Maska-Rozdział 4

Ogromny ból rozsadzał mu czaszkę, czemu nie użyli na przykład prądu, albo innego czegoś. Wszystko było lepsze od uderzenia w głowę. Wprawdzie obudził się już jakiś czas temu, ale nadal nie mógł do siebie dojść. Przytłumione dźwięki mieszały się z rozmazanymi obrazami, zamknął oczy, by choć trochę opanować zmysły.

— Obudź się młody. Cholera Jones musiałeś walić tak mocno? Jeszcze trochę a roztrzaskałbyś mu łeb. Ja wiem, że uwielbiasz pakować na tej swojej domowej siłowni i rozpiera cię energia, ale hamuj się. To nie miejsce kaźni, tylko wiezienie. — Usłyszał głos tuż przed nim.

— Mógł szczeniak siedzieć w celi, a nie bawić się w ucieczkę. Najniższy poziom należy do najniebezpieczniejszych zbirów. Myślisz, że będę się ograniczał i spoglądał na każdego, kogo DNA nie zgadza się z używaną kartą? — Odburknął w odpowiedzi drugi mężczyzna.

— Radzę uważać na słowa sierżancie. Lepiej módl się do tego swojego Buddy, by chłopakowi nic nie było. Uciekinier, uciekinierem, ale nie zasługuje na zmasakrowanie. Prasa dobierze nam się do dup, przełożenie, by uciszyć sprawę, zrzucą calutką winę na kozła ofiarnego. Jak myślisz kto, nim będzie?

— Przecież coś takiego można zatuszować, nie takie rzeczy robili odpowiedni ludzie — odparł lekceważąco Jones.

— Czyś ty się łbem z tyłkiem pozamieniał? Myślisz, że jest to jakaś książka, albo film? Zapominasz, że nie jesteśmy w Rosji, czy innym wypizdowie. Tu nie da się zamordować więźnia i ukryć ten fakt. Stanowimy legalną i dobrą instytucję, musimy pisać raporty, by jacyś imbecyle za biurkami byli zadowoleni i mogli żreć z państwowego koryta. Jeśli jeden z nich dostanie notkę o tej sytuacji i będzie ambitny, wykorzysta nas dla swojej kariery, podkopując naszego przełożonego. Jeśli więc cenisz swoje wielgachne cztery litery, to ruszaj po doktorka. Młody ledwo kontaktuje. Eh miałem złudne nadzieje, że zakończy się to raz, dwa.

Do uszu Damiana doleciał dźwięk zamykania drzwi, a po chwili nastała cisza. Usłyszał całą rozmowę, choć nadal nie potrafił zapanować nad widzeniem i równowagą. Na szczęście nie miał kajdanek na sobie, nie mogąc na razie nic zrobić, położył głowę na opartych o blat, rękach. Chłodna stal idealnie chłodziła obolałą głowę. Myśli zbyt bezładnie krążyły, by mógł ustalić aktualną sytuację, czekał więc na jej dalszy rozwój.

— Mam nadzieję, że sprawa jest pilna poruczniku Cliff. Pacjent Czterysta dwadzieścia ma poważne urazy brzucha, każda sekunda jest ważna. Kto wie, czy nie będę zaraz potrzebny. — Mężczyzna brzmiał, o wiele poważniej od strażników. Przypominał jakiegoś profesora, głos stonowany, ale i poważny.

— Gdyby taka nie była, nie kazałbym Jonesowi pana tu sprowadzać. — Odrzekł szybko szef strażników.

— No dobrze. Zobaczmy, co tu macie. — Szelest odsuwanych drzwi, oznajmij przybycie gości. Damian podniósł się z ogromnym trudem i spojrzał na obecnych, których sylwetki już lepiej widzialne, krążyła, jak na karuzeli.

— Mogę wiedzieć, z jakim pociągiem zderzył się ten młody człowiek? — spytał, wyjmując z kieszeni latarkę i święcąc mu w oczy. — Źrenice reagują poprawnie, nie widać jakiś poważniejszych urazów, lecz wygląda, jakby miał bliskie spotkanie z czymś mocnym. Z ledwością spogląda na nas, a wzrok ma mętny. Po minimalnym, ale widocznym obrzęku głowy, mogę przypuszczać, że kolega Jones ponownie użył za dużo siły...

— Wyjdzie z tego?

— Nie wygląda na poważny stan, poruczniku. Jednak mózg to niezwykle delikatna maszyna. Mogło dojść do jakichś uszkodzeń wewnętrznych. Więcej będę wiedzieć po szczegółowych badaniach.

— Nie możesz dać mu coś na wzmocnienie? Jeden zastrzygł tego nanocoś i będzie chodził jak w zegarku. — Wtrącił się Jones.

— Nanitów, nanitów sierżancie. — Poprawił go doktor. — Nie jesteśmy magami, przynajmniej nie ja. Opieram się na nauce i badaniach, nie wiedząc, czy wstrzyknięte maszynki będą kompatybilne z potencjalnym nosicielem, mogę zrobić mu większą krzywdę. Połóżcie go na noszach, przetransportujemy go do lazaretu. Sam w tym stanie nie zrobi nawet kroku.

— To zbyteczne doktorku. Poleży sobie w zimnej celi, to zaraz dojdzie do siebie.

— Zamknij się Jones albo zaraz będziesz miał nocny grafik. Wiem, jak uwielbiasz dzienną służbę, nie każ mi tego zmieniać.

Siłacz zamilkł, a po chwili ranny poczuł, jak jest układany na noszach.

— Może i wygląda na słabeusza, ale swoje waży. Ma całkiem wysportowane ciało, pomimo bycia gówniarzem.

— Musisz tyle gadać sierżancie? — spytał porucznik.

Światła raz po zarazem przesuwały się nad Damianem. Powinien według szkolenia, uciec, ale zupełnie nie miał na to siły, ten cholerny wielkolud zbyt mocno mu "przydzwonił". Obserwował więc ciągle zmieniający się sufit, aż w końcu dotarli do śnieżnobiałego pomieszczenia, gdzie rytmiczne pikanie, doprowadzało młodzieńca do szewskiej pasji.

— Przełóżcie go na łóżko i możecie odejść. Wystarczy, że poczekacie za drzwiami.

Ranny poczuł się lepiej, gdy z twardych noszy, został położony na miękkim materacu. Po sekundzie zabrzmiał metaliczny odgłos skanera, doktor zaczął badanie.

Przez następne kilka minut sale wypełniły mechaniczne odgłosy, tak, jakby w pomieszczeniu nie znajdowała się żadna istota ludzka. Nagle drzwi się otwarły, a do środka ktoś wszedł, szybko zbliżając się ciężkim krokiem, wojskowych butów.

— Jak doktorze Faust, mogę go przesłuchać? — Zabrzmiał donośny głos.

— Nie mam żadnych przeciwwskazań majorze. Badania rozwiały wszelkie obawy, dostaje tylko coś na wzmocnienie. Pański człowiek ma zbyt mocną rękę.

— Tak, gdyby tylko z siłą, szła inteligencja. — Westchnął ciężko. — No dobra młody czas na ciebie. Masz ten komfort, że zamiast chłodu krzesła, możesz grzać się na łóżku. Mamy skąpe dane o tobie. Według skanerów masz szesnaście lat, wyćwiczone ciało i niebezpieczny asortyment przy sobie. Jeszcze ten raport... „Dnia XXX o godzinie dwudziestej drugiej nasłuchując odgłosów miasta, z gąszczu dźwięków wyłoniliśmy wystrzał. Udaliśmy się na miejsce, ponieważ żaden z policjantów nie zgłosił się. Uznaliśmy, że mogło dojść do przestępstwa. Na miejscu dostrzegliśmy cztery ciała w ogromnej kałuży krwi oraz stojącego z poplamionym szkarłatem ostrzem podejrzanego. Jeden z moich ludzi zawołał do niego, a ten podjął próbę ucieczki, zasłaniając się zasłoną dymną. Po krótkim pościgu osaczyliśmy go, poddał się bez walki. Przekazaliśmy aresztanta. „Później moi ludzie dotarli do prywatnej kamery, która nagrała wszystko. Gówniarz, który to nakręcił, liczył, że wrzuci to do sieci i zyska na popularności. Życie ludzkie przeliczone na jakieś "liki", czy jak to się zwie. Absurd dzisiejszych czasów. Na nagraniu widzimy niezłe lanie, a potem egzekucję zbirów. Nasz analityk również stwierdził, że gdyby dziewczyna nie strzeliła, żyłaby. Ma rację?

— Szkoda miecza na takiego robaka... — odrzekł cicho.

— Tak myślałem, że nie kierowała tobą litość. Nie mam pojęcia co z tobą zrobić. Zabiłeś cztery osoby i uciekłeś z celi, z której według jej twórców, nie da się uciec. Dodatkowo posiadasz broń, którą użyto w licznych innych morderstwach. Nie jest to akurat ten egzemplarz, ale bardzo podobny. Nie masz wytatuowanej swastyki, nie rzucasz rasistowskimi powiedzonkami, mówiąc wprost, nie wyglądasz na neonazistę, a jednak masz z nimi powiązania. Współpracuj, to może ci pomogę.

— Dlaczego miałbym? Zamknijcie mnie, gdzie tam chcecie i po sprawie.

— Żebyś uciekł stamtąd następnego dnia? Zapomnij. Nie jestem głupcem, doskonale zdaje sobie sprawę z twojego przeszkolenia. Dostaniesz piękną bransoletę na kostkę i specjalną eskortę, która będzie cię strzegła dzień i noc. Mamy czas, by dostać od ciebie informację, skoro mury cię nie zatrzymały, zrobią to ludzie. Spróbuj tylko ich skrzywdzić, a przestanę cię traktować, jako tylko niebezpiecznego dzieciaka. — Spojrzał na niego wzrokiem, od którego włos się jeży. — Teraz leż sobie, za godzinę zabierzemy cię do twoich nowych aniołów stróżów. Doktorko, na razie pozostawiam go w twoich rękach.

Lekarz tylko skinął głowa i wrócił do swoich zajęć. Damian ponownie zamknął oczy, sytuacja wydawała się dość klarowna i jednocześnie pesymistyczna, jednak widział światełko w tunelu. Oby nie okazało się pędzącym pociągiem, a on debilem na torach.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania