LBnP - 6 - Äänii
Więc. Kto kojarzy opowiadanie "Kaori"? Spoko, wiem że nikt (śmiech). Nie szkodzi. Wykorzystałam Bitwę do rozwinięcia tego uniwersum (głównie postaci), ale starałam się, by to nie było przeszkodą. Parę wyjaśnień jest na dole. Miłego.
Nadeszły.
Jak Maszyny Kroczące z Gwiezdnych Wojen.
Jak Tytani podczas Rumbling.
Olbrzymy. Mechy.
A przynajmniej jej brat je tak nazywał. To on oglądał tego typu filmy.
Przetoczyły się przez miasto, niszcząc to, czego nie zniszczyły wstrząsy powstałe od ich kroków.
Niektóre z nich zachowywały się jak… dzieci. Potykały się, wpadały na budynki. Albo trącały je metalowymi ramionami i wyglądały na zdziwione, że spadają. Potrząsały ludźmi jak grzechotkami, aż zostawały z nich worki pogruchotanych kości ociekające tym wszystkim, co powinno być w środku.
Kwiliły jak płaczące dzieci nie znające własnej siły, które nie rozumieją, że niszczą zabawki, próbując się nimi bawić.
„Dorosłe” roboty nie zwracały na nie uwagi. Po prostu parły naprzód.
Zastanawiała się, czy jako jedyna ma na tyle wyczulony słuch, by usłyszeć to kwilenie. Zastanawiała się, czy gdyby potraktowano poważnie jej ostrzeżenia, że coś jest nie tak, że słyszy coś dziwnego, to coś by pomogło.
To znaczy zastanawiała się później. Wtedy próbowała nie zginąć.
*
Najgorsze w tym całym „Kryzysie Rzeczywistości” było, że nikt tak naprawdę nie wiedział, co doprowadziło do końca świata. Tak, jakby każdy miał inną halucynację. Jedno było pewne – coś dokonywało zniszczeń. Bo skutki wszyscy widzieli po równo.
A potem wielu, zamiast działać, kłóciło się o to, co widzieli i kto zwariował.
Ktoś nawet twierdził, że widział niszczące miasto olbrzymie, nagie kobiety ze zwierzęcymi uszami i ogonami.
No cóż. Co kto lubi.
Tamtego dnia pogrzebała swoje imię. Nie został nikt, kto mógłby je wypowiadać.
*
Zerwała się w środku nocy, drżąca i przepocona. Robiła wszystko, żeby być cicho, sporo już się w tej kwestii nauczyła, ale nie dosyć. I tak usłyszeli.
– Miałaś koszmar, kochanie? Chcesz, żebym cię pocieszył? – wyraźnie słyszała… to. Nie potrzebowała śmiechu jego kompanów, ich porozumiewawczych mrugnięć, by zrozumieć aluzję. Pięćdziesiątą w tym tygodniu.
Otulił ją kocem w obrzydliwej parodii troski. Chciała być tysiąc kilometrów stąd.
Ma nóż przy pasie. Tuż obok. Wyjmij go. Dźgnij.
Nie zrobiła tego. Było ich więcej. Nie dałaby rady.
Wiedziała, że powinna być wdzięczna, że jeszcze tego nie zrobił. Że próbuje ją uwieść. Wiedziała, że nie będzie czekał wiecznie.
*
Pojawił się znikąd.
Koło trzydziestki. Uzbrojony po zęby. Z wyglądu bardzo podobny do nich. Dlatego powitali go z otwartymi ramionami. Chcieli, by do nich dołączył.
Przedstawił się jako Falke. What the fuck.
Kiedy ją zauważył, oczy zwęziły mu się na ułamek sekundy, poza tym twarz ani nie drgnęła.
Nawet kiedy przedstawili ją jako Maskotkę Szefa.
*
W nocy pozabijał wszystkich. Zamarła, gdy stała sobie sprawę, że oprócz ich dwojga nie słyszy niczyjego oddechu.
– Możesz wstać, wiem, że nie śpisz.
– Zabiłeś ich.
Trudno przeoczyć poderżnięte gardła.
– Wolałabyś, żebym tego nie zrobił?
…
– Więc co teraz? Chcesz mnie tylko dla siebie?
– Nie gustuję w dzieciach.
– Mam szesnaście lat!
– Tyle co mój bratanek. Nie zamierzam się powtarzać.
…
– Możesz mi nie wierzyć. W końcu w ogóle mnie nie znasz. Jeszcze.
*
– A więc, jak masz na imię?
Już nienawidzę tego uśmiechu. Uśmiechu aroganckiego dupka.
– Bo ci powiem.
– W porządku, nie musisz. Ale jakoś muszę cię nazywać, skoro prawdopodobnie spędzimy sporo czasu w swoim towarzystwie.
Zamyślił się na chwilę.
– Może… Äänii?
– Że co?
– Äänii. Po fińsku oznacza to „dźwięk”. Tak, domyśliłem się – dodał, widząc jej wyraz twarzy.
– Poza tym, jest wystarczająco podobne w brzmieniu do imienia Annie. Większość się nawet nie zorientuje. Podoba ci się?
– Jak tam chcesz.
– No to załatwione. Ruszajmy.
Odwrócił się do niej plecami.
Zwariował? Przed chwilą dał jej jeden ze swoich noży. Mogłaby…
Ruszyła za nim.
Äänii. Aan-i. Może być…
*
– Nie wymachuj tak nożem na wszystkie strony. Jeden dobry technicznie ruch jest wart dziesięciu byle jakich.
– Łatwo ci mówić, jesteś…
– Tak, dorosłym facetem, eks-komandosem, bla-bla-bla. Zapewniam, że dorosłemu facetowi wymachującemu głupio nożem powiedziałbym to samo.
…
– Nie jesteś gorsza, słyszysz? To prawda, że dwumetrowego faceta uczyłbym inaczej niż ciebie, ale to po prostu znaczy, że jesteście dobrzy w czym innym. Nie musicie walczyć tak samo, żebyście oboje walczyli dobrze.
…
– A teraz jeszcze raz. A potem wracamy do walki wręcz.
*
– CO TO MIAŁO BYĆ?!
– Wyprowadziłam kontratak…
– I kompletnie olałaś tych gości z tyłu?
– Sły…
– W dupie mam, że słyszałaś, to cię nie uratuje, gdy ciało nie nadąży! Jak będziesz tak ryzykować, to nici ze współpracy!
Współpracy. To, co kiedyś jej zaproponował, gdy zdali sobie sprawę, jak bardzo są podobni. Pomysł, aby zebrać grupę pięciu osób o wyjątkowo rozwiniętych zmysłach. Drużynę najemników, z którymi nikt nie może się równać. Na początku się z tego nabijała.
Był Wzrokiem. Ona miała być Słuchem.
– ZAMKNIJ SIĘ! Nie jesteś moim ojcem!
– I dobrze! Widać, że nie najlepiej cię wychował!
Na sekundę oboje zamarli.
Nie zablokował ciosu w twarz. Obrócił tylko lekko głowę, żeby nie rozwaliła mu nosa. Zasłużyłem, powiedział później.
Reguła numer jeden od tamtej pory: zero osobistych wycieczek. Po obu stronach.
*
Jest jak pies, pomyślała, kiedy Kaori przypadła do ziemi, marszcząc nos. Nic dziwnego, że jest ubrana od stóp do głów, jak ciągle się po niej wala. I... naprawdę ma dwadzieścia dwa lata?
Zerknęła na Falke, ale z twarzy nie sposób było wywnioskować, co myśli. Zamknął się trochę w sobie, trzymał się sztywno, odkąd do nich dołączyła. Dopiero wtedy Äänii zdała sobie sprawę, jak bardzo rozluźnili się w swoim towarzystwie od początku.
Intruzka.
Chociaż trochę ją bawiło, jak pewny siebie mężczyzna (arogancki dupek) próbuje na nowo odnaleźć się w sytuacji i zachować kontrolę nad grupą. W tym nad kimś, kto rzucił się na niego i sprowadził na nich gniew całego miasta z powodu pomylenia zaimków. Nie mówiąc o tym, co było później…
*
– Jak to nie lubisz walczyć?!
– Nie lubię, no! Unikanie walki jest sto razy lepsze. Ja tu od polowania jestem.
– A co to za różnica?!
– Taka, że trzeba coś jeść. Walki z ludźmi są głupie. I ludzie cuchną. Nawiasem mówiąc, co do was nadal nie zmieniłam w tej sprawie zdania.
– W barze taka pokojowa nie byłaś!
– Wkurzyłam się, okej?! I mówiłam, że nie chciałam ich podburzyć! To miała być zwykła szarpanina!
– Ty w ogóle wiesz, po co tutaj jesteśmy!
– To nie tak, że spisaliśmy umowę, zanim to się odwaliło!
Äänii dopiero teraz zdała sobie sprawę, że od jakiegoś czasu kuca kilka metrów dalej, zasłaniając uszy rękami.
– Starczy! – Jonatan wszedł między nich. Zastanawiała się, czy po prostu miał dość czy zauważył co się dzieje wcześniej niż ona.
W każdym razie jako mediator okazywał się zbawienny.
*
Jonatan.
Teoretycznie niewiele starszy od niej, w praktyce przez większość czasu sprawiał wrażenie, jakby miał z pięćdziesiątkę.
Mimo to okazało się, że całkiem fajnie się z nim gada. W pewnym momencie nazwała go Jedynym Normalnym – dyskutowali właśnie na takie poważne tematy, jak Star Trek vs. Gwiezdne Wojny i jedyny słuszny sposób przyrządzania jajka na miękko. (Oczywiście, że ścięte żółtko! Rozlane jest obrzydliwe.)
– To dlatego, że nie mam supermocy? – zapytał.
– To nie supermoce, to bardzo rozwinięte zmysły. I nie, jesteś po prostu… normalny. W dobrym sensie.
Czasem się na mnie patrzysz, ale nie w sposób, za który Falke poderżnąłby ci gardło. Nie przeszkadza mi.
Rozmowa skręciła na poważniejsze tematy. Opowiedział jej swoją historię. A raczej nie tylko swoją. Opowiedział jej o Małej. O tym, że dzięki niej jest tym, kim jest teraz.
– Pewnego dnia po prostu zniknęła – powiedział.
– Ale wiem, że istniała naprawdę.
Äänii zastanawiała się, jak mu delikatnie uświadomić, że żyją w świecie, który jakiś czas temu został zalany przez wszystkie możliwych halucynacje i nadal się z tego otrząsa.
– Zostawiła po sobie to.
Wyciągnął zza koszuli małe piórko. Przypomniała sobie, że musnął ręką po tym miejscu, kiedy pierwszy raz ich spotkał.
Nadal miała ochotę powiedzieć, że to mogło być pióro jakiegoś ptaka, które po prostu sobie tam leżało, gdy on rozpaczliwie potrzebował dowodu. Ale chyba wolała mu wierzyć.
Przez chwilę milczeli. Ocuciło ją lekkie dotknięcie w ramię.
– Wiesz, że jak coś, to też możesz porozmawiać, nie? Nie naciskam.
Uśmiechnął się lekko. Nie zareagowała, więc po chwili odwrócił się i wrócił do pozostałych. Ale nie wyglądał na rozczarowanego.
Zerknęła za siebie. Kaori opowiadała coś z przejęciem. Czasy „docierania się” już minęły – a raczej wkroczyły w nową, spokojniejszą fazę. To dobrze, bo udało im się wytypować miejsce, gdzie prawdopodobnie znajdą kolejnego członka grupy. Smak, tym razem. Jonatan teoretycznie mógł pójść swoją drogą, kiedy znajdą jakieś w miarę cywilizowane miejsce, ale nic nie wskazywało, by zamierzał. Albo żeby ktokolwiek chciał jego odejścia. Falke zerknął na nią.
– Wszystko w porządku, Äänii?
Skinęła głową. I chyba naprawdę tak było.
Nie była jeszcze gotowa. Ale miała wrażenie, że wkrótce przyjdzie czas, kiedy otworzy się trochę przed swoją nową… rodziną? To chyba właściwe słowo. Falke – nie, nigdy nie będzie jej ojcem. To by było awkward. Ale… kimś podobnym. Kaori mogłaby być… prawie starszą siostrą? Brrr. No i Jonatan, który był… nie była pewna, kim? Albo nie miała odwagi o tym myśleć. Ale podobało jej się to.
Äänii. Jej nowe imię. No, już nie tak nowe. Ale wciąż.
Tak. Może być.
✂️
Der Falke to po niemiecku "sokół".
Kaori - japońskie imię żeńskie oznaczające "zapach".
Sprawa z pomyleniem zaimków - to było szczegółowo opisane w opowiadaniu "Kaori" - Falke, nie wiedząc, że to żeńskie imię, pytał o "tego, kogo zwą <Kaori>", a ona to usłyszała i się wkurzyła.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania