Poprzednie częściOstatni papieros cz.1  Ostatni papieros cz. 2  

Ostatni papieros cz. 3

Bez słowa wsiadają do taksówki. Witold przesyła na komórkę taksówkarza wizytówkę agencji ubezpieczeniowej.

– Tam poproszę.

– Acha… W sprawie hologramu? – mówi, włączając silnik. Ruszając, wciąż zerka przez szybę na cmentarz. W oddali dostrzega tlące się światełko, które zostawił na grobie babci. Tęskni za słońcem.

– Tak, właśnie w tej sprawie. Ale to chyba nie pana rzecz – sili się na szorstkość, choć wcale nie czuje niechęci do kierowcy. Wręcz przeciwnie, coś ich połączyło kilka chwil temu, coś, co zrodziło w Witoldzie bunt. Bliskość nie jest jego specjalnością. Trudno powiedzieć, co nią jest.

– Ja wiem, że nie moja, ale jakoś czuję, że muszę być z panem szczery, a o hologramie słyszałem to i owo.

– Był pan tam?

– Nie, ale znam ludzi, którzy byli.

– To nic pan nie wie. Proszę się skupić na drodze.

– I po co ten niemiły ton? Panie, przecież ja z dobrego serca chcę tylko ostrzec. Te agencje to zwykłe naciąganie.

– Przecież to w ramach ubezpieczenia. Żadne naciąganie – odpowiada pewnym głosem, choć pewności siebie nie ma za grosz. Wręcz przeciwnie. Poci się i czuje, że wpada w panikę. Zupełnie tak samo, jak w dniu, kiedy postanowił powiadomić matkę o zbliżającym się ślubie. Ona jest za mądra dla ciebie, zbyt piękna, za bogata, będziesz przy niej jak żebrak. Usłyszał. Przez lata starał się wyrzucić każde ze słów osobno z pamięci, ale one jak węże przebiegle wciąż powracały, by przydusić, postawić na swoim.

– Oj, ale pan naiwny. Pierwszy miesiąc jest faktycznie w ramach ubezpieczenia, ale przecież nikt nie chce rozstawać się z bliskimi prawda? To tak jakby zabić ich drugi raz. A ludzie mają sumienia i za te sumienia płacą, i to duże pieniądze. To zły system. Wszystko, co się teraz dzieje wokół to jakiś koszmar. Czasem mam wrażenie, że ktoś nawet pogodą steruje.

– Co też pan opowiada… – wciąż sili się na spokój, choć czuje, że z nerwów zbiera mu się na wymioty.

– Naprawdę tak myślę. Zastanów się pan, gdyby była ładna pogoda, ilu ludzi zostawiłoby komputery, telefony i inne nowoczesne gadżety i wyszłoby na dwór? Nie powie mi pan, że nie tęskni za słońcem?

Nie odpowiada. Milczy i skupia się na opanowaniu nerwów. Co się z nim dzieje? Czy to stres przed spotkaniem z matką, czy po wizycie na cmentarzu? Czy myśl o tym, że nie zasługuje na to słońce, tak go wyprowadza z równowagi? A może to wina taksówkarza? Po co się wtrąca i krytykuje hologram – jego ostatnią nadzieję. Cholerny świat. Nawet nie można zapalić.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmia kierowca, a Witold milczy. Nie wysiada. – Coś nie tak?

– Naprawdę pan myśli, że to naciąganie? – bardziej szepcze niż rzeczywiście pyta.

– Panie, ja wiem tylko tyle, co mi inni klienci opowiedzieli. Ale wie pan, ludzie lubią narzekać. Może panu pomoże – mówi ogarnięty współczuciem. – Tylko niech się pan nie da zwieść. To nie będzie pana matka.

– Postaram się – mówi już spokojniejszym głosem, po czym spogląda w oczy rozmówcy i wyciąga do niego rękę – Jestem Witek.

– Bruno.

Uścisk dłoni i porozumiewawcze spojrzenie. Myśl o tym, że agencja nabija klientów w butelkę, budzi w Witoldzie kolejną falę buntu i niezgody. Jest to znajome uczucie, towarzyszące mu niemal całe życie. To niesprawiedliwe, że taki się urodziłeś troszkę nierozumny, ale musisz wiedzieć, że taki jest właśnie świat. Niesprawiedliwy synku. Świat jest niesprawiedliwy i musisz to zaakceptować. Słowa matki wciąż dudnią mu w głowie, niczym znienawidzona melodyjka z reklamy płynu do naczyń, którą nieświadomie się podśpiewuje podczas smarowania kanapek.

– Nigdy tego nie zaakceptuję – wypowiada słowa na głos i wysiada z taksówki, która nie odjeżdża od razu, jakby czekała czy klient się nie rozmyśli.

Tymczasem Witold zapamiętuje jej numery. Już ma swojego kierowcę, innego nie będzie potrzebował.

Po chwili stoi w deszczu przed szklanymi drzwiami z pustką w głowie, krzykiem w sercu i spoconymi dłońmi w kieszeniach. Zastyga w odrętwieniu, szuka własnych myśli. Na chwilę zapomina, gdzie jest i po co przyszedł. Stoi. Nawet deszcz jakby zrobił sobie przerwę.

Takie momenty oszołomienia zdarzają mu się od dziecka, szczególnie w sytuacjach stresowych. Dla matki był to kolejny argument świadczący o braku inteligencji. Dla niego kolejny powód, by uciekać przed wzrokiem kolegów. Ale przecież to nie jego wina, że taki był, jest. To jej wina. Wina leży po stronie producenta, tak mówi Majka, gdy coś się w domu zepsuje. A on Majce wierzy, bo to jego szczęście i jedyna prawda.

Czas dowiedzieć się dlaczego i co poszło nie tak.

Teraz na dworze mokną lęki. Witold wszedł do środka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Justyski→ Dobrze stopniujesz wyczekiwanie, jak to będzie z tym ''hologramem''. Tekst lepszy od poprzednich - w pewnym sensie.
    Nie wiadomo cokolwiek na pewno. Same rozterki i rozdroża i pytania. Naprawdę ciekawie się czyta. Bo każesz: czekać, co będzie.
    P.S→Niedawno miałem podobny pomysł. Dziecko widzi matkę na fotelu i się cieszy, że wróciła stamtąd. Do chwili, gdy się chce przytulić. Upada na fotel i nie rozumie, co się stało. Ma do niej pretensje, że zostało oszukane..itd...
    Czekam na następną część. Pozdrawiam→5+
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Dekaosie, uczę się cierpliwości przy pisaniu haha to staram się stopniować:) Cieszę się, że to widać.
    A Twój pomysł ciekawy. Pisz:)
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny
  • jesień2018 8 miesięcy temu
    Przeczytałam też drugą i siup, jestem tutaj:) Fajny klimat, tzn wcale nie fajny, ale przekonująco mroczny i ciężki. Nie spodziewałam się, że to będzie SF :) Pomysł z hologramem kojarzy mi się z Czarnym Lustrem, był tam taki odcinek, jak mąż ginie w wypadku, a żona nie może się z tym pogodzić i ucieka się do podobnego sposobu... Pewnie widziałaś? Też jestem ciekawa tej rozmowy. Pozdrowienia!
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj jesień. Miło mi, że śledzisz tę opowieść. Po części rozgryzłaś po trochu moją inspirację. Widziałam kilka odcinków Czarnego lustra, które bardzo mi się podobały, ale tego o którym piszesz jeszcze nie. Ale skoro mówisz, że taki jest, to obejrzę jak skończę pisać :)
    Dziękuję Ci pięknie i pozdrawiam!
  • jesień2018 8 miesięcy temu
    Justyska aż sprawdziłam to dla Ciebie - to drugi sezon, odc. "Zaraz wracam". Obejrzyj KONIECZNIE :)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    jesień2018 Dzięki. :)
  • Freya 8 miesięcy temu
    No to jestem... czytałem też drugą część tytoniowego cyklu. Tam było nawiązanie do tytułu opka oraz bezwarunkowej miłości Witolda wobec matki:
    "Może dlatego, że w głębi duszy porównuje tę miłość do nałogu, który dając chwilę przyjemności, w rzeczywistości wciąż upokarza. Rzucanie palenia było łatwiejsze niż rozstanie z adrenaliną towarzyszącą ciągłej huśtawce nastrojów w domu pełnym wszystkiego”
    Ten cytat w/g mnie zawiera problematykę wokół której obraca się kanwa tekstu. Przede wszystkim rzuca się w oczy, iż relacje rodzinne Witolda i jego matki, choć bardzo istotne, lecz niekoniecznie oparte były na samych pozytywach - delikatnie to ujmując. Najwyraźniej jest w szczególny sposób uwarunkowany co do jej osobowości i fakt śmierci nic nie zmienił w tym aspekcie. Twgl. Witek jest nieco dziwnie wyobcowany i zapewne jest to efektem wychowawczym jego rodzicielki. Takie rozwiązania jak zimny chów przecież nadal funkcjonują, a jednocześnie całość twojej historii jest osadzona w specyficznej scenerii. Silnie podkreślasz regres wartości norm społecznych, które odbiegają od tzw. tradycyjnie obowiązujących niegdyś kanonów - choć i ich zasadność również wynikała z uwarunkowania społecznego...
    Teraz jest coraz większy wpływ internetowej świadomości i w ogóle wirtualnych oddziaływań w odniesieniu do realu. Nie wiadomo co lepsze, bo nie wiadomo co będzie jutro :) Pozdro

    Ps. Hologram raczej nie jest rozwiązaniem, może lepszym byłby - worek bokserski... :)
  • Freya 8 miesięcy temu
    Eee, widziałaś może "Kieł" Jorgosa Lanthimosa? ;)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Freya, dziękuję za ciekawy komentarz i za wyciągnięcie rzeczywiście ważnego fragmentu. Witek jest niezdecydowany. Nie wie czy cierpi czy poczuł ulgę po śmierci matki. Dodatkowo przytłacza go świat wirtualny. Gdzieś się w tym wszystkim zgubił.
    Miło mi niezmiernie, że zaglądasz.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Justyska 8 miesięcy temu
    A filmu nie widziałam.Obadam:)
  • Adelajda 8 miesięcy temu
    Świetna część Justys. Czyta się i już za moment się kończy. Masz bardzo lekkie pióro.
    Postać Witolda bardzo porusza i w pewien sposób się z nim utożsamiamy.
    Czekam na dalej.
    Pozdrawiam :-)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    A może Adelajdo ta część jest po prostu krótka:) To bardzo miłe, że śledzisz i czekasz. Kontynuacja w piecu:)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Canulas 8 miesięcy temu
    "– I po co ten niemiły ton." być moze nie, ale nie wiem czy nie dać znaku zapytania.

    "Teraz na dworze mokną lęki. Witold wszedł do środka." - a tutaj przemyślałbym "wchodzi", no ale tak tylko.

    Dwójka była bardzo nacechowana emocjami. Pięknie opowiedziana scena o tym, jak tragedie swymi wspólnymi mianownikami - łączą. Czyli, że pomijając kwestie społeczne, wzorce charakterologiczne i całkiem zróżnicowane żywota, u podłoża pewne rzeczy ciągle są stabilnie jednakie.
    Ta część jednak jest jak wyście spod gorącej wody na bardzo zimną podłogę. Relacje się oddalają. Moment wspólny gaśnie. Jeszcze reanimują, ale dla mnie to już prędzej wyuczona zdawkowość w myśl powiedzenia: nie gaś ognia kubłem wody, tylko miarowo przysypuj piachem.
    Są rozterki, są wątpliwości. Bardzo ładna kontynuacja.
    To taka część przejściowa. Część "po czymś i "przed czymś". Część pomiędzy. Nazwijmy ją: Częścią czyśćcową.
    Ładna ta część czyśćcowa. Preludium u bram finału.
    Czekam.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Can, dzięki za uważne czytanie. Pierwsza uwaga przyjęta i zaraz zostanie wprowadzona w życie, a nad drugą myślę od momentu napisania ostatniego zdania, ale chyba tak zostanie jak jest.
    Fajnie, że się podoba:)
    Pozdrówka!
  • pasja 8 miesięcy temu
    Witam
    Znowu zastanawiasz i serfujesz emocjami. Ludzie są jak ćmy lecące do ognia. Wiedzą, że tam czeka ich tylko ból i rozgoryczenie, a jednak robią to i znów robią. Uczą się na tych samych błędach. Skąd my to znamy? U bohatera widzę mocno nasiąknięty obraz niedowartościowania i nieakceptowania siebie z czasów dzieciństwa. Najpierw matka, a potem żona były podporą jego rozterek. Bardzo nerwowa i nacechowana emocjami sytuacja. Taksówkarz jednak pełni tutaj zdecydowaną rolę stanowczego charakteru.

    Pozdrawiam
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Tak Pasjo, Witold jest trochę zwichrowany, ale może jeszcze wyjdzie na prostą:)
    Dziękuję i tu również pozdrawiam!
  • Maurycy Lesniewski 8 miesięcy temu
    Często to co najbardziej kochamy, zadaje największy ból, a zasadniczo strata tego czegoś, chodzi oczywiście o najbardziej kochane osoby.
    Każdy przeżywa stratę inaczej, jedni potrafią się z nią pogodzić i żyć dalej inni tkwią zawieszeni pomiędzy wspomnieniami a rzeczywistością.
    Ciekawy tekst, jak zwykle u Ciebie, zmusza do zastanowienia i daje do myślenia!
    Pozdrawiam ciepło :)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Takie zawieszenia bywają niebezpieczne. Dzięki wielkie Maurycy, że śledzisz tę moją pisaninę i jeszcze dobre słowo zostawiasz:)
    Pozdrawiam serdecznie!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania