Dziewczyna z obrazu - Rozdział VIII

Z trudem otworzyłam oczy, miałam zdecydowanie za mało snu. Sińce pod oczami i siano na głowie, nie tego oczekiwał ode mnie malarz. Nie miałam ochoty z nim współpracować, gdybym mogła ukryłabym się pod kołdrą i przespała całe życie. Kiedy przyjaciółka nakładała mi makijaż opowiedziałam jej o wszystkim, co się wczoraj wydarzyło. Spodziewałam się jej reakcji, kazała mi natychmiast iść na policję.

Wiedziałam, że muszę to zrobić, ale bałam się jak nie wiem co. Niedługo całkiem zwariuję, a może już zwariowałam? Trudno było mi to ocenić. Musiałam coś zrobić, nie pozwolę Andrzejowi zniszczyć mojego życia. Zmusiłam się, by włożyć ubranie i zadzwonić po taksówkę. Jeśli dalej tak pójdzie wydam na nie fortunę, cudownie. Tamten policjant nie kontaktował się ze mną, ani razu, wiedziałam, że minęło zaledwie kilka dni, ale odchodziłam od zmysłów. Taksówkarz zatrzymał się pod willą, zapłaciłam mu i weszłam prosto w kałużę, tej jesieni wyjątkowo często padało, praktycznie non-stop. Woda spływała po krzywej uliczce z cichym szumem.

Bez problemu trafiłam do mieszkania malarza, tym razem otworzył mi prawie natychmiast. Nie umknęło mojej uwadze, że był w samych bokserkach. Klatę miał pięknie wyrzeźbioną, musiał być częstym gościem na siłowni, aż kusiło by jej dotknąć. Skarciłam się w myślach, skąd u mnie te myśli, on był moim pracodawcą, poniekąd. Skupiłam wzrok na jego oczach, ten ich odcień, mogłabym patrzeć w nie bez przerwy. Odbijało mi, to wszystko przez ten stres, odgarnęłam kosmyk z twarzy. Jego włosy były potargane i miał jednodniowy zarost a i tak wyglądał uroczo, zdecydowanie musiałam wypocząć. Gdybym mogła, sama dałabym sobie w twarz. Wydawał się zaskoczony tym, że mnie widzi.

- Miałam dzisiaj przyjechać – przypomniałam mu się.

Może byłam zbyt pretensjonalna, powinnam spuścić z tonu? Byłam na to zbyt zdenerwowana.

- A, no tak – przetarł ręką oczy – pamiętam.

Czy on zawsze tak powoli myślał?

- Może – podsunęłam mu – zaproś mnie do środka?

Pospiesznie przepuścił mnie w drzwiach. Nie podobała mi się ta cała sytuacja. W całym mieszkaniu śmierdziało papierosami i alkoholem, pewnie odbyło się spotkanie twórców. Ciekawe, ile sztuki wczoraj powstało. Drzwi do jednego z pokoi otworzyły się i wyszła z nich młoda kobieta w białej, wygniecionej koszuli. Szła prawie, że slalomem, do tego miała czkawkę. Podeszła i uwiesiła się na szyi Piotra, obśliniła mu cały policzek. Mężczyzna nie wydawał się tym zachwycony, na jego twarzy dostrzegłam odrazę. Ciekawe, dlaczego? Dziewczyna miała twarz anioła, niebieskie oczy, jasne fale kładące się na ramionach.

- Jest tu lekki bałagan – skrępowany potarł kark.

Był zakłopotany? Patrzcie państwo. Przyjrzałam mu się uważnie, w jego oczach dostrzegłam samozadowolenie, uśmiechał się leniwie. Poczułam narastającą irytację, był dumny z tego, że wczoraj zabalował, miał syf w domu i jakaś blond lala uwiesza się jego szyi, bo sama nie jest w stanie stać. Obrzydlistwo.

- Na rogu jest kawiarnia – zmrużył oczy – może zjadłabyś tam śniadanie, a ja w tym czasie tu ogarnę? – zaproponował.

- Już jadłam śniadanie – otaksowałam wszystko spojrzenie – ale nie chcę prześmierdnąć.

Widziałam jak żyłka na jego czole zapulsowała.

- Wrócę za godzinę.

Wyszłam zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.

Na zewnątrz wezwałam taksówkę i pojechałam na komisariat. Przynajmniej to będę miała już z głowy. O tej porze na ulicach panował duży ruch, trafiłam na taksówkarza-nerwusa, który często używał klaksonu o barwnych epitetów. Siedziałam na kanapie z tyłu i modliłam się byśmy szybko dojechali. Im bliżej byliśmy tym coraz bardziej opuszczała mnie odwaga. Co ja im powiem? Czemu wczoraj ich nie wezwałam? Bo nawet na to bałam się reakcji Andrzeja? Pewnie mnie uściskają i pochwalą za to, że byłam dzielna. Mocniej wbiłam paznokcie w siedzenie, ręce mi się trzęsły.

- Dwadzieścia pięć – z rozmyślań wybił mnie głos taksówkarza.

W milczeniu podałam mu pieniądze.

- Miłego dnia-wysiadłam wprost w kałużę.

I już po wielkim wejściu. W drzwiach wpadłam na znajomego policjanta.

- O, to pani – otaksował mnie spojrzeniem. – W czym mogę pani pomóc?

- Ocenić, czy już zwariowałam – uśmiechnęłam się słodko – czy dopiero jestem na dobrej drodze.

Natychmiast spoważniał.

- Proszę za mną –poprowadził mnie do małego pokoiku.

Był w nim jeszcze jeden policjant, blond włosy szczypior.

- Co się dzieje? – pochylił się w moją stronę.

Bez słowa podałam mu obydwie karteczki, wpatrywał się na nie przez chwilę.

- O, zapomniałabym – złapałam się za głowę – jeszcze walenie do drzwi.

- Walenie do drzwi? – przyjrzał mi się uważnie.

Uderzyłam kilka razy pięścią w stół.

- Teraz pan rozumie?

Powinnam zapanować nad frustracją, ale nie mogłam. Mężczyzna zapisał coś na kartce i podsunął mi ją.

- To pani zeznania – wytłumaczył.

Otaksowałam je spojrzeniem i podpisałam.

- Co teraz? - nie zamierzałam odpuścić.

- Trwa śledztwo – rozsiadł się w fotelu – ten pani Andrzej, jakby rozpłynął się w powietrzu. Jakiś radiowóz będzie patrolował okolicę.

- Cudownie – uderzyłam rękami o uda.

- Myślę, że on się znudzi – zaczął temperować sobie ołówek – za jakiś czas odpuści.

Wmurowało mnie.

- Za ile? – pochyliłam się nad stołem. – Za tydzień, miesiąc, rok, ile jeszcze?! – otarłam łzę. – Przepraszam, to nie pana wina.

Wstałam i skierowałam się do drzwi.

- Proszę pani – zatrzymał mnie jego głos – gdy się czegoś dowiem, dam znać.

- Dziękuję – uśmiechnęłam się ciężko – do widzenia.

Nie wierzyłam mu, ani trochę nie wydawał się przejęty moją sprawą. Chciał się mnie po prostu pozbyć i uspokoić swoje sumienie. Czy nic już nikogo nie interesowało? Zapięłam płaszcz pod samą szyję i odetchnąłem głęboko. Spojrzałam na zegarek, miałam dwadzieścia minut na powrót do malarza.

Na taksówkę wydałam kolejne dwadzieścia pięć złotych, mój portfel chudł w zatrważającym tempie.

Nie mogłam zdobyć się na to, by wsiąść do autobusu.

Kolejny przyjemny dzień, jeszcze zostawiłam gdzieś rzeczy do przebrania, pewnie mogłam już o nich zapomnieć.

Tym razem malarz czekał na mnie przy drzwiach i nawet zdążył się ubrać. Powinnam go pochwalić?

Miał na sobie dopasowany szary podkoszulek i jeansy, szału nie ma, zawsze wolałam eleganckich mężczyzn. Bez słowa wyminęłam go w progu i rzuciłam płaszcz na kanapę, panował tu idealny porządek. Otaksowałam pomieszczenie wzrokiem, nigdzie nie widziałam blondynki, miałam nadzieję, że sobie poszła. Szum wody dobiegający z łazienki szybko ją zniszczył. Na plecach czułam oddech malarza, stał zdecydowanie za blisko, na moje policzki zaczął wypływać rumieniec. Nim zdążyłam zrobić coś głupiego usiadłam na kanapie. Nigdzie nie widziałam sztalugi i płótna, miałam ochotę tupać nogę ze zniecierpliwienia. Całe wrażenie jakie zrobił na mnie wczoraj wyparowało, był wiecznym chłopcem, który życie traktuje jako zabawę.

- Będziesz tak stał i się gapił?! –warknęłam.

Chyba nie powinnam zwracać się tak do pracodawcy, jednak nie mogłam się opanować. Miałam gdzieś, czy urażę jego dumę, czy nie. Rozumiem gapienie się na mnie, gdy maluje, ale bezsensowne stanie i wybałuszanie gałów?

- Mogę robić co mi się żywnie podoba – założył ręce na piersi i zbliżył się o kolejny krok – mój dom, mój czas, moja modelka.

- Marnujesz również mój czas – zauważyłam.

- Kotku – pochylił się nade mną – obiecałem tej hienie pięćdziesiąt tysięcy za ciebie, więc nie marudź

Krew się we mnie zagotowała.

- Nie nazywaj mnie kotkiem – warknęłam.

Znowu zbliżył się do mnie o krok.

- Jesteś słodka, gdy się denerwujesz – jego usta były tuż przy mojej twarzy – jak mały, bezradny kotek.

Nie wiele myśląc chwyciłam za szklankę, która stała na stoliku i oblałam jej zawartością malarza. Odskoczył ode mnie jak oparzony i zaczął się wachlować. Może przeholowałam? Mimo wszystko zasłużył sobie, wychodząc wbiłam mu obcas w stopę.

- Nie jestem słodka, kotku.

Z całej siły trzasnęłam drzwiami i zbiegłam po schodach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kamiś dwa lata temu
    Bardzo ciekawa historia :) Z każdym rozdziałem coraz bardziej wciągająca :) Daję 5
  • Katrina dwa lata temu
    Dzięki:) Miło mi to słyszeć a raczej czytać:)
  • Margerita dwa lata temu
    Bardzo dobrze dziewczyno nie możesz pozwolić, by ten sukinsyn Andrzej zniszczył ci życie walcz z nim jesteś teraz wolną kobietą bardzo mi się podoba pięć

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania