Poprzednie części:  Pokażę wam wszystkim . 1

Pokażę wam wszystkim 6

Pracował uczciwie, ale bardzo tęsknił za matką. Postanowił odwiedzić rodziców jak tylko będzie mógł. Nie wiedział, czy rodzice jeszcze mieszkają na wsi, czy nie – nie miał z nikim z rodziny kontaktu.

Pomyślał jednak, że pojedzie w rodzinne strony, a tam ludzie mu podpowiedzą.

Na początku września zapytał szefa, czy będzie mógł wziąć kilka dni wolnego.

– Bardzo potrzebujesz? – zapytał pracodawca.

– Szefie, może nie bardzo, ale prawie od roku nie widziałem się z rodzicami. Chciałbym szczególnie odwiedzić mamę. To jak, da mi szef wolne?

– Tak, chłopaku, nawet tydzień. Daleko masz do tych rodziców?

– Ponad dwieście kilometrów. Pociągiem, a potem trochę autobusem.

– Wiesz, pytam, bo… ty masz w ogóle prawo jazdy?

– Mam, szefie. A dlaczego szef pyta?

– Tomek, lubię cię. Mam wolny samochód do sprzedania, mógłbym ci go tanio puścić.

– Naprawdę? – ucieszył się.

– Tak, Volvo. Rocznik wiadomo, starszy, ale w bardzo dobrym stanie. Ty chyba trochę znasz się na samochodach?

– Szefie, przyznam się – uśmiechnął się. – Jestem po zawodówce, mechanik pojazdów, głównie samochodów.

– Serio? No wiesz co, Tomek, zaskoczyłeś mnie teraz. Naprawdę się na tym znasz?

– No znam, pracowałem nawet trochę w warsztacie.

– To dobrze wiedzieć, bardzo dobrze. Ale jak z tym samochodem? Chcesz czy nie?

– Pewnie, że chcę, szefie! Sam sobie go podrasuję. A ile szef chce za niego kaski?

– Myślę, że sześć tysięcy to będzie dobra cena. Chodź zobaczyć, stoi w garażu.

Auto było w stanie więcej niż dobrym. Wprawdzie kilkunastoletnie, ale niepordzewiałe, czyste w środku, w beżowym kolorze i z jasnobrązową tapicerką. Tomkowi aż oczy się zaświeciły.

– Biorę, szefie. Zaraz przyniosę kasę.

– Poczekaj, musimy najpierw przepisać je na ciebie i zrobić opłaty, bo te się skończyły.

– Dobrze. Ale się cieszę, szefie! Pojadę swoim autem

Następnego dnia załatwili wszystkie formalności. W kolejnym tygodniu auto już oficjalnie należało do Tomka. Ostatniego dnia września chłopak pojechał do rodziców. Elegancko ubrany, pięknym autem wjechał do wsi.

Niestety, rodzice już tam nie mieszkali. Podjechał pod dom, w którym mieszkał Janek. Akurat mama Janka była na podwórku. Wysiadł z samochodu i podszedł do furtki.

– Dzień dobry! – zawołał.

Kobieta gwałtownie się odwróciła.

– Pan do kogo? – zapytała.

– Nie poznała mnie pani? To ja, Tomek.

– Tomek?! – zdziwiła się. – Wejdź.

– Szukam rodziców. Nie wie pani, gdzie teraz mieszkają?

– W miasteczku, na obrzeżach. Mają taki mały, zielony domek z ogrodem.

– A przy jakiej ulicy?

– Czekaj… Wiolinowa, tak.

– Dziękuję, pani Zielińska. Do widzenia!

Wjeżdżając do miasta, od razu zauważył mały, zielony domek. Wysiadł z auta, podszedł do furtki i nacisnął klamkę. Była otwarta. Wszedł na podwórko, podszedł do drzwi i mocno zapukał. Otworzyła mu mama. Nie odezwała się ani słowem, tylko mocno go przytuliła. Dopiero po chwili zawołała w głąb domu:

– Zenon, Tomek wrócił!

Oboje rodzice ogromnie ucieszyli się z jego przyjazdu. Mama od razu zakręciła się przy kuchni – podgrzała zupę, nalała do talerzy i rozmawiali, jedząc.

– Synku, gdzie ty się podziewasz? – pytała, uradowana, że go widzi.

– W Warszawie mieszkam i pracuję, mamo. Samochód kupiłem.

Ojciec wyjrzał przez okno. Rzeczywiście, auto stało przy ich ogrodzeniu.

– To twoje? – zapytał.

– Moje, tato. Volvo, super bryka.

– Ładne… A jak ci się tam żyje w tej Warszawie?

– Dobrze. Ale co u was? Jak się czujecie?

– Dobrze, synku – odezwała się mama. – Jak widzisz, gospodarkę sprzedaliśmy, poszła w dobre ręce, a my przenieśliśmy się tutaj. Wiesz, tak jest wygodniej. Mamy centralne

ogrzewanie, ciepłą wodę, nie musimy palić w piecu, bo to wszystko jest z miasta. Zobacz sam, nieduży ten domek, ale nam wystarcza. Trzy pokoje, spora kuchnia, no i ten ogród. Tylko zwierząt nam trochę brakuje.

– A ty, tato? Jak ci tutaj jest? – Tomek zapytał ojca.

– Tak jak mówi mama, nie żałuję. Wy wszyscy poszliście na swoje. Myślałem na początku, że ty zostaniesz, ale później to przemyślałem – najmłodszy jesteś, co byś robił na wsi? Jak już z mamą pomrzemy, to podzielicie się tym wszystkim, co mamy.

– Tato, nie myśl o tym! Za młody jeszcze jesteś, żeby myśleć o odchodzeniu – roześmiał się chłopak.

– Młody to jesteś ty, synu. Ja już przekroczyłem siedemdziesiątkę.

Rozmowom nie było końca, mama nie mogła się nacieszyć jego widokiem. W końcu wszyscy, zmęczeni, poszli spać dopiero po północy.

U rodziców spędził cztery dni. Piątego dnia, wyposażony w torbę pełną dobrego jedzenia, odjechał, obiecując, że będzie przyjeżdżał częściej.

Święta Bożego Narodzenia również spędził u rodziców. Spotkał się wtedy z rodzeństwem – to były radosne święta dla całej, dużej rodziny. W Sylwestra bawił się z Piotrkiem i nowo poznanymi dziewczynami na Placu Defilad. Nowy Rok upłynął mu na odsypianiu zarwanej nocy. Pracodawca dał wszystkim wolne aż do święta Trzech Króli, a potem znów trzeba było wracać do pracy.

Pewnego dnia Tomek odebrał wiadomość z nieznanego numeru z prośbą o kontakt. Oddzwonił, przedstawił się i zapytał, o co chodzi. Po drugiej stronie odezwała się dziewczyna – a może kobieta – która miała bardzo miły, młody głos. Powiedziała, że ma na imię Sara i chciałaby się z nim spotkać.

Zaintrygowany umówił się z nią w Centrum, przy hotelu Metropol. Kiedy przyjechał o wyznaczonej godzinie, zobaczył, że przy wejściu do hotelu stoi młoda dziewczyna. Wysiadł z auta i podszedł do niej.

– Witaj. Ty jesteś Sara? – zapytał.

Drgnęła i odwróciła twarz w jego stronę.

– Tak. A ty to Tomek? Cześć – wyciągnęła dłoń.

Była bardzo ładna, ale chłopak ze zdziwieniem zauważył, że jest ciemnoskóra.

– Nie gryzę, nie bój się – zauważyła jego zaskoczenie.

– Nie boję się – odpowiedział, przywdziewając swoje dawne, bezczelne oblicze. – Kto dał ci mój numer?

– Chodź, wejdziemy do środka, pogadamy przy kawie – zaproponowała.

Weszli do kawiarni na piętrze i zamówili kawę. Sara zdjęła płaszcz i odwiesiła go na wieszak.

– Jesteś zaskoczony? – zapytała.

– Tak. Jesteś…

– Jestem mulatką – weszła mu w słowo. – Nie znasz mnie, bo nie miałeś okazji mnie poznać. Przyjechałam do Polski niedawno.

– Ale po co mi to mówisz? Przejdź do konkretów.

– Moja mama jest Polką, a tata Tanzańczykiem. Mówię po polsku, bo mieszkałam z mamą przez piętnaście lat, a ostatnie pięć spędziłam w Tanzanii z tatą.

– A twoja mama? – zapytał.

– Moja mama to Lolita – roześmiała się. – Widziałam twoje zdjęcia u mamy i poprosiłam ją o numer.

– Och, kurwa… – zaklął pod nosem. – Lolita nie mówiła, że ma córkę.

– Bo myślała, że nie wrócę. I wiesz co? Wiem, że byłeś jej kochankiem.

– Pochwaliła ci się?

– Nie musiała, ale przyznała się, kiedy ją o to zapytałam.

– A ty? Dlaczego właściwie chciałaś mnie poznać?

– Mama mówiła, że jesteś taki piękny. Dlatego – odpowiedziała z rozbrajającą szczerością.

– I jakie wrażenie odniosłaś?

– Jesteś piękny – roześmiała się.

– Ty też jesteś ładna. Fajnie było cię poznać, ale muszę już uciekać. Podwieźć cię gdzieś?

– Dziękuję, mam auto, ale możemy wyjść razem.

Wyszli na ulicę. Przy pożegnaniu Sara zarzuciła mu ręce na szyję i mocno pocałowała go w usta. Był zaskoczony, ale z przyjemnością odwzajemnił pocałunek. Podobała mu się ta „czekoladka”, jak nazwał ją w myślach, i był pewien, że to nie było ich ostatnie spotkanie.

Następne części:  Pokażę wam wszystkim 7

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania