Poprzednie częściInne kolory życia - część I

Inne kolory życia - część VIII

Na osiedlu, Morowo, 21 września 2011

 

– Pojebało cię! – Damian wyglądał, jakby patrzył nie na przyjaciela, ale na obcego faceta, o którym nic nie wie. To chyba było najgorsze.

– Wyluzuj – rzucił Felek, ale Damian wcale nie słuchał.

Siedzieli na ławce niedaleko centrum handlowego w Morowie. Parterowy kloc prężył się na środku betonowego parkingu w towarzystwie aut i latarni. Na przystanku obok zatrzymywały się autobusy wszystkich czterech linii miejskich oraz jedna przekraczająca granicę Morowa. Damian poważnie zastanawiał się, czy wsiąść w dwójkę i nie jechać na kwadrat. Miał okazję, a złość na Felka wcale nie mijała.

– Słuchaj, jestem obsrany, ale to może być coś.

– No może. Sprzątną cię przy pierwszej okazji. Co ty, nie wiesz, jak oni działają? A może to jakiś pieprzony test dla innego młokosa. Może jesteś celem. Sprawdzają, czy młody da radę odstrzelić innego.

Felek machnął dłonią, na co Damian o mało nie wrzasnął. Kończyła mu się cierpliwość.

– Jesteś idiotą, wiesz?

– No i co? Jestem idiotą, bo chcę czegoś więcej? Zazdrościsz mi?

– Będziesz z nimi się wozić?

Felek na moment zamilkł. Zaczął szukać w kurtce paczki fajek, ale potem przypomniał sobie, że miał kupić, jak spotkają się z Damianem. Nie kupił.

– Nie wiem, co będę robił. Mają mi powiedzieć. Na spotkaniu, dzisiaj o dziewiętnastej.

Damian spojrzał na zegarek. Dochodziła siedemnasta.

– Masz jeszcze czas, żeby się wycofać. Raczej nie będą z tego nic robić. Pomyślą, że spękałeś. Tyle.

– Wiesz dużo o nich. Aż za dużo.

Damian poczuł na twarzy wzrok Felka. Był tak samo zimny i karcący jak jego, gdy przyjaciel powiedział mu, że idzie na spotkanie.

– Wiesz, że moi kuzyni… no mówiłem ci już.

– Tak. Aż dziwne, że ciebie nie wciągnęli.

– Trzeba mieć zdrowo posrane we łbie, żeby do nich dołączyć.

Felek wstał i spojrzał w niebo. Słońce nie było takie jak kiedyś, w lipcu czy sierpniu. Stało się mdłe i na myśl nie przywodziło lipcowego żaru, ale raczej malowało ponurą jesienno-zimową przyszłość.

– Pociąg jest koło osiemnastej.

Damian wyciągnął dłoń. Trzymał w niej lekko zmiętego papierosa. Podał kumplowi, a ten wziął bez wahania.

– Nie wiesz, co robisz, Felek.

– Gdybym wiedział, na pewno bym nie zrobił.

Rozeszli się chwilę potem. Damian nie chciał iść na stację. Uważał, że prędzej wepchnąłby Felka pod pociąg, niż czekał tam z nim spokojnie, jakby nigdy nic.

 

***

 

Na stacji Morowo, 21 września, 2011

 

Główny budynek dworca z początku dwudziestego wieku był nieczynny od lat. Neoklasycystyczna bryła służyła przez ponad dwie dekady za miejsce spełnienia twórczego dla okolicznych grafficiarzy. Felek sam nie pamiętał czasów, gdy poczekalnia była otwarta dla podróżnych. Zawsze była zamknięta na cztery kłódki, a okna pozbawione szyb i zabite płytami paździerzowymi. Za budynkiem znajdował się jeden czynny peron, na którym stały dwie ławki. Przed deszczem chroniła prowizoryczna wiata - kawał blachy na dwóch podporach. Niedaleko, obok zarośli stał biletomat. Felek kupił jeden normalny bilet do przystanku Kiścinne. Wrzucił do urządzenia niecałe cztery złote i czekał na świstek. Miał akurat równo, co było ważne, bo automat dziwnym trafem nie miał czasami wydać nawet dziesięciu groszy.

Usiadł na ławce. Robiło się zimno. Miał przed sobą jeszcze dziesięć minut oczekiwania. Sądził, że będzie sam, ale po chwili dołączyły do niego dwie osoby. Nie znał ich. Jacyś emeryci. Wyglądali ponuro. Usiedli na drugiej ławce i bez słowa zlali się z otoczeniem w oczekiwaniu.

Coś, co ciężko by było nazwać pociągiem, zatrzymało się przy płycie peronu numer jeden minutę po czasie. Felek zauważył, jak maszynista obserwuje go dziwnym, troskliwym, ale jednak niepokojącym wzrokiem.

Wszedł do środka i zajął miejsce przy oknie. Nawet gdy jechał wieczorem albo nocą starał się zajmować miejsce jak najbliżej szyb. Obserwował świat za nimi i to go uspokajało nieustannie. A teraz, jak jeszcze chyba nigdy, naprawdę potrzebował się uspokoić. Gdy rozmawiał z Damianem, przez jedną małą chwilkę chciał go posłuchać i odpuścić. Ale potem uczucie minęło. Nie mógł się do niego przyznać, bo kumpel wykorzystałby to z nawiązką. Umiał wejść do głowy i zrobić taki bałagan, że zapominałeś, jak masz na imię, a potem, nim się obejrzałeś, siedziałeś w bezpiecznym mieszkaniu, w swoim pokoju i oglądałeś YouTube.

Gdy autobus szynowy ruszył, Felek przełknął ciężko ślinę. Kątem oka zauważył ponure, stare małżeństwo, które czekało z nim na stacji. Wyglądali jak diabły. Tak jest. Wysłannicy piekieł już wiedzą, że w Kiścinnym Felicjan Czerwiński nabierze powietrza do płuc po raz ostatni. Czekali, aż to się stanie. Potem do niego podejdą jak gdyby nigdy nic i zabiorą do otchłani. Bo przecież nie na kremówki do Wadowic.

 

***

 

Przystanek kolejowy Kiścinne, 21 września, 2011

 

W autobusie szynowym zapowiedzi głosowe od dawna nie działały. Pasażer orientował się w położeniu albo dzięki swojemu wyczuciu i liczeniu przystanków, albo patrząc na wyświetlacz pod sufitem, gdzie pokazywała się aktualna trasa i następny postój. Felek zagapił się i wysiadł w momencie, gdy słychać było już alarmujący dźwięk, oznaczający zakaz wychodzenia i wchodzenia. Maszynista zauważył, że chłopak podchodzi do drzwi, wiec cierpliwie wyczekał.

Gdy pociąg odjechał, na przystanku zapanował dziwny półmrok. Niebo było zachmurzone, wiatr wiał mocniej niż wcześniej. Felek wysiadł sam. Znikąd ratunku. Kiedy dwa żółte ślepia auta zapaliły się w oddali, wiedział, że to oni. Poszedł w tamtą stronę z duszą na ramieniu i sercem podchodzącym do gardła. Znowu ta myśl – mógł posłuchać się Damiana. Nie było już odwrotu. Szedł więc dalej, czując jak nogi z każdym krokiem miękną. Kiedy dotknął klamki tylnych drzwi auta, o mało nie zemdlał.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania