Poprzednie częściOstatni papieros cz.1  

Ostatni papieros cz. 2

Witold idzie na spotkanie z ubezpieczycielem i choć uważa, że terapia z hologramem jest niezgodna z naturą, wie, że wyrazi na nią zgodę. Potrzeba uporządkowania sprzecznych emocji jest zbyt natarczywa, by ją zignorować. Tak jak pedantyczna matka nie położy się spać, zanim nie posprząta wszystkich zabawek po dzieciach, tak i on nie zazna spokoju, jeśli nie odbędzie tej ostatniej rozmowy.

Do wczoraj miał nadzieję, że ceremonia pogrzebu coś zmieni, że wyciśnie łzy i pozwoli odejść złym wspomnieniom. Nie zmieniła, a nawet wzmocniła uczucie zmieszania. Walka z nim to jak próba oddzielenia ziaren piasku od sezamu. Wydaje się niemożliwe. Potrzeba do tego dużych pokładów cierpliwości i miłości. Czemu więc nie potrafi tego zrobić, skoro mimo wszystko kocha matkę? Może dlatego, że w głębi duszy porównuje tę miłość do nałogu, który dając chwilę przyjemności, w rzeczywistości wciąż upokarza. Rzucanie palenia było łatwiejsze niż rozstanie z adrenaliną towarzyszącą ciągłej huśtawce nastrojów w domu pełnym wszystkiego.

Tak to jest ten czas, teraz jej to powie. Da upust wszystkim emocjom, wykrzyczy się, a później zapomni i wreszcie prawdziwie ją pochowa. Ale jak to wszystko będzie wyglądać? Przecież hologram, to nie prawdziwa osoba. Czy będzie zdolna udzielić sensownych odpowiedzi? Czy będzie mógł jej dotknąć? Czy ona będzie mogła go uderzyć? Gdy był dzieckiem, czasem to robiła, bo był głupiutki i słowa nie zawsze wystarczały.

Nie, to nie ma sensu. Znów sam siebie oszuka. Rozdrapie rany. Jestem za głupi na te nowe technologie. Chyba nie dam rady, myśli nerwowo, skubiąc skórki.

Zrezygnowany siada na ławce i wyjmuje z kieszeni telefon. Po raz kolejny odtwarza relację z pogrzebu. Czeka, aż ból przebije serce w momencie, gdy trumna zostaje umieszczona w rodzinnym grobowcu. Ale nic. To wszystko jest nierealne. Przecież pogrzeb matki to nie film! Zrywa się z ławki i zatrzymuje nadjeżdżającą taksówkę.

– Na cmentarz, proszę.

– Cmentarz? Się robi. A, tak zapytam. Jakaś pilna sprawa? Bo dziś zakorkowane straszliwie.

– Chcę zapalić znicz na grobie matki. Podobno, można kupić taki u jednej kobiety, co mieszka obok cmentarza.

– O! O tym już dawno nie słyszałem. Internet nawalił? Mam darmowe wi-fi w samochodzie. Można skorzystać, zapalić znicz i nie trzeba marznąć.

– Chcę taki prawdziwy. Ale dziękuję.

Zapada niezręczna cisza. Taksówkarz próbuje odbudować w pamięci taki znicz. Ostatnio miał coś podobnego w ręce, gdy był dzieckiem. Wciąż jednak tli się w nim wspomnienie gorącego wosku i wiatru, który przeszkadzał w zapaleniu knota. Nagła tęsknota za zimnym powiewem i ciepłem ognia porusza jego myśli. W głowie rozbrzmiewają słowa babci, na której grobie zostawił światełko. Zawsze powtarzała, że ekran to nie życie, ekran cię nie oparzy, wnusiu. Tak mówiła. I miała rację. W pamięci odtwarza też obraz dziadka. Był silny, potrafił walczyć o siebie i bliskich. Miał blizny i wiele historii do opowiedzenia. Płakał i śmiał się, gdy je opowiadał. Zapalał przy tym często świece i dotykał płomienia palcami. Ja nie mam blizn ani historii, myśli i czuje pustkę, jakby ktoś wykasował mu pamięć i zabrał część życia, by przechować ją w jakiejś bliżej nieokreślonej chmurze.

– Jesteśmy na miejscu. Należy się…

– Dziękuję. Już zrobiłem przelew.

– Ach tak, widzę – odpowiada mechanicznie i po chwili obserwuje, jak jego klient wchodzi po schodach do niewielkiego domu, aby zapytać o znicze. W końcu wychyla się przez samochodowe okno i woła:

– Panie, jak będzie miała, to proszę wziąć dwa.

Ma. Witold kupuje znicze i zapałki, a starsza pani uśmiecha się uprzejmie i gładzi go z matczyną czułością po ramieniu, nie mówiąc ani słowa. Nie musi. Nie zawsze słowa są potrzebne, aby się zrozumieć. Przecież miłość mieszka w spojrzeniu. Majka zawsze to powtarza, a Witold wierzy.

Po chwili idą wąskim cmentarnym chodnikiem. Taksówkarz szuka grobu babci, a Witold rodzinnego grobowca. Obaj są zaskoczeni. Groby są zaniedbane, brudne, zapadnięte. Wszystko wygląda zupełnie inaczej niż na internetowym obrazie, nawet drzewa, stojące na brzegu smętnie ciągnących się alejek, wydają się jakby przygarbione, a niebo bardziej szare niż zwykle.

– To tu. Tu jest pochowana moja matka – mówi cichym głosem Witold, jakby bał się obudzić zmarłych.

– Iść z panem?

– Nie. Muszę iść sam.

Kiedy staje przy kamiennej płycie, zaczynają drżeć mu ręce. Odgarnia cały brud, by zrobić miejsce dla znicza. Wieje zimny wiatr. Pada drobny śnieg. Witold nie lubi śniegu, dlatego rzadko wychodzi na dwór. Od lat jest ciągle ta sama pogoda. Mokro i zimno, do zwariowania.

– Mamo – zaczyna nieśmiało szeptem. – Jestem. To światełko jest dla ciebie i jest prawdziwe.

Po każdym słowie przełyka ślinę. Ma wrażenie, że dźwięki zbudowane są z kolców, a każdy boleśnie rani jego gardło. Usilnie próbuje wycisnąć łzy, dlatego wciąż odtwarza w głowie bolesne momenty, ale nic nie pomaga. Nie potrafi płakać i zaczyna się zastanawiać, czy jest mu w ogóle żal, czy ma jeszcze jakieś ludzkie uczucia i wtedy kątem oka dostrzega taksówkarza, który gołymi rękami oczyszcza grób babci w sąsiednim sektorze. Płacze i wygląda na to, że nie ma siły wstać. Witold też czuje powolne łzy na swoich policzkach. Skąd się wzięły? Czy to wiatr podrażnił śluzówkę, czy może szkoda mu towarzysza, a może płacze nad sobą? Sam tego nie wie. Bez słowa pożegnania odchodzi, by pomóc wstać nowemu przyjacielowi.

Po chwili wychodzą razem z cmentarza. Taksówkarz zatrzymuje się w bramie i spogląda jeszcze raz za siebie.

– Wie pan, miejsca takie, jak to, muszą żyć, żeby żywi potrafili oddychać. Smutne czasy – mówi głosem człowieka, który zrozumiał więcej niż inni.

Witold jedynie przytakuje, czując rosnący niepokój przed czekającym go spotkaniem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Justysko. Przeczytałem, ale na pewno nie jeden raz. I wszystkie następne części. Podoba mi się... ale tak: inaczej. Pozdrawiam→5
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Dekaosie, jakoś ciągle chcę próbować inaczej, nie wiem czy kiedyś przestane szukać. Może jak przestanę to będzie nudno? :)
    Bardzo mi miło, że zajrzałeś. Dziękuję i pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Nie ustawaj w poszukiwaniach, bo to co znajdujesz, cieszy wielu.
    Daje radość lub zmusza do myślenia.
    Tym bardziej tak podane, jak podajesz:)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    DD :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    "Nie zawsze słowa są potrzebne, aby się zrozumieć. Przecież miłość mieszka w spojrzeniu." - świetne.

    "Oboje są zaskoczeni." - być może: Obaj.

    Kurdex, no. Nie mam pytań. Ale obrazek. Naprawdę zostanie we łbie na trochę.
    Pozdro Justyska. Pisz częściej.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Poprawione, nigdy nie wiem, kiedy obaj a kiedy oboje :) Cieszę się, że przypadło do gustu. Miało być krótkie opowiadanie, ale jakoś mi pomysł urósł.
    Dzięki za skrzydła i pozdrawiam!
  • TrzeciaRano 8 miesięcy temu
    Bywało lepiej
  • Justyska 8 miesięcy temu
    No jasne TrzeciaRano, zawsze może być lepiej:)
  • Adelajda 8 miesięcy temu
    "Zawsze powtarzała, że ekran to nie życie, ekran cię nie oparzy, wnusiu." - żeby żyć, trzeba czuć, jak boli to znaczy, że żyjesz

    Czy taka przyszłość nas czeka? Czy to już? A może za chwilę? Jakże smutny obraz zapodałaś. Jednak dający do myślenia. Już teraz widzi się zaniedbane groby, już teraz można zapalić wirtualny znicz. Pamięć raz do roku, od święta.
    Bardzo lubię takie teksty; Can dobrze prawi - pisz częściej :)
    Pozdrawiam.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dziękuję Adelajdo za refleksję. Oby nigdy... pobożne życzenie.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • jolka_ka 8 miesięcy temu
    "Mamo – zaczyna nieśmiało szeptem. – Jestem. To światełko jest dla ciebie i jest prawdziwe." - Tu mi jakoś oczy zawilgotniały...
    Całość jest napisana w bardzo fajnym koncepcie, świat pożerany przez sztuczność i urządzenia, a w jego wnętrzu człowiek, który próbuje sięgnąć w głąb duszy i znaleźć tam jakiś smutek.
    Pozdrawiam.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Jolka dziękuję za emocjonalny odbiór. Miło mi, że zaglądasz.
    Pozdrawiam!
  • Maurycy Lesniewski 8 miesięcy temu
    "Sam Witold tego nie wie " – tu chyba "Witold" zbędne słowo, bo kontekst nie pozostawia wątpliwości o kogo chodzi. Ale obadaj po swojemu, może się mylę.
    To z tymi zniczami to już trochę nas rzeczywistość dogoniła. U nas nie można na cmentarzu zapalić zwykłego znicza, można elektryczny, względy p poż.
    Ciekawa opowieść, taka w Twoim stylu, przeplatana przemycanymi głębszymi przemyśleniami.
    Pozdrowienia obsypane gwiazdkami zostawiam :)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Maurycy, poprawiłam zgodnie z sugestią. Na cmentarzach, gdzie leżą moi bliscy wciąż można zapalać prawdziwe znicze. Całe szczęście.
    Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam gorąco w ten mroźny czas!
    ps. przed chwilą byłam na dworze... - 26.:)
  • Bożena Joanna 8 miesięcy temu
    Tekst pełen refleksji nad przemijaniem. Czy zdobycze techniki zawładną nami całkowicie? Dlaczego tak rzadko odwiedzamy groby najbliższych nam osób? Warto było przeczytać to opowiadanie. Serdecznie pozdrawiam!
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dziękuję Bożeno, cieszę się, że odnalazłaś w tekście coś wartościowego:)
    Pozdrawiam cieplutko!
  • pasja 8 miesięcy temu
    Dzień dobry
    Jak bardzo jesteśmy sterowani przez magnetyczne pola. Sięgamy po nowoczesność, a oddalamy się od przeszłości, od tego co jest ważne dla zachowania równowagi w naszej codzienności. Zabijamy emocje i uczucia te dobre, a wyzwalamy te zimne i złe. Tradycja w dzisiejszych czasach jest wyśmiewana i kontrowersyjna. Groby zmarłych odwiedzamy coraz rzadziej, zlecając to firmom.

    Wie pan, miejsca takie, jak to, muszą żyć, żeby żywi potrafili oddychać... zakończę tym pięknym wyrywkiem.

    Ciepło pozdrawiam
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dziękuję Pasjo za ten wyimek i mądry komentarz. Jak zawsze w punkt.
    Pozdrawiam!
  • 00.00 7 miesięcy temu
    Zebrało mi się na refleksje.
  • Justyska 7 miesięcy temu
    To chyba dobrze. Dzięki że wpadłaś 00.00:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania