Wróg Republiki cz.24 - Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Pontàrú

 

***

 

Błyszczący krąg nadprzestrzeni rozjaśniał mostek Behemota, lecącego na czele połączonej armady królestwa i konfederacji. Kolejna bitwa przed nimi. Kolejne starcia. Kolejne rzeki krwi. Terram siedział na swoim tronie, pogrążony w myślach. Milczał przez większość podróży, co nie umknęło jego załodze.

– Adamie?

Katrina przyglądała się swojemu dowódcy w skupieniu. Ten uniósł na nią wzrok i uśmiechnął się delikatnie.

– Złe przeczucia – odpowiedział krótko. – Cały plan ataku na Yaltin-6 jakoś mi się nie podoba. Mamy odpowiednie siły i wywiad separatystów zapewnia nas o tym, że nasze siły wystarczą, ale…

– Hrabia Dooku? – Katrina wypowiedziała imię lidera konfederacji.

Cień przeszedł po twarzy Terrama. Wspomnienie ostatniej rozmowy z hrabią, nadal go prześladowało. Wiedza jaką obdarzył go król: o jedi i o sithah… im dłużej był w jego obecności, tym bardziej widział kim jest Dooku, za maską starego mędrca.

– Tak. Hrabia Dooku personalnie wskazał Yaltin-6 jako cel. Nie powinienem mieć takich myśli o sojuszniku… ale nie ufam mu. Cała sprawa śmierdzi. Szczególnie fakt że flota zakonu królewskich katów została wysłana na inne pole bitwy – podrapał się po brodzie. – Stacja paliw którą wskazał jest ważnym celem strategicznym, ale z pewnością nie należy do „priorytetowych” jak ją określił. Coś się za tym kryje… choć nie wiem jeszcze co.

Katrina przytaknęła, nie mogąc się nie zgodzić ze swoim dowódcą.

– Też mam podobne przemyślenia, ale nie możemy na to nic poradzić. Nawet jeśli coś się za tym kryje, lecimy nadal z bardzo dużą flotą i sporymi siłami desantowymi. Republika nie zdołała zatrzymać nas ostatnim razem i wątpię by zdołała teraz.

Adam zachichotał.

– Nie pozwól swojej pewności siebie, zaćmić twój osąd, moja droga – zwrócił się do niej miękko. – Jedi mają momenty geniuszu, a ich magia pozwala im na wiele wyczynów, o których nie możemy nawet marzyć – westchnął. – Mimo tego, mam nadzieję, że masz rację i Asaro Erhetia, okaże się równie niekompetentna co ostatnim razem.

Chwile po wypowiedzeniu tych słów, jeden z pilotów okrętu obrócił się w jego stronę.

– Admirale. Jesteśmy prawie na miejscu.

– Dobrze – Adam kiwnął głową. – Przygotować się do walki. Chcę wiedzieć z czym się mierzymy zaraz po wyjściu w nadprzestrzeni. Ogłosić pełną gotowość bojową.

Rozkazy rozeszły się po flocie, a Adam szykował się na kolejne starcie. Był gotowy wydać wszelkie możliwe rozkazy, jednak kiedy jego flota wyszła z nadprzestrzeni, przywitała go cisza. Adam zamrugał, zdezorientowany.

– Raport.

Jeden z operatorów zasalutował.

– Mój Panie. Skanery pokazują, że system jest pusty. Brak obecności floty Republiki… albo floty systemowej. Brak jakiekolwiek aktywności. Wygląda na to, że system został pozostawiony bez obrony.

Adam zmrużył brwi. Nie podobało mu się to. Nawet jeśli nie było tu floty republiki, spodziewał się garstki statków należących do obrony planetarnej, ale nawet tych brakowało. Nie wiedział jeszcze, czy faktycznie republika opuściła ten system, czy może mylą go oczy, ale nie mógł czekać. Czas był jednym z najważniejszych surowców w wojnie i nie mógł go marnować.

– Niech cała flota rusza na orbitę. Ustawić blokadę. Niech siły inwazyjne szykują się do desantu. Tylko awangarda. Niech zabezpieczą lądowisko niedaleko stolicy i spróbują wykonać atak na linie obronne wroga – tu zamyślił się przez moment. – Połączcie mnie z gubernatorem planety. Może będzie chętny do kapitulacji.

Jego flota w ciszy rozpoczęła zbliżać się do planety i ustawiać w odpowiednim szyku, kiedy kolejny raport doszedł do jego uszu.

– Gubernator nie odpowiada. Skanery pokazują, że wokół stolicy szykują się siły przeciwnika… wygląda na to, że obecny jest mały garnizon klonów.

To, było jeszcze bardziej niepokojące. Klony nie lubiły działać bez wsparcia powietrznego. Tutaj nie miały dosłownie nic, co mogłoby zagrozić jego statkom. Musiał jednak kontynuować. Czekanie da wrogowi czas na wyciągnięcie asów z rękawa.

– Niech będzie wedle jego woli – włączył komunikator. – Generale Uto?

– Słyszę cię, Admirale. Jakie rozkazy? – Maszyna odpowiedziała bezdusznym głosem.

– Moje siły inwazyjne zabezpieczą lądowisko dla ciężkiego sprzętu w okolicy stolicy. Wyślij im odpowiednie wsparcie. Pozostawiam tobie też kontrolę powietrzną. Oczekuję, że wszystkie transportowce wylądują bezpiecznie na powierzchni planety.

– Zrozumiano admirale.

Adam rozłączył się i wstał ze swojego tronu. Powolnym krokiem zbliżył się do okien mostka i w milczeniu obserwował transportowce niosące jego dumnych żołnierzy i droidy konfederacji, na powierzchnię planety.

 

***

 

Światła w transportowcu zamigały, a podłoga pod jego nogami zadrżała. Feliks uśmiechnął się ostrymi zębami poprawiając chwyt na swoim karabinie.

– Co się szczerzysz? – Zapytał jego sierżant.

Chłopak wyszczerzył się jeszcze szerzej, patrząc swojemu dowódcy prosto w oczy. Był to starszy mężczyzna, w szarym pancerzu. Farba wytarła się w kilku miejscach, ale pancerz nie wyglądał jakby choćby raz trafił go wrogi strzał.

– Jestem w pierwszej fali – odpowiedział. – Jak się tu nie cieszyć?

Sierżant wywrócił oczami i pokręcił głową.

– Nie daj się ponieść emocji szeregowy. Klony może wyglądają jak plastikowe żołnierzyki, ale zostali wyhodowani do tego, by toczyć wojnę. Więc, trzymaj swoją głowę nisko, strzelaj celnie i nie daj się zabić w pierwszej salwie.

– Tak jest sir! – Feliks zakrzyknął optymistycznie.

Światło w transportowcu błysnęło na żółto. Sierżant momentalnie zaczął krzyczeć na cały pluton.

– Żółte światło! Pełna gotowość. Naszym zadaniem jest zabezpieczenie lądowiska dla ciężkiego sprzętu. Więc pamiętajcie. Trzymać głowy nisko, informować jeśli namierzycie opancerzony cel, wzywać wsparcie powietrzne, nie szarżować jak idioci i używajcie swoich saperek do wykopania okopów… o ile znajdziecie gdzieś skrawek miękkiej ziemi, na tej suchej skale!

Żołnierze dookoła zachichotali, szykując się do walki. Sierżant zajął miejsce tuż przy wyjściu, mając za zadanie dopilnować, że nikt nie zostanie w transportowcu. Zapaliło się zielone światło, a drzwi do transportowca otworzyły się szeroko.

– RUCHY! RUCHY! RUCHY! – Sierżant ryknął, a pluton wyskoczył z pojazdu.

Feliks skoczył na twardą ziemię i od razu zauważył, że wróg nie ma zamiaru pozwolić im na łagodne lądowanie. Już teraz w ich stronę leciały niebieskie pociski, choć z takiej odległości, nie były zbyt celne. Żołnierz przypadł do dużego kamienia, za którym schował się inny kolega z jego oddziału i oparł się o niego plecami.

– Jak miło, że już nas witają – zachichotał.

– Ty i ten twój optymizm – drugi żołnierz westchnął wychylając się zza osłony i posyłając serię w kierunku wroga. – Widzisz jakieś czołgi?

Feliks wysunął się z lornetką przy oczach i rozejrzał się.

– Nie. Same klony i siły obrony planetarnej. Kilka ciężkich działek… – prychnął. – Nic zbyt imponującego.

– Świetnie! Oby i ta kampania szybko się zakończyła – jego towarzysz wyciągnął niewielki cylindryczny obiekt i podał mu go. – Laser namierzający. Wyceluj w odpowiedni cel, ja wezwę bombardowanie.

Feliks wykonał polecone zadanie i wymierzył w rozstawiony ciężki blaster.

– Cel namierzony – oznajmił.

– Świetnie. Daj moment – towarzysz zaczął mówić coś do komunikatora, na początku spokojnie, potem z coraz większym niepokojem. – Szlag! – Warknął.

– Co jest?

– Sytuacja się zmieniła – padła odpowiedź. – Wsparcie powietrzne będzie na razie niedostępne.

Feliks spojrzał na rozmówcę z lekkim niepokojem, ale po chwili schował lornetkę i ponownie złapał za karabin. Cokolwiek się działo, miał wiarę, że nie będzie to zbyt dużym wyzwaniem dla dowództwa na orbicie.

 

***

 

– Admirale! Wroga flota wychodzi z nadprzestrzeni!

Adam od razu wstał ze swojego tronu.

– Ile?

– Dwa Vanatory i cztery Aquintesy – odpowiedział oficer. – To flota Asaro Erhetii.

Adam uśmiechnął się pod nosem. Czyli przybyła. Dobrze. Możliwe, że w końcu będzie miał szansę ostatecznego pokonania tej jedi. Chęć zemsty za przeklętą sztuczkę jaką użyła by go dusić ostatnim razem, płonęła w jego piersi… ale opanował się i ją wyciszył. Zemsta mimo wszystko najlepiej smakuje podawana na zimno. Nie może pozwolić by ogień jego emocji zaślepił jego rozum.

– Ustawić się w formacji defensywnej. Przygotować się do boju. – rozkazał. – Pokażcie mi też obraz wrogiej floty. Chcę zobaczyć ile uszkodzeń zdążyli naprawić.

Hologram zabłyszczał przed jego oczami, ukazując wrogie okręty… okręty które miały świeżą farbę. Wyglądały… zbyt dobrze. Adam zmarszczył brwi, podejrzewając że to może kamery nie wychwytują wszystkich szczegółów.

– Przybliżyć obraz – rozkazał.

Faktycznie. Te okręty nie miały na sobie śladów ostatnich bitew. Venatory były w idealnym stanie. Nawet najmniejszych wygięć w metalu... a oznaczało to tylko jedno.

– To nie jest flota Erhetii – stwierdził. – Ale jeśli nie mam jej tutaj to… – w tamtej chwili pojął sytuację. – To pułapka!

Jakby odpowiedzi inny operator krzyknął.

– Admirale! Druga flota pojawiła się na radarze!

– CO?! – Adam spojrzał na hologram bitwy, zszokowanym nagłym pojawieniem się wrogiej floty na jego flance. – Czemu nie wykryliśmy ich wyjścia z… – zachichotał, uspokajając swoje emocje. – Erhetia wykorzystała mój własny manewr! Schowała się w pasie asteroid i wyłączyła wszystkie systemy! – Z zaskoczeniem usłyszał uznanie w swym własnym głosie. – Imponujące.

– Admirale, to nie wszystko. Wykrywamy aktywność na powierzchni. Siły obronne planety wylatują z ukrycia. Dodatkowe statki republiki wychodzą z nadprzestrzeni!

Terram nie tracił zimnej krwi. Nie lubił wpadać w pułapki, ale nie był to pierwszy raz, kiedy wyrywał się z szczęk wroga.

– Ustawić się w półkolistej formacji obronnej. Niech strzelcy każdego działa na każdym okręcie wybierają najbliższe cele i koncentrują na nim ostrzał. Szczególną uwagę poświęćcie uszkodzonej flocie Asaro Erhetii która wyszła z ukrycia. Pilnować flanek. Wysłać trzy lekkie krążowniki na niską orbitę. Niech rozpoczną bombardowanie powierzchni. Mają zniszczyć wszystkie punkty obrony przeciwlotniczej wroga. Wydać następujące rozkazy dla sił lądowych: jeśli mogą, niech uderzą na stację paliw i ją zniszczą, jeśli nie, niech się ewakuują. Eskadry mają osłaniać transportowce. Utrzymamy pozycję, aż nie wykonają zadania. Następnie zabierzemy wszystkich, których się da, a następnie przebijemy się przez same centrum ich floty i wycofamy.

Jeden z młodszych oficerów mostka spojrzał na niego zszokowany.

– Zarządza pan odwrót? Ale… ale mamy przewagę liczebną!

– A nasz wróg lepszą pozycję i znajomość terenu. Nie mówiąc że więcej posiłków może pojawić się w każdej chwili. Mają nad nami przewagę w zbyt wielu miejscach. Kontrolowany odwrót i zniwelowanie własnych strat musi być naszym priorytetem – oznajmił.

– Ale… przegramy bitwę!

Adam spojrzał na chłopaka zirytowany.

– Nawet przegrana bitwa jest nieistotna, jeśli naszym celem jest zwycięstwo w wojnie. Wykonać moje rozkazy! Trzymamy się tak długo, jak się da, po czym opuszczamy system.

Terram skupił się na hologramie pola bitwy, wydając rozkazy i obserwując uważnie działania floty wroga. Ku własnemu zaskoczeniu zobaczył że obie floty postanowiły się zbliżyć i spróbować zamknąć go z dwóch stron. Ruch ten rozbawił admirała, który spodziewał się właśnie takiej, bardzo klasycznej taktyki. Widać, że mimo jego starań i pewnych postępów, jedi musi się jeszcze wiele nauczyć. Jej uszkodzona flota zbliżała się coraz bliżej i bliżej do jego flanki, a drogo płacili za swoją ignorancję. Pojedynczy Arquintes już dryfował, rozerwany salwą rakiet jednego z jego krążowników. Wróg odpowiedział podobną salwą, wymierzoną w jeden z krążowników.

– Niech „Rozwścieczony” wzmocni swoje osłony, leci na niego cała salwa rakiet.

– Rozkaz admirale… zaraz… – jeden z operatorów pochylił się nad ekranem. – Admirale, jeden pocisk zmienił trajektorię, leci… prosto na nas!

Adam zamrugał, po czym uśmiechnął się rozbawiony.

– Jesteście w błędzie – odpowiedział, zaskakując mężczyznę i podchodząc do szkła mostku. – Leci prosto na MNIE.

Przyglądał się z krzywym uśmiechem na pędzącą na niego rakietę, z pewnością prowadzoną przeklętą magią jedi. Nawet nie mrugnął, kiedy rakieta eksplodowała o pole siłowe mostka, wzmocnione kilka sekund przed uderzeniem. Prychnął, rozbawiony jak bardzo żałosna była nienawiść jego przeciwniczki.

– Skoncentrujcie ogień na okręcie flagowym jedi – oznajmił wracając na swoje miejsce. – Zanim się wycofamy, chcę zobaczyć jego płonący wrak.

– Rozkaz, admirale.

– Jakie wieści z powierzchni?

– Pułkownik Bell potwierdza odebranie rozkazu. Opór wroga rośnie, odsyła więc większość sił, ale weźmie część elit i uderzy osobiście na miasto. Twierdzi że z jego pancerzem zdoła zniszczyć stację paliw.

– Zrozumiałem – Adam pokiwał głową i skupił się raz jeszcze na polu bitwy.

 

***

 

Eksplozja rzuciła nim o pobliską skałę. Odbił się od niej boleśnie i spadł na błogosławiony, miękki kawałek ziemi.

– Feliks! – Jego towarzysz podbiegł do niego i pomógł mu się podnieść. – Jesteś cały?

– Tak, Tom – Feliks splunął na bok. – Szlag by to! Że też była to pułapka! – Otrzepał się i przypadł do osłony. – I że już zarządzili odwrót!

– Ta, dla reszty – Tom wychylił się zza osłony, trzymając ciężki blaster, który wyrwał z rąk trupa i posłał w kierunku wroga. – My mamy trzymać tyły.

Feliks uśmiechnął się krzywo, wychylił z osłony i posłał pojedynczy strzał w klona z żółtymi oznaczeniami. Blaster trafił prosto w hełm, zabijając go na miejscu.

– Białe pancerze z żółtymi oznaczeniami – prychnął. – Wygląda prawie tak, jakby klony chciały zostać trafione!

Tom posłał kolejną serię w kierunku wroga, przypominając im, czemu powinni trzymać głowy nisko.

– Ja tam nie narzekam… o cholera!

– Cholera co? – Towarzysz spojrzał na niego zdziwiony.

– RAKIETA!

Feliks padł wraz z Tomem na ziemie w momencie kiedy fragment skały za którym się chowali eksplodował deszczem odłamków. W uszach piszczało, ale nie krwawił i nadal żył. Spojrzał na Toma, który warknął wyciągając ostry kawałek skały z uda.

– A, żeby to szlag!

Feliks momentalnie był obok niego z niewielkim pojemnikiem medycznym.

– Nie ruszaj się – wyciągnął bandaż i zaczął go owijać wokół rany, po wbił mu strzykawkę z jakąś mieszanką medyczną. – Lepiej?

Tom jęknął, ale usiadł za uszkodzoną osłoną.

– Lepiej – wychylił się zza osłony i warknął. – Zbliżają się – poprawił chwyt na swoim karabinie. – Będzie trudno.

– Zawsze jest – Feliks odpowiedział, szykując się powitać klony strzałami śmierci. – Na trzy.

– Raz.

– Dwa.

Eksplozja rozerwała ziemię, pisnęło w uszach i naraz, coś upadło tuż przed Feliksem… osmalony hełm klona… taki który jeszcze nie pożegnał się w pełni ze swoim właścicielem, na co wskazywała wypływająca z niego krew i martwe oczy, spoglądające przez połamany wizjer. Feliks, oderwał wzrok od trupa i wyjrzał za osłonę. Uśmiech rozświetlił jego twarz.

– Pułkownik Bell!

Potężny mech królestwa obrócił się w stronę dwóch żołnierzy i kiwnął mechaniczną głową.

– Dobra robota – oficer pochwalił ich mechanicznym głosem. – Jak z amunicją?

Żołnierze spojrzeli po sobie.

– Mamy jeszcze zapasy.

– Dobrze, weźcie broń i… – tu naraz zamilkł i obrócił się w drugą stronę.

Feliks zamrugał, spojrzał w kierunku w którym patrzył jego dowódca, po czym kiedy zawiodły go oczy, wyciągnął lornetkę i spojrzał przez nią w danym kierunku. Syknął pod nosem.

– Kanonierki republiki i to sporo.

Tom syknął.

– Jeśli dostaną posiłki, nie uda nam się przebić.

Pułkownik Bell milczał przez chwilę po czym spojrzał po obu.

– Wycofajcie się do linii okopów przy lądowisku. Zbierajcie broń i amunicję po drodze. Ja odwrócę uwagę wroga – oznajmił po czym silniki odrzutowe jego pancerza ryknęły. – Wykonać!

– Tak jest sir!

Mech odleciał na pasmach dymu ku niebu, a Tom wraz z Feliksem, ruszyli biegiem w kierunku z którego przybyli.

 

***

 

Terram drgnął, kiedy odłamek zniszczonej fregaty separatystów uderzył w jego ukochany okręt.

– Jak sytuacja na powierzchni? Pułkowniku Bell, czy mnie słyszycie?

Chwila ciszy.

– Słyszę was admirale. Sytuacja jest ciężka. Na powierzchnię przebiły się posiłki wroga… w tym jedi.

Adam zazgrzytał zębami. Słuchając opowieści zakonników, wiedział że pułkownik nie zdoła pokonać Asaro, a co dopiero ją i jej padawana.

– Więc bitwa jest przegrana. Natychmiast się wycofaj! Nie macie szans w starciu z jedi.

Dowódca sił inwazyjnych, zagrzmiał ostrym głosem oporu w odpowiedzi.

– Odmawiam. Wraz z elitami kupię reszcie jak najwięcej czasu. I tak kontrola powietrzna się załamuje i nie wszystkie transportowcom udaje się umknąć z atmosfery. Skupcie się na ewakuacji wszystkich tych, których się da.

Adam chciał naciskać, ale zrozumiał, że pułkownik podjął już decyzję. Zacisnął zęby, wciągnął powietrze i zadał proste pytanie.

– Co przekazać waszej rodzinie?

Chwila milczenia.

– Przekażcie im, że nie splamiłem imienia mego rodu i zginąłem walcząc z godnym przeciwnikiem, u boku mych ludzi – odpowiedział pewnie, po czym, chwilę potem dodał smutnym głosem. – A mojej żonie, żeby znalazła sobie nowego męża. Lepszego niż głupiec za którego wyszła.

Słowa odbiły się cichym echem po mostku, kiedy za oknami trwała bitwa. Adam kiwnął głową.

– Przekażę każde słowo, pułkowniku – odsunął się lekko od stołu z hologramem. – Walcz i zgiń godnie.

– Na chwałę królestwa – padła odpowiedź.

– Na chwałę królestwa – Terram powtórzył, po czym zakończył połączenie.

Liczne emocje płynęły przez jego żyły, jednak to duma względem swoich żołnierzy, grzmiała najbardziej w jego uszach. Chciał pozwolić emocjom opaść, kiedy komunikator zagrzmiał i postać generała Uto pojawiła się na ekranie.

– Generale? – Terram zwrócił się do niego spokojnie.

– Admirale Terram. Ponosimy ciężkie straty, połowa moich munificentów została już zniszczona, pięć waszych okrętów zostało zniszczonych.

Terram kiwnął głowa nie zaprzeczając.

– Ale wróg stracił już trzy Aquintesy i jedengo Venatora, a za chwilę zniszczymy okręt flagowy generał Asaro – oznajmił pewnie. – Utrzymujemy pozycję aż do momentu kiedy wycofamy główne siły z powierzchni.

– Staje się to coraz trudniejsze admirale – droid odpowiedział chłodno. – Moje eskadry ponoszą bardzo duże straty. Wkrótce nie zdołamy osłaniać ich odwrotu.

Adam warknął po czym spojrzał na jednego z operatorów.

– Jaki stan ewakuacji?

– Ponad połowa sił została ewakuowana, ale transportowce są niszczone jeden za drugim, w tym pełne! – odkrzyknął jeden. – Jak tak dalej pójdzie zabraknie nam transportowców!

Adam warknął spoglądając na mapę bitwy lądowej i obserwując niebieskie punkciki sojuszniczych jednostek wypełniające transportowce na lądowisku, na którym leżało kilka wraków.

– Przekierować dodatkowe eskadry do osłony transportowców. Niech zabiorą tylu ile się da – oznajmił zwracając wzrok na okręt Asaro. – Moc do silników i przednich osłon – rozkazał. – Skupić ogień na okręcie flagowym wroga. Uderzymy w niego raz i bez litości.

Operatorzy mostka odpowiedzieli twierdząco i Adam przyglądał się z uśmiechem, kiedy serie turbolaserów uderzają w kadłub Venatora. Jego ukochany okręt odczuł minimalne uszkodzenia w czasie bitwy. Będąc w centrum floty i posiadając wspaniałe osłony, wrogi ostrzał co najwyżej przypalał farbę na jego przepięknym ciężkim krążowniku. Mimo, że przeklinał brak dostaw amunicji do głównego działa, nie mógł narzekać na potęgę swojego okrętu. Zaledwie kilka chwil po rozpoczęciu szturmu, zobaczył jak osłony okrętu wroga padają, a serie pocisków rozrywają najpierw kadłub, a następnie wysadzają jeden z mostków. Uśmiechał się szeroko, widząc znienawidzony okręt, pochłaniany przez ogień i drżący pod furią jego ostrzału.

– Admirale! Uciekający wahadłowiec i kapsuły ratunkowe zostały wykryte z okrętu wroga – oznajmił jeden z oficerów. – Wygląda na to, że zostaną przechwyceni przez drugi krążownik.

– Czy nasze eskadry mogą temu zapobiec?

– Na wasz rozkaz są zajęte osłoną transportowców – padła odpowiedź.

– Czyli ich dowódcy zdołali uciec, trudno. Zmniejszyć ostrzał na wrogim okręcie, ale upewnijcie się, że nie zdołają go naprawić – oznajmił podchodząc do hologramu, przyglądając się polu bitwy.

Sytuacja z ciężkiej, przeszła na trudną. Wróg nadal miał przewagę pozycji i zadał im straty, ale sam poniósł większe niż miał nadzieję. Piąty Arquintes już płonął, zniszczył właśnie Venatora jedi, a inny wycofywał się na tyły z widoczną dziurą w hangarze. Adam miał już zapytać się jaki jest stan ewakuacji, kiedy zapiszczała ikonka komunikacji.

– Admirale. Komunikat od Pułkownika, na wszystkich kanałach!

– Włączyć – Adam skrzyżował ręce na piersi.

Po kilku chwilach rozległ się głos pułkownika. Głos który łamał się, od zmęczenia i bólu.

— Tu pułkownik Bell, do wszystkich pozostałych przy życiu sił Królestwa Terian. Mój pancerz został rozbrojony i unieruchomiony przez Jedi. Nie byłem dla nich wyzwaniem. Nie mam jak kontynuować walki… — Adam zazgrzytał zębami słysząc te słowa, wiedział że pułkownik nie ma szans na zwycięstwo, ale… — NIE DAJCIE SIĘ POCHWYCIĆ! ŚMIERĆ PRZED HAŃBĄ! — Terram zamrugał zszokowany okrzykiem. — Lepiej zginąć za króla niż żyć dla samego siebie!

Odgłos pojedynczego wystrzału przerwał transmisję. Adam wiedział, że Bell zakończył swe życie, by wróg nie mógł go pochwycić. Patrzył na tragiczną sytuację sił lądowych uwięzionych pod parasolem lotnictwa Republiki. Wiedział też, co ten komunikat wywoła wśród wiernych żołnierzy królestwa.

– Rozpocząć odwrót – oznajmił chłodnym głosem. – Nie uda nam się ewakuować reszty żołnierzy.

– Ale…

– Są otoczeni i straciliśmy kontrolę powietrzną. Nie mamy ich jak ewakuować – Adam uciął krótko. – Rozpocząć odwrót. Przebijamy się prosto przez siły wroga. Staranować ich jeśli będzie trzeba.

Ostatnie zdanie powiedział pół-serio, ponieważ nie zakładał, żeby ktokolwiek wśród Republikańskich psów był na tyle szalony by dokonać czegoś takiego. Został jednak całkowicie zbity z tropu, kiedy jeden z Aquintesów faktycznie próbował zatorować drogę Providensowi generała Uto i jego Behemotowi, które prowadziły natarcie, wytrzymując desperacki ostrzał Republiki, starający się ich zatrzymać. Terram złapał oddech, widząc ze kapitan Aquintesa wolał rozbić się o sojuszniczego Providesa niż jego ukochany okręt, kiedy w ostatniej chwili, jakby zmieniając zdanie, okręt wroga umknął przed ostrym dziobem okrętu Uto i roztrzaskał się o jego okrętu. Terram zaklnął.

– Przeklęci Republikanie – warknął, spoglądając na kręcący się wrak Aquintesa, który poznał wytrzymałość jego okrętu. – Wykonać skok w nadprzestrzeń!

Silniki zaryczały i chwilę potem pędzące na jego flotę pociski trafiły w pustkę kosmosu, kiedy flota królestwa, ranna, lecz nie zniszczona, opuściła system w profesjonalnej formacji.

 

***

 

– Lepiej zginąć za króla niż żyć dla samego siebie! – zagrzmiał ostatni okrzyk pułkownika Bella przez interkom.

Feliks zaklął i przypadł do okopu, tuż obok nadal żyjącego Toma. Obaj byli już ranni. Pancerz pierwszego popękał w kilku miejscach, gdzie został trafiony blasterami, które jakimś cudem nie zabrały mu życia. Tom, natomiast nie miał już na głowie hełmu, a połowa jego twarzy była przysmażona.

– Jak amunicja?

– Skończyła się – mężczyzna odrzucił ciężki blaster. – Została mi tylko cholerna saperka. A ty?

– Dwa magazynki i bagnet – Feliks jęknął i wyjrzał zza okopu. – Jasna cholera. Jest ich za dużo. Transportowce też już nie wylądują. Lądowisko jest pełne wraków.

Obaj wiedzieli co to oznacza, lecz nie mieli odwagi by powiedzieć to na głos. Jednak nie musieli. Oficer w czarno czerwonym mundurze, przeszedł wzdłuż okopu. Kobieta miała jedno czerwone mechaniczne oko, a prawą rękę zastępowała proteza w której trzymała miecz energetyczny.

– Żołnierze! – Zagrzmiała. – Nie mamy już prawie amunicji. Transportowce nie mają jak nas ewakuować. A wróg zbliża się ze wszystkich stron. Gotowy zabić nas, albo zniewolić, zupełnie tak jak zniewolili swoich żołnierzy – mówiła. – Jednakże, my, lojalni rycerze królestwa, nie znamy strachu czy żalu. Nie boimy się śmierci, czy cierpienia – oznajmiła patrząc po twarzach tych, co nadal byli w stanie walczyć. – Śmierć przed hańbą, siostry i bracia! – Uniosła miecz ku niebu. – Kto pójdzie ze mną?! Kto ze mną ruszy w ostatnim szturmie tej jednostki, by zginąć w ogniu chwały?!

Kilka chwil milczenia.

– JA! – Feliks wstał, nakładając bagnet na broń.

– I ja! – Tom wstał, chwytając za łopatę.

– JA! – Krzyknął ktoś inny.

Po chwili wszyscy żołnierze w okopach, wychodzili z nich, szykując się do swojego ostatniego starcia. Tom spojrzał na Feliksa, a on na Toma.

– Żyj z honorem – Tom uśmiechnął się krzywo.

– I giń w chwale! – Feliks zakrzyknął.

Oficer wymierzyła miecz i tyknęła nienawistnie w stronę wroga.

– ŚMIERĆ PRZED HAŃBĄ!

I z tym okrzykiem Feliks ruszył naprzód, strzelając, lecz nie celując, pędząc na zaskoczone klony, które nie spodziewały się takiej determinacji. Feliks poczuł, jak kolejny roztrzaskuje jego pancerz, ale ból przestał być istotny. Adrenalina sprawiła, że był jakby pijany. Z zwierzęcym rykiem wbił się w pierwszego klona, zanurzając ostrze bagnetu w jego gardle. Przekręcił karabin w bok i wyszarpnął bagnet z krtani wroga, rozsiewając krew po twardej ziemi. Tuż obok, zobaczył jak Tom powala klona i z podobnym rykiem, wbija saperkę w jego wizjer, roztrzaskując czaszkę. Jego serce pękło, kiedy zobaczył zielone ostrze, przeklętych jedi, wirujące za pomocą ich zdradzieckiej mocy i zabijającego jego towarzysza. Furia zagrzmiała w nim ponownie z nową mocą. Rzucił się na innego klona. Inny żołnierz już się z nim szarpał, kiedy Feliks szykował się wbić bagnet w plecy przeklętego wroga. Klon krzyknął.

– Dowódco, pomocy!

Feliks nie wiedział do kogo krzyczy i go to nie obchodziło. Bagnet już był, tuż tuż, kiedy usłyszał dźwięk miecza świetlnego. Obrócił się i zobaczył postać jedi trzymającego zielone ostrze. Następnie był ból, a po chwili ciemność.

Feliks padł na ziemię nie słysząc już nic i nie widząc też nic. Jego mózg jednak nadal działał i pojawiła się w nim jedna, dziwna myśl.

„Co dzieciak robi na polu bitwy i to z mieczem świetlnym?”

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Wiedziałem, że skoro Pontaru wrócił to Ty również się pojawisz :D
    Ciekawy rozdział. Podoba mi się sposób, w jaki opisujesz starcia i walki. Czytelnik wręcz czuje ich adrenalinę. No i końcowa scena śmierci Feliksa również na plus. Trochę słaba (dla niego) śmierć. Tak się dać z zaskoczenia... Leci 5 i czekam na więcej.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Kapelusznik rok temu
    No - ogólnie wielki powrót będzie - już się rozkręcam i wracam do gry :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania