Dreszcz owiec 7

Z trudem zawlekliśmy Michaela do pokoju kuzynostwa. Aveline obiecała się nim zająć, cokolwiek miało to znaczyć. Ja wróciłem do siebie. Tym razem na łóżku znalazłem klucz. Jedyne z czym mi się skojarzył to zamknięte pomieszczenie tuż obok. Czyżby Lestrange jednak go odnalazł?

Pieprzyć pogodę, tajemnice i spadek. Sprawy się pokomplikowały. Musiałem się wynosić. Jakby tego było mało, zza ściany dobiegł glos Feliksa.

- Cały czas cię obserwuję. Spisałeś się na medal.

- Co było w tej fiolce?

- Już mówiłem, hiszpańska mucha. Mam dla ciebie nowe zadanie.

- Nic dla ciebie więcej nie zrobię.

- Nie masz wyboru.

- Tak? No to się zdziwisz.

- Chyba nie chcesz skończyć jak Michael? Pamiętaj, że też stoisz mi na drodze do spadku. Lubię cię. Na razie. No więc tak... Na strychu mam takie małe laboratorium. Zabawiam się ze zwierzątkami, ale eksperymenty na ludziach to inna sprawa. Chciałbym się przebranżowić. Przyprowadź tam Aveline, to razem się z nią zabawimy. To jak będzie?

- Spieprzaj, chory psychicznie zwyrolu.

- Oj, chyba popełniłeś błąd. Masz pecha. Przestałem cię lubić.

- Twój wuj dowie się o wszystkim.

- On już dawno wie, ale bardzo mnie kocha. Zdenerwowałem się na ciebie. Teraz spuszczę ze smyczy moje psy.

Znów usłyszałem odgłos mechanizmu. Nie miałem czasu się tym przejmować. Musiałem ukryć fiolkę. Mój wzrok padł na stojącą na oknie doniczkę. Ziemia była wyjątkowo rozmiękczona, Lestrange musiał niedawno podlewać kwiaty. Akurat wciskałem fiolkę w ziemię, gdy weszła Aveline.

- Co ty tam robisz? - zapytała.

- Ja? Nic. Wąchałem kwiat.

- Uważaj, bo to trujący gatunek. A propos trucizn... Już wiem, co się stało.

- Tak?

- Lestrange otruł Michaela.

- Co?

- On przygotowywał herbatę. Musiał coś do niej dodać. Chciał nas wszystkich się pozbyć. Dobrze, że nic nie piłam.

- No nie wiem, co o tym myśleć. Po co by miał to robić?

- Chodzi mu o spadek. Wuj na pewno przepisze mu część.

- Hmm... Jak tak teraz myślę... Tak, to na pewno on.

Nagle ponownie rozległ się mrożący krew w żyłach ryk i coś ciężkiego przebiegło tuż obok mojego pokoju, warcząc. Potem huknęło solidnie jakby bestia w coś uderzyła.

- Co to było? - szepnęła Aveline.

- Piesek Feliksa.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • maciekzolnowski 2 tygodnie temu
    Niezłe, a tytuł najlepszy!
  • fanthomas 2 tygodnie temu
    Dzięki, no tak sobie piszę dłuższe opowiadanie choć niestety mało osób czyta
  • maciekzolnowski 2 tygodnie temu
    W tych czasach więcej piszących niż czytających. ;-)
  • wicus 2 tygodnie temu
    Rozdziały, które przeczytałem wywarły na mnie absolutnie kapitalne wrażenie - cudownie łączą napięcie i humor!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania