Rebenyx - W kniei dzikich serc (rozdział drugi?)

//ilustracja do rozdziału: https://drive.google.com/file/d/1-JKjsdN5nn81Z4BlH-lBafEb_f66TNdC/view?usp=sharing //

 

rozdział drugi: człowiek i człowiek

 

Minęła godzina.

Roba zaczęła ogarniać senność. Nie działo się absolutnie nic. Pilnowano go jak jakiegoś niezwykle cennego skarbu. „Wilczyca” po prostu siedziała, obserwując go. Mężczyzna co jakiś czas wstawał, przechodził od ściany do ściany, a czujny wzrok ciągle za nim podążał. „Wilki chyba tak nie robią” – pomyślał, zastanawiając się, co właściwie chce osiągnąć ta dzika dziewczyna.

Siedząc naprzeciw niej, starał się wymyślić kolejny plan ucieczki. Podpierając głowę dłonią, patrzył na polanę, na spokojnie kołyszące się drzewa w oddali, zauważył nawet, że gdzieś tam przeleciał bażant, końcówkami piór zahaczając o wysoką trawę. Na zewnątrz słońce grzało, ale w skalistej grocie temperatura była duża niższa. Zeszłą noc przespał, bo miał ubrania. Teraz zostały mu tylko pobrudzone gacie, zabłocone buty i scyzoryk, który jakiś cudem zdołał wyciągnąć z kieszeni nim jego spodnie zostały rozerwane na strzępy. „Muszę się przystosować. Ubrań póki co nie zdobędę. Jej też nie oskóruję. Nie da mi się do siebie zbliżyć”.

Potęga tej drobnej dziewczyny w pewien sposób go fascynowała, a z drugiej strony przerażała. Nigdy wcześniej nie był w tak patowej sytuacji. Gangsterska strzelanina lub ucieczka przed agentami demokratów wydawały się być przy tym kaszką z mleczkiem. Tutaj nie miał planu, nie miał broni, nie miał dodge’a czekającego na parkingu. Był sam na sam ze zwierzem. A nawet nie z jakąś dziką bestią – to był człowiek. Ludzie sami w sobie są nieprzewidywalni, a ci wychowani przez las tym bardziej.

„Sama chyba nie wie, czego ode mnie chce” – pomyślał, przechodząc w stronę stosu kości. „A jakbym sięgnął po kość?”. Schylił się, wziął do ręki połamaną piszczel sarny. „Zero reakcji…”.

— Aport!

Dziewczyna nawet się nie odwróciła.

„Nie przeszkadza jej, że wyrzucam jej zapasy? Za kogo ona mnie uważa?”.

Rob doznał olśnienia. Zbliżył się do „wilczycy”, usiadł ledwie metr, dwa, naprzeciw niej. Nastroszyła uszy, szorując tyłkiem o podłoże cofnęła się trochę do tyłu. Odłożył trzymany w dłoni scyzoryk na bok. „Może boi się moich tatuaży? Nie, nie może być tak głupia”.

— Rob! — powiedział wskazując kciukiem na siebie.

Dziewczyna rozszerzyła oczy, zamrugała szybko.

— Ja – Rob! — powtórzył, wykonując ten sam gest.

„Wilczyca” zbliżyła się. Nie wyglądała na przestraszoną. Klęcząc, wyciągnęła rękę, łapiąc go za kolano.

— Rob!

Podeszła jeszcze bliżej. Zaczęła obwąchiwać jego twarz. Po chwili się cofnęła i patrzyła z zaciekawieniem.

„Chyba zaczaiła. Może już kiedyś spotkała jakiegoś człowieka? Dziwnie reaguje na mój głos, ale coś tam jej się ruszyło w móżdżku”.

Rob odetchnął. Trochę się zestresował, myśląc, że takie okrzyki mogą ją sprowokować do ataku albo wywołać jakąś nieprzewidzianą reakcję. Okazało się jednak, że to po prostu taki dziwny pies zaklęty w ciele nastoletniej dziewczyny. Doszedł do wniosku, że ona zdaje sobie sprawę, że są podobni. Dlatego nie wiedziała, co z nim zrobić. Wcześniej, jak myślał Rob, miała do czynienia jedynie ze zwierzętami, a ludzi widziała i słyszała co najwyżej z oddali. Dlatego też go uratowała i zaciągnęła tutaj – w przeciwieństwie do wilczych braci była ciekawa nowego i najpewniej poczuła, że w końcu odnalazła coś, co ma więcej wspólnego z nią.

„Jest dobrze. Dała się rządzić wilkom, bo czuła się wobec nich gorsza. Ja jednak jestem człowiekiem takim jak ona, więc nie wie, czy ma rządzić, czy się podporządkować. Oswoję ją i wydostanę się z tej puszczy. Z nią albo bez. (Wolałbym bez…)”.

— Ech, trzeba by nadać ci imię… — powiedział, łapiąc się za głowę. — Onyx? Carmen? Nie, to oklepane… Hmmm… Wiem! Kira! — Wskazał na nią palcem. — Będziesz Kira!

Dziewczyna się… uśmiechnęła? Dziwnie to przynajmniej wyglądało. Była naprawdę blisko i patrzyła dość łagodnym wzrokiem. Głównie to się zmieniło w jej sylwetce. Wcześniej nie mogła spuścić go z oczu, jakby przeczuwając jakieś zagrożenie. Teraz, gdy zaczął mówić, wskazywać, poczuła się trochę pewniej. Było to bardzo różne od jakichkolwiek dźwięków puszczy i odgłosów zwierząt, więc pozbywając się uprzedzeń po prostu słuchała, próbując cokolwiek zrozumieć.

— Ty – Kira — Kontynuował naukę imion. — Ja – Rob. Kira. Rob. Kira. Rob. Kapujesz?

Nie za bardzo wiedział, czy jej statyczne siedzenie i rozwarte usta to potwierdzenie, czy zaprzeczenie. Wstał, usiadł trochę dalej i na kilka minut zamilknął. „Oby się udało…”.

Dziewczyna przeszła trochę bliżej. Dystans nie był duży. Uznała, że teraz może się zbliżać do Roba. Położyła się na ziemi i obserwowała go od dołu.

— Kira!

Zerwała się z miejsca, prawie do na niego wskoczyła, chcąc się zbliżyć.

— Super — powiedział Rob z wyraźnym entuzjazmem. — Dobra Kira — Chciał ją pogłaskać po głowie, lecz od razu się cofnęła. — Jeszcze za wcześnie? Niech ci będzie. Tyle dobrego, że reagujesz na imię.

Kirze zaburczało w brzuchu. Nic dziwnego – od wczorajszej nocy nic nie jadła. Rob zorientował się, że również porządnie zgłodniał. Z nim było nawet gorzej – ostatnią zupkę instant zjadł półtora dnia temu. Jakoś o tym nie myślał uciekając, ale teraz, gdy sytuacja się uspokoiła jego ciało zaczęło się domagać uzupełnienia energii. Wody też już dawno nie widział – biegnąc przez las zdążył wypić do cna zebraną w butelkę deszczówkę i to by było na tyle.

Kira, jakby nie zwracając na niego uwagi, podeszła do stosu kości i zaczęła obgryzać kość udową jakiegoś wielkiego zwierza. Obejrzała się na chwilę w jego stronę i jakimś dziwnym piskiem albo warknięciem chciała go zachęcić do jedzenia.

— Chyba podziękuję… — powiedział Rob, podchodząc do krawędzi groty.

Na polanie właśnie pasła się samotna sarna…

— Kira!

Dziewczyna momentalnie oderwała się od kości i zbliżyła do niego. Wyglądając przed siebie szybko dostrzegła zwierzynę.

— Tam! Bierz!

Nawet bez komendy Kira by to zrobiła. Chwilę obserwowała, warczała i gdy tylko sarna znalazła się odpowiednio blisko, wystrzeliła jak z procy, nie dając nieświadomemu zwierzęciu szans na ucieczkę. Owszem, łania zdążyła nieco pobiec, lecz wobec zatrważającej szybkości dziewczyny-wilka nie mogła nic więcej zrobić. Kira rzuciła się na nią, wbiła paznokcie i zęby w bok i przewróciła na ziemię. Zwierzę wierzgało, tryskało krwią, ale niedługo – „wilczyca” skoczyła na kark i zatapiając weń wyostrzone kły szarpnęła, wyrwała kawałek mięsa i chwilę potem sarna leżała już martwa.

— Kira! Waruj! Stój! — wykrzykiwał Rob, biegnąc w jej stronę.

Wychodząc na zewnątrz od razu poczuł się swobodniej. Ciepło słońce, smaganie trawy po łydkach – było to dużo lepsze niż zimna skała i smród moczu do którego, o dziwo, zaczął się już przyzwyczajać.

Kira warknęła, nie chcąc odstąpić od zdobyczy. Jej twarz ociekała krwią, oczy miała dzikie i groźne – Rob trochę się wzdrygnął, ale nie miał zamiaru odpuścić.

— Nie zabiorę ci tego. Odsuń się. — Wyciągnął ku niej dłoń.

Dziewczyna cofnęła się trochę, jakby bojąc się dotyku.

Truchło wyglądało imponująco. Dużo mięsa, mocne nogi, gładka sierść. Rob pokazał Kirze scyzoryk. Podszedł do niej i na jej oczach wyciągnął ostrze.

— Patrz — powiedział, z niemałym trudem wykrawając kawałek udźca. — Bierz — Podał jej ociekający krwią plaster.

Dziewczyna niepewnie wyciągnęła dłoń i szybko pochwyciła mięso. Odwróciła się plecami i zaczęła powoli jeść. „Tak się zdobywa zaufanie” – pomyślał Rob.

— Dobra, trzeba to zaciągnąć do jaskini — powiedział jakby do siebie i podniósł od przodu cielsko sarny i zaczął je ciągnąć. — Dosyć lekka. — Nie zastanawiając się długo podniósł ją i przerzucił przez ramię. — Kira! Chodź!

Wyglądało na to, że już zjadła podarowany kawałek, lecz nie miała ochoty iść. Warcząc, patrzyła na niego gniewnym wzrokiem.

— Nie zabieram. Tam! — wskazał lewą ręką w stronę groty. — Wracamy. Tam zjemy.

Rob ruszył przed siebie, a Kira, nadal nieufna, podążyła za nim. Już nie warczała, a jedynie szła z nosem niemalże przy ziemi. „Węszy coś? Pewnie krew kapie… Nieważne. Jej smakuje, ale ja surowego jeść nie będę. Oskóruję, potnę, zrobię ognisko. To na pewno ją kupi. Pieczone mięso to pierwszy krok ku cywilizacji”.

Położył truchło w pobliżu sterty kości. Kira od razu podbiegła i zaczęła obwąchiwać sarnę, śliniąc się na samą myśl o dalszej konsumpcji.

— Kira! Zostaw. Zjemy później. Idziemy po drewno. I wodę. Wodę. Słyszysz? Chodź.

Z żalem oddaliła się i ruszyła za Robem, który nie czekając na nią, przeszedł już trochę metrów.

„Nie sądziłem, że będzie tak łatwo przejąć kontrolę. Aż strach pomyśleć, że tak samo rządziły nią wilki…”.

Weszli w głąb lasu. Rob zbierał po drodze wszystkie większe i mniejsze gałązki, Kira zaś ciągle gdzieś łaziła, wąchając to drzewa, to krzaki, to trawę i tak dalej. „To chyba bardziej pies niż wilk” – pomyślał, starając się nadążyć za nią wzrokiem.

Po przejściu kolejnych kilkudziesięciu metrów Rob usłyszał szum wody.

— Rzeka! — wykrzyknął, przywołując jednocześnie Kirę.

Przyśpieszył kroku. Parł przed siebie, nie zwracając już uwagi na leżące tu i ówdzie gałązki. Las zaczął się rozrzedzać. Ciemne, groźne sosny zaczęły ustępować miejsca mniejszym drzewom i gęstym krzakom, aż wreszcie mchowe podłoże zaczęło przechodzić w przykryte kamyczkami piaskowe plamy. Przedzierając się przez gęstwinę, wyszli na rozgrzany od słońca obszar. Rob przysłonił oczy ręką, a gdy już skierował wzrok niżej, ujrzał kamienną plażę i płynącą bystrym nurtem, mieniącą się od promieni słonecznych rzekę.

— Rzeka!

Podbiegł, zostawił gałązki na brzegu, nabrał wody w dłonie i napił się. „Wiele lepsza niż deszczówka”. Żałował jedynie, że nie ma w co nabrać tej wody: mógłby wziąć na zapas, a tak jest skazany na chodzenie tu za każdym razem, gdy będzie trzeba uzupełnić płyny. Nie było to jednak w tamtej chwili zbyt ważne. Rob po prostu odetchnął z ulgą: jedno zmartwienie mniej.

Kira, jak po chwili zauważył, również piła. Klęcząc, schylała się i chłeptała, ochlapując sobie twarz. Potem wskoczyła do wody, przepłynęła pieskiem do drugiego brzegu, wróciła i wyskoczyła przed twarzą Roba, ochlapując go i przy okazji zmywając sarnią krew z jego barku.

Dziewczyna weszła na plażę i chichocząc przypatrywała się zdziwionemu mężczyźnie.

„Czy ona…?”

— Kira! Ty się śmiejesz?

— Hihihi…

Rob oniemiał.

— Robisz „hihihi”, prawda?

— Hihihi?

— Kira! Hihihi!

— Hihihi!

Uśmiechała się, powtarzając za Robem.

„A może jednak to hieny ją wychowały?”.

Dopiero teraz, gdy wydała z siebie pierwszy ludzki dźwięk, zobaczył w niej człowieka. Młodą dziewczynę, która bezwstydnie się uśmiecha, prezentując mu swoje mokre nagie ciało i śmiejąc się razem z nim bez powodu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    I kiedy już myślałem, że to taki One-Shot, żeby zobaczyć reakcję moją i Kiry (XD)... Ty to kontynuujesz. Powiem Ci tak: to jest GENIALNE! Dawno się tak nie uśmiałem przy czytaniu czegoś na tej stronie. Powoli zaprzyjaźniam się z moim małym wilczkiem, hmm? Super. Ci agenci Demokratów? PERFECT! Ciekawe co Kira powie na to opowiadanie. Jedna uwaga: osobiście wolę Fordy od Dodge'ów. :D Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, a na razie leci 5, choć gdybym mógł, dałbym więcej.

    Pozdrawiam ciepło! :)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Bardzo się cieszę, że się podobało :) A kontynuuję, póki starczy mi pary: o dziwo coś takiego bardzo przyjemnie i szybko się pisze.
    Pozdrawiam również
  • yanko wojownik 1125 miesiąc temu
    Jest wesoło. Ja rzeknę, że do tej historii byłby jeszcze wypełniacz, taka ilustracja, ponad tę z linku, tylko to się muszę zmobilizować, m.in. nie siedzieć na opowi, tylko wziąć za robotę.
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Chyba wypada życzyć motywacji do moblizacji... Dzięki za komentarz.
  • yanko wojownik 1125 miesiąc temu
    Pan Buczybór, Dzięki, oby, poszłoby dodatkowym torem. Popkultura tworzy się czy coś.
  • Shogun miesiąc temu
    Heh :) "Kira" hmmm...? ;) Fajne, zabawne i dobrze się czyta, a co najważniejsze przyjemnie. Ci "Agenci Demokratów" wygrali wszystko 🤣
    No nic, czekam na kontynuację, bo rozwija się powoli, rozwija... ;)

    Pozdro :)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Dziękuję za komentarz. Nie spodziewałem się, że agenci demokratów będą tak przyciągać uwagę, ale w sumie dobrze - uwaga czytelników się przyda w przyszłych rozdziałach :)
    Pozdrawiam również
  • Onyx miesiąc temu
    Zajebiste!! Również myślałam, że to taki szybko one-shot, żeby zobaczyć naszą reakcję, a tu się super rozwija! Czekam na kontynuację i zostawiam pięć :)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Dziękuję za opinię.
  • Ellie Victoriano miesiąc temu
    "w skalistej grocie temperatura była duża niższa" - dużo

    A co ja mam powtarzać za innymi... Przyjemna lektura 😂 Wciągnęłam się
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    dzięki za komentarz
  • Grain miesiąc temu
    Dawaj pan resztę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania