Maska-Rozdział 7

Gdy świt przybył, po burzy prócz licznych kałuż i mokrej trawy nic nie zostało. Damian głośno oddychał w równym tempie, jego ciało szybko dochodziło do sprawności, głównie dzięki ziołom i lekom Ateny. Otworzył swe zielone oczy, leżąc na boku, szybko analizował aktualną sytuację. Po przypomnieniu sobie wczorajszych wydarzeń rozejrzał się wokół. Tuż pod oknem, w porannym świetle dnia, oświetlona rześkim słońcem, leżała dziewczyna. Jej blond, długie włosy rozłożone swobodnie na pościeli wprost promieniały blaskiem, wraz ze śpiewnym trelem ptaków, dodającym całej scenie specjalnego uroku, przypominała księżniczkę, a nie krwawą wojowniczkę.

— Długo będziesz się tak gapił? — Jej piękne usta poruszyły się, lecz oczy pozostały zamknięte. — Nie mogę spać, a nie chce mi się wstać.

— Nie gapiłem się. Spoglądałem tylko na okno — odparł z irytacją.

— Bajdurzenie. Bandaże nadal trzymają? — Popatrzyła na niego oczyma, barwy najpiękniejszego szmaragdu.

Delikatnie przewrócił się na plecy i sprawdził całe ciało.

— Rzadko to przyznaje, ale wykonałaś bardzo dobrze zadanie. — Zabrzmiało to dosyć sztucznie.

— Czuję się zaszczycona. — Ironia i sarkazm wylewały się poza zasięg słów. — Kim byli ci goście z wczoraj?

— Nie wiem — skłamał szybko.

— Dostałbyś za to ponowne bajdurzenie, ale po pierwsze, nie przeżyłbyś, po drugie nie chce mi się. Więc masz szczęście. — Podniosła rękę do góry i opuściła na dół.

— Naprawdę nie wiem.

— Nie ufasz mi? Przecież ci pomogłam — powiedziała, podkładając pod głowę ręce.

— Nie każdy, kto wyciągnie człowieka z gówna, zaraz musi być jego wybawicielem.

— W moich stronach mówimy o wdzięczności, Chyba nie sądzisz, że nasz pan lider wysłał mnie na przeszpiegi? — spytała, ponownie przenosząc wzrok na rannego.

— Raczej wątpliwe, by tak wyszkolony żołnierz wybrał akurat ciebie do takiego zadania. Prędzej spróbowałby wysłać tę rudą, Lily. Nie dość, że pozytywnie walnięta, to jeszcze telepatka. Idealna do roli szpiega pod przykrywką życzliwej koleżanki. — Usiadł na łóżku i spoglądał na podłogę. Irytowały go bolące rany, świadczące o jego niedoskonałości.

— Więc skąd to milczenie? Chyba możesz, powiedzieć przed kim cię uratowałam.

— Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie i dla mnie. — Zebrał się do wyjścia, nie oglądając się. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.

— Masz przyszykowaną wymówkę? — Padło z drugiego łóżka. — Chyba nie sądzisz, że tę ilość trupów na zewnątrz możesz ot tak ukryć i to w jasny, słoneczny dzień.

— Coś wymyśle.

— Raczej wątpię. — Drzwi się otworzyły i stanął w nich Orle Oko. — Chyba nie sądziliście, że wszystko wam się uda załatwić po kryjomu? Martwe ciała są widoczne niemal z każdego okna posiadłości. Zważywszy na to, że wszyscy oprócz waszej dwójki oglądali film do północy, tylko głupiec nie odgadłby, kto ich pozabijał. Jednak waszym największym błędem było niedocenianie mnie. Zostawmy ten temat na później, interesuje mnie jedno, dlaczego twoi towarzysze chcieli cię zabić? Ran chyba sobie sam nie zadawałeś, a tym bardziej nie zrobiła tego Atena.

— Nie ważne. — Minął najemnika, jakby w ogóle nie istniał.

— Nie uciekniesz przed odpowiedzią, kiedyś w końcu musisz pęknąć.

Damian tylko parsknął śmiechem i kontynuował drogę do pokoju. Tęsknił trochę za Zakonem, gdzie nikt nie zadawał pytań, a liczył się tylko rezultat. Mógł jednak zapomnieć o tamtych czasach, teraz mistrz pragnie tylko jego śmierci, choć było wątpliwe, by przejął się utratą swych ludzi. Ranny otworzył drzwi, a po chwili zamykając je, usiadł na łóżku.

Pozostanie tutaj, równało się ze śmiercią, dawny mocodawca miał niezliczone możliwości i siłę, tylko ciągła zmiana pobytu oznaczała szansę na przeżycie. Niestety przez to cholerstwo na nodze, mógł tylko o tym pomarzyć. Aby to coś usunąć, musiał mięć dodatkowo zakłócacz, bez niego prąd usmaży ciało, gdy tylko zacznie grzebać przy zamku. Spojrzał na ogród, Loki i ten dzieciak z ADHD, głupszy od osła, Dark grzebali w masowym grobie zwłoki. Przynajmniej na tyle się nauczyli, by je nie przeszukiwać, maska była zabezpieczona trucizną, a liczne kieszenie zawierały tylko niebezpieczne gadżety, bez rzeczy osobistych. Ich jedynym tropem była niby swastyka, która oznaczała neonazistów. Strzał kulą w płot. Nie zamierzał wyprowadzać nikogo z błędu. W oczy rzuciły się resztki kleju na okiennicach, ktoś musiał przeciąć go wczoraj.

Damian kopnął w biurko, tak że wszystko się zatrzęsło. Dlaczego nic nie wychodziło według planu? Mógł zabić tamtego dzieciaka, wtedy nie musiałby opuszczać dawnego domu. Delikatnie rozprostował ramię, sprawdzając, czy wszystko było z nim w porządku. Wprawdzie z Ateny irytująca dziewczyna, ale na lekach się zna, z drugiej strony rany nie stanowiły tak wielkiego zagrożenia dla życia, jak wydawało się wcześniej.

– Muszę się uspokoić. Jak to mówił mistrz: Mały błąd może stać się przyczyną ciągłego smutku; chwila nieuwagi staje się powodem żalu przez całe życie. — Zabrał miecz i ruszył za posiadłość. Dziwiło go, że będąc więźniem, ma broń, to tak, jakby otworzyć klatkę tygrysowi i spacerować sobie wokół. Lekceważyli go, patrząc jak na dzieciaka bez mocy i wyszkolenia, ale to się im zemści. Wszystko w swoim czasie.

Opuścił dom i znalazł się na wielkim polu zielonej trawy, skrytej w cieniu wielkiej budowli. Cisza i spokój, idealnie. Chwycił mocniej katanę i wysunął prawą stopę do przodu, wciągnął głęboko powietrze i głośno wypuścił. Skierował miecz ku pchnięciu i ponownie powtórzył ćwiczenia oddechowe. Oczyścił umysł i zaczął planować następne kroki.

– Po pierwsze muszę całkowicie uśpić ich czujność. – Zmienił pozycję, cofając miecz. – Skupię się na doskonaleniu umiejętności, wypatrując odpowiednich szans na rozwijanie planu ucieczki.

— Trening oczyszcza i pozwala planować, czyż nie, młody? — Orle Oko stanął pod ścianą.

— Czego chcesz? — Zapytał, kontynuując ćwiczenia.

— Informacji młody, informacji. — Usiadł, kierując wzrok na bezchmurne niebo.

— Już powiedziałem, nie wiem.

— Więcej prawdy usłyszę od polityka niż od ciebie. Nieznana organizacja mająca pieniądze i ludzi pojawiła się parę lat temu w Europie. Nikt dotychczas prócz w małej części Azji o niej nie słyszał. Bezwzględna, krwawa i tajemnicza. Na swoim koncie ma liczne zabójstwa VIP-ów oraz porwania. Przez symbolikę nazistowską ZUB uznaję ją za spadkobiercę Hitlera.

— Wyczuwam w twoim głosie pewną dozę niezgodę. Czyżbyś miał odmienne zdanie? — Damian przeszedł z treningu oddechowego na trening fechtunku. Pojedynkował się z niewidzialnym przeciwnikiem.

— Dlaczego łysi i brutalni neonaziści mieliby przerzucać się na miecze i różne dziwne gadżety. Nie znają się na subtelności. Jak rok temu w Berlinie, gdzie lokalnemu imamowi roztrzaskali głowę bejsbolem. Za sprawą pewnych zdarzeń z przeszłości nad interpretujemy pewne symbole. Swastyka w Indiach był symbolem szczęścia i to wiele, wiele lat przed nazizmem. Wyjaśnienia są dwa albo mamy do czynienia z jakąś pokręconą sektą, albo znak jest czymś zupełnie innym i należy spojrzeć na to inaczej. Nie mylę się prawda? — Spojrzał zza maski badawczo na młodzieńca. Ten uśmiechnął się, najemnik nie był aż tak tępy, na jakiego wyglądał. Intelekt nie zamienił na muskuły. Rozum i tężyzna fizyczna, niebezpieczne połączenie. Orle Oko wylądował wysoko w rankingu na najtrudniejszą przeszkodę w drodze na wolność.

— Jestem tylko zwyczajny chłopakiem, najemniku. Zupełnie nie wiem, dlaczego wczorajsi napastnicy chcieli mnie zabić — rzucił, rozkładając ramiona w geście bezradności.

— Zwyczajny chłopak z wyszkoleniem cholernego komandosa, wielokrotnie uciekający ze ściśle strzeżonego wiezienia ZUB-u, zabijający drugiego człowieka bez mrugnięcia okiem. I mówisz to, trzymając w ręku ostry, jak brzytwa miecz z drogiego materiału. Absurdalne pojęcie normalności. — Wstał i podszedł do młodzieńca. — Kłam, ile chcesz. Wiedz jednak jedno, jestem odpowiedzialny za pozostałych. Sprowadź jakiekolwiek zagrożenie na nich, a nie będę się patyczkował. Wyduszę z ciebie choćby siłą, o co chodzi z tą jebaną organizacją. Nie będę tego powtarzać, pamiętaj o tym.

Damian nie odpowiedział, ćwiczył dalej, miał wrażenie, że trafił do wariatkowa. Pierdzielić to, zostanie nawet wariatem, jeśli pozwoli mu to na ucieczkę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania