Poprzednie częściMaska-Rozdział 1  

Maska-Rozdział 2

Biegł spokojnie, w wyćwiczony sposób kontrolując oddech. Infrastruktura miasta okazała się idealna do szybkiego przemieszczania się, wystające gzymsy, ciasne uliczki, kolorowe neony, a nawet śmieci, stawały się kolejnym elementami ułatwiającymi dalszą drogę. Tamte zabójstwa nie zrobiły na nim żadnej wrażenia, nie wzbudziły ukłucia w sercu, ani denerwującego wewnętrznego głosu. Ci ludzie byli tylko przeszkodami na jego drodze, które musiał usunąć, co z tego, że ludzkimi. Mało to ludzi po rusza się po tym świecie?

Zatrzymał się, spoglądając na żyjące nocą miasto. Nie zgadzał się w wielu sprawach z Najwyższym Lordem, ale tak, jak on pogardzał wszystkimi w dole. Nastawieni tylko na ciągłe branie, brudni i pełni egoizmu degeneraci, gotowi sprzedać wszystko, byle dostać, to co chcą.

— Nie ruszaj się mały — Usłyszał tuż za swoimi plecami. Odwrócił się i dostrzegł dziwne trio. Wszyscy w kolorowych pelerynach z logiem ZUB. Zjednoczona Unia Bohaterów, idiotyczna organizacja strzegąca całego świata, że akurat teraz musiał trafić na tych palantów.

— Mamy do ciebie kilka pytań. Nie zrobimy ci krzywdy, jeśli z nami pójdziesz. — Kobieta też wydawała się głupkowato inna w tym stroju. Choć krótko obcięte, blond włosy i niebieskie oczy nadawały jej piękności.

– Nie zrobimy krzywdy. Wystarczy jedna dymna bomba, by was unieszkodliwić, a potem zabić – pomyślał Damian, jednak z tymi całymi bohaterami lepiej nie ryzykować, nieznany wróg jest sto razy gorszy od tego, którego znasz. Zdjął długi miecz wraz z osłoną i rzucił go przed siebie, podnosząc w górę ręce, nic na tym nie tracił. Nie zabiją go, a z każdego więzienia można uciec, trzeba tylko wiedzieć, jak. Jeden z mężczyzn podniósł porzuconą broń, a drugi stanął na tyle blisko, by móc uprzedzić ewentualną ucieczkę.

— Tu patrol lambda. Znaleźliśmy sprawcę poczwórnego morderstwa z użyciem broni białej. — Przemawiała bohaterka do kogoś w hologramie z bransolety. — Tak, tak. Po krótkiej ucieczce zaprzestał oporu i odrzucił broń. Zrozumiano, czekamy na statek. Biała Sowa, bez odbioru.

— Popatrz Biała Sowo, ten gówniarz ma niezły sprzęt. Czy to nie czasami jest mithril?

— Odłóż to Czerwony, jeśli to rzeczywiście jest mitril, nawet twoje palce mogą zostać przecięte. — powiedziała dowódczyni, zabierając miecz z ręki podwładnego. Pohamuj się tak jak niebieski.

Ta kobieta była mądrzejsza od swoich ludzi, ale i wyjawiła ważną informację. Damian zanotował w umyśle, że cała trójka podatna jest na jego ostrze, może być to bardzo użyteczne.

Parę minut później nadleciał duży myśliwiec. Kto, by przypuszczał, że technologia rodem z serialów sci-fi spełni się i będzie w użytku. Wszystko to za sprawą spotkania z rasą Marsjan i odkrycie innych kosmitów, niespełna pięć lat temu. Pojazd opuściło trzech żołnierzy, dwóch uzbrojonych w długie karabiny, szturmowe, a ostatni ze schowanym w kaburze pistoletem. Ubrani byli w czarne mundury z logiem ZUB, niebieskim napisem na białej tarczy.

— Kapitan Vlad po podejrzanego. — Oficer zasalutował Białej Sowie.

— To jest jego broń — Wyciągnęła katanę przed siebie. Żołnierz nie odebrał go, tylko wskazał na niego. Podwładny odebrał oręż i schował go do długiej skrzynki, przyniesionej ze schowka zewnętrznego. Teraz nadszedł czas na Damiana, bez oporu dał się odprowadzić do myśliwca. Tam został ulokowany na specjalnej ławce, otoczonej polem plazmy. Ze skrytym uśmiechem obserwował to zabezpieczenie, wystarczył ukryty mithrilowy nóż, by zakłócić je i uwolnić się. Poprzestał na obserwacji, był ciekaw, gdzie mieści się ich baza.

Mógł jedynie czekać i zmagać się z pokusą szybkiej ucieczki, z punktu, gdzie siedział, widział tylko drugą pustą taką celę i zamknięte drzwi do kokpitu, nawet nie zadbali o strażnika. Są aż tak pewni siebie? Po kilku lub kilkudziesięciu minutach dolecieli na miejsce, o czym poinformowało Damiana krótkie szarpniecie.

— Kapitanie, gdzie zaprowadzić więźnia? Od razu do celi? — Usłyszał głos, dochodzący ze sterówki.

— Nie, major Blackjack chcę go najpierw przesłuchać. Czeka w pokoju przesłuchań, tylko ostrożnie, może i wygląda na gówniarza, ale w kilka sekund zabił czterech ludzi.

Otworzyły się drzwi, z których wyszli żołnierze.

— No bratku, wychodzimy. Rusz się, choć centymetr, a potraktuje cię pociskami ogłuszającymi. — Plazma opadła, a młody zabójca w milczeniu, ruszył wraz z eskortą. Gdy tylko opuścili pojazd, jego oczom ukazała się wielka hala z mnóstwem ludzi i maszyn. Można było zauważyć trzy dominujące kolory mundurów, czarny, pomarańczowy i niebieski. Tu było, jak w mrowisku, gdzie praca non stop trwała. Obserwacja skończyła się, gdy jeden z "ochroniarzy" lekkim popchnięciem kolbą karabinu, przypomniał mu, by szedł dalej. Przeszli więc przez wielkie wrota, a później przez kolejne pomieszczenia, różniące się tylko oznaczeniami na ścianach i twarzami ludzi, przebywających w nich.

Wreszcie dotarli do windy, ponownie pokusa dała o sobie znać, durnie nie stali za nim, tylko przed, wystarczyło, tylko by dobył noża. Krótkie cięcie, parę krzyków i masa krwi, a potem ukrycie się na górze windy, wzięcie zakładnika i ucieczka myśliwcem. Ponownie zakończyło się to w wyobraźni. Wszyscy cało dotarli do właściwego piętra, pełnego uzbrojonych strażników, tu już nie było tak łatwo. Zbroje i hełmy utrudniały szybką eliminację, kątem oka również dostrzegł ukrytą wieżyczkę, o której czytał w archiwum Zakonu.

Wprowadzili go do pokoju, gdzie już czekał młody oficer, aż dziw, że już był majorem.

— Siadaj, a wy możecie już wracać do swych obowiązków — rzucił, siadając naprzeciwko. Żołnierze zasalutowali i wyszli.

— Jeszcze na pokładzie myśliwca zostałeś przeskanowany. I co dziwne jesteś duchem, młody.

— Boisz się majorze duchów? — spytał.

— Nie, ja je zwalczam — szepnął, pochylając się do Damiana. — Twojego DNA nie ma w żadnej bazie danych ani w naszej, ani w medycznej, o innych nie wspominając. Tak jakbyś nie istniał, a jednak siedzisz tu przede mną. Dodatkowo ten miecz, który mi wcześniej dostarczono, nim tu przyszliście. — Wyjął broń ze skrzynki i z wyciągnął go z pochwy. — Misterna robota, wyostrzony laserowo, wykonany z najmocniejszego materiału, dość rzadko występującego, prawie każda niezniszczalna rasa podatna jest na jego działanie, z mithrilu. Dodatkowo nóż wyjęty z czaszki nieszczęsnej dziewczyny również jest z niego wykonany. Nie tylko u ciebie znaleźliśmy tak wyjątkowe uzbrojenie, otoczyliśmy garstkę ludzi, którzy posiadali taką broń, jak ty. Niestety użyli kapsułki z cyjankiem, nie powiedzieli nic, dlaczego zabili burmistrza i jego całą rodzinę. Teraz przybywasz ty, wielu pragnie odpowiedzi na pytania, które mają nadzieję od ciebie usłyszeć. Gadaj o tej waszej nazistowskiej organizacji!

— Nazistowskiej? — Damian zupełnie nie wiedział, o co chodzi. Domyślał się, że major mówi o Zakonie Zabójców, lecz to żadna hitlerowska organizacja. Przynajmniej nie widział, by Najwyższy Lord nosił krótki wąsik, albo lubił pozdrawiać się wyciągnięciem ręki do przodu.

— Nie udawaj, zostawiacie tę waszą swastykę w miejscach, gdzie zabijaliście, czy to na ciałach, albo na ścianach.

Damian wybuchnął śmiechem, wreszcie zrozumiał, dlaczego mistrz wybrał taki, a nie innych symbol Zakonu, dwie litery „Z” nałożone na siebie w przeciwnych stronach, dla niewnikliwego obserwatora, będzie to swastyka, a przecież wykręcona jest w inną stronę. Policja, czy inne służby będą podejrzewać jakichś neonazistów, a nie buddyjski klasztor wysoko w górach.

— Śmieszy cię to? — warknął major. — Masz na koncie śmierć czterech osób i powiązania z morderczą organizacją. Myślisz, że wywiniesz się? Przybędą tajniacy, to inaczej sobie pogadacie. Straże! Wyprowadzić go celi! — Mocno umięśnieni strażnicy z łatwością wyprowadzili Damiana na korytarz, następnie wpakowali go do ukrytej windy, która zawiozła go wprost do celi. Jak tylko wyszedł z niej, stała się z powrotem grubą ścianą. I tu nie postarali się, ta sama osłona z plazmy. Spojrzał przez nią. Tysiące cel i mnóstwo pięter, gdzie on się znajdował?

Następne częściMaska-Rozdział 3  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania