Ostatni papieros cz. 4

– Witam w Zakątku Pożegnań – mówi spokojnym głosem młody człowiek, stojący na baczność za prostą ladą w kolorze metalu.

– Witam – odpowiada niepewnie Witold i rozgląda się po pomieszczeniu. Wydaje mu się ono wyjątkowo zimne mimo wielu zabiegów, które z pewnością mają uczynić je przytulnym. Pod oknem stoją dwie popielate kanapy, przy których ustawiono niewielkie kawowe stoliki, jedne z tych, które ze względu na nikłą wysokość są niezwykle niewygodne podczas picia kawy. Wciąż trzeba się pochylać lub garbić. Przeważnie nikt tam kawy nie pija, dlatego stoją na nich wazony wypełnione świeżymi kwiatami. Witoldowi białe lilie od razu kojarzą się z pogrzebowymi wiązkami. Nieświadomie wykrzywia twarz na ich widok.

– Nie kojarzę buzi, więc zakładam, że to pierwszy raz u nas – mówi ugrzecznionym głosem pracownik recepcji.

Witold spogląda podejrzliwie, bo nie jest pewny płci zagadkowej osoby, która stoi wyprostowana niczym struna z wymalowanym uśmiechem. Najpierw analizuje blond farbowane włosy układające się jedną falą na lewej stronie głowy, przykrywając częściowo wygoloną skórę nad uszami. Po chwili spojrzenie wędruje niżej, by zatrzymać się na dopasowanej koszuli w kolorze spranego różu. Piersi nie dostrzega, więc biorąc pod uwagę nie do końca kobiecy głos, zakłada, że to mężczyzna. Kiedy spogląda w oczy rozmówcy, dostrzega, że ten się czerwieni.

Otrząsa się lekko zażenowany i wyciąga z kieszeni kartę ubezpieczeniową.

– Tak, tak… Pierwszy raz.

Miki, takie imię widnieje na plakietce pracownika agencji, skanuje kod kreskowy karty i oddaje ją klientowi.

– Pokój numer 13. Proszę iść prosto w głąb korytarza, twój pokój będzie po lewej stronie.

Witold odbiera kartę, mając nadzieję, że to wszystko jest tylko złym snem. Ma dopiero czterdzieści jeden lat, a wciąż czuje, że nie pasuje do czasów, w których przyszło mu żyć. I choć nie ma żadnych uprzedzeń co do całego zamieszania związanego z płciowością, to lubi wiedzieć z kim rozmawia. I jeszcze ta wszechobecna bezpośrednia forma. Przecież nie przechodzili na ty, nie przypomina sobie, choćby wymiany uścisku dłoni.

Te wszystkie myśli, kołaczą się w głowie Witolda niczym bile na stole bilardowym po pierwszym rozbiciu, kiedy żadna z kul nie trafia do łuzy. Niemal słyszy głos przyjaciela sprzed lat: „Musisz zdecydować. Całe lub połówki?” Nigdy nie decydował. Na początku gry zawsze uderzał gdzie popadnie i czekał co się stanie. To były fajne czasy. Teraz wciąż musi o czymś decydować. Decydowanie jest męczące. Witold nie lubi decydować. Tak jak nie lubi czytać regulaminów. Niestety przed wejściem do pokoju musi to zrobić i potwierdzić odciskiem palca. Inaczej drzwi się nie otworzą.

Czyta, głośno wzdychając przy każdym kolejnym podpunkcie. Dowiaduje się, że przez pierwszy miesiąc ma nieograniczony dostęp do swojego pokoju. Może w nim spędzać całe dnie i noce, jeśli zechce. Na samą myśl, że aż tyle czasu miałby spędzić z matką, przechodzi go dreszcz. Musi to szybko załatwić i mieć spokój.

Kiedy wie już wszystko, przyciska kciuk do ekranu i po chwili wchodzi do środka. Pokój jest pusty, bez okien. Ściany pokrywa oczywiście popielata farba, która idealnie pasuje do przeciwdeszczowego płaszcza Witolda, a całość rozjaśnia smętna jarzeniówka umieszczona nad rozkładanym fotelem. To właśnie tam czekają specjalne okulary, dzięki którym spotkanie ma dojść do skutku.

Rozsiada się więc wygodnie, odchyla oparcie. Bierze głęboki oddech i rozpoczyna podróż.

Jest teraz w kuchni w domu rodzinnym, po którym roznosi się przyjemny zapach szarlotki. Widzi matkę. Stoi do niego tyłem. Zmywa naczynia. Chwilę się jej przygląda, nie mogąc wyjść z podziwu, że to wszystko jest takie realne. Namacalne.

– Tak się cieszę, że jesteś synku. Ciasto zaraz będzie gotowe – mówi z uśmiechem i odwraca się w stronę Witolda. Podchodzi i obejmuje go za szyję, ale ten nie odwzajemnia uścisku. Nigdy tego nie robi, nawet w stosunku do żony, a obecna sytuacja wydaje mu się zupełnie nienaturalna. Ona nigdy by się tak nie zachowała. To jest oszustwo. Oszustwo! Krzyczy jego umysł, ale ciało wciąż stoi bezradne.

– Siadaj, siadaj kochany. Zrobię ci kawy i zaraz ukroję ciasta. Jeszcze gorące, ale to nic. Opowiadaj co u ciebie.

Witold siada oniemiały i obserwuje, jak matka krząta się po kuchni. Jej ruchy są takie, jakie powinny być, ubranie również. Ale w powietrzu czuć zapach sztuczności, trochę jak w noc sylwestrową, kiedy euforia jest obowiązkiem, a nie efektem radosnej chwili.

– U mnie dobrze – odpowiada mechanicznie, ale szybko decyduje się na atak. – Czemu nie zapytasz co u Mai? Wiesz, że ostatnio chorowała.

Oczywiście nie jest to prawdą, ale chęć sprawdzenia programu jest zbyt duża, żeby tak zwyczajnie się mu poddać.

– Ona mnie nie interesuje. Nie jest moim dzieckiem ani nikim ważnym – mówi jakby do siebie. – O! Zobacz, tu są wciąż twoje sztućce z dzieciństwa – dodaje z uśmiechem, jakby poprzednio wypowiedziane słowa nie istniały.

– Faktycznie! Jeszcze je masz? Uwielbiałem te kaczuszki na końcach! – radosny głos Witolda roznosi się echem po kuchni. – Dobrze cię znów widzieć, mamo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan 8 miesięcy temu
    – Nie kojarzę buzi, - imho nie pasuje nawet jeśli to dziecko. Recepcjonista powiedziałby raczej pytaniem; czy mieliśmy przyjemność gościć lub stwierdzeniem; proszę wybaczyć lecz nie pamiętam... Wszak to jednak dosyć dużo ludzi się przewija a i recepcjoniści zmieniają ;)
    Piątunia po Czepialskim ;)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Karawanie, uwaga słuszna, ale w mojej wybujałej wyobraźni Miki właśnie tak mówi i taki jest:)
    Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie!
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Przeczytam jak wrócę. Trza iść.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Zapraszam:)
  • Adelajda 8 miesięcy temu
    Jakie to smutne. Chęć przedłużenia tej wyjątkowej relacji, choć bohater zdaje sobie sprawę, że to nie jego matka, ona by się tak nie zachowała - to jednak tęsknota bierze górę nad trzeźwym myśleniem. Okrutny interes, bo kto wie ile ludzi z tego by korzystało, gdyby to istniało, żeby ten ostatni raz, a tak prawdę mówiąc nigdy się nie pożegnać.
    Dobra część, utrzymana w dalszym ciągu w klimacie. Ciekawa jestem jak to się zakończy :)
    Pozdrawiam.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dziękuję Adelajdo. Trzymajmy kciuki za Witolda, może nie da się aż tak zbałamucić:)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    No na prawdę dobrze napisane. Ten dziwny nastrój. Niby wszystko o.k...ale coś ''wisi w powietrzu''.
    Bohater stoi na miedzy i nie wie, które ''pole'' jest... no właśnie.
    Mnie by już ten popielaty, podejrzany kolor dopingował do ucieczki. Gdyby żółty - to o.k.
    Zastanawia mnie jedno. Albo ta ''zacna'' instytucja, potrafi działać nie tylko na zmysły wzroku, ale też: czucia (objęła go za szyje)
    albo też... ten co go wpuszczał, dziwnie wyglądał... a zatem Witold mógł...
    Tak czy siak jestem na Wielkie Tak!! →5
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dekaos prosze o sprecyzowanie watpliwosci :)
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Adyć Justyska→Tak jeno pomyślałem, w sensie ''technicznym''. Skoro hologram Matki objął go za szyję i on to poczuł i uścisk odwzajemnił, to albo jego zmysły odczuwania zostały zmanipulowane, albo to nie jest obraz. Ale przecież w tym co piszesz, nie to jest najważniejsze, tylko odczucia ludzkie, różne myśli, biznes kosztem ludzkich uczuć, tęsknota, zwątpienia lub nie...itp
    Szkoda, że o tym wspomniałem. Przecież tekst mnie się bardzo podoba.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Dekaosie wszelkie watpliwosci mile widziane. Bedzie o tym troche w kolejnej czesci. Witold tez jest przeciez zaskoczony :)
    Pozdrowka!
  • Freya 8 miesięcy temu
    "Piersi nie dostrzega, więc biorą pod uwagę nie do końca kobiecy głos," - biorąc
    "będzie gotowe – mówi z uśmiechem i odwraca się w stronę Witold." - Witolda
    "ale szybko decyduje się na atak – Czemu nie zapytasz" - kropka

    Właściwie to już obecnie są możliwości techniczne VR, aby realizować tego rodzaju przedsięwzięcia - wyreżyserowane pod kątem profilu oczekiwań odbiorcy. Jednak byłaby to dosyć kosztowna zabawa. Albo wprowadzanie klienta w stan hipnozy - aby poprzez oddziaływanie sugestią osiągnąć podobne doznania. Można też stymulować za pomocą środków farmakologicznych, albo zaangażować aktorów do odgrywania zainscenizowanych ról. A już najlepiej, to byłoby użyć tych wszystkich technologii i metodyki razem :)
    Jeszcze odnośnie wypowiedzi DD... złudzenie zmysłu dotyku może być symulowane poprzez specjalne kombinezony, które razem z okularami zakładają uczestnicy profesjonalnych zabaw. Ale sama projekcja holograficzna, czyli w tym przypadku projekcja trójwymiarowa 3D (wnętrza kuchni oraz ożywionej postaci ludzkiej), byłaby pozbawiona zdolności odczuwalnych jako dotyk - dla uczestników takiego programu :) Pozdrawiam
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Freya. Babole poprawione, dziękuję za uważne oko. Co do hologramu w kolejnej części będzie więcej, ale tylko trochę. Nie ukrywam, że techniczne nowoczesne ciekawostki są mi niemal obce. Tu raczej chcę się skupić na tym co może się wydarzyć, gdy postawimy o jeden krok za daleko.Taka tam moja fantazja:)
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za czytanie!
  • jesień2018 8 miesięcy temu
    Też się zastanawiałam, jak on poczuł przytulenie. I dlaczego na końcu odezwał się tak wesoło, jakby to nagle nie był Witold, tylko też wizualizacja.
    Jest trochę literówek.
    Ale nic to, nic to gdyż:
    Bardzo mi się podoba! Lubię takie właśnie pisanie. Super:)
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj jesień:) Muszę w takim razie jeszcze raz przeczytać na spokojnie w poszukiwaniu złośliwych literek. Tak jak pisałam do Freya, o hologramie będzie trochę więcej, ale nie chcę się na tym skupiać. Technicznie leżę. To tylko taka fantazja:)
    pozdrawiam i dziękuję Ci za odwiedziny!
  • pasja 8 miesięcy temu
    Witam
    Od samego przekroczenia progu tej instytucji czuje się chłód i sztuczność. Cała sceneria pozbawiona jest ciepła, a wszystkim steruje niestety człowiek. Smaki, zapachy i kolory może ktoś za nas zaprojektować, jednak uczuć i emocji już nie. I w twoim tekście są pewne wątpliwości co do gestu matki, i tutaj ma wątpliwości czy to nie jest oszustwo. Nie wszystko jest dokładnie zaplanowane i jednak Witold też musi zadecydować o pewnych procedurach, chociażby otwarcie drzwi na dotyk kciuka. A potem niby wszystko się zgadza, a jednak są pewne zawirowania i pytania bohatera do siebie?
    Strasznie emocjonalna ta część i wyzwala lęk przed przyszłością, lęk przed zabraniem naszej tożsamości. Ciekawe jak potoczą się dalsze losy. Tak w ogóle nie mamy żadnych wiadomości o jego żonie, tylko cząstkowe wzmianki bohatera.

    Pozdrawiam ciepło
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Pasjo. Dziękuję Ci za cenną refleksję i przemyślenia, właśnie na tej tożsamości chcę się poniekąd skupić.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Canulas 8 miesięcy temu
    "– Nie kojarzę buzi, więc zakładam, że to pierwszy raz u nas – mówi ugrzecznionym głosem pracownik recepcji." - dziwne trochę, że nie "twarzy". Nie że zgrzytnęło, ale zatrzymało.

    "– Pokój numer 13. Proszę iść prosto w głąb korytarza, twój pokój będzie po lewej stronie." - a tu bym się zastanowił, bo dwa podejścia są serwowane. Proszę iść/ Twój pokój. Jakby typ (być może taki zamysł) nie mógł się zdecydować.
    Może: Proszę idź, czy pójdź/ Twój pokój
    Lub: Proszę iść/ Pański pokój.
    Pod rozwagę.

    Ooo, dalej wyjaśniasz sama, ale już nie będę korygował komentarza ;)


    "Widzi matkę. Stoi do niego tyłem. Zmywa naczynia. Chwilę się jej przygląda, nie mogąc wyjść z podziwu, że to wszystko jest takie realne. " — a tutaj troszkę się (nie tyle pogubiłem, co...) no dobra, pogubiłem. Szybko skaczesz. On, matka, znów on. Może jakby łącznik: Widzi matkę stojącą tyłem i zmywającą naczynia". Czy coś innego. WIem, że ciachanie zdań dodaje pięknego zimna obojętności, ale...


    " Ale w powietrzu czuć zapach sztuczności, trochę jak w noc sylwestrową, kiedy euforia jest obowiązkiem, a nie efektem radosnej chwili." - świetne. Prześwietne wręcz.


    Dziwne, tajemnicze i poniekąd creepy. Od strony pomysłu - wow. Niepokojące dosyć. Coś jak epizod serialu Black Mirror.
    Pozdrox
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Witaj Can, dziękuję za wizytę i bogaty komentarz:) Co do uwagi o "pociachanych zdaniach" jutro na spokojnie obadam, bo chyba faktycznie coś tak nie tak.
    Teraz już padam.
    Miłej nocki i pozdrawiam serdeczniaście:)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Justyska - ciao
  • Maurycy Lesniewski 7 miesięcy temu
    Każdy biznes pogrzebowy i około pogrzebowy, tak jak jest w naszych czasach i tak pewnie będzie w przyszłości, będzie się trzymał bardzo dobrze, dopóki ludzi z odchodzącymi z tego świata będzie trzymać silna więź z tymi którzy na nim zostają.
    Ludzie tak naprawdę nie kupują znicza zmarłym, kupują go sobie, aby się lepiej poczuć, to samo jest z kwiatami i wszystkim innym... Często o tym myślałem, ale i tak to robię, kupuję...
    Takie luźne myśli mi się nasunęły.
    Idę obadać następny odcinek :)
    5 oczywiście :)
  • Justyska 7 miesięcy temu
    Witaj Maurycy, to prawda co piszesz. Myślę, że pamięć jest najważniejsza a ogień to piękny symbol.
    Dzięki piękne za wizytę i przemyślenia. Zawsze chętnie czytam Twoje komentarze:)
    Pozdrawiam!
  • 00.00 7 miesięcy temu
    Symulacja, nie chciałabym dożyć takich czasów, szczególnie kontaktu pozagrobowego.
  • Justyska 7 miesięcy temu
    I ja również 00.00.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania