Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Gwiazdeczka cz. I (Zdzi*a tom II)

Aniela is back! Kolejny tom przygód seksownej morderczyni wjeżdża właśnie na tory. Pospieszny czy ekspres? Towarowy bądź osobowy? Kogo tym razem Joanna przygniecie ciężarem swojego ładunku? Trzymajcie się mocno siedzeń, bo hamulec ręczny dawno już wywaliła do kosza. Elżunia wita, Joasia przesyła buziaki, a Anielica strząsa kurz ze skrzydeł. Pióro umoczone we krwi zaczyna tango na pożółkłej kartce papieru. Jeden fałszywy ruch i naderwana stronnica wyląduje w rynsztoku. Ty decyduj: grasz, czy nie grasz? Pamiętaj tylko, że taryfy ulgowej nie przewidziano...

 

***

 

Stukot kół pociągu od zawsze mnie uspokajał. W szkole średniej musiałam dojeżdżać na zajęcia do pobliskiego miasta i godzinna trasa potrafiła mnie ululać lepiej niż matczyna kołysanka. Wystarczyło zamknąć na moment oczy, przykryć kurtką i już odpływałam. Nie potrzeba mi było nawet miejsca siedzącego. Umiałam spać na stojąco. Zasługa kar pojebanego ojczulka.

 

Dzisiaj wracałam do swojej wsi. Silna, ale i pełna obaw, co mnie tam spotka. Nic dziwnego, skoro nie miałam zbyt pochlebnej opini. Tatuńcio zawczasu zadbał, bym była dostatecznie niewiarygodna dla wszystkich mieszkańców. Wystarczyło raz donieść o jego sprawkach. Żaden gliniarz, rzecz jasna mi nie uwierzył. Ojczulek zamykał mnie potem w szopie na całe noce. Przez kolejny tydzień spałam w składziku na grabie i szczotki. Stąd ta umiejętność usypiania niemal w każdej pozycji. "Boże, jak ja strasznie go nienawidzę" – westchnęłam w duchu.

 

Z braku lepszego pomysłu postanowiłam się zdrzemnąć. Oby żadnemu dowcipnisiowi nie przyszło do głowy mnie budzić. Zerwana z wyrka potrafię dziabnąć. Łóżka było co prawda brak, ale zasada pozostawała święta (tak, takie też posiadam). Nie budzić, nie tykać, nie odzywać się. Zen i kompletna cisza... za wyjątkiem stukotu kół, oczywiście. Kołysanka zawsze wskazana, nawet jeśli dziewczynka trochę już sobie podrosła.

 

Zazwyczaj mam powalone sny. Ot, taka mieszanka scen łóżkowych, starych morderstw i wspomnień z dzieciństwa. "Cudne" obrazki, które ulatują z pamięci kilka chwil po przebudzeniu. Zostają tylko pot i czasem zaschnięte na policzku łzy. Staram się to wyprzeć ze świadomości. Po feralnej nocy z kumplami tatuśka, poszłam do psychologa. Żaden wstyd. Nigdy nie byłam głupia, chociaż na taką kreował mnie ojciec. Wiedziałam, że potrzebuję pomocy specjalisty. To dzięki Jurkowi podniosłam się na nogi. Jedyny facet, który nie chciał mnie zaciągnąć do łóżka. Dobry człowiek, świetny lekarz. Przyjaciel.

 

Drzemka przeniosła mnie dzisiaj gdzieś indziej. Bure miasto. Smutni i zalęknieni ludzie. Strach, który czaił się tuż za rogiem. Jednak mnie tam nie było. Tylko jako dziwny obserwator spogladałam na małą brunatnowłosą dziewczynkę w żółtej sukience, która z uśmiechem na buzi podskakiwała obok zielonookiego chłopca. Nie pasowali do tego miasteczka. Ona była zbyt delikatna. On zaś zachowywał się dojrzalej od jakiegokolwiek znanego mi nastolatka. Miał w sobie mrok, charakterystyczny dla ludzi skrzywdzonych. Widziałam krew na nadgarstkach. Wiele krwi. Przelanej w obronie własnej lub innych. Chociaż... gdzieś w głębi serca czułam, że kiełkowała w nim również mściwość. Och, jak ja dobrze to znałam...

 

Czy zabijałam szybko i bezboleśnie? Nie. Czy byłam litościwa? Rzadko. Chłopak stanowił więc moje lustrzane odbicie. Nie zdziwiło mnie zatem, kiedy podnosząc oczy ku niebu, powiedział: " Gdy cierpią niewini...", a ja od razu dokończyłam: "pojawiamy się my". Wtedy uśmiech zagościł na chłopięcej twarzy. Pokiwał głową, a rozwichrzone włosy nadały mu wygląd upadłego anioła. Patrzył mi prosto w oczy i już wiedziałam, że nie znalazłam się tutaj przypadkiem. Mogłam przysiąc, iż...

 

Szarpnięcie za ramię wybudziło mnie z letargu. Przed oczami zamajaczyła znajoma sylwetka. Chwilę zajęło, by maszyna we łbie zaczęła kotłować na powrót myśli. W końcu zmarszczyłam czoło i powiedziałam:

 

– Co ty, do chuja wafla tutaj robisz?!

 

No tego, to się serio nie spodziewałam...

 

//

 

Witajcie ponownie. Jak zapewne się spodziewaliście, nic u mnie nie pojawia się zupełnie przypadkiem. Tak jest i w tym momencie. Przytaczam tutaj marę senną Anieli, gdzie bohaterowie jawią się bardziej namacalni niż zwykle. Czy chcecie poznać ich historię? Jeśli tak, w imieniu Shoguna, innego autora na niniejszym portalu, zapraszam do jego serii "Krwawe słońce". Gwarantuję, że nie pożałujecie czasu poświęconego na lekturę. Dzięki za odwiedziny i do napisania niebawem. Serdecznie was pozdrawiam! Nie dajmy się jesiennej chandrze;)

 

~ Kocwiaczek

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Shogun miesiąc temu
    I nareszcie jest początek drugiego tomu :D Stary dobry klimat "Zdzi*y" utrzymany ;D
    Intrygujący początek, zakończony w dobrym miejscu.
    Czekam na więcej ;)
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Dodałam mały dopisek na końcu:) krótki, bo krótko, ale chciałam pozostawić niedosyt na koniec ;) Pozdrowienia!
  • Shogun miesiąc temu
    Kocwiaczek Merci ;) Ano, niedosyt najlepszy, gdyż powoduje, że chcę się więcej ;)
    Pozdrawiam również! :)
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    „obaw o to, co mnie”
    O to zbędne
    „Wystarczyło raz donieść o jego sprawkach na komisariacie.”
    Raczej na komisariat – na komisariacie by znaczyło, ze te sprawki miały miejsce właśnie tam, na komisariacie.,
    „Łóżka, było co”
    Bez przecinka
    „starszego niż wskazywała metryka.”
    Ale musiałaby widzieć metrykę, żeby to stwierdzić. Jeśli nie widziała, to na jakiej podstawie ten wniosek?

    No i bardzo mnie cieszy, że pojawia się druga część. Zobaczymy co tym razem wyszykujesz Anieli i spółce 😊 Czy znów będzie teatr masek, czy może jednak lalek?
  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Kukiełek ;) Poodcinamy sznurki :D Dzięki za popraweczki. Zardzewiałam trochę, ale powoli będę naoliwiać trakcję, by wagony mogły dalej sunąć wraz z rozwojem historii:D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania