Ostatni papieros cz. 7

Witold nie śpi od piątej rano. Chodzi po kuchni jak więzień po celi i ma nadzieję, że coś mu się jeszcze przypomni, że gdzieś w zakamarkach pamięci, coś na nowo rozkwitnie, ale im mocniej skupia się na wspomnieniach, tym mniej wyraźne one są, jakby cały wysiłek wznosił jedynie mgłę.

Wypija właśnie trzecią kawę, kiedy dzwoni budzik, a Maja podrywa się z łóżka i w pośpiechu upina włosy, zakłada ubranie, robi szybki makijaż, z pięknej stając się kimś ponad normę.

– A ty już nie śpisz, Wituś? Co się dzieje? To przez ten sen? – pyta i podchodzi, by się przytulić na powitanie. Jak zawsze bez wzajemności.

– Nie mogłem spać – odpowiada beznamiętnym głosem i spogląda na żonę. Coś go niepokoi. Szybko jednak odtrąca te myśli, zwalając wszelkie niedorzeczności na barki niewyspania i stres.

– Lecę do pracy. Widzimy się po południu.

– Do zobaczenia – niemal szepcze pod nosem, gdy drzwi się zamykają.

Witold stoi jeszcze chwilę uwikłany w serię pytań zalewających jego świadomość z siłą wybitego szamba. Gdy ciśnienie opada, smród pozostaje, dlatego czas na oczyszczenie umysłu. Dopija kawę, zarzuca zwinnym ruchem płaszcz i wychodzi z mieszkania. Będąc w windzie, wzywa taksówkę o konkretnych numerach. Kiedy wychodzi przed budynek, Bruno już czeka w gotowości.

– Muszę przyznać, że jesteś ekspresowy. Nawet nie zdążyłem zmoknąć.

– Byłem akurat w pobliżu, gdy dostałem twoje zgłoszenie. Kiepsko wyglądasz. Źle spałeś?

– Nie najlepiej. Ale to nieważne. Jedźmy.

– No dobra, ale powiedz mi gdzie – mówi Bruno, uzupełniając wypowiedź szczerym uśmiechem.

– Na cmentarz. Jedziemy na cmentarz.

– Znowu? Wątpię, żeby coś się tam zmieniło od wczoraj – w jego głosie słychać wyraźną niechęć.

– Ale ja chcę tam jechać. Zawieziesz mnie czy mam zadzwonić po kogoś innego? – pyta Witold i nie ukrywa irytacji.

˜– Klient nasz pan. Jedziemy.

Odpala silnik i cały czas wpisuje coś do komputera wbudowanego w pulpit. Wygląda, jakby się śpieszył, choć nikt go nie pogania. Nikt nie trąbi, nikt nie czeka, tupiąc nogą w kałuży.

Witold początkowo stara się ignorować zachowanie kolegi i jak zwykle wpatruje się w krople deszczu rozciągające się po szybie niczym smarki pod nosem małego dziecka, ale nagle zauważa, że jadą inną drogą.

– Bruno, co jest? Gdzie jedziemy i co ty tam ciągle wpisujesz? Nie patrzysz na drogę i zaraz pobłądzimy.

– Pobłądzimy?! Dobre sobie – wybucha śmiechem, po czym dodaje: Walczę z nawigacją, bo z powodu nadmiernych opadów wiele dróg zamknęli.

– A to ci dopiero… – Witold marszczy brwi, słuchając o zalanych drogach. Pada od lat i teraz nagle drogi zalało? O co tu chodzi? Czy cały świat jest przeciwko niemu? Nie, to tylko paranoja. Tak, na pewno paranoja. Ale już niedługo wszystko minie. Wyjaśni się, mgła opadnie. Na pewno. Może nawet deszcz przestanie padać. Tak przestanie. Kiedyś w końcu przestanie.

Z samouspokajających myśli wyrywa go ostrzejsze hamowanie.

– Jesteśmy na miejscu – melduje Bruno, parkując pod bramą cmentarza.

– A nie możesz podjechać tu te kilka metrów? Chciałbym kupić znicz.

– Znicz? Jaki znicz? Że niby gdzie?

– Tu, gdzie wczoraj… – nagle urywa, bo wystawiwszy głowę przez uchylone drzwi, nie potrafi dostrzec domu, w którym był poprzedniego dnia. Znikł? Zburzyli w jedną noc? Niemożliwe. Na pewno to nie z tej strony cmentarza. Pewnie coś Bruno pokręcił.

– Witek, stary co z tobą? Owszem byliśmy tu wczoraj. Poszedłeś, przeżegnałeś się, czy pożegnałeś, czy coś tam i wróciłeś do samochodu. I tyle.

– Przecież i tobie kupowałem ten cholerny znicz! Nie rób ze mnie wariata, zapaliłeś go na grobie babci!

– Słuchaj… Nie wiem, co oni ci tam zrobili w tej agencji, ale ja nie szedłem z tobą na cmentarz. Siedziałem w samochodzie.

Witold już nic więcej nie słyszy. Wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Jakby gęsta fala niewiedzy porwała go w inną czasoprzestrzeń. Wychodzi z auta i kieruje się w stronę rodzinnego grobowca. Chcę zobaczyć ten znicz. Musi go zobaczyć, żeby nie zwariować, żeby móc złapać się tego małego płomyczka i umieścić w jego rozpalonych ramionach całą nadzieję.

Podchodzi pod kamienną płytę. Ale nie ma tam żadnego śladu ani kropli wosku, ani ulatującego ciepła. Przeciera rękawem płytę, zrzucając, posklejane deszczem liście. Maja Bugaj. Zamyka oczy – modli się o jasność umysłu – otwiera, ale imienia żony już nie ma. To przez ten sen mu się wydawało. Tak przez sen, bo przez cóż innego? Za mało snu, za dużo kawy, stres i jeszcze ta wizualizacja. Śmierć matki. A sen, to tylko głupi sen. Nic poza tym. Nic. Spogląda w stronę taksówki. Stoi zupełnie normalnie. Normalna taksówka. Spogląda na swoje dłonie. Zwykłe są, jak i stopy i płaszcz cały w kroplach deszczu. Uspokaja się i zapomina nawet o zniczu i pani Bogusi i jej szarlotce. Zapomina o stresie. Prawie siebie zapomina. Jest dobrze.

Po chwili wsiada do taksówki i już spokojny prosi Bruna, by zabrał go do agencji. Dziś kierowca nie przekonuje go do swoich racji. Nie mówi, że ubezpieczyciele nabijają tylko kasę. Może uznał, że to nie ma sensu, a może zwyczajnie zmienił zdanie. Przecież ludzie często tak robią. Mówią co innego niż myślą lub wyolbrzymiają swoje poglądy, które w rzeczywistości są umiarkowane.

– Jesteśmy.

– Dzięki, Bruno. Do zobaczenia.

Witold wchodzi do agencji. Szerokim uśmiechem wita go Miki. Jest ubrany tak samo jak wczoraj, co dodatkowo wzmacnia niezrozumiały spokój, rozrastający się w Witku niczym bluszcz. Podaje swoją kartę i nagle zauważa, że ze stolików znikły kwiaty. Przyjmuje ten fakt z ulgą i bierze głęboki oddech. Nawet lekko drgają mu kąciki, jakby chciały wbrew światu wpuścić na usta uśmiech.

– Widzę, że jesteś dziś w dobrym nastroju. To dobrze. Tu jest twoja karta, a pokój wiesz gdzie.

– Tak, dzięki. Widzę, że pozbyliście się kwiatów.

– Klient nasz pan.

Witold wydaje się nie słyszeć odpowiedzi Mikiego i po chwili znika za drzwiami pokoju nr 13.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Justysko. Coraz ciekawiej się robi. Jeno scenariusz napisać i film kręcić. Bardzo lubię takie ''poplątane''opowieści.
    Tak się zastanawiam, czy znaczący wpływ na koniec, będzie miał sam początek? Tak czy siak,ciekaw jestem. Pozdrawiam→5
  • Justyska ponad tydzień temu
    Witaj DD. Zakończenie mam w głowie od początku, ale jakoś droga do niego się wydłuża :) Jest mi super miło, że tak śledzisz tę moją pisaninę. Dzięki i pozdrowienia ślę!
  • inkarnacja ponad tydzień temu
    Całkiem mi się podobało. Z wprawą i gracją żonglujesz słowamii, doskonale zdając sobie sprawę z ich mocy; jak intensywny efekt można osiągnąć, pokazując coś, a nie mówiąc o tym. Jednocześnie brak umiaru przy takim zabiegu wywołałby znudzone przewalenie oczami, lecz tutaj nic takiego nie miało miejsca. Jak dla mnie, znalazłaś balans. Do tego bohater z krwi i kości, w którego łatwo się wczuć, bo został dobrze sportretowany. Duży plus.
  • Justyska ponad tydzień temu
    Witaj inkarnacja. Ciągle wydaje mi się, że zbyt mało opisuję, że walę zbyt dużo konkretów, dialogów, że zbyt szybko. Staram się pisać z większą dozą cierpliwości. Twój komentarz jest bardzo budujący. :))
    Dziękuję i pozdrawiam!
  • Adelajda tydzień temu
    Teraz to zakręciłaś. Podsyciłaś ciekawość do maksimum. Doprawdy świetna część, lekko napisana (ale to już wiesz). Widać, że coś się dzieje z Witoldem, coś złego; zaczyna fiksować, czy może już sfiksował, albo to tylko zły sen. Poczekamy, zobaczymy.
    Świetny kawałek :)
    Pozdrawiam i czekam.
  • Justyska tydzień temu
    Dziekuje Adelajdo za wizytę. Coraz dluzsza ta opowiesc mi rosnie. Super ze zagladasz.
    A co z Witoldem? Sam musi to zrozumiec :)
    Pozdrawiam!
  • kalaallisut tydzień temu
    Ja też jeszcze nie rozumiem (tym bardziej że tylko 2 części nam za si
  • kalaallisut tydzień temu
    Za sobą- ale cos czuję że pod słowami "klient nasz pan" kryje się i wiele więcej, być może chęci zmiany różnych rzeczy przez Witolda. Będzie zapętlenie będzie :)))
  • kalaallisut tydzień temu
    (kiedyś nadrobię!)
  • Justyska tydzień temu
    kalaallisut to tylko taka pisanina. Miło, że zaglądasz. Niedługo się "cośniecoś" wyjaśni:)
    Pozdrówka!
  • Freya tydzień temu
    Nie myśl se, że nie czytam... Pozdrawiam... :)
  • Justyska tydzień temu
    To ja sie bardzo ciesze Freya :)
  • Trening Wyobraźni tydzień temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Canulas tydzień temu
    "– Pobłądzimy?! Dobre sobie – wybucha śmiechem, po czym dodaje – Walczę z nawigacją, bo z powodu nadmiernych opadów wiele dróg zamknęli." - możliwe, że jeśli anonsujesz wypowiedź przyda się dwukropek po "dodaje".

    Dziwie się robi. Uczucie Truman Show coraz większe. Może to on jest halucynacją świata?
  • Justyska tydzień temu
    Witaj Can, kropeczki wstawione. Dzięki za czujne oko. Już niedługo się wyjaśni jakby coś. Koniec się zbliża:)
    Pozdrówka, fajnie, że zaglądasz:)
  • pasja 5 dni temu
    Czy to rozdwojenie jaźni, czy dobrze uknuta przez kogoś zabawa. Witold i zachowanie Bruna zaczyna być śmieszne, a zarazem tajemnicze. Nieraz na swojej drodze spotykamy ludzi, którzy potem wypierają się pewnych zachowań.
    No ciekawe jaki będzie dalszy ciąg wspomnień Witolda.
    Pozdr
  • Justyska 5 dni temu
    Witold się zapętlił. Jestem bardzo ciekawa twoich dalszych wrażeń:) Miło mi, że zaglądasz Pasjo!
  • Maurycy Lesniewski wczoraj o 20:04
    No i moje podejrzenia się potwierdzają, że coś to wszystko śmierdzi... :)
    Zostawiam gwiazdy i idę obadać dalej :)
  • Justyska wczoraj o 20:17
    :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania