Foto Zabawa→10→Wystawa
https://zapodaj.net/plik-1lrjuLCtV7
Wiele kotów wokół ćwierkało, że objazdowa wystawa obrazów malowanych ręcznie, skupi uwagę tłumu, na wielu wisielcach w ramkach. Z tej to przyczyny, cały kondon policji, otoczył budynek, by wejście przebiegło sprawnie i bez zakłóceń.
Wbrew jednak przewidywaniom, przyszło w sumie lub innej rybie, niewielu. A przynajmniej, nie tłum. Za to bardzo zaciekawionych, gdyż starsi, przyprowadzili stado dziatwy w wieku dopiero dorastającym.
Nie sprawdziła się też przepowiednia, iż wiele obrazów, wzbudzi wzwód zainteresowania. Nic z tego. Wzbudziło kilka, a dokładnie jeden, przy którym stała pani i obrazowo tłumaczyła:
– Kochane dzieci. Widząc wasze zainteresowane buzie…
– A czemu pani ma takie duże i nimi faluje? – chce wiedzieć Jasiu.
– Dziecko drogie. Skieruj wzrok na obraz. Przecież rozumek chłonny posiadasz, tak?
– A pani co tak do mojego wnuczka, w ten sposób. Mam nordic walkingiem przywalić?
– Cisza tam – wrzasnął ktoś. – Chcemy wiedzieć, na co patrzymy.
Faktycznie. Zrobiło się cicho. Pani zaczęła ciągnąć dalej.
– Szanowanej wycieczki, nasiąkniętej kulturą…
– Mój stary, czy innym nasiąknięty.
– Cicho babo!
… widzimy tu śliczną kobietę siedzącą na występku skalnym, spozierającą w dół. Zważcie na to, że słowo występek, to wypowiedź zamierzona z mojej strony.
– Czy aby na pewno? – przerwała Zuzia, między lizakiem a gumą?
Tłumacząca jednak nie dała się sprowokować i omawiała dalej:
– Siedząca to Bogini, którą to rodzina Bogów zesłała na Ziemię, by wprowadziła ład i miłość.
– Proszę przejść do meritum, a nie nam tu, brak miłości wypominać.
– No co za prostak z pana. Takiej ładnej pani konwersacje przerywać.
– Spokój tam, bo wam wszystkim w mordę przywalę. Miłość wyznaję do bliźnich i jam ciekaw, co dalej.
– Ja też – dodała Małgosia. – Nie wrzuciłam koledze do obiadu zdechłego szczura, tylko zaledwie mysz.
Widocznie ów wtręt podziałał, gdyż pani ponowiła tłumaczenie, pośród tajemniczych szeptów:
– Niestety. Jak się zapewne domyślacie, jakoś za bardzo do ładu z mieszkańcami owej krainy nie doszła. Nie chcieli się naprawić. Dlatego też postanowiła, zalać ją wodą. Póki co tylko tam, gdzie powinna być, by mieszkańcy mieli plażę i łódki do pływania oraz domostwa nie zalane.
– Ale chyba smartfonów nie utopiła? – zapytała Zosia ze zgrozą w oczach.
– Nie, drogie dzieci. Ale sytuacja nie legła znaczącej zmianie, oględnie mówiąc. Dlatego pewnego razu, gdy już miała wszystko zalać w pień i to nie zwykłą wodą, tylko znacząco podgrzanym kwasem, by skóry uciekły z twarzy oraz z innych członków, zauważyła nagle…
– Ja też kiedyś wrzuciłam lalkę do wrzątku, a mamusia zamyślona, chciała ją wyciągnąć i też jej zeszła, ale nie z twarzy, tylko z rączki, bo twarzą nie umiała wyciągnąć.
… że pewien człowiek, ratuje bliźniego, ze szczęk rekina szablastego, a pewna pani, przestaje wyrywać kłaki innej pani, a jeszcze inny, do kogoś się bezinteresownie uśmiechnął i przebaczył wszystko, jak leci.
– No i? – mruknął zawiedziony tłum.
– Co i? – odpowiedziała pani omawiająca. – Spójrzcie na obraz. Przeżyli, tylko domy nieco krzywe i woda gęsta, by trudniej pływać było.
Komentarze (1)
DD,
Macie z Cho nieograniczoną wyobraźnię, jakbyście byli jednym organizmem...
Ciekawie ujęta ilustracja, trochę straszno i trochę śmieszno. Brawo!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania