Nożownik. Rozdział 5

Marynarze, którzy podróżują do odległych, tropikalnych krajów orientalnej Azji lub położonej na drugim krańcu świata Ameryki, często opowiadają historie o egzotyce tych miejsc. Jednym z ich ulubionych tematów (zaraz po kobietach) jest jedzenie. Kilka razy słyszałem o orzechach kokosowych. Wielkie, brązowe skorupy wypełnione słodką cieczą o aksamitnym smaku, przypominającą mleko. Bardzo trudno jest taki owoc otworzyć, bez rozlewania płynnego miąższu. Czasem, gdy kokos jest stary, mleczko w środku wyparowuje lub wsiąka w skorupę. Człowiek męczy się z otworzeniem owocu a w środku znajduje tylko pustkę i nieprzyjemny smrodek.

Taką pustą skorupą okazał się mój umysł, gdy tylko ujrzałem Michaela. Wszystkie myśli zniknęły, jak kamień wrzucony do wody powoli rozpływa się w jej czarnych odmętach. Mimo iż wiedziałem, że nadal gdzieś tam leżą na dnie, nie mogłem ich wyłowić z gęstej pustki. Wszystkie moje mięśnie zamarły w bezruchu. Napięły się, gotowe do ucieczki. Byłem młodym wilczkiem, który chciał skosztować martwej sarny, ale niestety natknął się na jej zabójcę – niedźwiedzia.

Przez twarz lokaja przemknęła słona nutka zaskoczenia, ukazując na krótki moment jego ludzkie oblicze, jednak szybko powróciła do swojego naturalnego stanu spranej z emocji szmatki. Nasze spojrzenia spotkały się na niebezpiecznie długą chwilę. Z jego czarnych jak węgielki oczu nie wyczytałem nic, jednak sam poczułem łaskotanie w kręgosłupie, kiedy mężczyzna się we mnie wpatrywał, zwalniając lekko własne ruchy. Czytał z mojej twarzy jak z otwartej, wielkiej księgi. Michael wykonał lekki ruch ciałem, jakby się otrząsał z zimnej wody, po czym pochylił się nad stoliczkiem, schwycił leżące na nim przedmioty i wyszedł, jakby w ogóle mnie nie zauważył.

Przez chwilę stałem w miejscu w którym się zatrzymałem, analizując sytuację. Nie wiedziałem, czy mam się cieszyć czy też martwić, że mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Jeśli powie coś kapitanowej, mogę mieć zapewnioną poranną awanturę i nieprzyjemne uwagi dotyczące mego „skandalicznego” zachowania. W sumie niewiele mnie obchodziła starsza kobieta. Większy niepokój, jak i zarazem niewyjaśnioną ciekawość, budziły motywy i myśli lokaja.

Z zamyślenia brutalnie wyrwał mnie zirytowany żołądek, wykonując jakiś nieprzyjemny, gwałtowny skurcz. Usiadłem za stołem i wziąłem się do jedzenia, ale mój apetyt gdzieś uciekł i schował się głęboko, a dobry humor chyba podążył za jego przykładem. Mimo wszystko zjadłem całą porcję, nie zwracając uwagi na fakt, że jedzenie i herbata już wystygły. Gdy skończyłem, wziąłem brudne naczynia i odniosłem je do kuchni. Kobieta, z którą wcześniej rozmawiałem spojrzała na mnie zaskoczona.

- Co pan robi..? – zdziwiła się.

- Odnoszę naczynia. – wyjaśniłem oczywistość.

- Oj nie trzeba było, przecież my byśmy zabrały, można zostawić. – powiedziała i machnęła ręką gestykulując intensywnie, a na jej twarzy pojawił się lekki, trochę zawstydzony uśmiech.

Dobrze wiedziałem, że nie musiałem po sobie sprzątać, ale czułbym się jak niewychowane dziecko gdybym zostawił po sobie bałagan. Wiem, że służba jest po to, aby służyć, jednak są rzeczy które mimo wszystko mogłem zrobić sam. Kiwnąłem tylko kobiecie głową, po czym udałem się w stronę wyjścia. Jej szczery uśmiech poprawił trochę mój nastrój.

Na korytarzu było ciemniej niż w pomieszczeniach. Gdy głód zniknął, ciało już przygotowało kolejną potrzebę do spełnienia. Poczułem ciężkość powiek, które zsunęły się odrobinę niżej, niczym kurtyna w operze, ograniczając jedno, niedokładne medium, które łączyło mnie z rzeczywistością, czymkolwiek ona była. Skierowałem swe kroki w stronę przydzielonego mi pokoju. Idąc, rozglądałem się podejrzliwie na boki, jakby z kłębiących się po kątach cieni miało wyłonić się jakieś niebezpieczeństwo. Otworzyłem drzwi i wszedłem do swojej sypialni. Zdjąłem koszulę i buty, odsłaniając nagą skórę, która szybko pokryła się nierównymi pagórkami gęsiej skórki. W pokoju było dosyć chłodno, możliwe że rozpalenie w kominku podniosłoby temperaturę. Jednak byłem zbyt zmęczony aby próbować ujarzmić ogień i postanowiłem, że gryzący koc będzie wystarczającym źródłem ciepła. Położyłem się na łóżku, nadal nie mogąc się przyzwyczaić do braku delikatnego kołysania fal. Byłem jednak na tyle zmęczony, że szybko moja dusza opuściła ciało, aby hulać gdzieś na granicy dnia i nocy. To przytulił mnie sen, młodszy brat śmierci.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • KarolaKorman 01.01.2017
    Naprawdę dobre opisy. Lokaj jest irytujący, a Jack ma fajne przemyślenia, 5 :)
  • Jack Ripper 02.01.2017
    Dzięki Karola :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania