haibun _ W ciągłej bezsilności istnienia
Nigdy się nie przyznał do winy. Był niewinny. Dzisiaj stał na przystanku w przemoczonych butach i przez dziurawe zadaszenie deszcz spływał po plecach. Wszystko, co miał mieściło się w szarej torbie: Trochę bielizny, cztery książki i dwa spore pakiety zawiązanych listów do żony, których nigdy nie wysłał. Posiadał namiary swojego kuratora i ośrodka, w którym mógł się zatrzymać na jakiś czas i pieniądze które zarobił w więzieniu przy budowie drogi. I miał czterdzieści trzy lata na karku.
Sumienie jednak trapiło go od środka i nie dawało spokoju. W nieskończoności zamilczenia.
Wracał pamięcią wstecz do tamtych dziewczynek. Dlaczego on? Czy powinien się oczyścić? Zadawał pytanie. Dwa poziomy niedokończonej wewnętrznej walki ze sobą. Jeden, godzenie się na trwanie w tej osobistej klęsce, drugi to bezsilność wobec udowodnienia prawdy.
na brzegu ciszy
niekończąca się walka
trwa w nas niezmiennie
Komentarze (5)
Jestem. :)
Dziękuję za obecność::)
Pasjo↔Te owe "rozdroża" są najtrudniejsze, co dopełnia końcowe→haicu. Można to zobrazować człowiekiem, stojącym w rozkroku, nad głęboką szczeliną w Ziemi, która coraz szersza. W pewnym momencie, już za późno, by wrócić na dobrą stronę mocy. A nawet na złą, bo jeszcze jest szansa, by siebie naprawić.
A gdy człek spadnie, to→koniec gry!↔Pozdrawiam😀:)
Dlatego warto umieć się podnieść i zakląć siarczyście.
Pozdrawiam serdecznie
Hej, Pasja - napisz proszę do mnie w prywatnej wiadomości, czy to na FB czy na maila. Chciałbym porozmawiać o spektaklu i spotkaniu w tej sprawie. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania