Czerń przetykana złotem, rozdział 3

Czerń przetykana złotem

Rozdział 3 Truskawki

Nie spał zbyt wiele tej nocy. Po wyjściu Santoro siedział przy dziewczynie jakiś czas, później wziął prysznic, ale nie położył się koło niej spać. Zamiast tego usiał w fotelu koło łóżka i czuwał. Przymknął oczy na kilkanaście minut, ale to nie był sen, tylko krótka drzemka, która nie dawała odpoczynku, ale przynosiła chociaż chwilową jasność umysłu. W głowie powoli układał plan działania. Jeszcze nic się nie działo, nikt nie pukał do jego drzwi pytając o dziewczynę. Ale miał nieodparte wrażenie, że to się zmieni.

Dziewczyna spała spokojnie, nieświadoma tego, co dzieje się wokół. Był ciekawy co zrobi kiedy się obudzi, jak zareaguje na to gdzie jest. I z kim. Przechylił lekko głowę, przyglądając się jej twarzy w lekkim świetle poranka. Pamiętał słowa ochroniarza, mówiące o tym, że sprawiała kłopoty. Na jego twarzy pojawił się drapieżny uśmiech. Już się nie mógł doczekać tych kłopotów.

Rano Rio zapukał do drzwi jego sypialni i Dante wyszedł do niego na korytarz.

-Wyglądasz jak gówno, Knox. Jak dziewczyna?

- Ciągle śpi. Dowiedziałeś się czegoś?

Rio po krutce streścił mu informacje, które zdobył. Mały łysy człowiek, siedzący w pierwszym rzędzie na aukcji to był przedstawiciel szwajcarskiej firmy farmaceutycznej, Aurevex Pharma. Innowacyjna firma, która opracowuje terapie dla nieuleczalnych chorób i inwestuje w medycynę przyszłości. Zajmują się głównie farmakologią i terapią genową, edycja genomu i medycyną spersonalizowaną. Już tylko na te informacje Dante uniósł jedną brew z zaciekawieniem. Ale dalej robiło się tylko lepiej.

Facet, którego przelicytował, ten arogancki dupek, który wściekł się, kiedy jego oferta została przebita, to był Nero Valenti. Najemnik, kierujący małym, prywatnym oddziałem do zadań specjalnych, do wynajęcia dla tego, kto da najwięcej.

- Słyszałem o tej grupie, nie są tani. Chcę wiedzieć, kto go wynajął i kogo reprezentował na tej aukcji. I Rio, w miarę możliwości, śledź ich ruchy. Podwój strażników na murach. Chcę być przygotowany na wypadek, gdyby Valenti postanowił osobiście mnie odwiedzić.

- Naprawdę szykujemy się na wojnę przez jedną chudzinę śpiącą w Twoim łóżku - powiedział z ironicznym uśmiechem. - to się zaczyna robić coraz bardziej absurdalne i coraz bardziej pokręcone. Starszyzna nie będzie zadowolona. Dante, może i stoisz na szczycie, ale ciągle potrzebujesz ich poparcia, żeby się tam utrzymać. A oni chcą zysków, nie bezsensownej wojny, która wyniszczy zasoby.

- Starszyznę zostaw mi, poradzę sobie z nimi, dostaną swoje zyski - Dante podszedł do niego bliżej - to co interesuje mnie bardziej, to to, czy jak piekło faktycznie rozstąpi się nam pod stopami, to będę mógł na Ciebie liczyć.

Rio się wyprostował, paskudnie się uśmiechając.

- To, że w ogóle masz potrzebę o to pytać, jest uwłaczające, Knox. Dobrze wiesz, że nie odmawiam dobrej zabawy - spokojnie skrzyżował ramiona na piesi, napinając wytatuowane muskuły - ale chcę wiedzieć na co mam być gotowy i jak daleko masz zamiar się posunąć.

Dante tylko przytaknął, zaciskając dłoń na ramieniu przyjaciela w geście niemego porozumienia. Przeszli już razem przez nie jedno piekło w drodze na szczyt. I chociaż Rio miał wątpliwości co do powodów, co do dziewczyny, to jego lojalność pozostawała niezachwiana wobec Knoxa i tej rodziny, która była dla niego jak własna.

Koło południa Dante pracował na swoim laptopie, ciągle w fotelu przy łóżku koło śpiącej dziewczyny, kiedy ta lekko się poruszyła. Podniósł wzrok, kiedy cicho jęknęła. Po chwili uniosła rękę do góry i zaczęła pocierać nią oczy. Nie widziała go jeszcze.

- Dzień dobry, śpiąca królewno, dobrze spałaś? - powiedział powoli zamykając laptopa, a jego basowy głos za wibrował w ciszy sypialni.

Kiedy dziewczyna usłyszała jego głos, na moment zamarła, tylko po to, żeby poderwać się gwałtownie z łóżka. Rzuciła się w stronę drzwi, ale nogi się pod nią ugięły i tylko runęła na podłogę.

- Cholera - zaklął tylko pod nosem. Rzucił komputer na łóżko i szybko podniósł się z fotela. Zanim obszedł łóżko, dziewczyna już zdążyła się tyłem wycofać w najdalszy kąt pokoju. Podciągnęła nogi pod brodę i z desperacją w oczach, rozglądała się po pokoju szybko oddychając. Zatrzymał się w połowie pokoju, nie chciał jej osaczyć, ale chciał, żeby go zauważyła. Uniósł dłonie do góry, w uspokajającym geście. Ona tylko podciągnęła kolana pod brodę, obejmując nogi rękami. Jej wzrok ślizgał się po ścianach, podłodze, meblach i na końcu zatrzymał się na nim. Patrzyła na niego jak ranne zwierzę, zapędzone w kozi róg, ale jeszcze nie do końca gotowe się poddać. Widział jak jej fioletowe tęczówki powoli analizują go uważnie, jego postawę, tatuaże, budowę ciała. Czuł się obnażony pod tym wzrokiem, miał wrażenie, że nie umyka jej żaden detal.

- Spokojnie mała, nikt Ci nie zrobi krzywdy. Nie chciałem Cię przestraszyć. Nic Ci tu nie grozi. - starał się mówić spokojnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów - chcesz pić?

Sięgnął ręką po karafkę z wodą i szklankę. Musiała być spragniona. Nalał wody i powoli usiadł na podłodze, jakieś dwa metry od niej. W ten sposób nie naruszał jej przestrzeni i przestał nad nią górować. Postawił przed sobą szklankę i delikatnie przesunął ją w stronę dziewczyny. Jej wzrok przeskakiwał teraz miedzy nim, a szklanką, ale po nią nie sięgnęła. Zastanawiał się przez chwilę. Nie ufała mu, to oczywiste, poprzedni ludzie, którzy ją trzymali, podawali jej narkotyki i leki, zapewne w jedzeniu. Sięgnął więc ponownie po szklankę, upił z niej sporo płynu i ponownie postawił ją przed dziewczyną. Chciał, żeby zobaczyła, że woda jest bezpieczna.

Zadziałało. Chwyciła szklankę i łapczywie ją opróżniła. Lekko się uśmiechnął. To był mały krok, ale w dobrym kierunku.

- Jak masz na imię? Rozumiesz chociaż o co pytam? Nie musisz odpowiadać, po prostu przytaknij, jeśli rozumiesz co mówię - czekał cierpliwie, ale nie dała żadnego znaku. Najwyraźniej nie rozumiała włoskiego. Spróbował po angielsku - imię, mała? masz jakieś imię?

Wciągnęła mocniej powietrze w płuca, w końcu jakaś reakcja na jego słowa.

- Czterdzieści cztery - powiedziała tak cicho, że ledwie ją usłyszał.

Numer. Podała tylko numer. Ten sam co na aukcji. Usta lekko mu się zacisnęły ze złości, ale nie na nią, tylko na ludzi, którzy zamiast imienia wpoili jej numer.

- To nie jest imię, mała, to jest numer - powiedział, starając się utrzymać emocje - czy ktoś kiedyś mówił do Ciebie inaczej, nawet dawno temu.

Patrzyła na niego, a w jej fioletowych oczach nie widział zrozumienia. Być może angielskiego też nie znała zbyt dobrze, a może po prostu nie rozumiała o co pytał.

- Ja mam na imię Dante - pokazał na siebie - ale wiele osób mówi do mnie Knox. Jak Ciebie nazywano, kiedy nie mówiono do Ciebie po numerze?

Milczała przez dłuższą chwilę. Wyciągnęła dłoń i wskazała na niego.

- Knox? - przytaknął, kiedy zapytała. Później wskazała na siebie i znowu cichutko powiedziała - Lilith.

- Lilith. To bardzo ładne imię mała. Potężne, ale bardzo ładne - powiedział powoli. Miała jakieś imię, chociaż fakt, że nazwano ją na cześć nocnego demona, nie poprawiało mu wcale humoru. - Lilith, jesteś głodna?

Nieustannie patrzyła na niego, a jej fioletowe oczy błyszczały niezwykłym blaskiem. Nie ruszyła się ze swojego miejsca na podłodze w kącie. Ale jej napięte do tej pory ramiona lekko się rozluźniły. Nie rozglądała się już nerwowo po pokoju, nie patrzyła na niego z przestrachem. Miał wrażenie, że początkowy strach w jej oczach zmienił się w zainteresowanie. Powoli przytaknęła.

- W porządku, ja też jestem głodny. Zadzwonię i zaraz ktoś nam przyniesie coś do jedzenia. - próbował się do niej uśmiechnąć. Wstał powoli, znowu unosząc ręce do góry. Odszedł w stronę okna i wybrał numer do Rio.

- Jestem, co potrzebujesz? - w słuchawce rozległ się głos Rio.

- Obudziła się.

- I? Powiedziała coś konkretnego?

- Nie wiele, jest wystraszona, do tego nie rozumie włoskiego, z angielskiego chyba tylko pojedyncze słowa. Ale jest głodna, poproś Marię, żeby przygotowała coś lekkiego, ale pożywnego. Niech nie wchodzi, tylko zostawi jedzenie pod drzwiami.

Kiedy się rozłączył, wrócił z powrotem na swoje poprzednie miejsce na podłodze.

- Jak Twoje nadgarstki Lilith? - dotknął swoich nadgarstków, pokazując jej o co mu chodzi - nie bolą?

Popatrzyła na otarcia na swoich nadgarstkach, zaczęła masować obolałe miejsca, ale pokręciła przecząco głową.

Dante miał wiele pytań, ale postanowił się z nimi wstrzymać, chciał jej pozwolić poczuć się najpierw bezpiecznie. Z resztą i tak zdawała się nie wiele rozumieć. Przez jakiś czas po prostu siedział na przeciwko niej w ciszy, pozwalając jej przyzwyczaić się do swojej obecności. Obserwował z dziwnym bólem w sercu jej kruche, chude ciało, to jak sukienka z aukcji zdawała się ją kompletnie przytłaczać, jednocześnie nie mogąc oderwać oczu od jej ślicznej twarzy. Wyglądała jak żywa lalka z porcelany.

W końcu dało się słyszeć ciche pukanie do drzwi, dziewczyna się wzdrygnęła, odsunęła od nich o kilkanaście centymetrów i niepewnie spojrzała na niego.

- To nasze jedzenie - wstał z podłogi podszedł spokojnie do drzwi.

Otworzył je, zabrał z podłogi tacę i położył ją po środku miedzy nimi. Na tacy były różne rodzaje pieczywa, rogaliki, chleb i bułki, do tego miska z owocami, jajecznica z boczkiem, mleko i granola. Lilith zerknęła na wszystko niepewnie. Dante podwinął spokojnie rękawy koszuli, odsłaniając tatuaże na przedramionach i zaczął jeść, nie patrząc na nią, ani jej nie zachęcając. W końcu, powoli się przysunęła kawałek i sięgnęła z ciekawością po truskawkę.

Obejrzała z bliska owoc, później go powąchała. W końcu delikatnie ugryzła truskawkę. Dante ukradkiem przyglądał się jak przez jej twarz przetoczyła się cała paleta emocji, od zaciekawienia, przez zaskoczenie, aż po wyraz błogości na twarzy i wręcz dziecięcą radość. Patrzył jak zahipnotyzowany, obserwując jak dziewczyna poznaje smak truskawki. Zwykły owoc wywołał na jej zmęczonej twarzy taką euforię, że od tego zaschło mu aż w gardle. Co ta dziewczyna musiała przejść, gdzie była trzymana i czym karmiona, że nie znała smaku zwykłej truskawki?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania