i wprost nierealnego charakteru, jak postać z innego świata, albo bajki dla dzieci o wróżkach. Tyle tylko, że to wcale nie była bajka. Był tak bardzo zapatrzony w niezwykłe oczy dziewczyny, że w pierwszym momencie nawet nie zauważył, że jej wzrok jest nieobecny, że patrzy na niego, ale wydaje się, jakby go wcale nie widziała. Dopiero kiedy jej uczy zaczęły uciekać pod powieki zorientował się, że jest czymś naćpana i właśnie zaczynała odpływać. Złapał ją w momencie w którym ugięły się pod nią kolana.

- Hej, spokojnie mam Cię, słyszysz mnie, mała? - odgarnął jej włosy z czoła, ale jej ciało było już wiotkie w jego ramionach. Przeniósł swój wzrok na ochroniarza. - co jest z nią, kurwa, nie tak?

- Ludzie, którzy wystawili ją na sprzedaż sugerowali, żeby podawać jej środki uspokajające - odpowiedział, nerwowo przestępując z nogi na nogę. - żeby nie sprawiała problemów.

- Problemów? - warknął na niego Dante - jakie kurwa problemy może sprawiać związana, czterdziestopięciokilogramowa kobieta? Chcę mieć listę tego co dokładnie dostała, kiedy i w jakiej dawce, przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Jak przez to umrze, to wrócę tu nie tylko po zwrot pieniędzy.

Ochroniarz szybko się ulotnił. Dante jednym płynnym ruchem wsunął rękę pod jej kolana, drugą pod plecy i uniósł ją bez problemów do góry. Jej głowa oparła się o jego ramię, a jedna ręka o jego pierś, koło serca. Uderzyło go to jak lekka i krucha była w jego ramionach. Odwrócił się w stronę Rio.

- Szykuj auta, koniec wycieczki, jedziemy na lotnisko jak najszybciej. Zgarnij po drodze papiery i przyciśnij kogo trzeba, żeby się dowiedzieć co dostała. - ruszył w stronę drzwi z dziewczyną na rękach, a w jego głowie wściekłość na jej stan mieszała się z dziwną potrzebą ochrony swojej nowej własności przed światem, który tak podle ją potraktował.

Chwilę później wsiadł z nią na tylną kanapę czarnego, obszernego Suva, zaparkowanego w tylnej alejce. Nie posadził jej obok, wydawała się zbyt krucha, żeby przetrwać podróż siedząc, albo leżąc na kanapie. Więc trzymał ją na kolanach, z głową opartą na swoim barku, podtrzymując ją ramieniem. Odgarnął jej włosy z twarzy. Oddychała spokojnie, pogrążona w głębokim śnie. Jeszcze raz sprawdził jej tętno, było spokojne i stabilne. Przez chwilę wpatrywał się w jej delikatną twarz, zastanawiając się jaką tajemnicę skrywają te niesamowite fioletowe oczy, które jeszcze przed chwilą tępo na niego patrzyły.

W końcu pojawił się Rio, wsiadł do auta koło kierowcy i ruszyli w stronę lotniska, gdzie czekał już na nich prywatny odrzutowiec. Rio podał mu do tyłu listę leków jakie dostała. Przez kilka sekund przyglądał się temu jak Dante trzyma przy sobie dziewczynę. W końcu odwrócił się z powrotem z kamienną twarzą w stronę kierunku jazdy, bez żadnego komentarza. To nie był czas na komentarze, jeszcze wyrazi swoją opinię na ten temat.

Dante przejrzał listę i zmarszczył brwi. Wolną ręka sięgnął po telefon i wybrał numer lekarza, którego opłacał na tyle dobrze, żeby ten chciał się pojawiać w jego rezydencji nawet w środku nocy, do przypadków beznadziejnych i nie zadawać zbędnych pytań.

Kiedy lekarz odebrał, podyktował mu listę leków, dawek i godziny podania.

- Czego mam się spodziewać po takim koktajlu? Na razie dziewczyna wygląda, jakby twardo spała.

- Nic dziwnego, że śpi to mocne środki. Dostała je w tabletkach czy dożylnie?

- Dożylnie.

- Więc płukanie żołądka nic nie da. Ile waży?

- Nie wiem, ale jest cholernie drobna, na oko? Między czterdzieści pięć, a pięćdziesiąt kilo.

Po drugiej stronie zapadła długa pauza.

- To komplikuje sprawę. Ktoś zdecydowanie przesadził z dawką. Przy odrobinie szczęścia, będzie spała kilkanaście godzin. Ale jeśli będzie go miała mniej, to nie wiele będzie można zrobić. Monitoruj jej stan, sprawdzaj tętno. Przyda się kroplówka nawadniająca, żeby pomóc organizmowi wypłukać leki.

- Będziemy w rezydencji za dwie, góra trzy godziny. Bądź na miejscu ze sprzętem. - po tych słowach się rozłączył, rzucił telefon na kanapę obok siebie i usiadł wygodniej, poprawiając sobie dziewczynę w ramionach - mam nadzieję, że masz na tyle szczęścia, żeby to poprostu przespać. A jak się obudzisz, to chcę się dowiedzieć dokładnie za co zapłaciłem dwa miliony euro.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania