Przyjaciele 13

- Jak myślisz, tato? Czy kiedyś będę taki, jak ty?

- Jestem tego pewien.

Pan Shellady pogłaskał syna po głowie i uśmiechnął się.

- Ale powinieneś pamiętać, że każdy ma wolną wolę i może spełniać wszystkie swoje marzenia, bez względu na to, kim był jego ojciec. Jeśli chcesz w życiu robić coś innego, masz do tego zupełne prawo.

- A czy w niebie też będziemy robić to, co robimy na ziemi?

- Oczywiście, że tak. W niebie będziemy pracować i rozwijać pasje, tak jak na ziemi. Ale w domu Ojca nic nam nie będzie w tym przeszkadzać, wszystkie przeszkody i problemy znikną.

Hilary usiadł na kolanach taty i mocno go przytulił.

- A czy też tam będziesz?

- Mam nadzieję, synku.

- A Pan Bóg też jest naszym tatą?

- Oczywiście, skarbie. Ale jest idealny, nie ma żadnych wad i bezgranicznie kocha każdego człowieka.

 

Hilary jakby przebudził się ze snu. Spojrzał przed siebie, pomrugał oczami i wrócił do rzeczywistości. Z zaciekawieniem rozejrzał się dookoła.

Siedział na sofie, w gabinecie Serafina. Lekarza akurat nie było, ale obok Hilarego siedział zasępiony Alfons. Shellady się uśmiechnął.

- Skąd taka mina? - spytał.

- Hm? Ah, tak. Po prostu myślę. Obawiam się, że ta rozmowa nie będzie łatwa.

- Nie rozumiem. Przecież wczoraj mówiłeś, że Serafin nie może o niczym wiedzieć. A dzisiaj zdecydowałeś, że trzeba mu o tym powiedzieć. To dziwne.

Alfons westchnął.

- Wiem, powiedziałem, że Serafin nie może wiedzieć. Ale przemyślałem to w nocy i zrozumiałem, że to niemożliwe. On i tak się dowie, prędzej czy później. Nigdy w życiu bym sobie nie wybaczył, gdyby dowiedział się od kogoś obcego o tym, co tu się dzieje. Nie mogę tego tak zostawić. To nasz wspólny problem, łączy nas obu. Muszę mu to powiedzieć, jestem mu to winien.

- Nie rozumiem. Co was łączy?

Alfons wbił w niego wzrok. Przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć. Wreszcie powoli rzekł:

- Najpierw pogadam z Serafinem, a potem wszystko ci opowiemy.

- Niech ci będzie.

Do pokoiku wpadł zdyszany Serafin. Miał potargane loki i niedopietą koszulę w jasnym, fioletowym kolorze. Na twarzy miał jakieś świeże zadrapania.

- Przepraszam, że musieliście tyle czekać! Pacjent mnie zaatakował... Chwileczkę!

Serafin wszedł do malutkiego pokoiku obok swojego gabinetu. Tam zapewne się przebierał. Hilary pomyślał, że lekarz ma naprawdę ciężką pracę. Nigdy nie wie, jak i gdzie dopadnie go jakiś wariat…

- No dobra, może być. To słucham, co tam macie do mnie? - pytał psychiatra, siadając za biurkiem.

- Mamy bardzo poważny problem - nieco nieśmiało oświadczył Alfons. - Przeszłość się do nas odezwała.

- Nie rozumiem - Serafin wpatrzył się w pacjenta, po czym nagle zbladł jak papier. - Co ty…

- Niestety. Donald wrócił. I obaj wiemy, czego chce.

- Nie tylko on…

Serafin zaczął nerwowo gryźć długopis. Hilary pytająco spojrzał na Alfonsa.

- O co chodzi? - zapytał.

- To długa historia - wtrącił się wyraźnie zdenerwowany Serafin. - Alfons, powiedz mu. I tak tego nie powstrzymamy.

- Może zacznę od początku. Serafin ma 42 lata, ja 44.

- Więc on jest od ciebie młodszy - wtrącił z niedowierzaniem stwierdził Hilary.

- Właśnie. Pierwszy raz spotkaliśmy się w Paryżu. On studiował tam medycynę, ja po prostu zwiedzałem. Na miejscu nabawiłem się zapalenia płuc. Serafin opiekował się mną przez kilka tygodni, gotował dla mnie, podawał mi leki, dotrzymywał towarzystwa i próbował poprawiać mi humor. Dzięki niemu szybko wyzdrowiałem i doszedłem do siebie. W tym czasie, gdy byliśmy na co dzień razem, bardzo się ze sobą zżyliśmy. Staliśmy się dla siebie braćmi, najlepszymi przyjaciółmi. Po jakimś czasie zacząłem traktować Serafina jak własnego ojca. Jako dziecko nie doświadczyłem nigdy miłości swojego taty, ciągle pracował i miał mnie gdzieś, delikatnie mówiąc. Serafin za to opiekował się mną i darzył prawdziwą miłością. Mimo, że był ode mnie młodszy, zastąpił mi ojca, wspierał mnie, kochał. Stał się najbliższym mi człowiekiem. Dzięki niemu odzyskałem wiarę w Boga i sens życia.

Serafin pochodził z bardzo bogatej rodziny. Zawsze go o to pytałem, ale nic nie mówił zbyt szczegółowo. Pewnego dnia do domu, w którym razem mieszkaliśmy, przyjechał pewien mężczyzna. Nazywał się Donald Silfur. To znaczy, wtedy posiadał trochę inne nazwisko. Właściwie to miał aż kilka pseudonimów.

Przyszedł do Serafina w jakiejś ważnej sprawie. Chwilę porozmawiali i Donald wyszedł. To właśnie wtedy dowiedziałem się, że ojciec Serafina jest szefem mafii, takim Ojcem Chrzestnym. Jego syn także był z tym silnie związany. Jako jedno ze starszych dzieci swojego ojca, musiał w przyszłości zająć jego miejsce. Na początku był to dla niego zaszczyt, ale potem Serafin znalazł coś, w czym pragnął się realizować. Chciał zostać aktorem.

Jako nastolatek zagrał w wielu filmach, był prawdziwą gwiazdą. Znany na dosłownie całym świecie, nie tylko z niesamowitego talentu aktorskiego, ale też pięknego i niespotykanego wyglądu, wówczas nazywał się August Doux. To był jeden z jego pseudonimów.

Pewnego dnia Serafin, wtedy Juliusz, na prośbę ojca postanowił spróbować swoich sił w pracy z mafią, do której poniekąd należał. Został wciągnięty do jednej z najbardziej niebezpiecznych akcji przemytniczych w historii. Miał przemycić narkotyki i papierosy, a także trochę alkoholu. Dla niepoznaki wysłano go na studia medyczne. Jego ojciec miał takie kontakty i możliwości, że bez problemu załatwił synowi miejsce na studiach.

Serafin w tym czasie zainteresował się chorobami psychicznymi. Po udanym przemycie niespodziewanie powiedział ojcu, że zamierza zostać psychiatrą. To był szok dla jego rodziny, wszyscy oprócz jednego brata i wujka próbowali go namówić na zmianę zdania. Serafin jednak okazał się być bardzo uparty. Został na studiach medycznych.

Ja też byłem w szoku. Dowiedziałem się, że Serafin nadal jest związany z mafią. Jego ojciec koniecznie chciał, aby syn mimo wszystko zajął jego miejsce i przewodził mafii. Dopiero po wizycie Donalda Serafin pokazał mi broń, którą przez tyle czasu trzymał w domu i jeszcze wiele innych rzeczy, o których istnieniu nie miałem nawet pojęcia.

Martwiłem się o niego. Wziął udział w kolejnym przemycie, niestety wbrew swojej woli. Przemyt się nie udał, Serafin bał się o moje bezpieczeństwo. Prosił, żebym gdzieś wyjechał, dla własnego dobra, na jakiś czas. W końcu się zgodziłem. To była najgłupsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu, ale wtedy tego nie widziałem.

Wyjechałem do Polski. Serafin obiecał, że jeśli wszystko będzie dobrze, to przyjedzie do mnie. Więc czekałem. Trwało to krócej, niż się ktokolwiek spodziewał. Serafin się ,,uratował", skończył studia medyczne i postanowił przyjechać do mnie. Nasza rozłąka trwała zaledwie tydzień. Wiem, że to dziwne, ale tak było. Sąd uniewinnił Serafina, więc zaraz po rozprawie przyjechał do mnie.

Niestety, w międzyczasie miałem wypadek samochodowy. Od tamtej pory cierpiałem na ciągły, paniczny lęk, bałem się światła i różnych pojazdów, unikałem ludzi. Coraz bardziej zamykałem się w sobie i rzadko wychodziłem z domu. W końcu prawie oszalałem, miałem objawy schizofrenii. Słyszałem głosy, miewałem halucynacje, w późniejszym okresie zacząłem robić sobie krzywdę, na przykład scyzorykiem. Serafin próbował mi pomóc, ale okazało się, że bez leków się nie obejdzie. Sam też miał swoje problemy…

- Jakie? - wtrącił zaciekawiony Hilary.

- Miał migreny. Z aurą. Widział różne rzeczy, których nikt inny nie zauważał i tak dalej.

- Nadal je mam - przyznał już opanowany lekarz.

- Niesamowite… - zachwycony Hilary pokręcił głową. - Co było dalej?

- Serafin nie wierzył jeszcze w swoje umiejętności, dlatego poprosił znajomego profesora, żeby mi pomógł. Ale profesor namawiał, żeby spróbował. W końcu Serafin się zdecydował. Tak się martwił, że mi zaszkodzi, że naprawdę pogorszył stan mojego zdrowia psychicznego… Profesor wyciągnął mnie z ciężkiej depresji i pomógł z lękiem przed światłem. Serafinowi też potrzebna była pomoc specjalisty, bo się załamał. Potem jednak wrócił do pracy, i to z jeszcze większą pewnością siebie. Leczył ludzi chorych psychicznie, był i jest teraz najlepszym psychiatrą na świecie. Każdy szpital w każdym państwie chciał z nim pracować. I nadal chce. Serafin dostaje dziennie po kilkadziesiąt propozycji współpracy. Szpitale psychiatryczne je ciągle ponawiają.

- Nie wierzę!

- Pomógł wielu ludziom i wciąż to robi. Jest niesamowitym, wspaniałym człowiekiem o bardzo dobrym sercu.

Alfons znacząco spojrzał na Serafina, po czym z całym przekonaniem dodał:

- I nadal go kocham.

Lekarz uśmiechnął się łagodnie. Wyglądał na znacznie starszego od Alfonsa, choć w rzeczywistości był o dwa lata młodszy. Hilary wiedział, że to zapewne skutek pracy z trudnymi osobami. W dodatku sam widział, jak często psychiatra był atakowany przez pacjentów.

- No dobrze, trzeba coś zrobić z Donaldem - powiedział zasępiony Alfons. - Tylko co?

- Jak to co? - ze zdumieniem spytał Serafin. - To proste. Osobiście do niego pójdę i powiem, że skończyłem z całym tym cyrkiem. Nie stoję już za mafią. Niech radzą sobie sami.

- Ależ, kochanie - Alfons pokręcił głową. - To niepoważne.

- Niepoważne to jest to, że mimo tego wszystkiego, co miało miejsce, nadal chcą to kontynuować. - oświadczył lekarz. - Jeszcze im mało? Przez nich mogłem mieć poważne problemy z prawem, mogłem trafić do więzienia. Nie zamierzam więcej ryzykować.

- Ale oni chcą, żebyś im przewodził - powiedział Hilary. - Jesteś ich dowódcą.

- Nie jestem. I nie będę. Skończyłem z tym cyrkiem. Przez nich byłem w poważnym niebezpieczeństwie, nie pozwolę znowu wpędzić się w kłopoty. Powiem mu to jasno i wyraźnie. Donaldowi.

- Ale ja idę z tobą! - Hilary wstał. - Alfons? Idziesz, prawda?

- Oczywiście, że tak. Obaj z tobą idziemy, Serusiu.

- Nie mów tak do mnie - lekarz się zarumienił, ze wstydem patrząc na Hilarego.

- Dobrze, Serusiu.

- Ale zaraz! - zawołał Hilary. - Dlaczego Alfons jest w szpitalu psychiatrycznym? Nie był na wojnie, prawda?

Alfons i Serafin spojrzeli na siebie.

- Był na wojnie - lekarz położył ręce na ramionach pacjenta. - W wieku 14 lat trafił do Afganistanu. Spędził tam prawie cztery lata. To, co tam widział, było… nie wiem, czy da się to opisać.

- Potem ci opowiem - niechętnie przyznał Alfons. - To… bardzo ciężkie przeżycia. Ale wszystko w końcu usłyszysz. Obiecuję.

- Dziękuję. Chodźmy, trzeba to załatwić.

Alfons złapał Hilarego za rękę i całkiem nieoczekiwanie się uśmiechnął.

- Ty będziesz miał kluczową rolę do odegrania.

- Słucham? Ja?

- Tak. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Nikomu nie mogę zaufać bardziej, niż tobie. Zaraz ci coś powiem.

Następne częściPrzyjaciele 14  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Beatko→Już sam początek, robi swoje. A później zmiana i znowu zagmatwanie, dobrze napisane. Coraz lepsze.
    I oczywiście tradycyjnie. urwane we właściwym miejscu:)↔Pozdrawiam:)→5
  • Beatka miesiąc temu
    Dziękuję : )
    Napisanie tego rozdziału trochę mi zajęło. A właściwie to napisałam do szybko, ale długo nie mogłam się za niego zabrać. Miałam krótką blokadę twórczą, ale wreszcie jest
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Beatko→Różne bywają w życiu blokady:)
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    „Pan Kunststaff pogłaskał syna po głowie i uśmiechnął się.”
    Coś mi tu nie gra. Kunststaff to nazwisko z „Milionerów” a nie z „Przyjaciół”. Hillary ma na nazwisko Schellady (lub Woody jak sam uważa)
    „wtrącił z niedowierzaniem stwierdził Hilary.”
    Wtrącił lub twierdził, ale nie oba
    „Serafin ma 42 lata, ja 44.”
    „W wieku 14 lat trafił”
    Liczebniki słownie

    No to po wykonaniu kilku kołowań nad lotniskiem zbliżamy się do punktu lądowania. Dla niektórych będzie twarde, ale pozostali a może nawet będzie ich większość zupełnie nie zdadzą sobie z tego sprawy.
  • Beatka miesiąc temu
    Dzięki, jestem bardzo zadowolona :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania